Obudziłem się pierwszy, gdy poranne, blade światło ledwo przedzierało się przez ciężkie, zaciągnięte zasłony. W pokoju panowała gęsta, niemal intymna cisza, przerywana jedynie miarowym, cichym oddechem Kory. Leżała tuż obok mnie, na boku, z ciałem wtulonym w materac. Taka mała, niska, niesamowicie delikatna i drobna. Patrząc na jej jasną skórę odcinającą się od ciemnej pościeli, poczułem to samo zaborcze, drapieżne ukłucie, które towarzyszyło mi od pierwszego dnia, gdy przekroczyła próg mojego domu. Miałem na jej punkcie absolutną, chorobliwą obsesję.
Wiedziałem, jak potwornie ciężko znosi nową sytuację. Jej umysł, wciąż pełen buntu, nie potrafił zaakceptować faktu, że stała się moją zabawką. Walczyła z tym w duchu każdego dnia, choć jej ciało dawno już podpisało pakt o kapitulacji. Odkąd tu trafiła, nie dawałem jej wytchnienia – jej zmysły były nieustannie bombardowane bodźcami. Praktycznie przez cały czas jej ciasne dziurki były w użyciu; jeśli nie przeze mnie, to przez zabawki, które miały przypominać jej o mojej władzy nawet wtedy, gdy zapadała w sen.
Skórzane pasy mocujące jej drobne nadgarstki do ramy łóżka trzymały ją pewnie, uniemożliwiając zmianę pozycji. Nawet teraz, pogrążona we śnie, z opaską na oczach i grubym kneblem blokującym usta, była ucieleśnieniem mojej pełnej kontroli. Moje pożądanie, potęgowane widokiem jej bezbronności, natychmiast uderzyło we mnie z pełną siłą.
Przysunąłem się bliżej, czując bicie jej serca i ciepło bijące od jej skóry. Bez pośpiechu, ostrożnie wyciągnąłem z niej dildo, które tkwiło w niej przez całą noc. Zwiotczałe we śnie mięśnie Kory natychmiast drgnęły z powodu nagłej, palącej pustki. Poruszyła się lekko, wydając z siebie cichy, rzężący dźwięk, ale wciąż była zawieszona między snem a jawą. Nie miałem zamiaru budzić jej delikatnie. Uniosłem lekko jej biodro, idealnie ustawiając jej drobną miednicę, i jednym zdecydowanym, głębokim pchnięciem wszedłem w jej ciasne, rozgrzane wnętrze za jednym razem.
Reakcja była natychmiastowa. Kora gwałtownie otworzyła oczy pod ciemnym materiałem opaski, a z jej zakrytych ust uciekł wysoki, pełen rozpaczy i zaskoczenia jęk protestu. Jej ciało zesztywniało jak struna, a palce u stóp podkurczyły się, gdy gwałtownie zderzyła się z rzeczywistością mojego dotyku. Szarpnęła rękami w pasach, a metalowe klamry zaszczękały o ramę łóżka w jej bezsilnej próbie odsunięcia się od mojego ciężaru.
– Ciiii, maleńka. Dzień dobry – szepnąłem niskim, chropowatym głosem, nachylając się nad nią i przygniatając jej drobne ciało do materaca. Oparłem dłoń na jej boku, mocno wbijając palce w jej talie. – Twoje ucieczki nic nie dadzą, Kora. Pamiętasz, gdzie jesteś? Pamiętasz, do kogo należysz?
W odpowiedzi spod knebla wyrwał się rwany, rzężący szloch. Kręciła głową na poduszce, odmawiając akceptacji, ale ja nie zamierzałem zwalniać. Zacząłem poruszać się w niej szybko, narzucając głęboki, bezwzględny rytm, który natychmiast wypełnił cały pokój dźwiękiem uderzających o siebie ciał.
– Słuchaj mojego głosu, Kora. Możesz się buntować w swojej głowie, ile tylko chcesz, ale twoje ciało i tak zawsze wybiera mnie – mówiłem prosto do jej ucha, celowo podkręcając tempo. – Czujesz, jak idealnie cię wypełniam? Jesteś stworzona pod mój dyktando.
Mimo jej psychicznego oporu i cichych jęków protestu, natura okazała się silniejsza. Pod wpływem szybkich, natarczywych pchnięć jej wyszkolony organizm natychmiast zaczął współpracować. Mimowolnie robiła się coraz bardziej mokra, a śliskie, gorące wnętrze z każdym ruchem zaciskało się wokół mnie coraz mocniej. Kora zaczęła unosić biodra, instynktownie szukając głębszego docisku, choć jej umysł wciąż płakał z powodu tej zmysłowej zdrady.
Stałe mocne pchnięcia w ułamku sekundy doprowadziły jej wrażliwe zmysły do ostateczności. Nagle Kora wydała z siebie zniekształcony, piskliwy krzyk, który uwiązł w materiale knebla. Jej pośladki i uda napięły się do granic możliwości, a całe jej drobne ciało zaczęło gwałtownie drżeć i pulsować w głębokim, nagłym orgazmie.
Widok mojej małej niewolnicy, która dochodziła pod moim dyktandem, wciąż próbując walczyć z własną przyjemnością, rozpalił moje zmysły do czerwoności. Moja obsesja została w pełni zaspokojona. Nie czekając ani chwili dłużej, mocno pchnąłem po raz ostatni, wchodząc w nią najgłębiej, jak potrafiłem, i z głośnym, głębokim mruknięciem uwalniając swoje ciepło w sam środek jej pulsującego wnętrza.
Oparłem ciężko czoło o jej plecy, wsłuchując się w nasze gwałtowne, rwane oddechy, podczas gdy jej ciało powoli, bezsilnie wiotczało pod moim ciężarem. Była złamana, ale całkowicie moja.
Leżałem na niej jeszcze przez dłuższą chwilę, pozwalając, by mój ciężki oddech miarowo unosił jej drobne plecy. Moje ciało powoli opuszczały gwałtowne emocje, ale zaborcza satysfakcja tylko rosła, krążąc w moich żyłach jak gęsta, gorąca krew. Kora tkwiła pod moim ciężarem nieruchomo. Jej palce u rąk, wciąż uwięzione w skórzanych mankietach ramy, były kurczowo zaciśnięte w małe piąstki. Słyszałem jej ciche, przerywane łkanie, które co kilka sekund wstrząsało jej klatką piersiową, rezonując z grubym materiałem knebla.
Powoli uniosłem się na przedramionach i wygładziłem dłonią jej splątane, jasne włosy. Kochałem ten moment. Moment, w którym zmysłowa burza mijała, zostawiając po sobie czysty obraz jej bezradności.
– Byłaś niesamowita, maleńka – szepnąłem, całując ją delikatnie w odsłonięty kark, tuż pod linią ciemnej opaski. Moje słowa, choć wypowiedziane miękko, niosły ze sobą absolutną, surową wagę. – Twoje ciało nigdy nie kłamie. Pamiętaj o tym, kiedy znów postanowisz ze mną walczyć.
Wycofałem się z niej powoli. Z jej gardła natychmiast wyrwał się głęboki, żałosny jęk pustki – instynktowny, wyuczony odruch, którego tak bardzo nienawidziła. Jej rozgrzana, ciasna szparka pulsowała jeszcze przez chwilę, bezradnie przyjmując chłodniejsze powietrze poranka.
Usiadłem na krawędzi łóżka i sięgnąłem ręką do tyłu jej głowy. Odpiąłem klamrę skórzanego knebla i delikatnie wyciągnąłem go z jej ust. Jej szczęka była zesztywniała, a kąciki warg zaczerwienione. Kora natychmiast zamknęła usta, biorąc głęboki, rzężący oddech przez nos, a potem gwałtownie przełknęła ślinę. Nie ruszyła się ani o milimetr, wciąż leżąc na boku z zakrytymi oczami.
– Powiedz coś, Kora – rozkazałem cicho, odwracając się w jej stronę i opierając dłoń na jej udzie. – Chcę usłyszeć twój głos.
Przez dłuższą chwilę odpowiadało mi tylko jej płytkie, szybkie dyszenie. Widziałem, jak jej dolna warga drży, a na delikatnej szyi pulsuje żyła. Jej duma wciąż próbowała budować wokół niej mur, odcinając ją od tego, co przed chwilą się wydarzyło.
– Nienawidzę cię... – wychrypiała w końcu, a jej głos był tak cichy i słaby, że ledwo dotarł do moich uszu. Był przesiąknięty czystym, bezsilnym jadem. – Nienawidzę tego, co ze mną robisz. Nienawidzę tego pokoju.
Na mojej twarzy wykwitł powolny, drapieżny uśmiech. Złapałem ją podbródek, zmuszając, by uniosła lekko głowę, choć opaska wciąż nie pozwalała jej na mnie spojrzeć.
– Możesz mnie nienawidzić, Kora. Twoja nienawiść w niczym mi nie przeszkadza – mruknąłem, a mój palec wskazujący powoli obrysował linię jej warg. – Ale nie wmawiaj mi, że nienawidzisz tego, jak na mnie reagujesz. Słyszałem twój krzyk. Czułem, jak mocno zaciskałaś się wokół mnie, kiedy dochodziłaś. Twój umysł może mną gardzić, ale twoje ciało... twoje ciało jest moje. I z każdym dniem uczy się tego coraz lepiej.
Spod materiału opaski wypłynęła pojedyncza, gorąca łza, spływając po jej bladym policzku wprost na moją dłoń. Kora zacisnęła mocno zęby, a z jej piersi wyrwał się stłumiony, bezsilny szloch. Zrozumiała moje słowa i to bolało ją najbardziej – świadomość, że fizycznie nie miała już nade mną żadnej władzy. Każda komórka jej organizmu była wyszkolona tak, by dawać mi wszystko, czego zażądam.
Nie miałem jednak zamiaru zostawiać jej z luksusem ciszy i spokoju. Chciałem, żeby pamiętała o swojej roli w każdej minucie, kiedy mnie przy niej nie będzie.
Zignorowałem jej cichy płacz i sięgnąłem po porzucone wcześniej na materacu dildo. Rozsunąłem jej uda, ignorując ciche spięcie jej mięśni, i zdecydowanym ruchem wsunąłem zabawkę z powrotem w jej ciasne, rozgrzane po wcześniejszym uniesieniu wnętrze. Kora drgnęła gwałtownie, wydając z siebie wysoki, stłumiony pisk zaskoczenia, gdy zabawka ponownie rozparła jej delikatne ścianki.
Zanim zdążyła w ogóle oswoić się z tą pełnością, przekręciłem włącznik.
Zabawka natychmiast ożyła, wibrując z jednostajną, głęboką siłą. Reakcja Kory była natychmiastowa – jej ciało wygięło się lekko w łuk, a biodra zadrżały w bezsilnej próbie ucieczki przed bodźcem, który natychmiast zaczął drażnić jej zmysły na nowo. Jej oddech znów stał się szybki i płytki.
– Jesteś moją zabawką, maleńka – dodałem surowo, spoglądając z góry na to, jak miarowe drżenia zabawki przejmują kontrolę nad jej drobną sylwetką. – Im szybciej to zaakceptujesz, tym łatwiejsze stanie się twoje życie w tym domu. Masz leżeć grzecznie i przyjmować to, co dla ciebie zostawiam. Wrócę do ciebie za godzinę.
Zostawiłem ją tak, jak leżała – nago, przypiętą do ramy łóżka, odciętą od światła i zdaną na nieustanne wibracje, które nie pozwalały jej zapomnieć, do kogo należy. Zamknąłem za sobą drzwi, podsycany świadomością, że za godzinę zastanę ją jeszcze bardziej wrażliwą i całkowicie złamaną moją wolą.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz