Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Strajk nauczycieli. Ekonomiczny czy polityczny?

Strajk nauczycieli.  Ekonomiczny czy polityczny?Nim przeczytacie PRZEDRUK  z listu internauty do onetu, parę słów ode mnie.  To że nauczyciele powinni godnie zarabiać to chyba każdy rozumie.  Moje zastrzeżenie budzą następujące fakty.  
1. ZNP za rządów poprzedniej koalicji zgadzało się na minimalną indeksację plac na poziomie 3-7% a nawet na zamrożone place budżetówki a DZISIAJ ŻĄDAJĄ JEDNORAZOWO  30%.  
2. Nie mają prawa jako zakładników swoich żądań  brać dzieci i narażać ich na dodatkowe stresy,  strasząc brakiem promocji czy odmową przeprowadzenia egzaminów.  
3. Nie mają prawa odmówić opieki nad dziećmi w przedszkolach czy szkołach podstawowych.  Mogą strajkować nie prowadząc zajęć ale dzieci powinny być pod ich opieką.  Tak jak w dni bez strajków.  Bo kto poniesie odpowiedzialność karną i cywilną jeśli dziecku w czasie kiedy powinno być w szkole lub przedszkolu stanie się krzywda?  Wypadek czy inne zdarzenie.  Jako drugi wklejam artykuł z Łodzi o szkole prowadzonej przez ZNP.  Tam strajk będzie tylko 8 kwietnia, a młodzież będzie w szkole pod opieką pedagogów.  
Tam gdzie dzieci nie będą  przyjmowane i pozostaną bez opieki, na miejscu rodziców wystąpił bym o zwrot kosztów na wynajęcie opiekuna .
I Najważniejsze.  Strajk obejmie dzieci pochodzące z uboźszych rodzin , bo dzieci bogatszych rodziców chodzą do szkół gdzie płacimy jest czesne i tam strajku nie będzie!!!  Zapoznajcie sié koniecznie z artykułem o szkole ZNP wklejonym poniżej artykułu z onetu.  

To jest PRZEDRUK listu z netu.  
"Kochani pedagodzy walczcie o swoje, tylko nie kosztem dzieci i ich rodziców. Nigdy nie ma dobrego czasu na strajk, ale blokowanie egzaminów, matur i promocji nie spowoduje zwiększenia szacunku dla waszej pracy, efekt może być zgoła odwrotny" - pisze w liście do naszej redakcji Czytelnik.
  
Wiele naszych tekstów powstaje dzięki Waszym listom. Zwracacie w nich uwagę na problemy, którymi warto się zająć i przedstawić je opinii publicznej. Piszcie na adres: listydoredakcji@redakcjaonet.pl
Do czego tęskno jest nauczycielom zapowiadającym strajk. Czy to jest strajk wychowawców dzieci i młodzieży, którzy słusznie upominają się o podniesienie swojego statusu materialnego, a tym samym i społecznego, czy to jest jednak strajk centrali związkowej dbającej głównie o własne interesy i na dodatek podszyty podtekstem politycznym?

Nauczyciele są grupą zawodową, jak wiele zresztą innych budżetowych grup, pomijaną notorycznie przy podwyżkach płac. Każdy dotychczasowy rząd nigdy poważnie nie traktował zapowiedzi protestów przez nauczycieli. Odwoływano się do patosu wychowywania dzieci, powoływano na misyjny charakter ich profesji, na etykę zawodową, na interes publiczny itp.

Pieniądze znajdowały się dla lekarzy, dla żołnierzy, dla policjantów, dla górników, kolejarzy i innych grup, które ledwie wspomniały o ewentualnym proteście, a już dostawały jakiś bonus od rządzących. Wychowawcy dzieci i młodzieży nigdy nie potrafili dostatecznie poderwać się do buntu przeciwko niskim zarobkom. Może rzeczywiście wierzą w misję swojego zawodu, a może po prostu nie chcieli tracić i tak marnych apanaży, które byłyby im zabrane za dni strajku.

Czy nie jest to gra polityczna?
W momencie, w którym wreszcie zarząd ZNP postanowił wysunąć żądania niemałej podwyżki płac, obiecując każdemu z pedagogów podniesienie pensji o równy 1000 zł, każdy z nich pomyślał "czemu nie". Jeśli nie teraz to kiedy. Tym bardziej, że obecny rząd bezmyślnie rozdaje pieniądze z budżetu, bez kontroli do kogo i na jakie cele trafiają. Nauczyciele teoretycznie nie są docelową grupą wyborców partii rządzącej. Zaliczają się przecież do grupy intelektualistów, którzy raczej w większości nie popierają działań aktualnej władzy.

Można zatem założyć, że właśnie dlatego resztki z napiętego i tak już do granic wytrzymałości budżetu nie trafiają właśnie do nich, tylko znowu do grup, na których poparcie liczy obecny establishment. W ciągu lat rządów poprzedniej ekipy pedagodzy wytrzymali śmiejącą się im w twarz panią minister, wytrzymali jej twierdzenia, że na podwyżki pieniędzy nie ma i nie będzie, i że w ogóle to za tak (w domyśle źle) wykonywaną pracę nic więcej im się nie należy.

Czemu zatem teraz zmienili zdanie? Czy rzeczywiście bieda zajrzała im w oczy? Czy też czarę goryczy przelała arogancja obecnej władzy? Czy może jednak nauczyciele dali wmanewrować się w spór polityczny, który przy okazji również dla własnych celów chce wykorzystać centrala związkowa? Jak odnieść się do postulatu ZNP o zwiększeniu płac o 1000 złotych lub 30% pamiętając, że ten sam przewodniczący ZNP za poprzednich rządów akceptował bez większych zastrzeżeń podwyżki na poziomie 3,8 do 7 % rozumiejąc, że rząd nie może dąć więcej i ze zrozumieniem odnosił się do zamrożenia płac w sferze budżetowej.

Czy nie jest to gra polityczna? Czy nie jest to gra na podniesienie zysków zarządu ZNP? Składka na zawiązek zawodowy pobierana jest od każdego członka w wysokości 1% od wynagrodzenia brutto. Zakładając, że ZNP liczy 200 tys. członków, wzrost płacy każdego z nich o 1 tys. zł. spowoduje wzrost składek pobieranych przez ZNP o 2 miliony złotych. Przewodniczący ZNP wie zatem o co walczy. Jego pensja wzrośnie proporcjonalnie?  
Obserwując działania zarządu ZNP, który występuje do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, do Głównego Inspektora Pracy czy wreszcie do samego MEN, o stwierdzenie niezgodności z prawem i zablokowanie działań podejmowanych przez tenże MEN dla zapewnienia przeprowadzenia egzaminów uczniowskich, coraz większe wątpliwości budzi apolityczność strajku.

Słowa pana Broniarza o możliwości nie udzielania promocji dla uczniów, każą także zastanowić się nad moralnością przedstawicieli zarządów związkowych. O co chodzi, o osiągnięcie własnych celów kosztem innych? Czy naprawdę nauczyciele chcą blokować przyszłość dzieci i młodzieży dla osiągnięcia partykularnych korzyści. Rodzice uczniów wierzą że nie. Zarząd ZNP chce koniecznie uderzyć w rząd. Przewodniczący nie raz pokazywał publicznie swoje preferencje polityczne. Czy chce się wykreować na nowego Wałęsę? Tylko dlaczego kosztem dzieci?

Wracając do pierwszego pytania, do czego tęskno nauczycielom:
do godziwego życia? - TAK, ale czy w wyniku politycznego i społecznego chaosu do którego dąży zarząd związkowy?  
do szacunku dla zawodu nauczyciela? – TAK, ale czy budowanie szacunku dla siebie chcą budować na braku szacunku dla wysiłku przedegzaminacyjnego uczniów i ich rodziców?                                                                            
do poprawy warunków pracy? – TAK, ale bez zrozumienia sytuacji współobywateli i możliwości Państwa?
Kochani pedagodzy walczcie o swoje, tylko nie kosztem dzieci i ich rodziców. Nigdy nie ma dobrego czasu na strajk, ale blokowanie egzaminów, matur i promocji nie spowoduje zwiększenia szacunku dla waszej pracy, efekt może być zgoła odwrotny. Czy chcielibyście, żeby w przyszłości wasz uczeń powiedział wam: nie załatwię Pani teraz tej sprawy, nie przyniosę Pani teraz emerytury, nie zoperuję Pani teraz, nie dam Pani teraz rozgrzeszenia, czy nie daj Boże nie pochowam Pani teraz… bo rząd czy pracodawca nie chce mi teraz dać podwyżki jaką sobie wymyśliłem i nie interesuje mnie, że go na to nie stać i proponuje inne warunki, ma tak być bo ja tak powiedziałem.
Pomyślcie o tym zanim nie będzie za późno."  

Tutaj wklejam artykuł z dziennika łódzkiego.  
Strajk aż do skutku. Ale nie w szkole Związku Nauczycielstwa Polskiego, organizatora protestu. W SP ZNP w Łodzi tylko jeden dzień bez lekcji.
Związek Nauczycielstwa Polskiego namawia pracowników szkół, aby od 8 kwietnia strajkowali bezterminowo – aż do wywalczenia podwyżek – ale w podstawówce prowadzonej przez ZNP przerwa w lekcjach ma trwać tylko jeden dzień. Rodzice jej uczniów płacą bowiem czesne.
W podstawówce prowadzonej przez ZNP przerwa w lekcjach ma trwać tylko jeden dzień.
Uczniowie Szkoły Podstawowej ZNP w Łodzi, oraz ich rodzice, nie muszą obawiać się, że ogólnopolska akcja strajkowa tego związku przeszkodzi ósmoklasistom w napisaniu ich państwowego egzaminu (15-17 kwietnia). Podobnym komfortem, w przeciwieństwie do rówieśników z większości placówek w kraju, cieszy się młodzież kończąca w SP ZNP program gimnazjum (egzamin 10-12 kwietnia).

Strajk w związkowej szkole ma zacząć się – i skończyć – 8 kwietnia. Kadra nie przeprowadzi lekcji, ale zapewni uczniom opiekę. W strajkowym programie m.in. zawody sportowe. Taki przewidywany scenariusz strajku w SP ZNP przedstawili w piątek – w odpowiedzi na pytania redakcji – Mirosław Spychalski, dyrektor szkoły, oraz Marek Ćwiek, prezes Okręgu Łódzkiego ZNP i członek ogólnopolskich władz związku, które są dla szkoły organem prowadzącym. Obaj potwierdzili, że kadra podstawówki przeprowadziła referendum strajkowe.

– Planowany przebieg akcji w naszej szkole będzie miał charakter solidarnościowy, inny niż w większości placówek, z uwagi na uwarunkowania SP ZNP – tłumaczy Marek Ćwiek.

Nietrudno się domyślić, o co chodzi. Nauka w związkowej szkole kosztuje. Rodzic kandydata do pierwszej klasy, dzwoniąc do sekretariatu podstawówki, może się dowiedzieć, że za miesiąc nauki od września zapłaciłby 760 zł. Ale raczej tego nie zrobi, bo wszystkie miejsca w 18-osobowych klasach zostały już zarezerwowane.

Popularność SP ZNP wynika m.in. z bogatej oferty zajęć dodatkowych i świetnych wyników z egzaminów. Ale zapewne to wszystko przestałoby mieć dla rodziców uczniów znaczenie, gdyby szkoła – za którą płacą – zaczęła strajk generalny. W Łodzi można znaleźć kilka innych placówek z podobnie wysokimi wynikami. Też z czesnym... Jak sprawdzaliśmy, nie strajkują.

Jeśli ogólnokrajowy protest odniesie sukces (ZNP chce od rządu tysiąc zł netto podwyżki), zatrudnieni w związkowej podstawówce również na tym skorzystają. Jest niepubliczna, ale warunki płacowe jej kadry – co podkreśla Marek Ćwiek – są przynajmniej na tym samym poziomie, co w placówkach samorządowych. Taka praktyka nie jest oczywista w przypadku szkół prywatnych, bo te mogą oferować nawet pensję minimalną z kodeksu pracy, zamiast tych zapisanych w Karcie nauczyciela.

(Czytaj więcej: Strajk nauczycieli ominie bogatych. Jak szkoły niesamorządowe w Łodzi i w regionie podchodzą do akcji ZNP)

Przed sześcioma laty łódzki ZNP zmagał się z kryzysem wizerunkowym związanym ze swoją szkołą – po tym jak inspekcja pracy stwierdziła przypadki podejmowania pracy bez wcześniej spisanej umowy. Od tego czasu takich sygnałów nie było, ale strajk, w przypadku podstawówki ZNP, stał się dla związkowców ciężkim orzechem do zgryzienia..."  

Jestem ciekaw Waszych opinii.  

311 czyt.
50%814
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii felieton i szkolne, użył 1859 słów i 11031 znaków, zaktualizował 11 kwi o 11:47.

14 komentarze

 
  • Obca

    Obca · 11 kwietnia · 201233482

    Widziałam kwitki od mojej pobliskiej szkoły. N mają 4.5 tys na rękę plus dodatki i nadgodziny. Wychodzi około 6 tys miesięcznie. Przeciętni ludzie również ciężko pracują a mają 2, 2.5 tys jak dobrze pójdzie. Według mnie to sprawa czysto polityczna😕

  • MrHyde

    MrHyde · 9 kwietnia

    PiS miało 4 lata, żeby rozbroić bombę szkolną. Przez ten czas nie zrobiło nic poza zamieszaniem z likwidacją gimnazjów. I jeszcze teraz - przed i w trakcie strajku - tylko dolewa nafty do ognia. Myślę, że Twoja troska i wielkie halo są nieadekwatne do sytuacji i adresat skarg nie ten, co trzeba.

  • AnonimS

    AnonimS · 9 kwietnia


    ‹ wróć
    O sytuacji poinformował nas czytelnik Onetu, mieszkający w Bursie nr 2. - Dziś około godz. 9 komitet strajkowy oświadczył nam, że do godziny 16 musimy się wynieść z Bursy. Pani dyrektor powiedziała,że nie jest w stanie zapewnić nam opieki ze względu na strajk nauczycieli. - opowiada student.

    REKLAMA

    Polecamy: Strajk nauczycieli. Jak przebiega protest w poszczególnych miastach?

    Jak relacjonuje "wychowawcy do ostatniej chwili trzymali podopiecznych w niepewności" co do tego, czy będą mogli przebywać w Bursie. - Ostatecznie przedłużono nam czas na opuszczenie budynku do godz. 18. Wszyscy mamy podpisane umowy i nie ma w nich zapisu, że Bursa może być zamykana poza ustalonymi wcześniej datami, takimi jak np. święta - podkreśla nasz czytelnik. Student wyraził też swoje rozczarowanie postawą Urzędu Miasta Krakowa. - Nawet gdyby uprzedzono nas, że może dojść do takiej sytuacji, Urząd Miasta powinien zapewnić mieszkańcom bursy zastępczy nocleg i opiekę - podsumowuje. Dodał też, że niektórzy wychowankowie placówki są niepełnoletni, a ich domy są oddalone od Krakowa nawet o 700 km, /  To pokazuje zaangażowanie niektórych pedagogów.  Niektórzy nauczyciele posuneli sié do zamykania szkół na cztery spusty,  co jest  niedozwolone prawnie.  Bo w czasie strajku dyrektor placówki musi zapewnić opiekę

  • MrHyde

    MrHyde · 8 kwietnia

    Wiadomość tygodnia: będzie 500 na każdą krowę w rodzinie (w tym także na pierwszą) i 100 na tucznika. Brawo rząd, brawo PiS, brawo suwerenne stany!

  • AnonimS

    AnonimS · 8 kwietnia

    Prezydent Trzaskowski poinformował w wywiadzie dla Polsatu, że podwyżki, które zaplanowano dla nauczycieli w Warszawie zostały wstrzymane na prośbę ZNP. O co naprawdę chodzi Prezesowi Broniarzowi?

  • AnonimS

    AnonimS · 8 kwietnia


    "Czemu ja mam na tym cierpieć?". Uczniowie komentują zbliżający się strajk nauczycieli
    - Zamierzam iść do szkoły, bo nauczyciele, tak czy siak, będą tam siedzieli. Chcę zmusić ich do umożliwienia napisania mi sprawdzianów - mówi Marta, licealistka z Warszawy. Wbrew pozorom nie wszyscy uczniowie traktują protest wyłącznie jako dodatkowe wolne dni w roku szkolnym.
    Temat strajku nauczycieli wzbudza poruszenie nie tylko wśród samych zainteresowanych i rodziców, ale również uczniów. O ile dzieci ze szkół podstawowych czy gimnazjum rozpatrują protest wyłącznie jako możliwość uniknięcia lekcji, to już licealiści dostrzegają sporo minusów tej sytuacji.

    Marta, licealistka z woj. mazowieckiego: 
    Moim zdaniem, jeżeli chcą strajkować to niech strajkują, ale czemu ja mam cierpieć z tego powodu? Aktualnie jestem w sytuacji, w której nie wiem, czy zdam do 3 klasy (w tym roku ze względów zdrowotnych powtarzam drugą, a powinnam pisać już maturę). Nie mam jak uzyskać wystarczającej liczby ocen, bo nie ma lekcji, nie ma terminów na napisanie sprawdzianów, materiał nie jest zrealizowany, a ja nie wiem, do kiedy potrwa strajk. Marta zamierza iść do szkoły. - Nauczyciele będą tam siedzieli tak czy siak, więc chcę zmusić ich do umożliwienia napisania mi sprawdzianów - mówi

  • nefer

    nefer · 8 kwietnia

    „List z netu” Znajdujemy tutaj kilka bardzo trafnych obserwacji. Tak, obecny strajk nauczycieli ma podłoże podwójne. Przyczyna ogólna to kiepskie od lat zarobki, a więc problem ekonomiczny. Nauczyciele nie mają siły przebicia, łatwo ich zastraszyć, nie ruszą z kilofami, nie będą palić opon, blokować dróg czy torów kolejowych (pamiętamy takie formy protestu różnych grup zawodowych – im wolno, jak widać). W rezultacie pensje nauczycielskie pozostają niskie, bałamutne wyliczenia rządu w żaden sposób tego nie zmienią. Prawda, źle było zarówno pod obecnymi, jak i pod wszystkimi innymi rządami. W zasadzie zawsze.
         Obecnie dołączyły się jednak inne przyczyny, trafnie w tekście wypunktowane. Rząd od kilku lat chwali się znakomitą sytuacją gospodarczą, rozdaje pieniądze na lewo i prawo, głównie na programy socjalne. Przekładając na język praktyki, kupuje głosy wyborcze. A te najłatwiej kupić u wyborców biednych i niewykształconych, którzy sprzedadzą je najtaniej, najszybciej ulegną propagandzie i to oni stanowią trzon elektoratu Pis-u. Dlatego dla nich pieniądze się znalazły, nawet ostatnio (bo wybory idą). Dla własnych „roboli” (czyli budżetówki – bo nie tylko o nauczycieli tu chodzi, ale również o wielu innych) – tych pieniędzy nie ma. Dlaczego? Bo „budżetówka” to w większości inteligencja, ludzie z wykształceniem, zazwyczaj Pis-u nie popierający. To i pieniędzy na nich szkoda, bo nie zagłosują za rządem. Czyli, wyskrobujemy co się da i „ogłaszamy piątkę Kaczyńskiego”, a nauczycielom śmiejemy się w twarz, pokazujemy figę z makiem i mówimy, że żadnych pieniędzy nie ma. To znaczy, nie ma dla nich. A o niepokojach i problemach w oświacie wiadomo było przecież od dawna, także w czasie, gdy decydowano o „piątce Kaczyńskiego”. Tylko postanowiono, z przyczyn politycznych, o innym przeznaczeniu posiadanych środków. Równocześnie rozpętano nagonkę medialną na nauczycieli, zarzucając im wszelkie możliwe grzechy: niedouczeni, leniwi, pazerni, rozpolitykowani, nieodpowiedzialni, krzywdzą dzieci itp. itd. Czyż można się dziwić, że oznaczało to dolanie oliwy do ognia? Tę grupę zawodową najpierw zlekceważono, a potem napluto jej w twarz i obrażano. To podgrzało sytuację i w tym sensie jest to strajk polityczny. Poczucie godności i sposób traktowania też są ważne, równie ważne jak pieniądze. Szermowanie osobą p. Broniarza to mydlenie oczu. Ktokolwiek byłby przywódcą tego strajku, dostałby się pod ostrzał rządowych mediów. I pamiętajmy, że takie nagonki na rożne grupy zawodowe to nic nowego: celem byli już lekarze, sędziowie, obecnie nauczyciele. Może to dotknąć każdego, tzn. najprędzej przedstawicieli budżetówki (bo oni od rządu tylko mogą domagać się podwyżek pensji).
         „Artykuł z gazety”: To chyba oczywiste, że w szkole, w której zarobki pracowników są wyższe, strajk nie dochodzi do skutku? Zarobki wyższe, bo uczniowie płacą czesne. Z tych samych powodów szkoły prywatne raczej nie strajkują. Tam nauczyciele zarabiają godziwie, ale za naukę się płaci, czy raczej dopłaca (i to sporo). I ludzie to robią. Świadczy to tylko o tym, że nauczanie jest coś warte we współczesnym świecie. Czyli, zamiast mówić o podwójnej moralności, wyślijcie dzieci do szkół prywatnych. A jak was nie stać, to domagajcie się, żeby rząd zorganizował szkoły na podobnym poziomie dla wszystkich (czyli znalazł fundusze m. in. na podwyżki pensji dla pedagogów). Albo może sami zacznijcie więcej zarabiać, to będzie was stać.
         I na koniec, własne dodatki Anonima. Sprowadzają się głównie do ataku na ZNP, któremu zarzuca upolitycznienie oraz żądań, by nauczyciele strajkowali bez szkody dla dzieci, czyli opiekowali się nimi (grożąc nawet pozwami o zwrot kosztów opiekunki).
    Anonimie, to najbardziej jątrząca część całego tekstu, bo np. „List” zawiera wiele spostrzeżeń trafnych. Ty walisz z grubej rury. Każdy, kto walczy o swoje robi to w interesie sił politycznych, antyrządowych, Twoim zdaniem. Policjanci też w listopadzie? Górnicy przy różnych okazjach? Rolnicy, taksówkarze, pracownicy administracji sądowej (by podać przykłady z ostatnich dwóch tygodni). Im też zarzucasz upolitycznienie? Otóż walczą o swoje, bo idą wybory, bo rząd najwidoczniej ma pieniądze na zbyciu, tylko innym rozdaje. A tym akurat już nawet nie tyle śmieje się, ale po prostu pluje w twarz. W tym sensie strajk jest polityczny (zobacz cytowany wyżej „List”). Pamiętajmy przy tym, że rozdawnictwo Pisu-u nakręciło inflację i ten, czyje pobory stoją w miejscu, po prostu traci. Jego realne dochody spadają. Każdy strajk jest dla społeczeństwa szkodliwy: blokowanie dróg i torów też np. - i to bardzo, bo ludzie grzęzną niespodziewanie na autostradzie jadąc w ważnych sprawach, do szpitala chociażby. To zdajesz się tolerować. A ja rozumiem, że strajk musi być dotkliwy, bo inaczej nikt się nim nie przejmie. I dlatego górnicy strajkują przed zimą, a policjanci pochorowali się przed zapowiadanymi zadymami narodowców w dniu 11 listopada. Może ze strachu, mógłby ktoś złośliwie zapytać? cdn.

  • nefer

    nefer · 8 kwietnia

    cd.Ale to akurat rząd się wtedy natychmiast wystraszył. Czyli mieli rację. To i nauczyciele używają broni takiej, jaką mają do dyspozycji. Twoim zdaniem, powinni strajkować w wakacje? I kwestia opiekunek do dzieci. Szczyt hipokryzji. Jeżeli chcesz traktować nauczycieli jako opiekunki do dzieci, to zapłać im zgodnie ze stawką opiekunki. Wynosi to 250 zł. za osiem godzin (na odpowiedzialność mediów, które podały tę kwotę w sobotę). Dlaczego pedagodzy mają, Twoim zdaniem, wykonywać tę pracę dodatkowo i za darmo? Strajk w szkołach prywatnych. Oczywiście, że tam mało kto strajkuje, bo pensje są wyższe. Środki pochodzą z dopłat rodziców (czesne). Jeśli ktoś uważa, że to nie w porządku, to niech swoje dzieci tam pośle. A jeśli go nie stać, to niech zażąda podwyżki od swojego pracodawcy i wtedy będzie go stać. Inna opcja, to niech od rządu domaga się podniesienia pensji w szkołach publicznych i zapobieżenia strajkowi. A tymczasem proponujesz, aby wymuszał na bliźnim wykonywanie jego pracy po cenie zaniżonej. A on da nauczycielowi zniżkę np. na przysłowiowe buty? Wątpię.

  • AnonimS

    AnonimS · 8 kwietnia

    Zgodnie z informacjami krakowskiego magistratu zajęcia w szkołach zawiesiło około 180 szkół i przedszkoli. Ok. połowa z 317 placówek oświatowych zadeklarowała, że zapewni dzieciom opiekę i zajęcia w swoich budynkach! Ta połowa jest rzetelna,  strajkują ale zapewniają opiekę. O taką postawę mi chodzi.

  • MrHyde

    MrHyde · 7 kwietnia

    Cd: Środowisko szkolne potrzebuje naszej, samorządowej, rodzicielskiej, wspólnotowej, pomocy, serdecznego odruchu, gestu sympatii, odrobiny zrozumienia i ludzkiego ciepła, także ostrej świadomości, że brak solidnej edukacji, klarownego systemu szkolnego, nauczycieli-mistrzów, zaprzepaści pracę i trud wielu pokoleń, marzących o nowoczesnej Polsce i nowoczesnej szkole.

    Szanowni Państwo, drodzy nauczyciele, pracownicy szkoły, chciałbym złożyć i potwierdzić osobiste świadectwo mojej bezwarunkowej wobec Was solidarności i lojalności. Jestem przekonany, że Wasza, a właściwie nasza, desperacja, ale również chłodna ocena rzeczywistości, przyniesie długo oczekiwane owoce i zdecydowaną poprawę losu oświatowej rodziny. Unikajmy polityki. Fatalny stan oświaty nie ma swoich źródeł w jednej tylko, tej, czy innej partii. Jesteśmy ofiarami wieloletnich zaniedbań. Ale to dzisiaj nauczycielska desperacja jest wyjątkowo wysoka, i to dzisiaj nadszedł czas na konkretne działania.

    Szanowni Rodzice, dzisiejsza sytuacja, coraz bardziej napastliwa polityka wobec środowiska szkolnego, coraz ostrzejsza retoryka, napawa mnie ogromną troską, bólem, niepewnością. Jeśli szkoła zostanie przełamana, potraktowana bez należnego szacunku, przedstawiona w złym świetle, pozbawiona etosu, niezależności, zbrukana pomówieniami, na długo zatraci swoje autentyczne powołanie i swoją autentyczną wyjątkowość. Nie wolno milczeć! Milczenie jest nieetyczne. Milczenie jest jedynie kunktatorstwem. Tak, to prawda, zawód nauczycielski to misja, ale tę misyjność należy mocno przedefiniować. Oznacza ona rzetelność, absolutne oddanie swoich talentów uczniom, zdecydowane poświęcenie, bezkompromisową miłość do swoich obowiązków, zadań, ludzi. Ale misyjność od lat mylona jest z wolontariatem, półdarmową pracą, rezygnacją z własnego rozwoju, marzeń, możliwości realizowania najzwyklejszych zawodowych, duchowych, intelektualnych potrzeb. To nie nauczyciele biorą zakładników. To oświata staje się od lat zakładniczką kolejnych wyborów, politycznych gier, mylnych wizji, ekstrawaganckich pomysłów kolejnych reformatorów, którzy za nic nie odpowiadają. Powtórzmy: milczenie jest przyzwoleniem na dewastowanie przestrzeni oświatowej. Pozostaje niezgoda! Solidarna niezgoda nauczycieli ( także katechetów), pracowników oświaty, włodarzy, rodziców, włodarzy, wójtów, burmistrzów, prezydentów, radnych. Proszę o troskliwy, mocny, szczery, bezkompromisowy głos polskiego Kościoła. I jest to sprawa nie tylko herbertowskiego smaku, ale również elementarnej przyzwoitości.

    Z wyrazami szacunku oraz podziwu

    Dariusz Łukaszewski - Wójt Gminy Kadzidło oraz przedstawiciel NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Wychowania.

    ***

    A oto jeden z komentarzy:

    Drogi Autorze, nastolatki pod zdjęciem kanapki mają więcej reakcji na fb, niż owy list. Popatrz, co naprawdę oznacza "robi furorę" w internecie.  

    ***

    Nic dodać, nic ująć. Pozdrawiam wykształciuchowskim "niech mądrość będzie z wami".

  • MrHyde

    MrHyde · 7 kwietnia

    List pewnego wójta spod Ostrołęki do Narodu. (Przedruk z portalu eOstrołęka, tytuł artykułu: Ten list wójta gminy Kadzidło robi furorę w sieci. Chodzi o sytuację nauczycieli)

    Szanowni Państwo dyrektorzy, nauczyciele, pracownicy szkoły, rodzice.

    Przez piętnaście lat pracowałem w szkole. Starałem się. Oddawałem moim uczniom czas, zdolności, swoją radość, życzliwość, optymizm. Jestem nauczycielem z powołania. Malowałem szkolne ściany. Żebrałem o pieniądze na ławki, krzesła, biurka, pomoce szkolne. Po skończonych studiach nie zostałem w Warszawie. Pragnąłem wrócić. Podjąć pracę w szkole. Wiedziałem, że ta przestrzeń jest istotna, często decydująca, nie tylko dla losów poszczególnych uczniów, ale również dla wspólnoty, tej mniejszej, kurpiowskiej, i tej większej, państwowej, europejskiej, ludzkiej.

    Od dwunastu lat pełnię zaszczytną funkcję wójta. Również się staram. Wspólnie z radnymi wszystkich kadencji zderzamy się z problemami, bolesnym ubytkiem uczniów w naszych szkołach, zbyt niską subwencją, którą otrzymujemy od kolejnych rządów na utrzymanie szkół. Przez trzy ostatnie kadencje samorządowe, każda szkoła straciła połowę oddziałów, bądź połowę uczniów. Zamknięcie szkół było bolesnym doświadczeniem. Ale nawet wówczas nie przekroczyliśmy czerwonej linii. Namowy do zablokowania powstawania szkół stowarzyszeniowych uznaliśmy za pomysł błędny. Samorząd gminy miał wolę, potrafił, podjął decyzje, dzięki którym nikt z nauczycieli nie stracił pracy. Nikt. Także w szkołach stowarzyszeniowych. Cena takiej polityki jest wysoka. Wierzyliśmy jednak, że warto ponieść, pozornie wygórowany, koszt. Wspieranie oświaty nie powinno być nigdy nazwane stratą pieniędzy. Przeciwnie. Wymaga jednak rozsądnej, odpowiedzialnej, odważnej polityki państwa, której nauczyciele oczekują od wielu lat. Szkoły traktowaliśmy jako dobro najwyższe, warte coraz trudniejszych wydatków. Samorządy nie udźwigną już skutków demografii, fatalnej deformy, ministerialnych improwizacji. Czas na systemową naprawę oświaty, debatę programową, debatę o organizacji polskich szkół, także o wynagrodzeniach nauczycielskich i pracowniczych. Nie ma prawdziwej niepodległości bez mocnych szkół, dobrze opłacanych nauczycieli i pracowników oświaty. Nie ma prawdziwej wolności bez świadomości, że edukacja musi być priorytetem i jest najlepszą inwestycją w przyszłość, przyszłość naszych dzieci i przyszłość wspólnoty. Nie istnieją silne państwa i narody, które nie potrafiły stworzyć mocnych fundamentów pod swój rozwój, i dobrze wiemy, że tymi fundamentami są oświata, edukacja, kształcenie wiedzy, realizacja śmiałych wizji, nauka, intelektualna ciekawość, rozbudzona wyobraźnie.

    Szanowni Państwo, chciałbym jak najmocniej i jak najwyraźniej, bez względu na ocenę mojej deklaracji, oświadczyć, że zdecydowanie popieram żądania płacowe nauczycieli oraz pracowników szkół. Oświadczam, że dzisiaj, w tej trudnej sytuacji, niespokojnej, pozostaję nauczycielem z krwi i kości, solidaryzuję się z moimi koleżankami i kolegami, brzydzę się każdą nagonką na środowisko nauczycieli, każdą potwarzą, każdą pogardą, skierowaną w stronę ludzi, od których zależy przyszłość mojej Ojczyzny. Nauczyciele i pracownicy szkół zasłużyli na ogromny szacunek. Nie chcą szczególnych przywilejów. Nie pragną krociowych pensji i intratnych posad. Chcą jedynie szacunku i godnych warunków pracy. Chcą nadal poświęcać się naszym dzieciom, wspierać każde ich staranie, współtworzyć ciekawą rzeczywistość, być wzorcem dla swych uczniów. Moi oświatowi przyjaciele, nauczycielki i nauczyciele, nie marzą o rezydencjach, luksusowych samochodach, odległych podróżach. Pragną jednak spokoju dla swych rodzin, stabilizacji finansowej, szacunku. Pragną kupić, bez nerwowego liczenia pieniędzy, potrzebną książkę, album, bilet do teatru, kina, opery, muzeum. Pragną zaprenumerować specjalistyczną prasę, zobaczyć na własne oczy wartościowe zabytki, odwiedzić ważne miasta, skanseny, parki narodowe, spełniać swoje pasje i podtrzymywać ciekawe hobby. Nie znam nauczycieli, którzy cieszą się ze strajku. Dla wielu z nich strajk był i jest perspektywą niezwykle dramatyczną, być może jednak jedyną, by wstrząsnąć sumieniami i obnażyć słabość finansowania polskich nauczycieli.

    Szanowni Państwo, nie pozwólmy poniżać pracy nauczycieli. Bez względu na nasze osobiste doświadczenia, uznajmy, że oświata, szkoły, edukacja, są częścią dziedzictwa narodowego, ale również warunkiem dalszego awansu cywilizacyjnego, każdego z nas, także wspomnianych wspólnot, z których wszyscy wyrastamy. Nie pozwólmy, aby ktokolwiek zbyt lekkomyślnie przypisywał nauczycielom złą wolę, egoistyczne intencje, niechęć do ciężkiej pracy. Pogotowie strajkowe nie płynie z kaprysu, nie jest igraszką, stanowi natomiast dramatyczny apel, upomina się o dobro uczniów, naszych dzieci, i kolejnych pokoleń młodych mieszkańców naszej Ojczyzny. Środowisko szkolne potrzebuje naszej, samorządowej, rodzicielskiej, wspólnotowej, pomocy, serdecznego odruchu, gestu sympatii...
    Cdn



  • AnonimS

    AnonimS · 7 kwietnia

    W sobotę strona rządowa zaproponowała centralom związkowym kolejne spotkanie dotyczące sytuacji w oświacie. Rozmowy mają być kontynuowane w niedzielę o godz. 19 w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" w Warszawie.

    Elbanowska mówiła w niedzielę w Radiu Zet, że w tym konflikcie kibicuje dzieciom. "Obawiam się, że cała ta rozmowa nie przyniesie rozwiązania, które będzie dla nich korzystne" - oceniła. Jej zdaniem, mimo niedzielnych rozmów, strajk nauczycieli odbędzie się.

    "Jak słucham pana Broniarza, to mam wrażenie, że on idzie na udry, że on chce nam jak najbardziej dopiec, żebyśmy my, jako rodzice, jako dzieci najbardziej odczuli ten strajk, żebyśmy przeżyli to na sobie (...). Broniarz to osoba wyjątkowo konfliktowa i wszystko zaognia. Jego postawa nie pomaga w całej tej sprawie" - mówiła. "Myślę, że nie ma szans na porozumienie" - dodała.

    Jak podkreśliła Elbanowska, strajk nauczycieli w czasie egzaminów nie podniesie prestiżu tego zawodu, a będzie tworzył jeszcze większe antagonizmy. "Do konsensusu nie dojdzie się, stawiając wszystkich pod ścianą" - stwierdziła.

    Elbanowska przyznała, że solidaryzuje się z nauczycielami i jest świadoma tego, że zarabiają oni za mało. "Z drugiej strony, pytam się, o co jest ten strajk? Czy on jest tylko o pieniądze? Bo na to wygląda. Chciałabym dowiedzieć się, co te pieniądze, które nauczyciele dostaną w podwyżkach, zmienią dla mojego dziecka, w czym poprawi się edukacja moich dzieci" - pytała.

    "Biorąc pod uwagę demografię i to, że polscy nauczyciele przy tablicy pracują najmniej w Europie, to pojawia się pytanie, czy nie szukać takich rozwiązań, które będą sprawiały, że w szkole zostaną najlepsi (nauczyciele), a nie, że wszyscy zostaną, bo tak chce pan Broniarz" - mówiła. Zdaniem Elbanowskiej, Broniarz nie zgadza się na propozycję rządu dotyczącą podniesienia pensum, bo może ona doprowadzić do zwolnień nauczycieli. Takie stanowisko Broniarza - w jej ocenie - oznacza, że w tym sporze "dzieci są wtórne.

  • MrHyde

    MrHyde · 6 kwietnia

    Niech nauczyciele strajkują w wakacje, piloci w Sylwestra, a personel sklepów w niedzielę. Na pewno osiągną swoje cele i wzrośnie szacunek dla ich zawodu.

  • AnonimS

    AnonimS · 6 kwietnia

    Ktoś dał kciuk w dół,  szanuję odmienne zdanie.  Tylko czemu bez komentarza?  Boi się wypowiadać? 😜