Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Kora cz.2

Dźwięk zatrzaskiwanych drzwi i przekręcanego w zamku klucza uderzył we mnie jak wyrok. Ben wyszedł, a ja zostałam sama. Sama w absolutnej ciemności, uwięziona w skórzanych mankietach, które boleśnie wrzynały się w moje drobne nadgarstki przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Moje ciało leżało nago na boku, bezbronne i całkowicie skazane na ciągłe wibracje zabawki którą we mnie zostawił.


Zabawka tkwiła we mnie głęboko, pulsując z jednostajną, głęboką siłą, która rozchodziła się po całym moim podbrzuszu. Każda wibracja była jak małe, elektryczne wyładowanie, które bezlitośnie drażniło moje rozgrzane, zmęczone po wcześniejszym orgazmie wnętrze. Moje ciało było tak niesamowicie wrażliwe, że ta ciągła, mechaniczna stymulacja stawała się powoli torturą.


– Nienawidzę go... tak bardzo go nienawidzę... – powtarzałam w duchu jak mantrę, zaciskając mocno zęby i próbując skupić się na złości, byle tylko uciec myślami od tego, co działo się niżej.



Ale złość nie pomagała. Próbowałam delikatnie przesunąć biodra do przodu, wygiąć kręgosłup, cokolwiek, byle tylko zmienić kąt i uciec przed tym natarczywym naciskiem. Pasy na nogach i rękach były jednak zapięte zbyt ciasno. Każde moje szarpnięcie sprawiało tylko, że zabawka wbijała się we mnie pod jeszcze bardziej bezwzględnym kątem, wyrywając z mojego gardła ciche, rwane skomlenie.


Najgorsza była świadomość, że Ben miał rację. Mój umysł krzyczał, że chcę wolności, że nie akceptuję tej roli, ale moje wyszkolone ciało dawno już przestało mnie słuchać. Czułam, jak mimowolnie robię się coraz bardziej mokra, jak moje wewnętrzne mięśnie instynktownie, wbrew mojej woli, zaciskają się wokół pulsującej zabawki. To była zdrada. Mój własny organizm zdradzał mnie w tej ciemności, minuta po minucie, czerpiąc zmysłową, palącą przyjemność z uwięzienia.


Czas dłużył się w nieskończoność. Odcięta od zegarka, mogłam mierzyć minuty jedynie miarowym, mechanicznym bzyczeniem urządzenia i uderzeniami własnego, oszalałego serca. Moja skóra stała się gorąca, pokryta delikatną warstwą potu. Napięcie, zamiast opadać, budowało się we mnie na nowo, gęste i nieuniknione.


Byłam tak potwornie zmęczona, a świadomość, że on wróci tu dokładnie za godzinę, by zastać mnie całkowicie bezbronną i doprowadzoną do ostateczności, sprawiała, że po moich policzkach znów potoczyły się gorące łzy. Byłam jego zabawką. I w tej ciemności, uwięziona z nieustającym rytmem wibracji, nie mogłam już przed tym uciec.


Napięcie w moim podbrzuszu stało się tak gęste i pulsujące, że ledwo byłam w stanie złapać oddech. Wibrujące dildo wciąż pracowało bez przerwy, wibrując z bezwzględną siłą głęboko we mnie. Próbowałam zaciskać zęby, próbowałam walczyć z narastającą falą gorąca, ale odcięta od świata zewnętrznego byłam skazana na każdy, nawet najmniejszy bodziec.


Moje ciasne wnętrze było już tak rozgrzane i uwrażliwione porannym zbliżeniem z Benem, że nieustające drżenia zabawki parły do przodu niczym taran, rozbijając resztki mojego oporu. Przełknęłam ślinę, czując, jak całe moje ciało zaczyna pokrywać się chłodnym potem.



– Nie... proszę, nie... – błagałam w duchu, choć nie wiem, czy mój protest był skierowany do Bena, czy do mojego własnego, zdradzieckiego ciała.


Wibracje trafiły idealnie w punkt, który natychmiast wysłał elektryczny impuls wzdłuż mojego kręgosłupa. Moje biodra drgnęły instynktownie. Szarpnęłam rękami w skórzanych pasach, chcąc uciec przed tą rozdzierającą, bolesną wręcz przyjemnością, ale klamry ramy tylko zaszczękały głośno w ciemności, blokując mnie w miejscu. Byłam unieruchomiona, całkowicie wydana na pastwę mechanizmu, który nie znał litości.



To było zbyt silne. Przeciążenie osiągnęło punkt krytyczny. Czułam, jak moje wewnętrzne mięśnie zaczynają drżeć w niekontrolowany, spazmatyczny sposób, kurczowo zaciskając się wokół pulsującej zabawki. Próbowałam powstrzymać to, co nadchodziło, ale tama pękła.
Nagle całe moje drobne ciało wygięło się w dramatycznym łuku na boku, a z gardła wyrwał się głośny, zniekształcony, wysoki pisk czystego uniesienia. Orgazm uderzył we mnie z siłą tsunami, paraliżując moje palce u stóp, które kurczowo podkurczyły się na prześcieradle.


Szlochałam bezwiednie, zatapiając się w fali rozkoszy, która rozrywała mój umysł na kawałki. Moje ciało pulsowało i drżało tak mocno, że skórzane pasy zatrzeszczały pod naporem napiętych do granic wytrzymałości mięśni.


Dochodziłam sama, w pustym pokoju, uwięziona i bezbronna, a łzy czystej bezsilności mieszały się na moich policzkach z potężnymi spazmami rozkoszy. Kiedy fala w końcu zaczęła powoli opadać, moje ciało zwiotczało i opadło ciężko na materac, drżąc z wycieńczenia. Oddychałam rwanie, łapiąc płytkie hausty powietrza, a wibracje zabawki – która wciąż pracowała w tym samym, bezlitosnym rytmie – natychmiast zaczęły drażnić moje skrajnie zmęczone wnętrze na nowo. Byłam doszczętnie złamana.



I dokładnie wtedy usłyszałam ten dźwięk. Szczęk klucza przekręcanego w zamku. Ben wrócił..

Dodaj komentarz