Mieszkanko Pani Izy cz. 1

Historia, którą się z Wami podzielę miała miejsce cztery lata temu. Był chłodny, brzydki, deszczowy grudzień. Zbliżała się godzina 15:00, czyli moment, w którym miałam mieć spotkanie z szefem. A dokładnie: szefem wszystkich szefów. Pan prezes pofatygował się z Warszawy do mojego miasteczka, gdzie firma miała swoją maleńką filię, żeby- nie miałam złudzeń- wylać mnie na zbity pysk. Zresztą słusznie, bo przez rozstanie z facetem i kilka innych zawirowań totalnie zawaliłam ważny projekt.  
Punkt 15:00 zapukałam do drzwi gabinetu dyrektorki mojej filii, w którym odbywało się spotkanie. Prezes, Konrad, był młodym, niezbyt przystojnym facetem o „warszawskim” stylu bycia. Nasza rozmowa była krótka a przy tym przesiąknięta wzajemnym fałszem i zakłamaniem. Konrad nie wręczył mi wypowiedzenia, lecz przedstawił propozycję „nie do odrzucenia”: za dwa dni stawiam się na trzymiesięczne oddelegowanie do Warszawy, gdzie jedna z pracownic zaszła w ciążę, a znalezienie kogoś na stałe zastępstwo trochę potrwa… „Ty skurwysynu” pomyślałam, ale oczywiście z szerokim uśmiechem serdecznie podziękowałam za możliwość rozwoju…
Byłam wściekła. Miałam 29 lat i dotychczas raczej spokojne życie. Rodzicie mieli ogromny dom, wciąż z nimi mieszkałam, bo nie czułam potrzeby wyprowadzki skoro na tej przestrzeni czasami przez tydzień się nie widzieliśmy. Z ostatnim facetem rozstałam się, bo obydwoje doszliśmy do wniosku, że nie dojrzeliśmy do poważnej relacji. A teraz miałam jeden wieczór na spakowanie się, a potem dzień na przejazd 400 km i znalezienie mieszkania. Jeszcze w pracy odpaliłam popularny portal z ogłoszeniami najmu. Szybko zostałam zmuszona do zweryfikowania swoich roboczych planów, bowiem moja pensja, która oczywiście nie miała ulec zmianie, nie mogła mi wystarczyć na wynajęcie w stolicy nawet kawalerki. No trudno- pomyślałam- i zmieniłam zakładkę na „pokoje”. Wytypowałam kilka, finalnie wybierając dwa zlokalizowane możliwie jak najbliżej siedziby centrali mojej firmy. Szczęśliwie oba ogłoszenia były jeszcze aktualne, ale ja nie miałam czasu na zastanawianie się… Pewnie brzmiałam żałośnie, kiedy właścicielce jednego z mieszkań niemal łkałam do słuchawki o tym jak bardzo potrzebuję tego pokoju. Na szczęście kobieta okazała się być całkiem w porządku i po serii pytań o zainteresowania, nałogi itp. powiedziała, że w sumie to pasuje jej jako lokatorka młoda kobieta ze stałym zatrudnieniem.
W środowe deszczowe popołudnie wytoczyłam się z plecakiem i walizką z pociągu na dworcu centralnym. Miałam jechać tramwajem, ale zabrakło mi siły i chęci, więc wzięłam taksówkę. Pod wskazanym adresem zastałam bardzo ładny, nowy blok. Do spotkania z właścicielką miałam 10 minut, więc schowałem się przed deszczem pod zadaszeniem wejścia do bloku i czekałam. Jakieś 12 minut po umówionej godzinie pod blok podjechał samochód, z którego wyszła elegancka kobieta w wieku około 40-45 lat.
- …do zobaczenia kochanie- powiedziała do kierowcy zamykając drzwi, po czym podbiegła kilka kroków na deszczu do mnie i wyciągając rękę powiedziała- Pani Marta jak sądzę? Izabela, bardzo przepraszam za spóźnienie, ale mój samochód jest na przeglądzie i musiałam poczekać na męża, żeby podwiózł mnie po powrocie z pracy.
- ależ nic się nie stało- odpowiedziałam zziębnięta. Byłam trochę zła, ale Pani Izabela wydała się w porządku i wzbudzała moje zaufanie. Drzwi do klatki schodowej otwarła kluczami, ale przed drzwiami do mieszkania na pierwszym piętrze zatrzymałyśmy się
- Pani współlokator miał być w domu- powiedziała naciskając na dzwonek
Facet? Może to głupie, ale wizualizując sobie mieszkanie z kimś obcym zakładałam, że będzie to kobieta. Wiedziałam oczywiście, że ludzie wynajmują pokoje i mieszkania w różnych konfiguracjach, ale w tej chwili mieszkanie z obcym facetem wydało mi się czymś abstrakcyjnym.
- Bo chyba nie jest dla pani problemem, że drugim mieszkańcem jest chłopak?
- Żadnym, chociaż…- nie zdążyłam skończyć tego głupiego zdania kiedy drzwi się otwarły, a w progu stanął przystojny facet w garniturze. Miał około 25 lat i mogłabym powiedzieć, że był w moim typie gdyby nie fakt, że już od pierwszej chwili patrzył na mnie z nie tyle wyższością, co ewidentną pogardą. W tej jednej milisekundzie wiedziałam już, że mieszkanie z takim dupkiem potrwa najkrócej jak to możliwe.
- A pan Radek jak zwykle elegancki! – niemal wykrzyknęła właścicielka z zachwytem – przyprowadziłam Panu nową współlokatorkę
- Cześć- wykrztusiłam z siebie
- Dzień dobry. Nie będę paniom przeszkadzał- odpowiedział dupek i  odwrócił się na pięcie znikając za drzwiami w głębi przedpokoju.
Cmoknęłam z dezaprobatą, ale nie skomentowałam zachowania mojego współlokatora. Marzyłam już tylko o gorącym prysznicu. Mieszkanie było dwupokojowe, bardzo ładne i przestronne. Formalności zajęły nam kilka chwil, po podpisaniu umowy i wpłacie kaucji Pani Iza życzyła mi miłego mieszkania. Kiedy zostawiała mnie samą w moim nowym pokoju stwierdziła, że musi się jeszcze rozliczyć z Panem Radkiem za poprzedni miesiąc. Opadłam na łóżko i sięgnęłam po telefon, żeby dać znać rodzicom i moim dwóm przyjaciółkom, że udało mi się sfinalizować wynajem, więc pierwsze koty za płoty. Kiedy skończyłam rozmawiać z zatroskaną jak zwykle mamą i miałam dzwonić do koleżanki usłyszałam… jakby to powiedzieć… odgłosy „rozliczania się” mojego współlokatora z właścicielką. Ciekawe czy jej mąż wiedział, że podwozi ją nie tylko po to, żeby podpisała ze mną umowę najmu…
Jej jęki, wzdychania i krzyki trwały jakieś 15 minut. Potem po kilku minutach ciszy usłyszałam podwójne trzaśnięcie drzwi, co mogło wskazywać na to, że wyszła z jego pokoju, a potem z mieszkania. Nie byłam oczywiście święta, ale zdecydowanie zniesmaczyła mnie ta sytuacja. I zrodziła jeszcze więcej wątpliwości co do mieszkania z panem elegancikiem…
Jakaś godzinę później, po rozpakowaniu z grubsza swoich rzeczy, stałam w kuchni czekając aż zagotuje się woda na herbatę. Prawdę mówiąc nie miałam już dzisiaj ochoty oglądać elegancika, ale jak to zwykle bywa… drzwi jego pokoju otworzyły się. Radek przeszedł przez przedpokój do kuchni wyłącznie przepasany ręcznikiem. Miał świetnie zbudowaną klatę… i ten sam pogardliwy wzrok.
- Pogadamy?- zapytałam siląc się na obojętny ton
-  Jutro.- odpowiedział i zabierając z lodówki butelkę wina wrócił do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
Tej nocy spałam jak głaz. Następnego dnia rano na szczęście nie spotkałam współlokatora. Miałam nadzieję, że tak samo będzie wieczorem, kiedy po dwunastu godzinach w pracy wracałam styrana, zła i załamana miejscem do którego trafiłam…
Po wejściu do przedpokoju wiedziałam już, że jednak nic z tego. Usłyszałam jego krzątanie w kuchni i poczułam zapach jakieś orientalnej przyprawy.
- zapraszam na kolację- usłyszałam jego głos
- ojej… wezmę tylko szybki prysznic, ok?- idiotka… nic innego nie przyszło mi do głowy, a najwyraźniej poczułam potrzebę zyskania na czasie. Nie doczekałam się odpowiedzi co wzięłam za milczące przyzwolenie. Wpadłam szybko do swojego pokoju nie zaglądając do kuchni i zaczęłam w popłochu kompletować ubranie. Stanęło na dżinsach i pomiętym t-shircie wyciągniętym wczoraj z plecaka. Wpadłam do łazienki, ubranie, które miałam na sobie szybko zrzuciłam kładąc na pralce i po szybkim prysznicu stanęłam w progu kuchni. Na stole stały dwa talerze, wok, butelka wina i dwa kieliszki… A Radek? No… też tam był. Ubrany w fartuch kuchenny na absolutnie gołe ciało. Totalnie mnie zamurowało, zaschnęło mi w gardle…
- siadaj, smacznego- powiedział do mnie samemu siadając
Wlał wina do obu kieliszków i zaczął jeść. Ta chwila ciszy stała się zbawienna, pozwoliła mi się uspokoić… Usiadłam i zrobiłam łyk wina... Nie patrzył na mnie, tak jakby moja reakcja na to, że lata po kuchni z gołym tyłkiem zupełnie go nie interesowała. Najwyraźniej było to dla niego tak normalne, jak jedzenie nożem i widelcem. Chwila ciszy jednak się przeciągała, zaczęłam czuć, że po chwilowym rozluźnieniu atmosfera znowu gęstnieje, a mnie ogarnia stres.
- Jak się mieszka? Od dawna mieszkasz? Właścicielka jest w porządku?- nie wiem co we mnie wstąpiło, ale nie mogąc znieść tej ciszy zaczęłam wyrzucać z siebie idiotyczne pytania. Odłożył sztućce, napił się wina i odpowiedział
- Jaka jest właścicielka to sama wczoraj widziałaś, a potem- uśmiechnął się łobuzersko- słyszałaś. Do takich dźwięków przywykniesz, bo zdarzają się tutaj często. Mieszkam tutaj od dwóch lat, skończyłem prawo i pracuję w kancelarii. Czasami pracuję w domu, czasami siedzę w pracy trzy dni i noce z rzędu. Nie zamierzam Ci się tłumaczyć i ty mi też nie musisz. Każdy sprząta po sobie i ma swoje półki w lodówce. Musisz mi dać swój numer telefonu, dobrze jest mieć kontakt gdyby w mieszkaniu wydarzyło się coś nieprzewidzianego.- mówiąc to podsunął mi po stole swoją komórkę. Jego bezczelny wywód chyba mnie zahipnotyzował, bo bez słowa wpisałam swój numer.
- Zaraz wyślę ci sygnał. Miłego mieszkania- zabrał telefon, wstał od stołu i wyszedł z kuchni.
„Co za gnój”- pomyślałam sobie… Pozmywałam wszystkie naczynia i zamknęłam się w swoim pokoju rozmyślając o swojej najbliższej przyszłości. Z transu wyrwał mnie dźwięk smsa. Spojrzałam na wyświetlacz. To był JEGO numer, jeszcze go nie zapisałam, ale kojarzyłam z „sygnału”, który mi wysłał. Treść: „fajne”. Przez chwilę rozmyślałam o co mu chodzi, kiedy już miałam dopytać przyszedł kolejny sms: „pozytywne zaskoczenie”. Nie miałam pojęcia o co temu dupkowi chodzi, ale zaczęła zżerać mnie ciekawość. Odpisałam: „co cię zaskoczyło?”. Zwrotka przyszła niemal natychmiast i spowodowała siarczyste „kurwa mać” pod moim nosem: „takie kurewskie majteczki na tyłku takiej małomiasteczkowej cnotki niewydymki”. No tak, przecież wszystkie moje ciuchy zostały na pralce… zanim zdążyłam się sama na siebie zezłościć telefon dał znać po raz kolejny, to był mms… moje cienkie czarne stringi owinięte wokół wielkiego, sterczącego… interesu. Pieprzony smarkacz… Byłam skrajnie wściekła na niego i na siebie, że stworzyłam mu tę możliwość. Ale… ta jego chora gra mnie zaintrygowała, postanowiłam nie pozostać dłużna jego prowokacjom. Po chwili dostał zdjęcie mojej szuflady pełnej bielizny z tekstem „to jeszcze kilka razy się zaskoczysz wielkomiejski kutasie”. Tego dnia nie otrzymałam już odpowiedzi.

Martysia

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1946 słów i 11018 znaków.

5 komentarzy

 
  • Rebus

    Bardzo dobry początek. Czekam na rozwinięcie akcji

  • stetson

    :rotfl: dobre

  • agnes1709

    Nieźle, i ze szczyptą humoru. :D

  • Lula

    😂😂 podoba mi się 😁

  • Pani123

    nooo całkiem udany debiut na LOLu,  przyjemnie się  to czyta, i zapowiada się -mam nadzieję- fajna kontynuacja :)