Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Grzeczna Amber

Metalowe klamry wrzynały mi się w skórę przy każdym, nawet najmniejszym drgnieniu. Leżałam rozciągnięta na brzuchu, całkowicie unieruchomiona, naga i bezbronna pod ciężarem gęstego, dusznego powietrza tej sypialni. Opaska na oczach odcięła mnie od świata, skazując na ciemność, w której każdy dźwięk stawał się torturą. Gumowy knebel rozpychał mi szczękę, dławiąc w gardle każdy krzyk, każdą łzę, każdą próbę zachowania resztek godności.

W moich ciasnych dziurkach bez przerwy, bezlitośnie pracowały dwa małe dilda. Ich miarowy, cichy szum wibrował w moim ciele, doprowadzając mnie do szaleństwa.Ich jedynym zadaniem było dbanie o to, bym cały czas była wilgotna. Byłam.Byłam mokra. Tak potwornie mokra. Z każdą sekundą czułam, jak wzbiera we mnie fala palącej, fizycznej przyjemności, a mój umysł... mój umysł dosłownie wył z bezsilności. I to było najbardziej przerażające. Moje ciało zdradzało mój umysł. Fizycznie poddawałam się temu, co mi robił, podczas gdy moja psychika wyła z rozpaczy, tonąc w potwornej bezsilności.Nienawidziłam tego. Boże, tak potwornie nienawidziłam faktu, że to na mnie działało. Moje własne ciało brało stronę mojego oprawcy. Stało się moim największym wrogiem, zdradzając mnie bez cienia wstydu.

Nagle usłyszałam kroki. Ciężkie, pewne, powolne. Kroki pana, który wraca do swojej zabawki. Serce uderzyło mi o żebra z siłą młota a w gardle stanęła gula strachu.Nic nie widziałam, mogłam tylko czekać na wyrok.

Materac ugiął się pod jego potężnym ciężarem. Zamknęłam mocno niewidzące oczy pod materiałem opaski, cała sztywniejąc. Poczułam jego dłonie. Były wielkie, gorące, szorstkie. Zaczęły sunąć po moich plecach, powoli, od łopatek w dół, jakby pieścił coś, co w całości do niego należy. Kiedy jego palce dotarły do moich piersi, złapał sutki i wykręcił je bez cienia litości. Pisnęłam z bólu, szarpnęłam się w więzach, ale przez zablokowane usta wydobył się tylko stłumiony, gardłowy pomruk, który dla niego był pewnie tylko zachętą.


– Ciii... – usłyszałam jego niski, chropowaty głos tuż nad sobą. – Grzeczna dziewczynka. Wiem, jak bardzo to lubisz.


Nie dał mi sekundy na odetchnięcie. Jego dłonie zjechały niżej, na pośladki.  

Chwycił dildo tkwiące w mojej szparce i zaczął nim gwałtownie, szybko ruszać. To było zbyt intensywne, potwornie męczące, a zarazem tak obezwładniająco przyjemne, że zakręciło mi się w głowie.To było zbyt wiele. Napięcie eksplodowało we mnie z siłą, której nie byłam w stanie kontrolować.

Próbowałam z tym walczyć.Próbowałam się spiąć, próbowałam myśleć o nienawiści, o czymkolwiek, byle zatrzymać tę falę.Przegrałam.Ścianki mojej szparki zacisnęły się spazmatycznie w gwałtownym skurczu.Mimo całej mojej nienawiści, mimo buntu w głowie i łez spływających pod opaską doszłam. Moje ciało zadrżało w wymuszonym orgazmie, a pod opaską popłynęły pierwsze, gorące łzy całkowitej klęski.Czułam, że z każdym takim momentem Leo zabiera mi kolejny kawałek mojej duszy.

Leo zaśmiał się cicho – to był chłodny, mrożący krew w żyłach dźwięk pełen satysfakcji.Wtedy jednym szarpnięciem wyciągnął oba dilda. Zanim zdążyłam złapać oddech, zanim krew przestała huczeć mi w uszach, poczułam, jak na wejście do mojej podrażnionej, pulsującej jeszcze po rozkoszy szparki napiera coś ogromnego i twardego jak skała. Był wielki.Moje ciasne wnętrze stawiało opór a ciasnota zdawała się barierą nie do pokonania, ból rozrywał mnie na pół, ale Leo nawet nie pomyślał o tym, by zwolnić by dać mi czas.Naparł z całą siłą swojego umięśnionego ciała ignorując mój opór pokonując barierę i wbił się we mnie jednym, potężnym pchnięciem, dobijając do samego końca.

– Ach... – stłumiony, chrapliwy jęk uwiązł mi w gardle.Czułam, jak rozciąga mnie do granic możliwości a głęboki, twardy ucisk w podbrzuszu niemal odebrał mi przytomność.Było tak potwornie ciasno.  

Leo nie czekał, aż się przyzwyczaję. Nie było w nim delikatności.Nie dał mi nawet sekundy, bym przywykła do jego rozmiaru. Od razu narzucił mordercze, brutalne tempo. Wchodził mocno, głęboko, wychodząc niemal do końca i uderzając we mnie z całą swoją bezwzględnością. Moja szparka z każdym pchnięciem robiła się coraz bardziej mokra od moich własnych soków ułatwiając mu to bestialskie zadanie.

To było piekło i niebo jednocześnie. Było mi tak dobrze, a jednocześnie tak strasznie źle. Umierałam ze wstydu. Nie chciałam tego. Nie chciałam tego czuć, nie chciałam, żeby we mnie był, żeby odbierał mi resztki godności, żeby widział mnie w tym stanie żeby robił ze mną to, na co miał ochotę.Moje ciało jednak całkowicie odmówiło posłuszeństwa. Moje bezsilne próby wiercenia się i ucieczki pod jego ciężarem tylko bardziej go podniecały.Słyszałam jego przyspieszony, niski oddech tuż nad moim uchem, czułam pot spływający z jego klatki piersiowej na moje plecy.

– Tak, Amber... Ruszaj się dla mnie – szepnął, a jego gorący oddech parzył moją skórę na karku. – Czujesz to? Czujesz, jak idealnie do mnie pasujesz? Jesteś moja. Cała moja.

Poczułam, że nadchodzi kolejny orgazm.Nie chciałam mu go dawać. Gryzłam knebel, rzucałam się w pasach, próbując zatrzymać tę lawinę. Próbowałam uciec, powstrzymać to, zacisnąć zęby i zamknąć się w sobie, byle nie dać mu satysfakcji. Jednak wszystko na nic. Ta wymuszona, przyjemność wzięła górę nad moją wolą. Doszłam po raz kolejny.Wygięłam się w łuk, wijąc się i szarpiąc wstrząsana spazmami kolejnego szczytu, skomląc bezgłośnie przez zatkane usta.

Leo jednak nie zwolnił. Warknął głośno, przyspieszając do granic. Przedłużał moją rozkosz i udrękę, wchodząc we mnie jeszcze przez długie chwile, rozkoszując się moimi skurczami, dopóki sam nie napiął się nade mną jak struna. Wbił się najgłębiej jak mógł przygniatając mnie swoim ciężarem aż w końcu z głośnym, drapieżnym warknięciem skończył we mnie, wypełniając mnie swoim gorącem.

Leżałam bezsilnie ciężko dysząc, z policzkiem wciśniętym w wilgotną od moich łez i potu poduszkę.Moje ciało drżało z wycieńczenia. Słyszałam jego ciężki oddech, gdy powoli się ze mnie wycofał. Chwilę później usłyszałam znajomy, przerażający dźwięk odpinanych klamer. Moje ręce opadły bezwładnie na materac były zupełnie zdrętwiałe.

Leo chwycił mnie za włosy, niezbyt mocno, ale na tyle pewnie, by unieść moją głowę, i jednym ruchem zsunął opaskę z moich oczu. Ostre światło sypialni uderzyło we mnie jak obuchem, wywołując ból w skroniach. Zaraz potem rozpiął pasek knebla i wyciągnął go z moich ust. Moja szczęka była zdrętwiała, z kącika warg sączyła się strużka śliny zmieszanej z krwią.

Nie pozwolił mi uciec wzrokiem. Usiadł na brzegu łóżka, chwycił mnie mocno za podbródek i zmusił, bym spojrzała prosto w jego twarz. Był roznegliżowany, jego umięśniona klatka piersiowa unosiła się miarowo, a na ustach błąkał się ten chłodny, zaborczy uśmiech. W jego ciemnych oczach nie było ani grama litości. Był tam absolutny triumf.

– Spójrz na mnie, Amber – powiedział cicho, a jego głos wibrował w mojej głowie. – Powiedz to. Chcę usłyszeć, jak to z siebie wyrzucasz.

Obróciłam głowę na tyle, na ile pozwalał mi jego uścisk, a z moich oczu znów trysnęły łzy wściekłości, bezsilności i głębokiego upokorzenia a w końcu spłynęły mi po policzkach, mieszając się z potem.

– Nie... – wychrypiałam, a mój głos był złamany, pozbawiony siły. – Nienawidzę cię. Słyszysz mnie, ty potworze? Nienawidzę cię za to, co mi robisz.

Leo wyciągnął rękę. Jego palce zamknęły się na moim podbródku z siłą imadła aż syknęłam z bólu. Szarpnął mną lekko, zmuszając, bym spojrzała prosto w jego ciemne, hipnotyzujące oczy. Nie było w nich złości. Była tam absolutna, przerażająca pewność siebie.

– Możesz karmić swoją dumę tym słowem tak długo, jak chcesz, Amber – powiedział powoli, niemal szeptem. – Ale obie wiemy, jaka jest prawda. Amber, spójrz na to łóżko. Spójrz na siebie. Czułem, jak twoje ciało błaga o więcej, jak zaciska się wokół mnie tak mocno, jakbyś chciała mnie w sobie zatrzymać na zawsze. Słyszałem twój skowyt, kiedy dochodziłaś. Dwa razy. Twoje ciało wręcz błagało o moje pchnięcia. Chciałaś tego. Twój dumny mały umysł może krzyczeć, że to nienawiść, ale twoje ciało... ono nie potrafi kłamać. Ono już dawno uznało mnie za swojego pana.

– Przestań! Zamknij się, błagam cię, zamknij się! – wybuchnęłam szlochem, a moja duma rozpadła się na milion kawałków. Rozpłakałam się na dobre, nie potrafiąc już utrzymać maski. Schowałam twarz w dłoniach, nie mogąc znieść jego wzroku. – To nie byłam ja... to były te cholerne zabawki... Zrobiłeś to siłą! Przypiąłeś mnie! To była tortura, słyszysz?! Tortura!

Leo puścił moją twarz, ale zamiast się odsunąć, położył się obok mnie, przyciągając moje bezwładne, drżące ciało do swojej twardej, gorącej klatki piersiowej. Objął mnie ramieniem, nie pozwalając mi się wyrwać, choć próbowałam słabo go odepchnąć.Był tak blisko, że czułam na twarzy jego gorący oddech, a zapach jego skóry i perfum mieszał się z zapachem naszego seksu. Na jego ustach pojawił się ten chłodny, lekki uśmiech, który tak bardzo chciałam z niego zetrzeć. Ale w jego oczach błysnęło coś nowego dzika, fascynująca satysfakcja z tego, jak bardzo cierpię.

– Przypiąłem cię, bo twój mały, uparty rozumek potrzebował wymówki – szepnął prosto w moje ucho, a jego usta muskały moją mokrą od łez skórę. – Potrzebowałaś pasów, żeby wmówić sobie, że nie masz wyboru. Ale prawda jest taka, moja mała Amber, że ty to kochasz. Kochasz to, że odbieram ci kontrolę. Kochasz to, że decyduję za ciebie. Twój umysł może krzyczeć i płakać z nienawiści, ile tylko chce... ale twoje ciało już dawno wybrało swojego pana. I za każdym razem, kiedy cię dotknę, będziesz pękać dokładnie tak samo. Im bardziej się opierasz, tym lepiej smakuje chwila, kiedy pod moim dotykiem pękasz. Kiedy zapominasz o całym świecie i liczy się tylko to, jak głęboko w tobie jestem. A oboje wiemy, że następnym razem znowu dojdziesz. Znowu mi się poddasz i sama będziesz mnie błagać, żebyś mogła na mnie usiąść.

Rozpłakałam się bezgłośnie, dławiąc się własnymi łzami, wtulona w pierś człowieka, którego powinnam zabić. Najbardziej przerażające nie były jego słowa. Najbardziej przerażające było to, że w tym samym momencie, gdy go nienawidziłam całym sercem, czułam bezpieczeństwo w jego potężnych ramionach.  

Najgorsze było to, że gdzieś głęboko, w najbardziej mrocznym zakątku mojego umysłu bałam się, potwornie bałam się, że on miał rację. Że ta walka nie była już tylko walką z nim... ale przede wszystkim walką z samą sobą..

Dodaj komentarz