Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Czapka dla podglądacza vol 1

Czapka dla podglądacza vol 1Mieszkałem wtedy na wsi z rodzicami. 21 letni chłopak z planami na życie w wielkim mieście i milionem idei w głowie, ale bez grama pomysłu jak to wszystko wprowadzić w życie.  Funkcjonowałem w świecie marzeń o pięknej dziewczynie, stałej pracy i snułem jakieś utopijne wizje. Nie oznacza to, że byłem jakimś odsuniętym od świata prawiczkiem. Byłem już w kilku związkach. Po prostu życie w małej społeczności straciło już dla mnie swój wdzięk i chciałem zaznać nowych wrażeń także erotycznych. Niejednokrotnie korzystałem z pobliskiej siłowni umieszczonej przy świetlicy wiejskiej, która była jednym z niewielu tętniących życiem miejsc. Nie ukrywam, że nie zamierzałem poprawiać swojej sylwetki. Bardziej interesowały mnie niewiasty regularnie tam uczęszczające. Pod pozorem treningu kryło się we mnie pragnienie nieustannej obserwacji tego co piękne i możliwe do zdobycia, a także celów będących daleko poza zasięgiem. Mnóstwo dojrzałych kobiet tam bywało, które pragnęły wyrwać się od codziennych obowiązków, ubrać się w strój sportowy, udowodnić sobie i innym, że jeszcze mogą emanować swoją witalnością i kobiecością. O młodych i wysportowanych też wypada wspomnieć, a także o takich co po prostu wyssały doskonałą figurę z mlekiem matki, ale marzą o tym by ją doszlifować. Jakbym miał to ująć w czterech słowach, rzekłbym "od koloru do wyboru". Oczywiście mężczyzn tam także nie brakowało, ale nie było takiego nadmiaru facetów jak w wielkich miastach. Znacznie częściej spotykałem tu zwykłego chłopaka niż wielkiego, napakowanego typa, który przyszedł powrzeszczeć i wykorzystać całe obciążenie dostępne na sali. To był duży plus. Darka poznałem kiedy zwrócił mi uwagę na niewłaściwe ułożenie kręgosłupa przy martwym ciągu. Przyjeżdżał tu na trening z okolicznej, mniejszej wsi. Wcześniej kojarzyłem go tylko z widzenia. Był w podobnym do mnie wieku, więc bez problemu nawiązaliśmy kontakt. Zaczęliśmy ustalać wspólne ćwiczenia na sali, a one trwały coraz dłużej ze względu na przeciągające się rozmowy. Wiedzieliśmy o sobie coraz więcej i czuliśmy się w swoim towarzystwie coraz swobodniej. Wpadł kiedyś do mnie w piątek na piwo tak dla odmiany. Mało w okolicy było ciekawych ludzi, a on to jeden z tych nielicznych kolegów, z którymi można przegadać pół nocy. Tego dnia właśnie tak się stało- z jednego piwa zrobiło się pięć, a rozmowy nie mogły się skończyć.
-Stary, to już grubo po pierwszej. Zasiedziałem się chyba trochę... Pamiętasz, że jutro ćwiczymy o 13:00? - zapytał Darek.
-Pewnie, że wiem. Będzie ciężko ze wstaniem, ale spróbuję.
Pożegnaliśmy się, zbiliśmy piątkę i odprowadziłem go do wyjścia. Moje oczy były już przekrwione. Piłem tylko alkohol, a czułem się jakbym wziął coś jeszcze. Ogarnął mnie niezwykle dobry, błogi nastrój, jednocześnie oczy zaczęły się zamykać. Powieki były coraz cięższe i cięższe, a ja wciąż stałem w drzwiach i patrzyłem jak Darek zmierza w kierunku ścieżki. Robiło się już naprawdę chłodno i nic dziwnego, że przymierzał się do ubrania czapki. Ciągle trzymał ją w dłoniach, ale w końcu mgliste, iluzjotwórcze otoczenie i zimny wiatr zrobił swoje. Unosił ją coraz wyżej. Chłopak zwyczajnie zakładał czapkę, a ja przyglądałem się temu jakby robił coś niesamowitego. A ja prawie już zapadałem w sen i wyobrażałem sobie poduszkę pod głową, ale wciąż stałem i spoglądałem na świat spowity mgłą i gościa, który sobie idzie tyłem do mnie i zaraz założy nakrycie głowy. Dziwne. Światło latarni spoczęło na chwilę na liściu, co oderwał się od drzewa i frywolnie balansował poddając się wpływowi wiatru. Mój wzrok skupił się teraz na tym obrazku, ale już po chwili jak zahipnotyzowany oczy skierowałem znów w kierunku kolegi. Darek miał już czapkę na głowie. Nagle poczułem się jakby rażony prądem. Wszystko zrobiło się jasne, a sylwetka mojego kolegi stawała się coraz mniej wyraźna aż w końcu rozpłynęła się w powietrzu. Niespodziewanie ocknąłem się jak z transu z kołataniem serca i dysząc głęboko. Wszystko stało się jakby bardziej realne. Spojrzałem przed siebie na ścieżkę i ani śladu Dariusza. Cholernie dziwne. Do zakrętu było przecież jeszcze dość daleko.
Chyba nie wbiegł do lasu. Pełno tam bagnistych terenów. Z drugiej strony nie mógł tak po prostu się rozpłynąć. Czy ja zasnąłem? Na stojąco? Niemożliwe... – pomyślałem.
Zamknąłem drzwi i pobiegłem do łazienki. Obmyłem twarz zimną wodą, wpatrując się w lustro. Ewidentnie wyglądałem na niewyspanego. Wytarłem twarz suchym ręcznikiem i położyłem się spać.

Nazajutrz trochę bolała mnie głowa. Obudziłem się o dziesiątej. Z jednej strony ''faza'', którą przeżyłem w nocy wydawała się dla mnie z perspektywy czasu trochę śmieszna i miałem chęć opowiedzieć o tym Darkowi, z drugiej jednak wciąż miałem zbyt rzeczywisty obraz w głowie, w którym mój kumpel po prostu rozpływa się w powietrzu. Przyprawiało mnie to wszystko o ciarki na plecach. Powodem mojego niepokoju nie było bynajmniej samo przypuszczenie, że zniknął. Chodziło bardziej o moje zwątpienie we własne zdrowie psychiczne.

Nadal na sporym kacu wyruszyłem na siłownię. Przed trzynastą byłem już na miejscu i zastałem Dariusza w szatni.  
-Witaj przyjacielu, jak tam się czujesz po wczoraj? - powiedział Darek, uśmiechając się w taki sposób jakby wiedział, że poranek był ciężki.
-Wszystko gra! Jestem dziś jak młody Bóg! - odparłem.
-Wczoraj jak patrzyłeś na mnie zza drzwi to miałem wrażenie, że zaraz padniesz na mordę i zaśniesz w progu- śmiał się mój ziomek.  
Po jego słowach znów jakby wszystko odświeżyło się i ujrzałem niepokojące wspomnienie oczami wyobraźni. Robiłem wszystko żeby tego nie okazywać.
-Haha. W sumie masz rację. Ściemniam. Trochę rano bolała mnie głowa.
-Tak myślałem. Chodź! Nie ma siedzenia w szatni! Przebierz się i dawaj na salę!
Darek zakończył rozmowę i pewnym krokiem wyszedł na korytarz, zmierzając w kierunku głównego pomieszczenia siłowni. Dał do zrozumienia, że nie zamierza czekać i idzie się rozgrzać. Znałem już go z tej strony. Gość nie potrafił usiedzieć na miejscu. A ja spokojnym tempem wskoczyłem w strój treningowy i jeszcze raz zajrzałem do lustra. Wyglądałem już trochę lepiej. Kilka szklanek wody i jajecznica to czynniki, które nieco wpłynęły na mój stan. Wziąłem dwa głębokie oddechy i udałem się w kierunku wyjścia. Już byłem prawie przy drzwiach gdy nagle moje oczy przykuł wieszak. Niby nie było na nim nic nadzwyczajnego. Jak zwykle potwornie przeładowany uginał się pod kurtkami. Dostrzegłem jednak czapkę. Od razu poznałem do kogo należy. Przypomniałem sobie wczorajszą wizję po założeniu czapki przez Darka i znów miałem na plecach ciarki, ale już po chwili powiedziałem sam do siebie ''Chłopie, otrząśnij się ! Bądź sobą!'' i zacząłem się po cichu śmiać, przypominając słynny cytat z klasyka polskiego internetu. Jedno tylko nie dało mi spokoju. Owa sprawa wiązała się z napisem. Le vaaia to właśnie widniało na nakryciu głowy. Nie miałem pojęcia w jakim to języku. Tekst nie wyglądał na logo żadnej znanej marki. Bardziej na coś przyszytego dość amatorsko, ale paradoksalnie czcionka była bardzo specyficzna i miała to coś. Pomyślałem z uśmiechem, że chyba babcia nie uszyła mu jej na drutach. Coś wciąż nie dawało mi spokoju. Chociaż w tym momencie nie traktowałem jeszcze tego odczucia na poważnie, wyjąłem telefon z zapiętej kieszeni spodenek i postanowiłem wpisać w wyszukiwarce hasło umieszczone na ubraniu. Niewiele mi to dało, bo żadnej informacji nie znalazłem. Było tylko kilka stron w jakimś kompletnie nieznanym języku. Zaśmiałem się do siebie, że pewnie kupił rzecz niewiadomego pochodzenia w jakimś lumpeksie. Wziąłem czapkę do ręki licząc na to, że znajdę metkę. Bezskutecznie. Pozostała mi jedna opcja. Translate! Wklepałem na szybko ten intrygujący tekst do internetowego tłumacza. Wyskoczyła propozycja o treści: ''Przetłumacz z języka: samoański?''. Zaciekawiony kliknąłem. W tym momencie nakrycie głowy Dariusza wypadło mi z ręki. Na moim wyświetlaczu widniało: Le vaaia – Niewidzialny. Włosy stanęły mi dęba, a uśmiech szybko zniknął z twarzy. Strach stopniowo we mnie narastał. Stałem jak sparaliżowany. Smartfona szybko włożyłem do kieszeni żeby go przypadkiem nie upuścić. Ręka trzęsła mi się bardzo intensywnie, ale jedno wiedziałem. Czas podjąć jakąś decyzję! Nie mogę w takim stanie siedzieć 30 minut w szatni. Za chwilę przyjdzie tu Darek i zauważy, że stoję przy jego rzeczach i zachowuję się dziwnie. Może też wejść do szatni ktoś inny i jak zobaczy mnie z taką miną to różnie może zareagować. Nie zwlekałem długo. Była tylko jedna opcja żeby przerwać tę farsę. Chciałem raz na zawsze udowodnić sobie, że to jakiś żart lub wybryk mojej psychiki. Był tylko jeden sposób. Pochyliłem się i trzęsącą ręką sięgnąłem po czapkę leżącą na płytkach. Podniosłem ją i obejrzałem dokładnie. Pomacałem z każdej strony i stwierdziłem, że to chyba zwykła bawełna. Nie mogło być w tym nakryciu głowy nic nadzwyczajnego. Ośmieliłem się i założyłem ją. Było w niej przyjemnie, całkiem ciepło i komfortowo. Spojrzałem na swoje dłonie i tułów. Nie zniknęły. Nie przeniosłem się do innego wymiaru. Nie teleportowałem się nigdzie. Stałem dalej w tym samym miejscu i kompletnie nic się nie zmieniło. Serce wciąż mocno mi biło, ale odzyskałem uśmiech i coraz bardziej zdawałem sobie sprawę jak absurdalna jest ta cała sytuacja. Chciałem jeszcze zrobić tylko jedną rzecz. Upewnić się i zagwarantować sobie stuprocentowy spokój. No w sumie przynajmniej na ten moment, bo po powrocie do domu planowałem przemyśleć temat wizyty u psychiatry. Mnie jednak interesowała tylko ta chwila. Chciałem jak najszybciej to zakończyć i normalnie jak co dzień zrobić trening z Darkiem. Cofnąłem się o parę kroków i zbliżyłem się do lustra. Nie robiłem tego aż tak ostrożnie jak wcześniejsze ruchy. Zależało mi by mieć to już za sobą. Stanąłem na przeciwko z zamkniętymi oczami. Zebrałem się w sobie i je otworzyłem. Były otwarte, ale z każdą sekundą sprawiały bardziej wrażenie wybałuszonych i wysuszonych. Mój oddech był coraz szybszy, a usta powoli zaczęły się otwierać. Zamarłem widząc w lustrze tylko odbicie szafek stojących za mną. Mnie nie było. Choć istniałem i wiedziałem, że moje odbicie tu jest to poczułem się jakoś pusty w środku niczym opróżniona butelka. Miałem mdłości. Czułem się bardzo źle. Patrzyłem tak w lustro przez jakieś pięć minut. Prawie nie czułem już ręki z nerwów, ale poruszyłem nią i skierowałem w kierunku swojej głowy. Chwyciłem czapkę energicznym ruchem i zdjąłem. Nagle ujrzałem swoje sportowe buty. Potem stopniowo jak przy przejściu w jakimś filmie odsłoniło się odbicie moich nóg. Za chwilę byłem widoczny już do połowy. Po jakichś dziesięciu sekundach widziałem już swoją całą sylwetkę. Niesamowite rzeczy, które zobaczyłem zaczęły tłumić we mnie zaskoczenie i przerażenie. Emocje coraz bardziej kierowały się w kierunku złości. ''Co to w ogóle było! Jakieś przejście w programie do montażu wideo. Z tym szkłem musi być coś nie tak! Potrząsnę tym lustrem i je rozpierdolę! Zobaczę co jest w środku tego cholerstwa!''- szeptałem sam do siebie, ciężko dysząc i zaciskając zęby. Wiedziałem jednak, że jeśli narobię hałasu i coś zniszczę a cała sytuacja nie okaże się jakąś farsą to czekają mnie konsekwencje i cała wieś weźmie mnie za wariata. Nikt nie będzie traktował mnie poważnie. Było tylko jedno rozwiązanie by przekonać się co tu się dzieje. Ubrałem czapkę i teraz już dużo odważniejszym krokiem wyszedłem z szatni i marszem ruszyłem w kierunku głównej sali. Drzwi były otwarte a ja śmiało przekroczyłem próg. Było tym razem dość niewiele osób. Z dwie dziewczyny z mojej wioski i dwóch nieznanych mi typów. Oprócz wymienionych na siłowni był oczywiście także Dariusz. Korzystał z bieżni a ja śmiało podszedłem do niego i stanąłem obok sprzętu. Nie mówiłem nic, ale szykowałem już w głowie jakiś żart z jego czapki będący wymówką stosowną do sytuacji. Niestety moje obawy się potwierdziły. Darek patrzył w zupełnie innym kierunku i trenował dalej jak gdyby nigdy nic. Oczywiście wolałem się nie odzywać. Wpadłem na pomysł jak zwrócić jego uwagę. Podszedłem do drugiej bieżni, która stała tuż obok mojego kolegi. Wszedłem na nią i ustawiłem najwolniejszy tryb. Zacząłem sobie powoli chodzić tak by moje ruchy nie generowały hałasu i drgań. Ziomek spojrzał w moją stronę, ale od razu zauważyłem że nie patrzy na mnie. Byłem powietrzem. Mój kompan spojrzał na panel uruchamiający sprzęt. Biegnąc dalej i dysząc odwrócił się w drugim kierunku. Spojrzał na dziewczynę, która właśnie skończyła ćwiczenia na macie.  
-Hej Werka! Nie opieprzamy się ! Bieżnia obok już się uruchomiła. Chyba jakiś automat o Tobie pamięta. Chcesz mi towarzyszyć ? - spytał kokieteryjnie.
-No niech ci będzie...- odparła.
Po chwili Weronika zaczęła zmierzać w moim kierunku. Spanikowałem i szybko wyłączyłem bieżnię. Spokojnie zszedłem, ponieważ chciałem to zrobić bezszelestnie. Dziewczyna była już jednak tak blisko, że musiałem przycisnąć się do ściany by nie uderzyła mnie łokciem. Po chwili odetchnąłem z ulgą, ale w końcu zdałem sobie sprawę że to nie jest fikcja. Wera potraktowała mnie jak nicość. To były milimetry, a ona szła z takim impetem. Bardzo dziwnie się poczułem i stąpając ostrożnie by nie generować zbyt wielu dźwięków, zmierzałem w stronę wyjścia. Przysłuchiwałem się przy okazji rozmowie Darka z obiektem jego pożądania.  
-Ej, ale ona się wyłączyła akurat przed moim wyjściem. Na pewno nie jest zepsuta czy coś? - spytała trochę zaniepokojona.
-No widzisz! Wygląda na to, że bieżna cię nie lubi. Musisz częściej z niej korzystać to się zaprzyjaźnicie! Śmiało! Włączaj! A jak spadniesz to cię złapię!- żartował.
Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w szatni, ale oczywiście nie odłożyłem czapki na miejsce. Szybko zdjąłem upewniając się czy teren jest czysty, następnie umieściłem ją w swojej torbie i od razu pobiegłem z powrotem na salę treningową. Gdy Darek mnie zobaczył od razu zażartował, że pewnie dopadło mnie rozwolnienie lub syndrom dnia poprzedniego jeszcze daje się we znaki. Zrobiłem z nim mniej więcej połowę wszystkich ćwiczeń. Potem przyznałem mu rację i stwierdziłem, że faktycznie kac jeszcze mnie trzyma i drugą część wolę sobie jednak odpuścić. Zrozumiał to i z uśmiechem się pożegnaliśmy. Moja intencja była jednak zupełnie inna. Chciałem jak najszybciej zabrać swój plecak do domu zanim Dariusz zorientuje się, że nie ma czapki.

Wieczorem miałem w głowie różne myśli. Jeszcze bardziej niż te niesamowite rzeczy, które zobaczyłem nurtowała mnie kwestia reakcji kolegi z siłowni na utratę czegoś tak niepokojącego, ale także potężnego i cennego. Cały czas nie mogłem się uwolnić od przypuszczeń odnośnie pochodzenia tego co posiadał Darek jak i sposobu w jaki to wykorzystywał. Zastanawiałem się, czy był u mnie w domu bez mojej wiedzy. Przecież dzięki temu mógł poznać wszystkie sekrety. Czułem się jak obdarty z intymności. Myślałem o tym jak wiele można zarobić na pozyskaniu informacji o ludziach. Mając coś takiego da się bez problemu stać jednym z najlepszych detektywów na świecie i kosić niezłą kasę. To otwiera przed posiadaczem cały świat, ale jednocześnie może być bardzo niebezpieczne.  
-Co jeśli Dariusz ukradł tę czapkę komuś tak jak ja dziś? A może ma więcej takich ubrań i od razu mnie odkryje. Skoro posiada taką władzę w rękach to może jest jakimś psychopatą. Kto wie jakie chłop ma intencje i dla kogo pracuje! On pewnie już wie, że ją mam!- panikowałem w myślach.

Chciałem podjąć decyzję o oddaniu po kryjomu czapki. Bałem się jednak, że mój kolega mnie przejrzy. Obrałem inną taktykę. Postanowiłem grać chorego przez najbliższy tydzień i wychodzić tylko jako niewidzialny. Stwierdziłem, że dopóki ją mam to muszę korzystać.  

Zrobiłem jak planowałem. Nazajutrz załatwiłem L4 i powiedziałem rodzicom, że zostaję. Oczywiście usłyszałem narzekanie, że jeśli chcę mieć stałą pracę to muszę ją szanować. Odpierałem ataki słowne, mówiąc że tylko w dużych miejscowościach miałbym szansę na jakiś rozwój, a w tym zadupiu nie ma na to szans. Cały dzień byłem w łóżku i odgrywałem rolę. Wieczorem zadzwonił telefon. Już wiedziałem czego się spodziewać.  
-Witaj! Co u Ciebie? Widzimy się jutro o 16:30 na treningu?- zapytał Darek.
-Stary, nie wiesz nawet jak chętnie bym poszedł. Niestety grypa mnie rozłożyła. Kilka dni sobie odpuszczę- odparłem lekko drżącym głosem.
-Cholera... Jasna sprawa. Rozumiem. Kuruj się tam, bo od przyszłego tygodnia wlatuje wyższe obciążenie pamiętasz? Trzymamy się planu?
-Jasne. Oczywista sprawa.
Po mojej odpowiedzi zapadła krótka cisza. Po chwili Dario chrząknął i czułem już, że zaraz padnie jakieś trudniejsze pytanie.
-Przyjacielu! Mam jeszcze jedną sprawę. Czy nie wiedziałeś może mojej czapki tam na siłce? No wiesz, tej co też miałem jak byłem u Ciebie... Chyba gdzieś przepadła.
-Nie. Raczej nie- odpowiedziałem krótko, zwięźle bez plątania się i wzbudzania podejrzeń, ale wciąż bałem się odpowiedzi.
-No trudno. Wiesz to niby nic wielkiego. Taka tam czapeczka. Nie chcę żebyś myślał, że nie stać mnie na kolejną. Po prostu mam do niej trochę sentyment. Rok temu jak byłem na urlopie, sprzedał mi ją jakiś Samoańczyk na stoisku. Taki śmieszny i barwnie ubrany. Mówił, że jest jakimś szamanem. No wiesz, czary mary i tak dalej. (śmiech) Kupiłem, bo naciągał mnie dość mocno. W sumie za bardzo to nawet mi się nie podobała, ale szkoda ją stracić. Przypomina mi o tych wakacjach, na których poznałem Karolinę. Pamiętasz opowieść?
-Jasne. Z tego co mówiłeś to niezła laska z niej była. A sprawdzałeś pod ławkami?
-Tak. Przeszukałem chyba wszystkie możliwe miejsca gdzie z nią byłem. Roztrzepaniec ze mnie. Nie zawracam ci już głowy. Zdrowiej! Nara.  
-Trzymaj się! Do następnego!
Rozłączyłem się i wziąłem głęboki oddech. Pełen mieszanych emocji położyłem się spać.

Następnego dnia cały dzień miałem chatę dla siebie, po obiedzie postanowiłem pooglądać filmy porno. Oczywiście wybór nie był łatwy. Spędziłem chyba z dwie godziny na wyszukiwaniu odpowiedniego i zawsze coś mi nie pasowało. Zrozumiałem, że za dużo tu sztuczności i przydałoby się trochę naturalnych wdzięków. Odczułem silną potrzebę i w mojej głowie zrodziła się myśl cholernie niebezpieczna, ale jakże pociągająca. Nie mogłem się jej oprzeć. Wyjąłem czapkę z torby i założyłem ją. Wyszedłem z domu i mknąłem przed siebie. Zerknąłem na zegarek. Było już po 18. Wiedziałem, że Darek na pewno skończył już trening i z dużo większym komfortem mogę iść po to czego pragnę, a jeszcze niedawno wydawało się zupełnie nieosiągalne. Wszedłem do miejsca gdzie to wszystko się zaczęło. Szatnia męska przy siłowni była otwarta. Stanąłem przed lustrem i upewniłem się, że mogę działać. Bylem w 100% niewidzialny. Szafki tu nigdy nie miały zamków, więc wykorzystałem jedną z nich do schowania butów i skarpet. Ruszyłem więc do miejsca, w którym czekał na mnie raj, którego zalążek słyszałem z sali treningowej. Dobiegało stamtąd mnóstwo kobiecych głosów, a ja z narastającą ekscytację skierowałem się pod prysznic do damskiej szatni i czekałem. Zasunąłem zasłonkę i czatowałem jakieś 20 minut. W końcu usłyszałem dwa głosy wchodzących do przebieralni dziewcząt. Mimo, że miałem świadomość bezpieczeństwa jakie daje mi niewidzialność, czułem się trochę niepewnie.  
-Uff... Dałam dziś sobie niezły wycisk. Ola! Idziesz pod prysznic?
-Nie. Wolę skorzystać w domu na spokojnie.
-Dobra. To ja zostawiam tu ciuchy i wchodzę do kabiny.
Słuchałem rozmów dziewczyn i już po chwili wiedziałem kim są. Mieszkały dwie uliczki ode mnie. To Aleksandra i Martyna. Ta pierwsza miała 20 lat, a druga chyba 17. Były siostrami. Obie śliczne. Kiedy młodsza z lasek odsunęła kotarę, bałem się nadciągającego kichnięcia lub głośniejszego oddychania. Żadne z tych zjawisk jednak mnie nie spotkało. Musiałem oswoić się z nową sytuacja, ale czułem już że będzie warto. Młoda weszła i zasunęła zasłonkę. Była tylko w staniku i majtkach. Wcisnąłem się w ścianę w rogu kabiny. Na szczęście byłem bardzo szczupły i miałem na sobie tylko cienką bluzkę przez co nie zajmowałem zbyt wiele miejsca. Teraz pozostało tylko patrzeć jak odpina staniczek. Stała akurat piękną buźką naprzeciwko mnie, a już po chwili ujrzałem niewielkie, ale zgrabne cycuszki z dość dużymi sutkami. Opuściła majteczki. Czułem jak mój penis drętwiał z każdą sekundą. Piękna wygolona cipeczka wyglądała na nietkniętą. Na początku opowiadałem o tych panienkach, które wyssały to co najlepsze z mlekiem matki. No tak. Ona była właśnie jedną z tych. Odłożyła ubrania na wieszaczek ścienny i już po chwili zaczęła oblewać się wodą. Obserwowałem wodę ściekającą po jej niesamowicie ponętnym ciele. Zazdrościłem każdej kropli, która sprawiała że sutki delikatnie twardniały. Chciałem dotknąć jej pięknego tyłeczka kiedy odwróciła się do mnie plecami. Nie był jakiś ogromny, ale za to idealnie dopasowany do reszty ciała niczym rzeźba jakiegoś  artysty uwielbiającego idealne proporcje, przyprawiające o zawrót głowy. Wiedziałem jednak, że nie mogę nic robić. Byłem tylko biernym uczestnikiem, powietrzem, cichym obserwatorem. Nie chciałem sobie jednak odmówić doznań z tego koncertu. Kiedy jej mokre, brązowe włosy balansowały w różne strony, a woda ściekała po zamkniętych oczach, spuściłem spodnie i majtki do kolan. Gdy zacząłem się onanizować, patrzyłem jak oblizywała swoje wargi, które przed momentem pieściła struga wody. Spuściłem głowę przyglądając się jej nogom. Zgrabne uda poruszały się rytmicznie, a łydki frywolnie się uginały gdy stawała na paluszkach. Wtedy mogłem podziwiać jej atrakcyjne stopy. Nagle usłyszałem jakieś stuknięcie. Ocknąłem się jakby z transu. To szampon spadł z półeczki, a Martynka w tym momencie odwrócona do mnie plecami postanowiła się po niego schylić. Zaniepokojony przywarłem do ściany jeszcze mocniej, ale wciąż zaciskałem penisa w dłoniach. Byłem osłupiały kiedy widziałem jej rozwartą dupkę tak blisko. Niby trochę się przede mną otworzyła, ale jaka musiała być ciasna. To były dosłownie centymetry, które dzieliły mnie od wejścia do tej nietkniętej dziurki. Przerażało mnie to, ale jednocześnie jarało tak jak nic innego w życiu. Seks z żadną dziewczyną nie dał mi takiej ekscytacji jak to co właśnie przeżywałem. Pochylenie małolaty mogło trwać maksymalnie 3 sekundy, a ja czułem się jakby to trwało znacznie dłuższy czas. Zakodował mi się w głowie obraz, który miał niezwykle wyraźne kolory przez najbliższe momenty. Cały ten moment dogadzałem sobie. Robiłem to powoli, bezszelestnie i czułem, że za chwilę będę dochodzić. Wtedy to jednak Martyna skończyła swój ''występ''. Zakręciła wodę i zaczęła się wycierać. Spoglądałem z uwagą jak ponownie osadzają się na pośladkach jej majteczki, które okazały się dość ciasne, a staniczek znów idealnie dopasował się do ponętnych piersi. Odsunęła kotarę i wyszła, a ja zaprzestałem masturbacji. Wiedziałem, że jeszcze dwa ruchy i dojdę. Nie chciałem jednak głośno sapać ani zostawiać spermy pod damskim prysznicem. Przysłuchiwałem się jak dziewczyny rozmawiały o swoich planach na wieczór i już po chwili się ulotniły. Wyszedłem ostrożnie spod prysznica. Zajrzałem do lustra nad umywalkę. Z małą dozą niepokoju stwierdziłem, że moja czapka jest trochę mokra. Na szczęście woda nie wpłynęła negatywnie na stan niewidzialności, który był mi teraz tak potrzebny. Musiałem działać cicho, ale dynamicznie. Wyszedłem z kobiecej szatni i udałem się do męskiej. Drzwi były otwarte i przebierał się tam jakiś chłopak, którego znałem z widzenia. Usiadłem na ławce w bezpiecznej odległości. Na szczęście po chwili wyszedł, a ja szybko otworzyłem szafkę i ubrałem buty. Wyskoczyłem z budynku nie zastanawiając się na tym, czy ktoś widział samootwierające się drzwi. Dla mnie ważne było dogonienie dziewczyn. Chciałem je śledzić. W połowie drogi jednak zrezygnowałem. Bałem się, że będą słyszały moje kroki. Wróciłem więc cały nabuzowany do domu. Ściągnąłem czapkę i położyłem na blacie w kuchni. Zrobiłem sobie kolację i myślałem nad dalszym rozwojem wydarzeń. Z szatni dowiedziałem się, że Ola około 21 wróci z zajęć z angielskiego. Zrodził mi się w głowie plan.  

Od 20:45 czatowałem pod domem, w którym mieszkały dziewczyny. Nikogo nie było w ogrodzie. Wszędzie panowała cisza i spokój. Korzystając z bezpiecznego momentu, przeskoczyłem przez płot. Otoczyłem cały dom w poszukiwaniu otwartych okien. Tak jak się spodziewałem, wszystkie były pozamykane, co jest raczej normalne o tej porze roku. Stanąłem przy ścianie obok głównych drzwi, czekając na okazję. O 20:50 pojawiła się Ola. Miała ładne brązowe włosy, ale była nieco mocniej zbudowaną osobą. Włożyła do zamka klucz i przekręciła. Modliłem się żeby nie poczuła mojego oddechu, bo byłem dość blisko, ale tak się nie stało. Aleksandra ściągnęła buty, ubrała kapcie i od razu zamknęła drzwi na klucz. Nie dałem rady się przecisnąć za nią. Nie chciałem ryzykować. Wytarłem dokładnie buty na wycieraczce żeby nie zostawiać śladów i ponownie wróciłem na pozycję. Za jakieś 15 minut drzwi jednak ponownie się otworzyły i wyszedł jakiś mężczyzna. Był około pięćdziesiątki i wyglądał na ojca dziewcząt. Udał się w okolice furtki, zostawiając otwarte drzwi od domu.  
- No chodź Filek. Gdzieś ty znowu się włóczył? Dostaniesz jeść- powiedział do małego kota, który właśnie zszedł z płotu i przedostał się na posesję. Nie zwlekałem zbyt długo. Facet był odwrócony plecami, a ja po cichu dostałem się do domu. Po spokojnym przejściu przez krótki korytarz, bez wahania wszedłem od razu na schody prowadzące na piętro, ale nie spieszyłem się. Zmierzałem do góry bardzo powoli żeby nie narobić hałasu. Przysłuchiwałem się przy okazji dyskusjom w kuchni. Martyna i Ola rozmawiały ze swoją mamą o wpływie nauki języka na dorosłe życie i o swoich przyszłych planach dotyczących zagranicznych studiów. Po chwili byłem na górze. Słyszałem tylko jak drzwi się zatrzasnęły, więc najwyraźniej ojciec wrócił do domu. Na piętrze były trzy pokoje i łazienka. Chwytałem za klamki i spokojnie nie produkując swoimi działaniami zbędnych hałasów oglądałem sobie pomieszczenia. Ten na prawo od schodów był sypialnią rodziców. Poznałem po małżeńskim łożu, dużej garderobie i zdjęciach umieszczonych na szafce nocnej. Kolejny był nieco mniejszy. Stało tam łóżko, biurko i mała toaletka z lustrem oraz regał, w którym znajdowało się mnóstwo ubrań. Mnie oczywiście najbardziej zainteresowała bielizna. Zauważyłem odłożoną książkę od angielskiego, którą Ola najprawdopodobniej przyniosła tu po przyjściu. To musiał być jej pokój. Ostatnie pomieszczenie powitało mnie szklaną witryną ze zdjęciami, stolikiem z krzesłem, stylową szafą i łóżkiem, ale przede wszystkim zapachem damskich perfum. Tutaj wyczuwałem samicę. Zdecydowanie to miejsce należało do Martyny.  

Przez moment zastanawiałem się, w którym pokoju pozostać. Miałem dylemat, czy wybrać młodszą, czy starszą koleżankę. Tak naprawdę chciałem mieć obie siostry. O tym marzyłem. Pozostałem jednak w pokoju tej młodszej. Chciałem zakończyć to co rozpocząłem pod prysznicem na siłowni, ale by to zwieńczyć potrzebowałem jej obecności. Czekałem cierpliwie aż się tu pojawi i przyznam, że trwało to dość długo. Chyba całą rodziną oglądali coś w telewizji. Siedziałem na krześle przy stoliku, a kiedy koło 23:00 usłyszałem kroki stanąłem przy ścianie obok witryny. Przyszła na chwilę do pokoju, wzięła coś z szafki i skierowała się do łazienki. Za moment wróciła w piżamce. Wyglądała bardzo ładnie choć niestety był to dwuczłonowy nocny strój, który zakrywał jej atuty niemal w całości lecz podkreślał ich istnienie. Zgasiła światło i położyła się do łóżka, zaglądając cały czas do telefonu. Z oddali widziałem, że prawdopodobnie przeglądała Instagram. Za jakieś 10 minut odłożyła smartfon i położyła się spać. Zerkałem na zegarek. Czekałem cierpliwie 30 minut i byłem już pewny, że śpi. W domu było dość ciepło, więc spała tylko w połowie przykryta. Pokój lekko oświetlała latarnia z ulicy, więc nie było problemu z widocznością. Odważyłem się podejść i powoli, nienachalnie, stopniowo zsuwałem z niej kołdrę. Cały czas sprawdzałem głębokość jej snu, ale nie było z tym problemu. Po chwili pościel była już na podłodze, a ja widziałem jej zgrabne, bose stopy. Jej nogi były na tyle rozszerzone, że zdołałem między nimi uklęknąć. Wcześniej opuściłem spodnie do kolan. Mój penis był teraz nad jedną z jej stóp. Przyglądałem się jej pięknym włosom, piżamce, która podkreślała jej seksowne, młode ciałko i onanizowałem się. Po chwili przypomniałem sobie scenę kiedy schylała się po mydło. Moje podniecenie sięgało zenitu. Nie mogłem już dalej się powstrzymywać. To było silniejsze ode mnie. ''Moja Martynka''- wyszeptałem i nagle poczułem najpotężniejszy orgazm mojego życia. To było coś niewyobrażalnego i łączyło cielesne odczucia z tajemnicą i osiągnięciem czegoś co cholernie rajcuje, ale wcześniej było dla mnie jedynie jakimś marzeniem. Podniosłem się lekko z kolan, oparłem prawą ręką o wolne miejsce na łóżku, a lewą przekierowałem penisa w taki sposób, że cały strumień popłynął na prześcieradło a także trochę na moje prawe udo. Wyginałem się głęboko dysząc z rozkoszy, a nasienia przede mną było bardzo dużo. Nagle zdałem sobie sprawę, co zrobiłem. Zostawiłem po sobie ślad. Zerwałem się na równe nogi i wykonałem ten ruch zbyt gwałtownie, bo Martynka poderwała się jak wybudzona z koszmaru. Ja stałem już stabilnie obok i po cichu podciągałem spodnie z przerażaniem obserwując dalszy ciąg zdarzeń. Zanim wstała z łóżka zdołałem już się przemieścić i znów przywrzeć do ściany przy witrynce. Zapaliła światło. Chwyciła kołdrę leżącą przy łóżku i podniosła ją chcąc odłożyć we właściwe miejsce. Nagle jej zaspane oczy otworzyły się. Upuściła swoje przykrycie. Zauważyła plamy na prześcieradle. Byłem przerażony. Nie wiedziałem jak zareaguje. Drapała się po głowie i zastanawiała długo. W końcu zdjęła prześcieradło, a stare położyła przy łóżku. Po chwili zaczęła zaglądać do szafek. ''Filek. Jesteś tu?''- szeptała. Cholernie mnie to rozbawiło, ale też jeszcze bardziej podrajcowało i uświadomiło o genialności mojego planu. Młoda nigdy nie widziała spermy na własne oczy. Myślała, że to jej pupil jest w pokoju i zostawił jakąś kocią wydzielinę. Obserwowałem jak znów zgasiła światło i położyła się spać. Teraz prowadziło mnie pożądanie. Odczekałem jeszcze z 5 minut aż dziewczyna ułoży się wygodnie i zacząłem zmierzać w kierunki łóżka. Stanąłem obok i pochyliłem się do jej ucha. ''To nie był Filek''- wyszeptałem najgłośniej jak potrafiłem i od razu od razu oddaliłem się o jakiś metr. Martyna podniosła głowę, otworzyła zaspane oczka i powoli przesuwała się na drugi róg łóżka, kuląc się z przerażeniem.
-Kim Ty jesteś ? Czego chcesz? - powiedziała w taki sposób jakby nie była w stanie ani szeptać, ani mówić na głos. To było coś pomiędzy. Z trudem wydobywała z siebie słowa ze strachu.
-Nie bój się. Nic ci nie grozi. Wiem, że jest trudno, ale zaufaj mi!- odparłem szepcząc najgłośniej jak potrafię z bezpiecznej odległości.
-Idź stąd, bo będę krzyczeć- zakrywała twarz dłońmi rozglądając się po pokoju i dalej z trudem wydobywając z siebie słowa.
-Nie pozwolę żeby cokolwiek ci się stało. Będę Twoim niewidzialnym obrońcą. Jesteś dla mnie taką tajemnicą, jaką ja dla Ciebie. Intrygujesz mnie, ale nie zrobię ci krzywdy i nigdy nie dotknę cię bez twojej zgody.  
-Boję się. Kim jesteś... Jakimś duchem? Skoro nie chcesz mi nic robić to po co tu jesteś?! - powiedziała tym razem dość pewnie i głośno.
-Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli zaraz zaczniesz krzyczeć to odejdę i nie pojawię się w twoim życiu już nigdy. To twoja decyzja i masz do niej święte prawo. Wiedz jednak, że niczego nie zyskasz, bo i tak nikt mnie nie zobaczy. Do końca swojego życia będziesz się zastanawiać kim byłem i wypatrywać mnie wśród swoich znajomych, przypadkowych przechodniów na ulicy. Będziesz nasłuchiwać szumu drzew z okolicznego lasu licząc na to, że gdzieś usłyszysz mój głos i uwidoczni się źródło tego zjawiska. Mnie już dawno przy tobie nie będzie, ale dalej nie wyjdzie ci to z głowy i  wciąż będziesz chciała wiedzieć coś, czego możesz dowiedzieć się tylko teraz. Jeśli pozwolisz mi zostać i porozmawiamy to wiedz, że dam ci przyjemność jakiej nigdy w życiu nie zaznałaś i nie zaznasz. Będę na każde Twoje skinienie niczym niewidzialny stróż. Kiedy będziesz chciała prywatności, odsunę się i nie będę przeszkadzać, ale mogę tu być i towarzyszyć ci jeśli tylko powiesz, że chcesz- mówiłem jak w transie podchodząc coraz bliżej i siadając odważnie przy niej.
-Jaką przyjemność chcesz mi dać ?- zapytała drżącym głosem.
-Taką jakiej nie da ci nikt. Dotknij mnie. Poczuj moją prawdziwość, moje istnienie. Słuchaj głosu. Jestem blisko ciebie- odparłem po czym zmieniłem pozycję żeby nie chwyciła mnie za czapkę. Mój tors był na wysokości jej twarzy i w tym miejscu, z którego wcześnie wydobywał się mój głos. Nieśmiało zaczęła zbliżać do mnie swoją dłoń. Położyła rękę na mojej klacie i ją poczuła. Wzdrygnęła się i odskoczyła tak, że prawie spadła z łóżka.
-Idź sobie- powiedziała szeptem.
-Żegnaj- odparłem.
Chwyciłem ją za rękę i uniosłem do góry. Była tak oszołomiona, że nie zareagowała. Pocałowałem ją w dłoń, po czym wstałem i oddaliłem się w stronę drzwi. Ona tylko patrzyła gdzieś w ciemność z otwartymi ustami i milczała, a ja już spokojnie i lekko naciskałem na klamkę.
-Poczekaj! - wyszeptała.
-O co chodzi?- mruknąłem puszczając klamkę.
-Naprawdę nie chcesz mnie skrzywdzić ?
-Nigdy w życiu- odparłem siadając znów obok niej.
-Boże. To mi się chyba śni. To niebywałe- rzekła, dotykając znów mojej klatki piersiowej i lekko ją gładząc.
-Mogę sprawić, że Twoje życie będzie snem kiedy będziesz przy mnie. Pozwolisz mi się dotknąć?- zapytałem.
-Tak- odpowiedziała przełykając ślinę.
Wyglądała na jednocześnie przerażoną i podnieconą. Położyłem rękę na jej dłoni, którą trzymała na mojej klacie. Przesunąłem ją na swoje miejsce. Poprosiłem Martynę żeby położyła się na plecach i rozluźniła. Cała drżała, ale wykonała moją prośbę. Ja w tym czasie zszedłem z łóżka i zająłem nową pozycję. Zaskoczyłem ją od dołu. Chwyciłem jej nogi i ugiąłem je w kolanach. Znalazłem się pomiędzy nimi. Pochyliłem się nad nią i zacząłem ją całować. Była niezwykle podekscytowana. Jej usta smakowały cudnie, a nogi oplatały mnie i ściskały coraz bardziej. Kiedy dotykała dłońmi moich pleców czułem przyjemne ciarki. Nie pozwalałem jej jednak dotykać szyi ani głowy z uwagi na strach przed utratą czapki i za każdym razem kiedy próbowała tak robić, bardzo konkretnym ruchem zsuwałem jej ręce niżej. Chyba nie miała odwagi spytać, dlaczego to robię. Wzdychała cicho kiedy całowałem ją za uszami, dotykałem włosów, a potem schodziłem coraz niżej. Nie ściągałem góry od piżamki. Całowałem ją przez ubranie najpierw wokół piersi, nie oszczędzając ani milimetra skóry. Potem zająłem się cyckami. Mimo, że nie miałem ich przy sobie bezpośrednio to czułem kształt, a sutki stawały się coraz bardziej nabrzmiałe. Pieściłem je wargami tak, że odkształciły się w piżamie. Po czasie do swojej misji włączyłem języczek. Następnie całowałem ją po brzuchu. Tutaj już pozwoliłem sobie na lekkie podwinięcie ubrania. Czułem wargami jej skórę. Po chwili byłem już poniżej pępka. Wtedy nogi zaczęły swój taniec. Były coraz bardziej ruchliwe. Słyszałem też, że wzdychała coraz głośniej. To mnie nakręcało. Chwyciłem jej dół od piżamy i odważnie go zsunąłem wyrzucając gdzieś na środek pokoju. Miałem przed sobą jej szczupłe, zgrabne nogi. Zacząłem je całować zaczynając od stóp. Delikatnie się wzbraniała. Chyba ją to łaskotało, a ja pieściłem łydki wargami. Udom dogadzałem masując je lekko rękoma, ale kiedy zbliżałem się już do ich końca włączyłem do akcji ponownie języczek. On jest najlepszy do takiej roboty. To pomocnik do zadań specjalnych. Lizałem ją wokół cipki. Jeszcze nawet nie dotknąłem tego niezwykłego miejsca, a ona wiła się jak kotka i zagryzała swoje wargi. W końcu zacząłem minetę, a Martyna była jak wniebowzięta. Pojękiwała cicho, a ja trzymałem jej nogi w taki sposób, że nie mogła ich dociskać do mojej głowy. Oj tak. Ona tego pragnęła, ale nie mogła wyczuć czapki, dlatego język zwinnie pracował w cipce, a dłonie kontrolowały nieprzewidziane ruchy mojej partnerki. Podzielność uwagi chyba wyssałem z mlekiem matki. Tak jak moja Martynka figurę. Młoda kobietka dochodziła w wyjątkowy sposób. Całe jej ciało przy tym balansowało, a moja stymulacja doprowadziła ją do szaleństwa. Słyszałem tylko ciche: ''Ajj! Ajj! Ajj!''. Gdy podniosłem głowę, palce od stóp miała jeszcze zaciśnięte. Dopiero zakończyła się rozkosz, której nie mogła okiełznać. Nadal oddychała głęboko.
-Dobrze ci? - wyszeptałem.
-Cudownie. Proszę! Niech to się nie kończy!
-To będzie trwało jeśli tylko chcesz, ale teraz czas na ciebie. Dasz mi też coś od siebie?
-Tak... dam- odpowiedziała łamiącym się głosem.
Przez minutę się nie odzywałem i czekałem na jej inicjatywę. W tym czasie wstałem z łóżka, ściągnąłem spodnie oraz majtki i stanąłem na środku pokoju z wyciągniętym rumakiem.
-Halo? Jesteś tu? Co mam robić? Nie ma Ciebie w pobliżu...- mówiła szukając mnie na łóżku wyciągniętymi dłońmi.
-Oczywiście, że jestem. Chodź do mnie i uklęknij. Idź za moim głosem. Słuchaj mnie- szeptałem cały czas żeby mogła mnie zlokalizować.
-Czy tu mam uklęknąć?- zapytała stojąc w odpowiednim miejscu.
-Tak, ale najpierw ściągnij górę od piżamy.
Martynka zachowywała się jak zahipnotyzowana i szybko wykonała moją prośbę. Kiedy już była w odpowiedniej pozycji, schyliłem się po jej dłoń. Uniosłem ją i naprowadziłem w takim sposób, że wzięła do niej mojego penisa.
-Czujesz go ?
-Tak- odpowiedziała.
-Weź proszę do buzi to czego nie widzisz i ssij. Odwdzięczę się z nawiązką. Później będzie jeszcze lepiej niż poprzednio. Pamiętaj, aby robiąc to nie wypuszczać go z dłoni. Nie chciałabyś chyba zgubić takiego skarbu co ?
Nie odpowiedziała. Przesuwała tylko dłonią z góry do dołu, a ja miałem ciarki na plecach. Robiła to dobrze tak jak na prawdziwą samicę przystało. Zapach w pokoju mnie nie zmylił. Po chwili zbliżyła się wciąż trzymając kutasa ręką i w końcu objęła żołędzia swoimi małymi, zmysłowymi ustami, które jeszcze nie dawno pod prysznicem stymulowały tylko kropelki wody. Teraz to ja je miałem przy sobie. Cudownie się na nim zaciskały. Byłem w siódmym niebie. Wzdychając lekko chwyciłem młodą za głowę i delikatnie napierałem, aby ośmieliła się przekroczyć granice żołędzia. Zrobiła to. Już po chwili prawie pół mojego penisa było w tej słodkiej buźce. Jakież to rozkoszne uczucie. Ssąc penisa coraz odważniej operowała też języczkiem, a doznanie stopniowo się zwiększało. Nadal naciskając wargami znacznie śmielej podchodziła do posuwistego ruchu, który był powolny lecz niezwykle czuły. Ona nie chciała oszczędzić żadnego skrawka penetrowanej skóry. Niczym oralna masażystka moja niespełna 18-letnia kochanka starała się wykonać swoje zadanie najlepiej jak umiała. A ja już musiałem zmierzyć się z falą uderzeniową silnie zmierzającą w moją stronę. Chciałem nauczyć moją lodziarę jeszcze głębszego obciągania, ale ona w tym momencie zwiększyła tempo tych zabaw. To było dla mnie zbyt wiele. Wraz z wytryskiem wszystkie emocje z tego niezwykłego dnia znalazły się w ustach słodkiej Martyny. Nie zdążyłem nawet jej ostrzec. Przyjęła pierwszą salwę mojej przyjemności z dużym zaskoczeniem. Szybko wyjęła go z ust, a pozostałe porcje nasienia znalazły się na jej twarzy. Głęboko wzdychałem i wszystko czym się przejmowałem uleciało niczym hel spuszczony z wielkiego balona. Nie myślałem już o Darku i o sposobie przejęcia czapki. Teraz czułem się jej właścicielem i nie zamierzałem już oddawać.
-Spokojnie. Możesz połknąć. Nic ci nie będzie. A to co zostało na twarzy z pewnością wpłynie dobrze na twoją cerę- uspokajałem moją kochankę.
-A będę przez to niewidzialna?- zapytała z nieśmiałym uśmiechem, posłusznie wykonując mój rozkaz.
-Nie sądzę- odparłem.
-To niebywałe. Czuję się jak wariatka. Jestem z kimś kogo przed chwilą się bałam. Teraz jest mi dobrze, mam motylki w brzuchu kiedy o nim pomyślę, a nawet nigdy go nie widziałam. Szaleństwo- mówiła Martyna, śmiejąc się pod nosem, ale dalej lekko łamiącym się, pełnym emocji głosem.
-Życie potrafi zaskakiwać- odparłem, a ona zaśmiała się jeszcze głośniej.
Nagle stało się coś przez co miny nam zbledły. Usłyszeliśmy odgłos na korytarzu. Ktoś prawdopodobnie wyszedł z pokoju. Nastolatka szybko zerwała się na równe nogi i wskoczyła pod pierzynę, a ja wiedziałem co robić. Po prostu stałem w milczeniu. Po chwili ktoś nadusił na klamkę. Widać, że robił to ostrożnie by nie obudzić. Za moment drzwi rozchyliły się lekko i ujrzałem twarz ojca mojej partnerki. Rozejrzał się i zaczął nasłuchiwać. Stał tak w progu jakieś pół minuty. Wyglądał na cholernie zmęczonego, a jego siwe włosy wcześniej tak starannie ułożone, teraz wyglądały jak siano. Wycofał się i zamknął drzwi. Przez chwilę nasłuchiwałem jak się oddala. Kiedy rozległ się dźwięk sugerujący zamknięcie sypialni rodziców, Martyna zerwała się nagle i usiadła.  
-Jesteś tu jeszcze? Mam nadzieję, że mi się nie przyśniłeś- wyszeptała.
-Pamiętasz co ci obiecałem? Dopóki chcesz żebym tu był, nie opuszczę cię- usiadłem obok niej i objąłem jedną ręką.
-Posłuchaj Niewidzialny, dałeś mi dziś tyle wspaniałych wrażeń. Chciałabym ci zadać mnóstwo pytań. Tyle rzeczy mnie nurtuje, ale jestem teraz jeszcze zbyt podniecona i nie chcę tego psuć. Powiedz mi tylko jedno, bo muszę to wiedzieć. Skoro nie jesteś duchem i masz normalne ciało to czym ty tak właściwie jesteś?
-Człowiekiem... Niewidzialnym człowiekiem. Niedługo ci wyjaśnię wszystkie nurtujące kwestie- odparłem tajemniczo.
Odwróciła się do mnie i próbowała objąć moje wargi swoimi. Trafiła w mój lewy policzek.
-Pudło- skomentowałem prześmiewczo, chwyciłem ją za głowę i przyciągnąłem do swoich ust.
Całowaliśmy się namiętnie, a mój penis znów był gotowy do akcji. Popchnąłem Martynę lekko i opadła na łóżko. Rozszerzyła swoje nogi, a ja ułożyłem się między nimi.
-Chcesz poczuć w sobie niewidzialność?- zapytałem zagadkowo.
-Jeśli obiecasz, że będę mogła kiedyś zobaczyć twoje prawdziwe oblicze to tak.
-A skąd wiesz, że to nie jedyny sposób żeby odbierać mnie zmysłami?  
-Nie wiem... Mam takie przeczucie. Mówiłeś, że jesteś człowiekiem. Ludzie zwykle są widzialni- młoda dobrze kombinowała.
Zobaczysz mnie w swoim czasie- odparłem.
-A i jeszcze jedno Niewidzialny... Będziesz moim pierwszym- rzekła Martyna błądząc gdzieś wzrokiem i jakby poszukując bezskutecznie moich oczu.
Dotknąłem najpierw jej cipki penisem. Była niezwykle mokra. Nie sądziłem, że rozmowa z niewidocznym, nieproszonym gościem może podjarać kobietę bardziej niż gra wstępna. Bez wahania przyłożyłem żołędzia i delikatnie wsunąłem w ogoloną muszelkę. Westchnęła. Ależ tam było ciasno... Na szczęście wilgoć sprawiała, że stawało się trochę gościnniej dla mojego członka choć i tak musiałem nieco pomóc sobie śliną. Popchnąłem jeszcze trochę. Pochyliłem się nad nią i zacząłem napierać nieustannie, ale delikatnie. Po chwili poczułem przebicie magicznej bariery. Jęknęła i gwałtownie poruszyła nogami. Uspokajałem ją i szeptałem czule, a ona zagryzała  wargi. Czułem, że miejsca robi się coraz więcej. Niewidzialność rozgościła się w Martynie. Nie była brutalna lecz spokojna i cierpliwa, czuła lecz konkretna i zdecydowana. Byłem już w niej coraz głębiej, a ona cicho pojękiwała znów tak słodko zagryzając swoje wargi. Dotykałem jej sterczących sutków. Nie musiałem już tego robić przez ubranie. To było jak sen. Oboje śniliśmy na jawie. Ta noc nie miała prawa się kończyć. Nieco zwiększyłem tempo, a jej piersi zaczęły się rytmicznie poruszać. Schyliłem się jeszcze bardziej, opierając się rękoma o materac. Przystawiłem ucho bliżej jej ust, żeby słyszeć wyraźniej to ciche ''A! A! A!''. To było lepsze niż najlepszy na świecie muzyczny festiwal. Po chwili podniosła swoje ręce i objęła moją głowę. Wyczuła czapkę.
CDN

2 komentarze

 
  • Rebus

    No i pewnie koniec filma.