Przychodnia

Czy tylko ja tak często doświadczam tego rodzaju frustrujących sytuacji?  
Przychodzę do przychodni o 8.00. W środku pełno ludzi. Podchodzę do recepcji- brak recepcjonistki na miejscu pracy. Siadam, czekam. Mija 5 minut, 10 minut, 15 minut, 20 minut. Zaczyna mnie nosić więc podchodzę do socjalnego a tam pani Krysia z panią Kalinką spokojnie piją kawkę oraz wymieniają się najnowszymi plotkami dotyczącymi ich sąsiadów. Nieco rozgoryczona ujrzaną scenką pytam grzecznie czy można się zarejestrować. Pani Krysia, typowa kobieta około pięćdziesiątki ubrana na wzór komunistycznych sprzątaczek, odrywa wzrok od koleżanki, patrzy na mnie spode łba i pyta: A kartki nie czytała?. Myślę, myślę, jakiej znowu kartki. Przepraszam uprzejmie i znów podchodzę do recepcji, no faktycznie coś tam na szybie wisi : "w razie nieobecności recepcjonistki prosimy zaczekać”.
W tamtej chwili naprawdę poważnie zastanawiałam się czy nie znajduje się przypadkiem w jakiegoś rodzaju reality show. Poddenerwowana i z mocno ruszonymi nerwami, po bądź, co bądź godzinnym czekaniu ruszam znów do socjalnego. O dziwo pani Krysia wcale nie ucieszyła się na mój widok. "Przeczytała?”- pyta. " Tak, ale chyba nie całkiem rozumiem. Ile dokładnie pacjenci mają czekać na recepcjonistkę? Załóżmy 15 minut na kawkę dla szanownej pani, 30 na pogaduszki z koleżanka i 20 na skonsumowanie posiłku. Tak właściwie, czy przerwa na posiłek nie wynosi 30 minut?”. Pani Krysia patrzy oniemiała. Czasami gdy wracam myślami do tamtej chwili, nasuwa mi się nieodparte wrażenie, że miała ochotę dźgnąć mnie nożem, którym akurat swoiście smarowała pajdę chleba. "Wyjść na korytarz i czekać”- wydała rozkaz. Nawet jak na mnie osobę o spokojnym uosobieniu, można powiedzieć wręcz anielskim tego była za dużo.  
Udałam się prosto do pokoju lekarza, który również nie przejmując się bożym światem wcinał grzybki w occie. Patrzę na niego wzrokiem człowieka istotnie szalonego, składam dokładne sprawozdanie ostatnich wydarzeń i oczekuję szczegółowej procedury odnośnie przerw na posiłki dla pracowników. Lekarz patrzy zdumiony, wychodzi na korytarz, po czole spływają mu krople potu. Wraca po czym uprzejmie przeprasza i mówi: " Szanowaną panią, szanownie przepraszam, byłem przekonany, że w poczekalni nikogo nie ma, żadna z pielęgniarek nie przynosiła mi kart pacjentów. Niech szanowna pani raczy momencik zaczekać”. Powiedziawszy to wyszedł z pokoju, a ja oczywiście za nim. Usłyszawszy dość głośną wymianę poglądów w socjalnym, nieco się uspokoiłam, nawet skłoniłam się usiąść i poczytać broszury. Po chwili wychodzi czerwona pani Krysia, za nią czerwony pan doktor. Pani Krysia siada w recepcji, pan doktor w swoim gabinecie, a ja z diabelskim uśmieszkiem na twarzy pisze ten oto tekst.  
Pia Gizela

PiaGizela

opublikowała opowiadanie w kategorii felieton, użyła 483 słów i 2932 znaków.

Dodaj komentarz