Dół na pustyni

Dół na pustyniNa zewnątrz było szaro i cicho i... Bardzo pusto. Nie było drzew, nie było roślin, ani zwierząt. Ludzi też zostało już bardzo niewielu. Jedyne co pozostało to smutek i ta okropna pustka. Odkąd w ziemie uderzył ogromny meteor wszystko się zmieniło na gorsze... Na dużo gorsze. Albert, czterdziestoletni mężczyzna, wyszedł ze swojego domu, albo z tego co po prostu z niego zostało. Podczas „końca świata" stracił żonę i córkę. Teraz jego życie nie miało już większego sensu. Równie dobrze mógł umrzeć. Zastanawiał się, czy to nie będzie najlepsze rozwiązanie całej tej nieprzyjemnej sytuacji. Szedł przez puste i ciche ulice, chciał znaleźć coś do jedzenia, którego również zaczynało brakować. Po „końcu świata" wciąż zostały resztki żywności z dawnego świata, a że ludzi było mało dla każdego starczało... Do czasu. W końcu Albert spotkał Adama. Często go spotykał, więc można powiedzieć, że mężczyźni nawet się zaprzyjaźnili. Albert zauważył, że Adam wychudł od ich ostatniego spotkania.
– Nic nie ma... - odezwał się Adam. Płakał i nie ukrywał łez. Płakał pierwszy raz od bardzo dawna. Miał sześćdziesiąt osiem lat.  
– Jak to nie ma? - zapytał zaniepokojony Albert. Był głodny i liczył na to, że w miejscu, gdzie dawniej stał supermarket znajdzie pożywienie.  
– Tak jak mówię... Nie ma nic, wszystko zjedzone. Adam bezradnie usiadł na ziemi i zaczął płakać jeszcze bardziej chowając twarz w dłoniach. Obok niego zaczęła gromadzić się mała grupa. W tych złych czasach ludzie tworzyli grupy, w ten sposób łatwiej było im przetrwać. W końcu razem zawsze raźniej.  
– Naprawdę nic już nie zostało? - zapytała Anna. Była najmłodsza z ich grupy, miała zaledwie siedemnaście lat. Cała jej rodzina już nie żyła i dziewczyna chciała popełnić samobójstwo. Grupa przekonała ją jednak, że może będzie lepiej, żeby wytrzymała. I dziewczyna postanowiła wytrzymać.  
– Nic... - odezwał się cicho Adam.  
– I co teraz zrobimy? - zapytał Robert. Miał trzydzieści lat i z jego rodziny również nikt nie przeżył.  
– To chyba proste, musimy poszukać innego pożywienia – odezwał się Adam wstając z brudnej ziemi.  
– Ale gdzie? - płakała Anna.  
– Nie wiem – odpowiedział Adam. I wtedy znów zrobiło się cicho. Nikt nic nie mówił. Wszyscy wpatrywali się w zniszczony market jakby oczekując, że jedzenie zaraz samo do nich przyjdzie. Niestety tak się nie stało i cała grupa odeszła do swoich mieszkań. Głodni i jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Odeszli bez nadziei na to, że wszystko może jeszcze zmienić się na lepsze. Nastał nowy dzień. Albert pogrążony w coraz większej rozpaczy wziął ze swojego domu łopatę. Jedna z niewielu rzecz jakie pozostały mu z dawnego życia. Zaczął kopać dół. Kopał i kopał, jakby wpadł w trans. Skończył dopiero wtedy, gdy już całkiem opadł z sił. Dół był głęboki i szeroki tak że mężczyzna cały się w nim mieścił. Mógł się w nim położyć i byłoby mu nawet całkiem wygodnie. Chwilę odpoczął i gdy w końcu nabrał sił wyszedł z dołu i zawołał grupę, która szybko się pojawiła mając nadzieję na to, że być może Albert znalazł nowe źródło jedzenia. Gdy nie zobaczyli posiłku byli zawiedzeni, lecz mimo wszystko postanowili posłuchać co do powiedzenia ma Albert.  
– Oto przejście do lepszego świata – powiedział Albert wskazując dół. Wszyscy popatrzyli na dzieło mężczyzny zaintrygowani. – Tak, tam jest świat, który znaliśmy i kochali. Wystarczy po prostu wejść do środka i gdy tylko przysypie was ziemią wróci wszystko to co dobre – kontynuował mężczyzna. Patrzyli na niego w milczeniu. Adam nawet podszedł i zajrzał do środka, jednak nie zauważył nic więcej oprócz ziemi.  
– Tu nic nie ma – odezwał się – tylko ziemia i tyle. To nie żaden teleport, to zwykły dół.  
– Mylisz się – powiedział Albert podchodząc do kolegi – tam znajduje się wszystko to co piękne. – Skąd mamy wiedzieć, że mówisz prawdę? - Zapytał Adam. Patrzył na przyjaciela z nadzieją.  
– Istnieje teoria równoległych wszechświatów – zaczął Albert – według tej teorii istnieje ziemia w którą nie uderzył meteor i wszyscy żyją szczęśliwie, jak my dawniej. Dlatego zakopuje się zmarłych w ziemi, by mogli trafić do takiego miejsca. Pełnego radości i śmiechu. Wszyscy kogoś straciliśmy, każdy za kimś tęskni. Nie chcielibyście znowu zobaczyć bliskich? Anna, nie chciałabyś zobaczyć swojego braciszka? - spojrzał na dziewczynę, która zaczęła płakać.  
– Bardzo bym chciała – powiedziała wycierając płynące po policzkach łzy. – A ty, Adam... Nie chciałbyś zobaczyć wnuków?  
– Przecież znasz odpowiedź... - odpowiedział patrząc w dół. – Ja też – mówił Albert – chciałbym zobaczyć córkę i żonę... I to bardzo. I mówię wam... To jedyne wyjście....  
– W porządku... - Adam ze wzrokiem utkwionym w ziemi wszedł do dołu – zakop mnie. Nawet jeśli to wszystko brednie... I tak nie ma już sensu dłużej męczyć się na tym świecie.  
– W porządku... Albert wziął łopatę i zaczął zakopywać Adama. Spędzili razem dużo czasu. Razem szukali jedzenia i razem je zajadali. Długo ze sobą rozmawiali, czasem nawet się śmiali. A teraz Adam leży w dole z nadzieją, że tam po drugiej stronie czeka na niego coś dobrego. Mężczyzna zamknął oczy i leżał nieruchomo czekając na koniec. Pozostali członkowie grupy zbliżyli się do dołu i patrzyli na Adama, który zaczynał znikać pod warstwą ziemi. W końcu znikł całkowicie, cały był przysypany. Ziemia na nim jeszcze trochę poruszała się w rytm jego oddechu, ale szybko przestała.  
– Jest już w lepszym świecie – powiedział Albert. Był wyczerpany zakopywaniem przyjaciela  
– Już jest szczęśliwy. Czy ktoś jeszcze chce do niego dołączyć? - rozejrzał się po całej grupie.  
– Ja... - powiedział Robert i położył się w dole czując pod sobą ciało Adama. Albert bez słowa przysypał go ziemią wspominając przy tym wszystkie te razy, kiedy pocieszał mężczyznę, gdy było mu naprawdę źle. Ale w końcu i on znikł pod ziemią. Anna patrzyła raz na dół, a raz na Alberta, któremu po policzkach płynęły łzy. Zastanawiała się, czy to faktycznie najlepsze rozwiązanie.  
– Zostaliśmy sami – zauważył Albert.  
– Na to wygląda – odezwała się Anna.  
– Chcesz do nich dołączyć? - zapytał Albert.  
– Chcę być znów szczęśliwa, zobaczyć rodziców i brata. Chcę, żeby było jak dawniej... Chce się zakochać jak w najlepszych romansach, ale tam – wskazała dół – tam nie będzie tej radości... - dodała.  
– Mylisz się... - odpowiedział Albert – tam czeka cię wszystko co najlepsze.  
– W takim razie dlaczego sam tam nie wskoczysz? Czemu się nie położysz? Jeśli chcesz zakopię cię, to nic trudnego. Albert zastanawiał się. Nie spodziewał się tego.  
– Ponieważ postanowiłem się poświęcić. Kto cię zakopie, jeśli mnie nie będzie? Zostaniesz sama, nie dasz sobie rady.  
– To wszystko bujda. Nie ma tam lepszego świata i wiesz co? Raczej dam sobie radę. Nie jestem taka słaba jak ci się wydaje.  
– Daj spokój... Po prostu wejdź do środka. Gwarantuje ci, że za chwilę spotkasz się ze swoją rodziną.  
– Nie. To jest po prostu głupie. Chcesz to sam sobie tam wejdź, ja stąd idę. Chcę znaleźć coś do jedzenia, zamiast zajmować się takimi durnotami. Jestem głodna.  
Albert zacisnął wargi. Był zdenerwowany. Gdy Anna odwróciła się od niego mężczyzna podszedł do niej i z całej siły uderzył ją w głowę łopatą. Dziewczyna upadła, jednak nie straciła przytomności. Z jej głowy i ust lała się krew, dusiła się nią. Zaczęła się czołgać zszokowana nie wiedząc co takiego się stało. Umysł podpowiadał jej, by uciekać i to właśnie próbowała zrobić. Jednak pojawił się nad nią cień. Ten Cień należał do Alberta, który stał nad Anną z ubrudzoną krwią i ziemią łopatą.  
– Przepraszam – powiedział jej płacząc i ostrzem łopaty uderzył ją w głowę. Uderzał i płakał, aż dziewczyna w końcu przestała się ruszać. Nie żyła. To takie smutne, pomyślał. Usiadł przy niej i zaczął głaskać ją po długich czarnych włosach. – Tak bardzo przypominałaś moją córkę – mówił do dziewczyny – tak bardzo, że mógłbym cię pokochać tak samo jak ją. Mówił i płakał. Posadził dziewczynę na kolanach i głaskał ją nucąc kołysankę, tak jak robił to dawno dawno temu ze swoją córką. Tulił dziewczynę w ramionach nie przejmując się tym, że krew ciągle płynęła z jej głowy. Nie było czym się przejmować, najwyżej trochę się pobrudzi. Przypomniał sobie, że podobnie trzymał swoją córkę, gdy znalazł ją w gruzach swojego domu. Zrobiło mu się jeszcze bardziej przykro. Ale to już przeszłość, nie da się cofnąć swoich czynów. Siedział tak do wieczora nie przejmując się tym, że wciąż jest głodny i już przez długi czas nie miał nic w ustach. Czuł się tak, jakby czas się dla niego zatrzymał i liczyła się tylko ta chwila. Nie mógł uwierzyć, że naprawdę to zrobił, nie mógł patrzeć w martwe oczy dziewczyny. Zrobiło się trochę chłodniej i Albert wstał zostawiając dziewczynę na ziemi. Wziął łopatę i pomyślał sobie, że znów ma pełne ręce roboty. Musiał znów wykopać dół i wyciągnąć z niego swoich dawnych przyjaciół. Kiedy już to zrobił wyciągnął ich z dołu i spojrzał na ich twarze po raz ostatni.  
- Mam nadzieję, że naprawdę jesteście teraz w lepszym świecie... - powiedział i pomyślał sobie, że tyle jedzenia na pewno starczy mu na długi, długi czas.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 6 czerwca

    Ciekawy pomysł. Zestaw na tak.