Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Blackout część 2 Kobieta na czarnym mustangu.

     Blondynka dojechała do domu i wzięła upragnioną kąpiel. Była nieco pozytywnie zdziwiona, że jej intymne dziurki wcale nie dokuczają. Po odświeżeniu odgrzała pizze w mikrofalówce. Usiadła przy prostym stole i otworzyła informacje o stanie jej konta.
     — Wszystko dobrze, jest dwanaście milionów, dwieście sześćdziesiąt trzy dolary i trzynaście centów.  Muszę się zorientować czy pozostałe pieniądze są do ruszenia. Oczywiście nie będę szaleć — powiedziała do siebie.


                                                                  Miesiąc później.

     Od pamiętnego spotkania w windzie rozmawiała tylko raz z Larrym i powiedziała, że się odezwie. Zaczęła kurs opłacony przez dobroczyńcę. Odwiedziła miejsce, gdzie spoczywały jego prochy i podziękowała. Zdawała sobie sprawę, że go tam nie ma, ale uznała, iż samo podziękowanie w innym miejscu będzie mniej wartościowe. Miała dwie przyjaciółki, ale nie wspomniała im o tym, że ma teraz trochę pieniędzy. Na razie mieszkała w swoim wynajętym mieszkaniu i niczego nie zmieniła. Na ostatnim spotkaniu zapytała prowadzącego kurs, czy by jej w czymś nie pomógł. Mężczyzna miał czterdzieści kilka lat i wyglądał na mądrego. Kiedy wszyscy wyszli, zostali we dwoje.

     — Co mogę dla pani zrobić, panienko Stuard?
     — Och, proszę mnie nazywać Mia. Pan ma na imię Carl, prawda?
     — Tak — mężczyzna się uśmiechnął. — Proszę mów śmiało, Mio. Chodzi o sprawy finansowe, mniemam.
     — Tak. Chciałbym kupić samochód. Mieszkam nadal w wynajętym mieszkaniu, ale mamy podziemny parking. Dom kupię, kiedy już będę pewna, że potrafię wydawać pieniądze we właściwy.
     — Bardzo rozsądne. Prześlę ci Mio listę rzetelnych sprzedawców. W Los Angeles jest dużo domów na sprzedaż i wielu sprzedawców, nie wszyscy są uczciwi, chociaż zapewniają klientów, że tak jest. Twój stryj zadbał o ciebie. To bardzo rozsądne z jego strony.
     — Wiem i jestem mu wdzięczna.
     — Jaki samochód chciałabyś kupić?
     — Sportowy. Nie mam nikogo, więc dwuosobowy będzie w sam raz. Nie znam się na samochodach. Co pan proponuje?
     — Och, to trudne pytanie. Pracujesz na razie jako kelnerka...
     — Tak, ale robię też kurs. Chcę zajmować się dekoracją mieszkań. Mam chyba zdolności w tym kierunku. Troszkę maluje akwarelami i próbuję szkicować ołówkiem.
     — Rozumiem. Ile byś chciała wydać?
     — Zanim odpowiem, mam pierwsze pytanie. Czy lepiej kupić nowy, czy używany samochód? Pomyślałam, że o wartości w granicach sto, sto pięćdziesiąt tysięcy. Kupię coś poważnego, kiedy zacznę sama zarabiać. Inaczej szybko wszystko wydam i będę miała tyle, co wcześniej.
     — Bardzo rozsądne. Jeżeli coś wybierzesz, daj znać i wówczas z tobą pojadę. Znam się na samochodach. Przez pięć lat je sprzedawałem. Przypomnę również, że pan Pickard pozostawił kolekcję samochodów.
     — To prawda, ale te auta mnie nie interesują. Rolls Royce, którym jeździł jakiś książę, Stary Jaguar o wielkiej wartości i dwa sportowe wozy, których kolor mi się nie podoba.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

     Mia poświęcała pół godziny przez tydzień na szukanie dla siebie auta. Już poznała plusy i minusy niektórych marek. Wiedziała, że pewnie kupi używane Lamborghini lub nowsze Porsche. Nie chciała Ferrari, Astona Martina ani Audi R8. W kocu spotkała się ze swoim nauczycielem. Poszli do jednego z dealerów marki Lamborghini. Mia miała prawo jazdy już siedem lat, ale do tej pory niewiele jeździła. Przez dwa pierwsze lata kupiła dwa stare samochody i tylko na nich straciła, chociaż nie wiele. Najpierw popsuł się pierwszy, nawaliła transmisja. Naprawa miała kosztować kilka razy więcej niż jej Hyundai. Drugim samochodem był Ford Contour z 1995 roku. Ten co prawda miał mocną transmisję i silnik, ale kilka razy miał problem z przegrzewaniem i w końcu pękła uszczelka pod silnikiem i ponownie naprawa przekroczyłaby znacznie wartość samochodu. Zrezygnowała z samochodów i polubiła ponownie środki komunikacji miejskiej.

     Carl, człowiek, który prowadził, kurs był miły i pomocny. Mia spróbowała poprowadzić Lamborghini Gallardo, potem Porsche Carrera 911 i w końcu Astana Martina, chociaż wiedział, że tego modelu nie kupi z uwagi na kolosalne wydatki związane z utrzymaniem.

     — Czy lubi pani szybko jeździć? — zapytał w końcu sprzedawca, widząc, w jaki sposób dziewczyna prowadzi.
     — Nie za bardzo. Wówczas nie będę widziała, co mijam — odrzekła rezolutnie i zgodnie z prawdą.

     John Malick, który sprzedawał tu wozy, spojrzał na Carla i w końcu powiedział.

     — W takim razie, proszę nie kupować takiego auta. Za tą cenę kupi pani nowego trucka. Będzie wygodny, bezpieczny.

     I tak Mia postanowiła popatrzeć trucki. Przeprosiła wykładowcę kursu za stracony czas, ale on powiedział, że nie ma kłopotu. Tydzień później młoda kobieta kupiła nowy RAM Longhorne i była bardzo zadowolona. Samochód miał ciemnoniebieski lakier i ciemnobrązową skórę w środku. Cichy i wygodny. Przyszedł listopad, ale w tym mieście nigdy nie jest zimno i prawie nigdy nie ma śniegu. Mia od pamiętnego spotkania w windzie nie spotykała się z nikim. Piątek zapowiadał się słonecznie. Postanowiła zadzwonić do Larrego.

     — Hej, co słychać? — zapytała wesoło.
     — O to ty! Miło, że dzwonisz — zaczął Larry, ale blondynka wyczuła, że nie wszystko jest dobrze z jej znajomym.
     — Czuję, że coś się stało. Masz czas się spotkać? — nie zamierzała mu mówić o spadku, po prostu chciała się dowiedzieć, jak się ma.
     — Mam teraz dużo czasu — odrzekł dziwnie.
     — To może spotkajmy się w kawiarni na kawie i ciastku — zaproponowała.

     Ustalili gdzie najlepiej się spotkać, żeby i Larry i ona nie mieli daleko. Postanowiła jechać autobusem. Spotkali się o piątej trzydzieści na 2800 west Olimpic Bulwar. Kawiarnia nazywała się Bohnen. Mia mieszkała blisko autostrady nr 10 i West Washington Bulwar i właściwie mogła pójść tam na nogach, ale wzięła dwa autobusy. Przyjechała pierwsza i zajęła miejsce przy stoliku. Larry wszedł pięć minut później. Od razu dostrzegła, że stracił brzuch. Poruszał się sprężyście.

     — Witaj Mia. Przepraszam za spóźnienie. Był wypadek.
     — Och! Dobrze, że tobie się nic nie stało.

     Zamówili cappuccino i dwie szarlotki.

     — Wyczulam, że coś się stało — zaczęła.
     — Tak. Żona wniosła pozew o rozwód — odrzekł.
     — Och! Chyba nie dlatego, że... — poprawiła się na krzesełku.
     — Nie. Wyobraź sobie, że od roku się z kimś spotykała na poważnie. Wcześniej nie chciała ze mną współżyć, bo uważała, że jestem dla niej nieodpowiedni. Szczerze mówiąc, to wtedy w windzie... Nie wiem, czy uwierzysz, ale ja nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji i poza żoną z żadną kobietą nie miałem intymnych kontaktów.
     — Podobnie i ja. Wspomniałam o Oskarze, ale coś takiego, co się wydarzyło w windzie... Tylko co teraz o mnie myślisz?
     — Właśnie kilka razy pomyślałem o tobie, ale nic złego. Do tej pory pamiętam, jak się za mną ujęłaś. Poza tym żonie wyznała, że nie mogła patrzeć na mój brzuch, a przecież nie był taki duży. Od trzech tygodni chodzę na siłownię i straciłem siedem kilogramów.
     — Mnie to nie przeszkadzało — powiedziała szczerze.
     — Cieszę się ze spotkania. Pan Ruben mnie zna i zapytał, czy może podać ci mój numer. Nie miałem problemu, by ci udostępnić numer komórki. Było mi niezręcznie pytać o twój.
     — To już historia. Spotkaliśmy się i rozmawiamy — delikatnie klepnęła go w dłoń.
     — Zostawiła mi dom, zgodziłem się oddać połowę majątku — posmutniał.
     — Sporo straciłeś? To jej wina.
     — Dwa miliony. Dom jest wart prawie milion. Czyli został mi milion z groszami. Byłem z nią dwadzieścia lat. Miałem do niej uczucie.
     — Jesteś miłym gościem, na pewno kogoś znajdziesz. Mogę zapytać, ile masz lat?
     — Tobie mogę powiedzieć. Czterdzieści osiem.
     — Na tyle wyglądasz — powiedziała.
     — Jesteś szczera. Co myślisz, byśmy się spotkali na obiedzie. W restauracji.
     — Sama nie wiem. Nie obraź się Larry, ale nie zamierzam wchodzić w związek, przynajmniej na razie.
     — Och nie! Nie to miałem na myśli. Mam pracę, znajomych. Gram w golfa. Po prostu miło się z tobą rozmawia.
     — W takim razie dobrze. Może w przyszłym tygodniu. Podasz adres, dojadę.

     Posiedzieli jeszcze kwadrans. Larry opowiadał, co robi i o podróży do Europy w zeszłym roku. Zaproponował, że ją odwiezie do apartamentu, ale odmówiła.
Następnego dnia była sobota i postanowiła pojechać za miasto. Trudno to zrobić, bo Los Angeles jest ogromne. Z autostrady 210 wjechała na dwójkę, która przed obrzeżami miasta nazywa się Angeles Cresent. Lubiła swój wóz i uznała, że dobrze zrobiła, nie kupując sportowego samochodu. Nie znaczyło to, że nigdy tego nie zrobi. W tym rejonie chciała obejrzeć kilka domów do miliona. Te pieniądze postanowiła wydać, bo by je zarobić musiałaby czekać bardzo długo. Brakowało kilometr do zieleni, kiedy zobaczyła biegnącą poboczem kobietę, która nagle się przewróciła. Podniosła się od razu, ale coś chyba stało się z jej nogą, bo kulała i nie mogła zrobić jednego kroku.
Mia zatrzymała samochód.

     — Proszę pani! Czy trzeba pomóc? — zapytała.

     To miejsce było dosłownie kilkadziesiąt metrów za ulica Gold Mesa. Mia zatrzymała wóz w bezpiecznym rejonie.

     — Och, przed chwilą zwichnęłam nogę w kostce. Akurat tu nie ma zasięgu. Zwykle biegam koło domu... — Kobieta mogła mieć tyle lat co Mia, ale równie sześć, czy siedem więcej. Miała szczupłe i zgrabne ciało i czarne włosy.
     — Chętnie panią podrzucę do domu. Próbuje moje nowe autko — uśmiechnęła się ładnie w stronę trucka.

     Po chwili jechały. Dom June, bo tak miała na imię nieznajoma, był oddalony o półtora kilometra i wyglądał wspaniale.
Mia pomogła wejść brunetce do środka i chciała iść, ale kobieta wymogła, pozostanie na kawie lub czymkolwiek do picia. Mia się zgodziła. Młoda kobieta zawinęła bandażem nogę w kostce i usiadła z blondynką w salonie.

     — Gdyby facet się zatrzymał, miałbym stracha.
     — Nie każdy facet jest porywaczem — odrzekła blondynka.
     — Nie o to chodzi — brunetka krótko spojrzała na Mię i próbowała wstać. — Jestem June — wyciągnęła dłoń na powitanie.

     Blondynka delikatnie uniosła brwi i się uśmiechnęła.

     — Chyba rozumiem. Nie za bardzo ich lubisz, co?
     — To nie tak jak myślisz. Mam złe wspomnienia z dzieciństwa. — Próbowała wstać, ale grymas bólu okrył jej twarz.
     — Słuchaj June, jeśli nie ma kto ci pomóc przez kilka godzin, ja to zrobię — delikatnie dotknęła dłoni brunetki.

     Brunetka spojrzała na nią inaczej i Mia wszystko zrozumiała, dziwne, że dopiero teraz. Przecież w tym mieście było takich kobiet wiele. Sama miała w szkole kilka koleżanek, które wolały kobiety. Jak mogła tego nie zauważyć!

     — Zadzwoniłam po moje dwie... przyjaciółki, będą tu za godzinę.
     — Godzina to sporo czasu. Może ci się zechcieć siusiu — blondynka uśmiechnęła się, ukazując równe ząbki.
     — Szczerze mówiąc, dlatego chciałam wstać. Pewnie bym dała radę na jednej nodze, ale podczas podskoków dokuczałby ból. Masz przeze mnie kłopot. Pewnie ktoś na ciebie czeka. Mąż czy chłopak.
     — Nie mam nawet kota — Mia wstała i podała brunetce dłoń.

     June wstała na zdrowej nodze i wsparła się o ramie blondynki.

     — Wiesz, co zrobimy inaczej — smukła brunetka nie zdołała nawet zauważyć, kiedy Mia wzięła ją na ręce.
     — Jesteś drobna, ale silna, chociaż aż tak wiele nie ważę. To twój pierwszy wóz, od kiedy masz prawo jazdy? — patrzyła z bliska prosto w jej oczy.
     — Wiem, do czego zmierzasz. Mam dwadzieścia pięć lat. Często ludzie dają mi czternaście, chyba że zobaczą zarys piersi. Zwykle określają mój wiek na szesnaście.
     — Och, tak właśnie myślałam, że możesz mieć siedemnaście, bo to minimalny wiek posiadania prawa jazdy. — Doszły do łazienki. Mia otworzyła drzwi.
     — Poczekam, aż skończysz — powiedziała i wyszła.

     June z trudem usiadła na muszli, a poprzednio ściągnęła sportowe spodnie, przeznaczone do biegania.
     
     Och, jaka ulga. — pomyślała.

     Spuściła wodę i sięgnęła po papier. Wstała i stanęła na jednej nodze, odkręciła wodę i umyła ręce.
Odchyliła się i otworzyła drzwi.

     — Mam tu gdzieś laskę, dziadek miał kilka i raz jedną zostawił. — powiedziła tak, bo blondynka znowu wzięła ją na ręce.
     — Poszukasz później. Gdzie mam cię zanieść. — June ponownie patrzyła w oczy blondynki.
     — Do salonu. Wybacz, że zapytam, a raczej potwierdzę swej przypuszczenia. Wyglądasz na osobę heteroseksualną. Wiesz, że jestem lesbijką, a zachowujesz się, jakbyś chciała minie uwieść.
     — Niezupełnie się z tobą zgadzam. Potrzebujesz pomocy, a ja mogę ci to dać. Czemu mam być obojętna? Staram się być miła. Właściwie to nie tak. Jestem taka. Lubię ludzi, tych, którzy dają się lubić.

     Doszły do salonu. June z pewnością biedna nie była. Jej dom był wielkie i miał wartość kilku, jeśli nie kilkunastu milionów. Mia posadziła brunetkę na kanapie i chciała usiąść obok, kiedy zobaczyła obraz. Kobieta na koniu. Ta sama, jaką widziała na obrazie u Rubena.

     — Och! To możliwe, by malował to ten sam artysta? Widziałam podobną kobietę i konia u pana Eatona. — June spojrzała krótko na blondynkę.
     — To moja matka. Ruben jest naszym krewnym. Jego brat to mój dziadek.
     — Czyli masz na nazwisko Ruben?
     — Na to wygląda. Co prawda matka się rozwiodła z moim ojcem i przyjęła swoje, więc mam właściwie dwa: June Ruben-Strauss.
     — Ładny koń — blondynka popatrzyła ponownie na obraz.
     — Ten obraz ma sporo lat. Miałam wówczas siedem, już wtedy to robiła...
     — Nie rozumiem — Mia spojrzała w oczy brunetki.
     — To może i lepiej. — Właścicielka domu powiedziała to cicho, a Mia dostrzegła, że ładna brunetka też posmutniała.

     Nie fascynowała się urodą kobiet, ale June była naprawdę piękna. W jej stylu. Smukła z niewielkimi piersiami, pewnie nosiła staniki w rozmiarze B. Nie miała makijażu, a na przedramieniu Mia już dawno zobaczyła wytatuowana śliczną różę i finezyjnie wygrawerowaną literę G.

     —  Chcesz soku albo coś mocniejszego? Tylko będziesz się musiała sama obsłużyć, bo przyjaciółek się jeszcze nie ma. — ładną twarz okrył znowu uśmiech.
     — A może ty czegoś chcesz? Wiesz co June, słyszałam, że są środki na zwichnięcia.
     — Myślę, że skręciłam nogę w kostce, bo sama stopa mnie nie boli. Podczas biegu na coś nadepnęłam, nierówność a może kamień. Zwykle robię dwie mile. Jestem dość sprawna, spędzam sporo czasu na siłowni.
     — Dam ci soku. Pewnie masz coś ulubionego w lodówce.
     — Tak. Przed wyjściem wycisnęłam sporo pomarańczy. Mam też dobry sok z mango.
     — To wspaniale. Dam ci z pomarańczy a sama wezmę z mango. Potem przyjadą znajome i pójdę.
     — Nie musisz... Znaczy, jeśli chcesz, możesz zostać, skoro nikt na ciebie nie czeka.
     — No nie wiem. Skoro masz przyjaciółki to one...
     — To właściwie moje kochanki. Gabriella i Selena.
     — O! Nie będą zazdrosne? — posłała brunetce uśmiech.
     — Mia! Proszę, przestań tak na mnie patrzeć. Onieśmielasz mnie.
     — Wybacz. Jesteś bardzo ładna.
     — Dziękuję, ale ty jesteś bardziej. Dziwne, że nikogo nie masz.
     — Trochę się zraziłam do związków. Miałam chłopaka, z którym wiązałam nadzieje, ale mnie zdradzał.

     June się ożywiła.

     — Wiesz, też miałam kiedyś chłopaka. W wieku czternastu lat. Całowałam się z nim i było miło. Potem się o coś pokłóciliśmy i poznałam Natalię. I wtedy zrozumiałam lub bardziej poczułam, że wolę dziewczyny. Jestem z Gabriellą od ośmiu lat. Selenę poznałyśmy w klubie i znamy się dwa lata.
     — Aha. — Blondynka pomyślała, że litera G to inicjał Gabrielli i w tym miała rację.

     Mia poszła do kuchni i przygotowała soki, po minucie wróciła do salonu. June trzymała komórkę.
     — Będą za kwadrans. Napisałam, że jesteś.
     — I co? Mam wystawiać hufce obronne? — ponownie się uśmiechnęła.
     — Nie jest tak źle. To mile dziewczyny. Gabri ma trzydzieści a Selena dziewiętnaście. Pewnie się polubicie.
     — Zobaczymy. Miałam kilka koleżanek lesbijek, ale nie zawsze się zgadzałyśmy we wszystkim.
     — Czy kiedy miałaś szesnaście lat, wyglądałaś tak samo? — Brunetka chyba po raz pierwszy zaczęła się przyglądać blondynce inaczej.
     — Wtedy wyglądałam na dwanaście. Nie miałam prawie piersi i drobniejszą posturę. Istny patyk.
     — Och, gapa ze mnie. Może chcesz czegoś posłuchać. Tam — pokazała, dłonią jest pilot. — Do wszystkiego. TV, audio. Jeśli chcesz płyty, to co innego. Lubię różną muzykę.
     — Ja czasem słucham, ale nie jestem fanką — Mia wstała i podeszła po pilota i po chwili podała go gospodyni, a ta włączyła muzykę. To chyba było techno. Jeden powtarzający się rytm.
     — Ja lubię, ale Selena nie znosi, więc zgaszę, kiedy przyjdzie, dobrze?
     — Rozumiem. To twój dom, nie musisz mnie pytać — powiedziała Mia — Nie jesteś głodna? Coś mogę zrobić, zanim przyjdą przyjaciółki.
     — Siedź, miło mi się z tobą rozmawia. Nie rozumiem tego Oskara. Jesteś fajną dziewczyną.

     Mia już miała na końcu języka, by powiedzieć, że Larry, Bill i Steve też tak uważali, ale na szczęście ugryzła się w język. Nie chciała wchodzić w taki temat, szczególnie z lesbijką. Zauważyła, że June kiwa głową w rytmie muzyki.

     — To Charlotte de Witte. Laicy uważają, że każda muzyka techno jest taka sama, ale są w błędzie. Selena lubi hinduskie mantry.
     — To coś z Om?
     — Mantra Om jest podobno specjalna. Muzyka podobno współgra z naszym systemem. Jak zaczniesz pytać, to Selena będzie o tym z tobą rozmawiać godzinami. Jest interesująca, zobaczysz.

     Mia słuchała, ale bardziej przyglądała się brunetce. W końcu uznała, że musi przestać, bo tamte z pewnością dostrzegą, że June podoba się blondynce. Mia uważał, że brunetka jest ładna, ale nie myślała niczego więcej.
Przyjaciółki musiały mieć klucze albo znały kod do drzwi, bo blondynka nie usłyszała dzwonka. Gabriella miała urodę Włoszki, ale zamiast czarnych włosów miedziane i zielone, piękne oczy. Ładną figurę. Biodra pełne, ale nie za duże, piersi większe i Mii. Natomiast Selena była szczupła o jasnej cerze i płomiennych rudych włosach blado—błękitnych oczy, w których coś było tajemniczego.

     — Możesz to wyłączyć? — tak wyglądało powitanie w wydaniu rudej.
     — Już się robi kochanie. — June wcisnęła coś na pilocie i z głośników popłynęły dźwięki medytacyjnej muzyki. To chyba nie były mantry hinduskie, raczej muzyka buddyjska lub relaksująca.
     — To jest Mia. Uratowała mnie od niechybnej śmierci w męczarniach.

     Gabriella pocałowała blondynkę w policzek, a Selena podała rękę. Mia sądziła, że będzie zimna, ale się omyliła. Dłoń wysokiej i smukłej dziewczyny emanowała ciepłem, jednak twarz nie pokazywała uczuć.

     — Mia zostanie na obiedzie, który razem zrobicie — June spojrzała na blondynkę.
     — Też mam pomagać? — zapytała Mia.
     — Jeśli chcesz. Miałam na myśli moje przyjaciółki, ale to będzie dobra okazja do waszego poznania.

     Obie dziewczyny nie dawały jej znaków, że jest tu intruzem, chociaż Selena sprawiała wrażenie nieco obojętnej. Gabriella od razu pokazała, że Mia jest mile widziana, natomiast Selena chyba ją na razie wyczuwała. Ukucnęła przy brunetce i zaczęła odwijać bandaż.

     — Chcę zobaczyć. Mam drugi stopień w udzielaniu pierwszej pomocy — powiedziała czule.

     Mia wyczula, że ruda jest opiekuńcza.

     — Chodź Mia, pomożesz mi w kuchni. Selena zajmie się naszym biedactwem i potem do nas dołączy. Fajna kiecka — spojrzała na ubranie blondynki.
     — Naprawdę ci się podoba? Kupiłam w sklepie z używaną odzieżą, chociaż jest nowa. Dałam dwanaście dolarów. Pamiętam, że zaistniały jakieś kłopoty i prznieśli zza plecza prawie identyczną.
     — Nie mów! Coś podobnego. Wyglądasz w niej świetnie i w dotyku jest delikatna, musi być z doskonałej bawełny. — Gabriella delikatnie przesunęła dłoń po jej pupie. — Nie pytam o wiek, bo June napisała. Faktycznie wyglądasz na piętnaście lub maks szesnaście.

     Były już w kuchni i widać było, że Gabriella jest tu zadomowiona. Gdyby blondynka nie wiedziała, że miedzianowłosa lubi dziewczyny, nigdy by się nie domyśliła, bo dotyk tyłka był bardziej przyjacielski.
     — Ona je takie wymyślne potrawy, ale zrobimy jabłka w cieście. Super łatwo i szybko. Nie jest marudna i zje. Wiesz, tłuszcz, kalorie, takie sprawy. Z Seleną to inna sprawa. Nie wiem co ona je. Gdyby miała czarne włosy, to bym sądziła, że jest wampirem. Mało co wrzuca do tej pięknej buźki. Jeżeli, to surowe mięso. Poza tym jest najukochańsza istota pod słońcem.
     — Ktoś ją skrzywdził albo próbował, prawda? — Gabri zatrzymała ruch dłoni, bo obierała jabłko i spojrzała dłużej na blondynkę.
     — Nie wierzę, że June ci mówiła.
     — Nie mówiła nic o was, ja czuję.
     — Próbował. Dobrze, że uznano to za obronę własną. Zabiła go. Tylko nic nie mów. Jak się do ciebie przekona, sama ci opowie. Wygląda na niedostępną, ale to anioł. Podoba ci się June, prawda? — spojrzała, ale bez najmniejszego gniewu czy zazdrości.
     — Jest bardzo ładna.
     — Ty też jesteś. Mamy liberalny nastawienie. Żadna z nas nie szuka przygód ani nowej partnerki. Obowiązują te same zasady jak u par męsko-damskich. Czuję, że June cię zaakceptowała, a Selena zrobi to wkrótce. Dziwne, że taka miła i piękna osoba nikogo nie ma.
     — Tak wyszło. Na razie nie wierzę w związki.
     — Rozumiem. Ja będę kroiła jabłko, a ty zajmij się ciastem. Wiesz, jak się je robi?
     — Racuszki? Tak, łatwo. Ostatnio zaczęłam gotować w domu. Wcześniej jadłam fast-food.
     — Chyba ci służył. Masz super ciało.

     Weszła Selena.

     —To zwykle skręcenie. Trzy dni i będzie chodziła bez problemu, ale dzisiaj musimy się nią specjalne zająć — podeszła do blondynki.
     — June mi opowiedziała o tobie. Wybacz, że cię tak chłodno przywitałam. — Zaskoczona Mia zobaczyła i poczuła, że Selena kładzie dłonie na jej policzkach i zaczęła całować ją w usta. Mia poczuła zawirowanie. Całowała się z nią kilka sekund, ale to była magia.
     — Och! — jęknęła — to jakieś czary?
     — Nie. Operujesz na moich falach. To dlatego. Wytłumaczę. Nasze ciała składają cię z pól energii...
     — Kochanie! — Gabri spojrzała wymownie na rudą.
     — Przepraszam, już się zamykam, jak będziesz ciekawa, powiem. Co mam robić?
     — Przygotuj talerze i sztućce. Wróć do June i pośpiewaj kołysankę. — Gabri posłała jej cudowne spojrzenie.
     — Dobrze — Selana otworzyła szafkę i wyjęła talerze i poszła ze wszytkim do salonu.
     — Umie śpiewać? — zapytała Mia.
     — O tak! Ona nuci jakieś magiczne słowa, które robią z ciebie maszynkę do miłości... Przepraszam. Zapomniałam się troszkę.
     — Nic nie szkodzi. Jestem otwarta na nowe doświadczenia.
     — Nigdy nie próbowałaś z kobietą? — zapytałało wprost zielonookie bóstwo.
     — Nie. Czasami siebie nie poznaję. W zasadzie było tak raz. Czym zajmuje się June?

     Gabri pokroiła już jabłka, a Mia przygotowała składniki. Dziewczyna o pełnych kształtach miała już mały podręczny mikser w dłoni. Poruszała się zgrabnie pośród wysoiej klasy mebli w kuchni.

     — Wszystkim i niczym. Wydaje pieniądze, potrafi nawet dobrze — zaczęła mieszać.

     Mia stała obok i patrzyła na Gabriellę, której ciało okrywała ładna sukienka w kolorze pasteli. Z pewnością nie z taniego sklepu. Materiał był miły w dotyku. Na nogach delikatne sandałki. Dzisiaj Mia ubrała tego dnia płaskie buciki ze skóry, ale zdjęła jej zaraz przy wejściu. Selena natomiast ubrała się w czarne jeansy, trampki i czarną bawełnianą koszulkę. Wróciła po sztućce i patrzyła w ich kierunku, ale nie dokładne na ich postacie, tylko nieco wyzej. Mia nalała olej na patelnie i zaczęła smażyć. Selena stanęła za nią i założyła jej fartuszek.

     — Nie chce, żebyś zaplamiła tę śliczną sukienkę. Bardzo mi się podoba, chętnie bym przymierzyła.

     Mia spojrzała na Gabriellę.

     — Możesz chwile posmażyć? — zapytała.
     — Jasne.

     Mia zdjęła fartuszek i założyła go miedzianowłosej. Zdjęła sukienkę i została w bieliźnie. Tym razem spore i kształtne piersi zakrywał staniczek i a biodra majteczki z bawełny. Selena przyjęła to naturalnie. Zdjęła czarną bluzkę i spodnie. Nie miała staniczka. Jej piersi prawie nie istniały. Sutki i brodawki były jasnoróżowe. Zgrabne, długie nogi i biodra tylko nieco szersze niż u blondynki sprawiały, że wyglądała idealnie na modelkę z topowych wybiegów. Włożyła sukienkę i wyszła z kuchni. Blondy założyła jej spodnie i koszulkę. Ciuszki było trochę za duże, bo Selena była od niej wyższa o stopę.
Za dziesięć minut placki były gotowe. June siedziała z Seleną przy stole. Zaczęły jeść.
Po obiedzie Mia wstała.

     — Dziękuję, chyba powinnam już iść.
     — Możesz zostać — powiedziała gospodyni.
     — Wpadnę innym razem. Dam znać, o ile dasz mi swój numer.
     — Jasne. Daj mi swoją komórkę.

     Blondynka podała swojego Samsunga i brunetka Wisła swoje dane, bo Mia podała telefon z otwartą stroną na kontakty.

     — To pa, do następnego — powiedziała Mia.

     Najpierw wstała Gabriella. Podeszła do blondynki i pocałowała jej usta bardzo namiętnie, chociaż blondynka nie odczuła tego, jak z Seleną.

     — A ja? — zapytała June — chętnie bym cię sama pożegnała miło, ale boli mnie noga w kostce.

     Mia podeszła do brunetki i pocałowała ją również bardzo namiętnie.

     — Przyjdziemy również, kiedy odwiedzisz June — odrzekła Gabriella i spojrzała na Selene, jakby szukała tam potwierdzenia swoich słów.
     — Tak, bardzo bym chciała was zobaczyć razem. — Mia posłała im miły uśmiech i wyszła.

     Po chwili wracała w kierunku miasta. Dojechała do domu i zaparkowała truck w garażu. Wyjęła komórkę i zadzwoniła do Larrego.

     — Czy coś się stało? — zapytał zaniepokojony.
     — Nic wielkiego. Jesteś bardzo na poziomie i z wyczuciem. Czułam, że chciałeś ze mną dłużej spędzić czas, ale uważałeś w swoim wnętrzu, że nieładnie się narzucać, prawda?

     Nastąpiła chwilka przerwy.

     — Tak, Mia. Wyczułaś doskonale.
     — To fajnie. Możemy się gdzieś spotkać. Do restauracji pójdziemy innym razem. Nie chcę cię zapraszać do mnie, bo to wynajmowane mieszkanie, a ty pewnie nie czułbyś się komfortowo u siebie ze mną. Przynajmniej pierwszy raz.

     — To, co proponujesz? Jest mi głupio decydować.
     — Wiem, dlatego ja powiem. Hotel. Jakiś dobry, ale nie super.
     — Przyślę ci namiar. Może być szósta.
     — Jasne mam trzy kwadranse. Założyć coś innego?
     — Jak chcesz, we wszystkim ci dobrze.
     — Jasne. Jesteś miły.

     Umówili się w Rotex Western Inn na South Western Ave, blisko San Mario Street. Tym razem Mia pojechała swoim truckiem. Spotkała się z Larrym w głównym holu.

     — Hej, tym razem się nie spóźniłem. Widziałem, że masz nowy RAM.
     — Kupiłam niedawno.
     — Taka mała dziewczynka w takim dużym wozie — rzekł z uśmiechem.
     — Chciałam jakiś sportowy, ale z tego jestem zadowolona.

     Larry wyglądał elegancko. Założył wełniane spodnie, dobre buty i koszulę w kwiaty, chyba z jedwabiu. Mia miała na sobie ładną sukienkę. Lekką z bawełny, ta kupiła w centrum handlowym, ale nie wydała więcej niż osiemdziesiąt dolarów. Była w białym kolorze w drobne błękitne kwiatki.

     — Ślicznie wyglądasz — podał jej pęk róż, który dopiero zauważyła.
     — Jeśli chcesz, zapłacę połowę — powiedziała.
     — No coś ty, poczułbym się obrażony.
     — To chyba zaryzykuję zapłacić. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić ciebie zagniewanego.

     Ostatecznie Larry zapłacił i poszli na drugie piętro. Nie musieli mówić, dlaczego tu są.

     — Znowu jestem przy końcu cyklu — powiedziała zaraz za drzwiami.

     Larry był już lekko podniecony.

     — Pozwól, że tym razem ja ciebie najpierw rozbiorę — szepnęła Mia, a błękitne oczy emanowały swoisty blask.

     Mężczyzna stał spokojnie. Blondynka rozpinała wolno jego koszulę, a kiedy zobaczyła tors i brzuch, aż pokręciła głową.

     — Wyglądasz super, Larry — pocałowała delikatnie sutek.

     Przykucnęła i zdjęła spodnie i jednym ruchem ściągnęła także bokserki.

     — Hej, pamiętasz mnie, przyjacielu — odezwała się do sterczącego prawie pionowo dziesięciocalowego członka.
     — Pewnie, że cię pamięta — rzekł mężczyzna.

     Nagle zgasło światło, dosłownie wszędzie.

     — Och tylko nie to — podeszła do okna i spojrzała wkoło.

     Po chwili zapaliły się światełka przy podłodze, bo działały na baterie. Na dworze był już zmrok, ale nie ciemna noc.

     — Czyli znowu mamy przerwę prądu, ale wiedz, że jesteś bezpieczna i w dobrych rękach — pogładził czule jej włosy. — Pewnie jakaś lokalna awaria — dodał po chwili.

     Mia go słuchała, ale obserwowała jego intymność. Nieco zwiotczała.

     — Wracaj tu zaraz. Nie potrzebujemy dużo światła — powiedział to, bo mężczyzna też podszedł do okna.

     Wrócił i znowu był podniecony.

     — Jestem cała twoja. Nie byłeś trochę zazdrosny ostatnio? — pocałowała go delikatnie w usta.
     — Można tak powiedzieć, ale pewnie nie wiesz dlaczego.
     — Powiedz, to będe wiedziała — nadal stała w sukience a na nogach miała ulubione sandałki.
     — O to, co powiedziałaś do Steva. — Mia miała dobrą pamięć. Przysunęła się do potężnej klaty Larrego i wciągnęła powietrze nosem.
     — Jesteś małym głuptaskiem, też bardzo lubię twój zapach.
     — Mogę cię rozebrać? — zapytał.
     — Wtedy nie pytałeś — odrzekła.
     — Wówczas było inaczej.
     — To prawda. Było miło się z wami ruchać, ale już pod koniec zapragnęłam tego tylko z tobą.

     Larry rozpiął wolno wszystkie guziczki ładnej sukienki.

     — Och! Nie masz majteczek ani staniczka i zapuściłaś włoski.
     — Podoba ci się mój złoty lasek?
     — Jest cudowny — ukucnął i delikatnie przejechał językiem po wilgotnym rowku.
     — Może kiedyś zaczniesz od całowania w usta — powiedziała z uśmiechem.
     — Następnym razem. Obiecuję.

     Chciała zażartować, że skąd wie, czy będzie następny, ale zaniechała. Miała już mały plan.
Lary uniósł ją jak piórko i położył na łóżku. Było spore, pewnie King size. Zaczął całować stopy, łydki i kolana, ale dojechał pocałunkami tylko do środka ud. Potem przesunął się wyżej i zaczęli się całować. Dopiero po chwili zrozumiała, że dotyka ja wszędzie tylko nie tam, gdzie by chciała najbardziej. Uznała, że jest dobrym kochankiem i nie rozumiała jego żony, jednak to, że ona go zostawiła, miało i dobre strony. Całował jej piersi w cudowny sposób. Był subtelny i nie zaczął od sutek i brodawek, dopiero kiedy uznała, że musi poprosić o to, poczuła język na tych miejscach. Lubiła, kiedy przygryzał twardą brodawkę. Sprawił jej radość, bo lizał lekko słone paszki. Tu także zostawiła włosy od tygodnia. Podobnie na łydkach. Na razie nic nie powiedział, ale wiedziała, że to mu się podoba. Zaczęli się po raz kolejny całować. Nie chciała porównywać, ale to się stało niejako niezależnie od jej woli. Larry zajął drugie miejsce. Pocałowała się tylko raz z Seleną, ale nie sądziła, że ktokolwiek i kiedykolwiek pocałuje ją w ten sposób co ruda, bardzo smukła dziewczyna. To było magiczne. Pozwoliła sobie na sekundę wspomnienia o pocałunku z przyjaciółką brunetki, lecz była teraz z Larrym i chciała doświadczać rozkoszy z nim. Zostawił jej usta i zabrał się za oazę rozkoszy, a ta tonęła w rzece rajskich soków. Larry troszkę je połykał, ale zaprzestał. Przyciągnął jedną, a potem drugą poduszkę i umieścił pod jej drobnymi biodrami.

     — Uwielbiam lizać twoją śliczną małą cipkę.
     — Jest wizualnie mała ale pojemna. Bardzo mi miło z tego powodu, robisz to wspaniale. Pwwnie zdobyłbyś wszystkie nagrody, gdyby istniała taka dyscyplina.  
     — Jak do tej pory tylko ty to doceniłaś — szepnął z nutą nostalgii.
     — Nigdy nie wiadomo co przyniesie jutro — mruknęła zadowolona.

     Larry dotykał delikatnie intymność blondynki palcami, by móc całować wszędzie, w każdym zakamarku. Mia czekała, aż zacznie lizać dupkę, ale on się jakoś nie spieszył. Doprowadził ją do dwóch szczytów tylko językiem i ustami.

     — Też chcę ciebie, egoisto — roześmiała się serdecznie.

     Zabrała poduszki i położyła pod jego głowę. Usiadła na nią i pochyliła ciało, by pieścić jego penisa. Larry miał ograniczone możliwości, więc tylko wsunął głęboko język do jej ciasnej szparki. Ona lizała potężną kolumnę ze wszystkich stron, nie zaniedbywała jąder. Co jakiś czas wsuwała wielki łeb do ust i pieściła językiem. Znowu dostała orgazmu a Larry czuł jej gwałtowne, mocne i szybkie skurcze na języku.

     — Sama cię będę brać, przynajmniej na początku — szepnęła.

     Wiedziała, że mu się to spodoba. Usiadła, nadziewając się całkowicie, ale siedziała tyłem, poruszała się łagodnie i wolno i pochylała tors w kierunku jego umięśnionych nóg. Szatyn doświadczył pierwszy raz, że ktoś całował go po udach i kolanach. Nie było w tym niczego specjalnie przyjemnego, ale sam fakt go zaskoczył. Patrzył na wąskie biodra i zaczął gładzić pośladki, a po chwili masował końcem kciuka wejście do jej drugiej dziurki. Poczuł, że zbliża się punkt kulminacyjny i wówczas ona uniosła biodra i uklękła przy jego twarzy.

     — Chcesz mnie wziąć od tyłu? Możesz robić, jak chcesz. Wolno, głęboko, płytko. Mnie jest dobrze z tym, cokolwiek mi dasz.
     — Dobrze, maleńka.

     Mia uklękła i nieznacznie uniosła swoje małe biodra do góry. Larry podziwiał ten widok, ale nie mógł za długo. Wszedł w nią wolno, ale do końca. I tak zaczął ja ruchać. Wolnymi pchnięciami do samych jąder, potem zaczął wyciągać całego i robił coraz dłuższe przerwy. Mia chciała być pieszczona po dziurce od dupki i łechtaczce. Żeby był częściej, ale on chyba wiedział, że oczekiwanie i pragnienie bardziej ją pobudzi. I tak było.

     — Niedobry chłopiec. Chcę być mocno zerżnięta, a ty specjalnie się ze mną droczysz.

     Nic nie odpowiedział i tylko pocałował jej rozwarty srom. Kontynuował swoją słodką torturę. Skończyło się tym, że wyjął, a Mia zaczęła mieć. Na szczęście się zlitował i wówczas wysunął samą główkę. Mia jęczała głośno i wierciła biodrami. Larry chyba przewidział taki scenariusz. Kiedy tylko jej szczyt się skończył, zaczął ruchać ją mocno i szybko. Po kilkunastu ruchach dostała drugiego mocniejszego orgazmu. Poczuła, że wsuwa do jej dupki kciuk, a potem drugi i delikatnie rozciąga. Nie mogła się opanować i oparła się tylko na lewej dłoni, a prawą pieściła łechtaczkę. Zaczął ją napełniać gorącą spermą. W końcu przestał, ale wszedł głęboko, aż czuła jego jądra na kroczu. Teraz pieścił dupkę tylko jednym kciukiem.

     — Larry podaj szklankę, nie chce zabrudzić pościeli — poprosiła.

     Kiedy się wycofał, podstawiła szklankę, a gdy uznała, że wszystko wypłynęło, przysunęła szkło do ust i wypiła.

     — Co mężczyzna czuje, gdy kobieta to robi? — zapytała.
     — Jesteś pierwsza. Żona nie chciała mi robić oralnego seksu. Na początku małżeństwa lubiła, kiedy ją pieszczę, a potem nawet tego nie.
     — Rozumiem i nie rozumiem. Zapytam inaczej. Co czujesz, kiedy połykam twoją spermę.
     — Jest mi miło i nie wiem dlaczego. Ja też lubię smak twoich soczków.
     — Zauważyłam. Lubiłam, kiedy mnie ruchaliście we trójkę, ale od początku preferowała m ciebie. Było mi najmilej, kiedy ruchałeś mi dupkę i wkładałeś do ust. Nie tak wyjątkowo lepiej, ale wyczuwalnie. Chcesz mnie w moją ciasną dupkę — zapytała z uśmiechem.
     — Wiesz, że tak. Mogę o coś zapytać intymnego?
     — Oczywiście, mój słodki kochanku.
     — Pomyślałem wtedy... pod koniec, czy chciałabyś... Żebym cię popieścił dłonią — przełknął głośno ślinę.
     — Wiesz, co? Bardzo się wyczuwamy. Właśnie chciałam takiej pieszczoty z tobą.
     — Twoja cipka jest taka śliczna i w życiu bym nie uwierzył, że pomieścisz dwa kutasy, a potem dłoń.
     — Też bym nie pomyślała — odrzekła, lekko się rumieniąc.

     Zaczęli się całować. Mia lubiła to z Larrym. Teraz dotykał jej pośladki i srom. Nie zaniedbywał łechtaczki i w rezultacie znowu miała orgazm. W końcu położyła się na poduchach i patrzyła mu w oczy. Postawiła nogi do pionu i oparła stopy na jego torsie. Ujął jej drobne biodra i bez pomocy dłoni wszedł w jej dupkę. Był łagodny i subtelny. Mia nie mogło pojąć, co nie pasowało jego żonie w tym mężczyźnie. Sama się porusza, a on tylko patrzył w śliczne szafiry. Zaczęła mieć podwójny orgazm, bo odczuwała dwa źródła rozkoszy. Skurcze jej zwieraczy odbytu pobudziły i przyspieszyły jego szczyt. Mia zaczęła robić szybsze i urywane ruchy. Larry jęknął nisko i zaczął się jej spuszczać. Ona pieściła razem z nim łechtaczkę, a dodatkowo jego dwa kciuki rozszerzały jej pochwę. Orgazm u niej trwał z minutę. Szarpał jej ciałem pośród jej cichych jęków.

     — Uwielbiam cię ruchać, maleńka — powiedział cicho.
     — Ja też lubię to z tobą. Daj mi się umyć, a potem możesz odpocząć lub wziąć się za mnie od razu.

     Larry wyszedł z niej i patrzył, bo pozostała z nim na łożu.

     — Myślałem, że chcesz się umyć?
     — Wiedziałam, że tak pomyślisz, ale ja chciałam ciebie umyć ustami i językiem.

     Widocznie naprawili awarię, bo światła zaczęły działać.

     — Chcesz tak, czy zgasić? — zapytał.
     — Nie chcesz mnie oglądać? — zapytała zadziornie.
     — Nie mów tak, jesteś taka śliczna. Wracając do konwersacji, czy ja mogę też ciebie umyć? — pierwszy raz się zarumienił.
     — Będziesz czuł, co zostawiłeś — spojrzała mu w oczy.
     — To kwestia psychiki. Myślę, że nie będzie dla mnie obrzydliwe, a tobie będzie miło.
     — Mądry chłopiec.

     Pozwoliła mu pierwszemu. Lizał cipkę i dupkę, a kiedy skończył, ona wsunęła jego członka do buzi i dokładnie wymyła.
     
     — Nie jestem ekspertem — powiedział Larry, kiedy zaczął pieszczotę palcami.
     — Dasz radę. Z Bilem się zgodziłam, a z tobą chcę, jeśli rozumiesz różnicę.
     — Pochlebiasz mi cały czas, a nie rozumiem dlaczego.
     — Bo jesteś tego wart. Chciałbym, żebyś poznał kobietę, która to doceni, jaki jesteś. Nie uważam, że całościowo jesteś inny. Chciałbym, żeby cię pokochała a ty ją. Tak bardzo, żebyś chciał tylko z nią a ona z tobą.
     — Chcesz o mnie zapomnieć? — zapytał trochę smutno.
     — Nie rozumiesz. Człowiek pamięta. Jak się to stanie, zrozumiesz.
     — A nie chciałbyś tego dla siebie? Lubimy wspólne ruchaćnko i się lubimy, ale pewnie ty nie jesteś tą kobietą.
     — Racja. Na razie chcę tego dla innych, potem zobaczę co sama chcę, bo Mia jeszcze nie wie czego naprawde chce.
     
     Blondy uznała, że za dużo mówi. Położyła swój mały tyłeczek na poduszkach i patrzyła na twarz szatyna. Miał orzechowe oczy i mogła go uznać za przystojnego. Larry patrzył w jej oczy również. Obydwoje chcieli widzieć w oczach, co odczuwa druga osoba. Wszedł czteroma palcami i pieścił łechtaczkę kciukiem, lecz kiedy dołączył do pozostałych, ona się sama dotykała. Zanim wszedł całą dłonią, znalazł punkt G, a Mia zaczęła tryskać. Larry miał nieco szerszą dłoń niż Bill i Mia poczuła, że nie pójdzie tak gładko. Chciała i to jej pomagało, ale na razie cipka się broniła.

     — Popieść mi dupkę, to mnie rozluźni — poprosiła.

     Mężczyzna czuł, że Mia tego chce, ale jako altruista chciał dać jej rozkosz, jego to tylko podniecało. Wyczuł szybko, że sam ma większą przyjemność w tym, co robi z Mią, o ile ona tego chciała i jej to sprawiało rozkosz. Nigdy nie wierzył, że dawanie jest milejsze niż branie. Starał się przez wiele lat z żoną, ale ona nigdy tego nie doceniła i finalnie go zostawiła, dla faceta, który był przeciwieństwem Larrego. Dbał o swoja przyjemność i tylko o swoją. Wkrótce zaczął ją zdradzać i po mniej niż roku została sama. Poczyniła kroki, by wrócić do byłego męża, ale on jej nie przyjął.

     Zaczął delikatnie masować dziurkę zwana tylnymi drzwiami. Mia nie wiedziała, czy to podziała, ale tak czuła. I w tym się nie myliła. Została obdarowana niezwykle elastycznym ciałem w tych rejonach, o czym tez nie wiedziała do czasu spotkania w windzie. Kiedy Larry wsunął jej trzy palce do jej dupki, odczuła, że napięte do maksimum zwieracze pochwy się rozluźniają. Kostki dłoni Larrego ocierały się o twardy pierścień mięśni i sprawiały młodej kobiecie rozkosz na pograniczu orgazmu, ale nie zmieniły sytuacji, dopiero równoległa pieszczota analna to sprawiła.

     — Och, jak cudnie. Wsuń jeszcze jeden paluszek do pupki, to mnie rozluźnia. Jestem blisko — szepnęła.

     Szatyn widział to w jej oczach i na twarzy. Jest to niezwykłe obserwować orgazm u kobiety na jej twarzy. Często mężczyźni to przeoczają, bo są zbyt skupieni na swoich doznaniach.
Larry czuł, że dupka Mii też sprawia opór. Z pewnością nie chciał jej sprawić bólu. Nie znał mechanizmu fistingu i nie wiedział, że ból, ale szczególny jest nieodłącznym elementem tej pieszczoty. Mia zaczęła mieć silny orgazm. Mimo że jej pochwa była rozszerzona do maksimum, czuł jej rytmiczne skurcze. Wkrótce zaczął odczuwać podobne o innej częstotliwości, dużo wolniejsze skurcze zwieraczy odbytu. Poszedł na intuicję. Mia chciała mieć jego dłoń w pochwie, a pomogło temu rozszerzanie odbytu. Wsadził do jej dupki wszystkie palce i jej pochwa się otworzyła na tyle, że wszedł dłonią do środka. Mia jęknęła i z bólu i rozkoszy, która zaczęła gwałtownie rosnąć. Poczuła pierwszy raz taki orgazm, że znalazła się na pograniczu omdlenia. Teraz ucieszona cipka doznała odpoczynku, bo nadgarstek był dużo węższy niż kostki dłoni.

     — Och jak bosko. Pieść mnie, kochanie — jęknęła.

     Larry poczuł ciepło na dźwięk tego słowa. Zdawał sobie sprawę, że to tylko ekspresja, ale i tak było to bardzo ciepłe i miłe. Poruszał dłonią na boki, ponownie pobudził punkt Grafenberga i co spowodował ponowny wytrysk. Mia tryskała prawie na stopę i wiła się w rozkoszy. Larry pochylał się nad jej ciałem i całował piersi i usta.

     — Chcesz, to spróbuj wejść tam również. Uwielbiam, jak mnie rozpychasz. — Larry cały czas trzymał włożone wszystkie palce w jej odbycie.

     — Nie chcę ci zrobić krzywdy — szepnął.
     — Nie zrobisz. Nie wiem, jak jest u mężczyzny, ale uwielbiam ten moment, kiedy szczyt nadchodzi. A teraz znowu to czuję.

     Mia uciekała oczami, przez śliczną twarz przechodziły grymasy, niektóre wyglądały bardzo zabawnie. Mężczyzna się zdecydował. Delikatnie naparł lewą ręką i wszedł do pupki całą dłonią.

     — Za-je-bi-ście — jęknęła wolno.

     Za chwile jej twarz okryła rozkosz, spełnienie, radość i spokój. To kontrastowało z tym, co działo się z jej intymnymi otworkami. Niekontrolowane o zmiennej częstotliwości skurcze. Poprzednio były usystematyzowane. Teraz po partii wolnych i łagodnych następowały szybkie i silne, zamierały, by wybuchnąć na nowo. Teraz nie falowało całe jej ciało, tylko okolica bioder. I nie jęczała, tylko oddychał inaczej. Larry zaczął wolne ruchy głębsze i płytsze w obu dziurkach. Odkrył na jej twarzy, że największą rozkosz doznaje, gdy jest mocniej rozciągana. I to go zdziwiło. Mógł obserwować jej twarz, całe ciało i miejsca, które pieścił. Z pewnością ktoś z boku miałby inne zdanie. Larry delikatnie wysuwał obie dłonie i obserwował ciemnoróżowe wnętrze jej zwieraczy. Kiedy wsuwał głębiej dłonie, Mia przymykała oczy, kiedy wyciągał, otwierała szeroko. Za dwie minuty kolejny orgazm ją zaatakował lub ukoił. Oddychała jak ryba wyjęta z wody. Na czole miała kropelki potu.

     — Może przerwiemy, skarbie — zapytał miękko.
     — Ani się waż. To jest tak rozkoszne, szkoda, że nie masz trzech rąk albo czterech — szepnęła.

     Szatyn zdecydował się na podwyższenie poziomu. Nie miał pewności co do drugiej jamki, którą tak lubił ruchać u Mii, ale uznał, że może to zrobić w jej pochwie. W końcu ten organ z natury był przygotowany na poród. Delikatnie zwinął dłoń w pięść. Mia cicho jęknęła, lecz z pewnością z przyjemności, a nie bólu.

     — Wiem, co palcujesz niegrzeczny chłopczyku, ale Mia to lubi. Ufam ci, bo czuję, że dbasz więcej o moją rozkosz niż swoją.
     — Dokładnie skarbie — mruknął.
     — Myślę, że możesz zrobić to samo w drugiej dziurce — szepnęła.

     Szatyn posłuchał. Mia zaczęła wiercić biodrami, a każde najmniejsze przemieszczenie dostarczało jej rozkoszy.

     — Mam nadzieję, że twoje śliczne otworki powrócą do poprzednich stanów, kiedy skończymy.
     — Nie obawiaj się Larry, to się stanie. Znam swój limit. Tylko żartowałam z czterema łapakami, przynajmniej twojej wielkości — pomyślała o swoich nowych przyjaciółkach, lecz z miejsca się skarciła  

     Teraz kocham się z nim, a nie z nimi — pomyślała.

     Kolejny orgazm się zbliżał. Mia straciła rachubę. Zaczęła jęczeć, a jej zwieracze zaczęły się zaciskać i otwierać. Larry ułożył przypadkowo pięść tak, że wypchnął jej nabrzmiała i twardą łechtaczkę nieco na zewnątrz. Była i tak wrażliwa, a teraz nawet bardziej. Pochylił się i zawadził ją zębami.

     — Aaaa!!! — jęknęła z powodu dodatkowej rozkoszy.

     Szatyn chciał, wyjąć dłoń i wsadzić, ale się nie zdecydował. Nie wiedział, że o tym Mia właśnie marzyła. Pieścił ją nieprzerwanie jeszcze trzy kwadranse, w końcu zaczął bardzo ostrożnie z niej wyjmować dłonie. Pierwsza wyjął z jej dupki a druga z pochwy. Jej dziurki zamykały się wolno. Mia patrzyła na naprężony organ.

     — Daj mi chwilkę, potem mnie weźmiesz, gdzie zechcesz.
     — Sądzisz, że będzie ci miło? Troszkę cię rozciągnąłem.
     — Wiem, ale chyba mam wyjątkowe ciało. Wsuń najmniejszy paluszek i sam się przekonaj.

     Larry posłuchał i wsunął palec do jej cipki. Wszedł łatwo, ale czuł opór. Gdyby nie śluz i resztki tego, co zostawił poprzednio, byłoby trudno.

     — Zadziwiające. Chcesz się umyć, jesteś spocona?
     — Myślałem, że ci nie przeszkadza.
     — Och nie! Wcale. Sądziłem, że ty tego chcesz dla swojego komfortu. Lubię lizać twój pot, chyba zauważyłaś? Inaczej smakują paszki, inaczej między posladkami a jeszcze inaczej pot z czoła.
     — Naprawdę? Zaraz potem i z tobą — powiedziała i zaczęła się z nim ponownie całować.
     — Wiem, że jestem niegrzeczny, ale czy mogę cię pokochać wszędzie?
     — Oczywiście. Wiedziałam, że tego zechcesz. Jesteś unikalny. Ja mówię ruchać, ty mówisz kochać. Mój mały Misiu — pocałowała go w czubek nosa.  

     Nie było dla niej ważne, w jakiej kolejności zacznie, ale zaczął od ust. Mia zawsze robiła to naturalnie, ale teraz naprawdę się starała, bo uznał, że założył. Był blisko, ale ona go wyczuwała. Zaprzestała w odpowiednim czasie. Zaczął ją brać od tyłu. Nie mógł pojąć, że jej cipka jest tak ciasna. Doprowadził do orgazmu, ale wyszedł, bo móc skończyć w równie ciasnej dupce. Nie zostawił wiele nasienia, ale to było zrozumiałe. Poszli się myć. Wytarli się i ubrali.

     — Jestem głodna — pokazała śliczne ząbki.

     — Czyli pójdziemy do restauracji. Znam jedną dobrą.

     Po czterdziestu minutach byli na miejscu. Obiad im smakował. Wrócili do hotelu, w końcu zapłacił za całą dobę.

     — Jeszcze nigdy nie zasypiałam z mężczyzną na całą noc — powiedziała.
     — Zawsze coś jest po raz pierwszy. Co robiłaś w tym budynku — zapytał.
     — Załatwiałam sprawę spadku w biurze Ruben&Lewis.
     — O u Eatona! Znam go. Bardzo uczciwy Żyd.
     — Podobały mi się obrazy w poczekalni. Szczególnie kobiety galopującej na mustangu.
     — Tak, jest realistyczny. Kobieta to Elvira Ruben-Strauss matka June Ruben-Strauss a ogier miał na imię Zeus.
     — Och, dziękuję za informacje, Misiu. Do jutra — wtuliła się w szeroki tors i zasnęła.

     Larry gładził jej włosy i po chwili również zasnął. Poczuł się taki szczęśliwy...

Bronx1972

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 8714 słów i 49513 znaków, zaktualizował 27 paź o 21:38.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Robi się bardzo ciekawie czekam na jeszcze

    1 godz. temu