
— Pięknie się prezentują — powiedział tylko, głosem ciepłym i spokojnym.
Nie pytał, dlaczego. Nie komentował. Tato czy mogę to nosić w domu ? No pewnie.. odparł. To przyjęcie, ta cicha akceptacja, była jak dar. Jego zachwyt wydawał się większy niż mój własny. I to właśnie jego reakcja zaczęła mnie ekscytować. To podniecenie, które – mimowolnie, przez samo istnienie w tych pończochach – budziłem w nim. Chodziłem boso po domu, a widok własnych stóp owiniętych w ten jedwabisty, czarny nylon wprawiał mnie w dziwną euforię. Przy stole siedziałem w szczególny sposób, układając stopę pod własnym pośladkiem na krześle. Wiedziałem, że ojciec mnie obserwuje. Że z nad blatu widzi moje kolano, obciągnięte cienką, lśniącą tkaniną. Rozmawialiśmy o zwykłych, codziennych sprawach, ale atmosfera między nami gęstniała z każdą minutą. Niby nic się nie działo, a ja miałem motyle w brzuchu.
Po obiedzie razem sprzątaliśmy. Gdy wycierałem naczynia, podchodził od tyłu, by się przytulić czułem wtedy na swoich pośladkach twardość jego wzwodu.. Jego dłonie, niby przypadkiem, muskały moje uda przez pończochy kiedy wkładał naczynia do szafek. To było dziwne, ale i piękne uczucie – świadomość, że kogoś pociągam, że kogoś podniecam. Nagle zrozumiałem, że to, co ojciec widział w moich nogach, było częścią tego samego świata – świata ciała, pragnienia, ukrytych impulsów. Nie bałem się już tej świadomości. Potem gdy siedliśmy na kanapie, usiadłem tuż obok. Jego ręka, początkowo nieśmiała, spoczęła na mojej łydce. Dotyk był pełny uwagi, niemal studiujący. Głaskał materiał, wędrując powoli w górę, po kolanie, po udzie… aż w końcu jego dłoń spoczęła w moim kroczu. Nie protestowałem. Przechyliłem biodra, pozwalając mu poczuć moją reakcję. Wtedy on pochylił się i pocałował mnie w usta. Pocałunek był głęboki, namiętny, pełny tłumionego przez lata pragnienia. Ja położyłem dłoń na jego kroczu. Pod spodniami czułem potężny, twardy kształt.
— Tato — powiedziałem cicho. — Chcę ci pokazać coś co odkryłem.
Nie protestował. Patrzył na mnie z tym samym skupieniem, z jakim obserwował moje nogi. Wziąłem jego dłoń i położyłem na mojej, prowadząc ją delikatnym, rytmicznym ruchem.
— Znam to — szepnął w odpowiedzi, a jego głos był ochrypły. — Obserwowałem cię… jak parę lat temu zaczynałeś się onanizować. To bardzo mnie podniecało. Chciałem z tobą o tym porozmawiać. Chciałem… żebyśmy robili to wspólnie.
Podciągnąłem swoją flanelową koszulę, odsłaniając spod niej nagi brzuch i sterczący penis.
— Pieśćmy się wzajemnie — poprosiłem.
Ojciec rozpiął rozporek swoich spodni i uwolnił swojego członka. Na ten widok zaparło mi dech w piersiach. Był potężny, imponujący. Usiadłem na jego udach okrakiem, twarzą w twarz.
— Ty mnie… a ja ciebie — wyszeptałem, błagalnie. Obiąłem jego członka oburącz.
Masowałem jego penisa dłońmi, a on robił to samo ze mną. Podniecenie rosło, przekształcając się w szał zmysłów. Chciałem poczuć go na sobie. Poprowadziłem jego członkiem po moim brzuchu, po pępku, marząc, by się na mnie spuścił, bym poczuł na skórze gorącą spermę.
— Proszę — jęknąłem.
I wtedy to nastąpiło. Jego ciało zesztywniało, a potem fala gorącej, białej spermy zalała moje podbrzusze. Ciecz spływała po moich jądrach, po moim penisie, a ja, z zapartym tchem, obserwowałem, jak jedna z białych strug powoli, leniwie spływa po czarnej, stylonowej pończosze na moim udzie. Oparłem głowę na jego ramieniu a on mówił do mnie że mnie kocha. Zapytał czy nie czuję do niego obrzydzenia. Nie.. bardzo mi i się to podobało. Marzyłem o tym i teraz to się spełniło. Kocham Ciebie szeptałem. Stałem w łazience gąbką zbierając ślady naszej ekstazy. Dużo tego było . Z emocji trzęsły mi się nogi.
Ojciec wszedł do łazienki bez pukania, jak to zawsze robił. Jego wzrok przesunął się po mnie, a na jego twarzy pojawił się ten sam, dobrze mi znany wyraz – mieszanka czułości, zrozumienia i czegoś jeszcze, czego wtedy nie potrafiłem nazwać.
– Ładnie wyglądasz – powiedział cicho, jego głos zagłuszony przez szum wody.
Przystanął obok. Jego dłoń spoczęła na moim biodrze i przesunęła się w dół, zatrzymując na materiale pończochy. Dotyk był delikatny, pełny akceptacji. To był nasz rytuał – chwila bliskości, której nikt inny by nie zrozumiał. Objął dłonią mojego członka. Powolutku masując. Zamknąłem oczy, oddając się ekstazie. Doprowadził mnie do orgazmu. Wystrzeliłem spermą. Uwalniając skumulowane emocje.
Pod prysznicem jego obecność była jak kotwica. Czułem się bezpiecznie, zaakceptowany w pełni – w moich dziwnych, według świata, upodobaniach, w mojej wrażliwości, w moim sposobie bycia. Jego dłoń na mojej nodze nie była pieszczotą w sensie, jaki nadaje się temu słowu w innych kontekstach. To było potwierdzenie: "Jesteś mój. Jesteś taki, jaki jesteś. I to jest w porządku".
W tamtej chwili, pod ciepłą wodą, w blasku porannego słońca wpadającego przez matową szybę, czułem miłość tak intensywną, że aż fizyczną. Nie była to miłość romantyczna czy zmysłowa w tradycyjnym rozumieniu. To było uczucie tak głębokie, że niemal bolesne – pragnienie, by ta chwila trwała wiecznie, by ta akceptacja nigdy się nie skończyła.
Ojciec w końcu odsunął się, a jego dłoń opadła. Uśmiechnął się do mnie tym swoim, półuśmiechem, który znałem tak dobrze.
– Ubierz się, bo się spóźnisz – powiedział, wychodząc z łazienki.
Zostałem sam w łazience. Woda zaczynała stygnąć. . Patrzyłem na swoje nogi w pończochach jak materiał przylega do skóry, tworząc niemal drugą warstwę naskórka. W tamtej chwili poczułem niedosyt.
Mgła w łazience zaczęła się rozwiewać. Słońce przebiło się przez okno, oświetlając kropelki wody na kafelkach jak drobne diamenty. Odetchnąłem głęboko, wciągając zapach mydła i wilgoci. Moje ciało wciąż drżało delikatnie, echem po tym, co się wydarzyło.
W lustrze nad umywalką zobaczyłem swoje odbicie – mokre włosy przylepione do czoła, oczy szeroko otwarte, pełne czegoś pomiędzy wdzięcznością a zakłopotaniem. Byłem jednocześnie synem i kimś więcej – kimś, kogo tylko ojciec widział w pełni. Czułem że te czarne pończochy sa naszą nową historią która dała nam nowe doznania.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz