Nadzy i poszarpani piłą mechaniczną w hostelu - część 2

- Witamy w „Psach Hosa” – rzekł recepcjonista. – Co dla panów?
- Jeden pokój.
- Rozumiem, że łóżka osobne?
- Coś sugerujesz, frajerze? – zdenerwował się Wick.
- Nie stresuj się, Wick. Twój cholesterol.  
- Nie mam żadnego pieprzonego cholesterolu. Tak, osobne łóżka.
- Dobrze. A życzą sobie panowie dodatkowe atrakcje? Maniak z piłą? Kanibale zombie?
- Wolelibyśmy standardowe opcje.
- Czyli masakra w starym stylu. Dobrze. Jeszcze tylko jedno pytanie. Kiedy wolicie umrzeć? W dzień czy w nocy?
- To jakiś test na inteligencję?
- Nie, zwyczajne pytanie.
- No to ja wolę w dzień – powiedział Wick. – Przynajmniej przez noc się wyśpię.
- A mi tam bardziej pasuje noc. Wyśpię się w dzień.
- Widzę, że nie możecie się panowie zdecydować. Może rzut monetą? Reszka to noc, a orzełek noc.
- Zaraz…
- O i mamy – Recepcjonista wykonał prowizoryczny rzut starą monetą, wyciągniętą z kieszeni. – Reszka, czyli noc.
- Niech będzie. Czy to wszystko?
- Mają panowie w ogóle przy sobie jakieś pieniądze?
- Tak, eee… Zapłacimy rano.
- Och, nie wątpię. Życzę panom miłego dnia.
- Ale już prawie wieczór.
- To cieszcie się ostatnimi okruchami Słońca.
- Jasne.
Kumple zabrali kluczyk i udali się do odpowiedniego pokoju. Wchodząc do środka usłyszeli stłumione wrzaski.
- Co to?
- W starych hotelach non stop coś jęczy i stęka. Czasem to duchy, ale częściej meble i deski. Tak wyczytałem.
- Dziwny ten recepcjonista.
- Nie każdy rodzi się piękny.
Na szczęście w pokoju był telewizor. Wick liczył, że znajdzie się jakiś kanał z pornolami, niestety najwyraźniej odbierał tylko jeden. Na ekranie pojawiła się twarz Mężczyzny w Masce, który poruszał ustami, ale nic nie było słychać.
- Chyba wyciszone. Podgłośnię.
Dopiero wtedy usłyszeli chrypliwy głos dobiegający z odbiornika.
- I to były wszystkie zasady, o których musicie pamiętać by przetrwać. Gra rozpoczęta.
- Chyba się spóźniliśmy na początek filmu. Może dadzą powtórki.  
Po chwili zamiast Mężczyzny w Masce pojawiło się dwóch facetów, znajdujących się w pokoju przypominającym ten, w którym przebywali obecnie Stan i Wick.
- Co to za frajerzy? Pewnie kolejne durne reality show? Kablówka jest do bani.  
- Ten jeden z gęby jest podobny do ciebie. Paskudny typ.
- Idę spać. Nie będę oglądał takiego badziewia.
Stan pomachał ręką. Facet na ekranie zrobił to samo.
- Patrz. Ktoś chyba nas nagrywa.  
- Serio? Zawsze chciałem być w telewizji. To na pewno sprawka tego oblecha, recepcjonisty. Perwersyjny typ. Podnieca go to, że wiemy, iż ktoś nas obserwuje. Pewnie żałuje, że do hotelu nie zawitała młoda para namiętnych kochanków. Mógłby chociaż puścić poprzednie nagrania, byłoby ciekawiej.
- A więc to są te atrakcje. W sumie nawet fajnie.
- Popatrz w lustro. Będziesz miał to samo. A właśnie, gdzie jest kibel. Chce mi się srać.
Obraz na ekranie znów się zmienił. Pokazywał korytarz, którym szedł jeszcze brzydszy od recepcjonisty facet z siekierą w rękach.
- Chyba nadchodzą kolejne atrakcje. Już nigdy nie kupię pokoju w podrzędnym hotelu na odludziu. Nawet nie dadzą się człowiekowi po ludzku wyspać.
- I wysrać też. Idę poszukać kibla.

fanthomas

opublikował opowiadanie w kategorii horror i komediowe, użył 580 słów i 3279 znaków. Tag: #StanIWick

Dodaj komentarz