Blackout.
Siedziała tuż przy szybie. Zawsze lubiła patrzeć. Na ludzi, przyrodę. Szczególnie fascynowały ją zachody słońca ją, więc jeśli nie miała ważniejszych zajęć, starała się usiąść na ławce, a kiedy nie było takiej możliwości, szukała czegoś, żeby choćby się o coś oprzeć i podziwiać świetlisty krąg, kiedy się chowa za linię horyzontu.
Wracała ze spotkania z przyjaciółką. W ustach pozostał smak kawy. Uliczny ruch. Przechodnie, światła sygnalizacji i samochody.
Trzeba zawsze uważać, dziennie jest tyle wypadków — brzmiały w głowie słowa przyjaciółki.
Wspomniała o Oskarze. Myślała, że coś z tego będzie. Trzy pierwsze tygodnie były urocze... Zobaczyła go następnego dnia z jakąś brunetką. Pocałowali się na ulicy... Chciała zapomnieć. Nie odpowiadała na sms-y, a on wciąż zostawiał wiadomości. Jedną przeczytała. Chyba miał domysły, dlaczego się nie odzywa. Śmieszne. Napisał, że to była jego siostra. Mógł już wcale o tym nie wspominać. Siostry się raczej tak nie całuje... A przecież pozwalała na wszystko, co nie znaczy, że tego nie lubiła.
Wyszła z autobusu. Och co za upał! W pojeździe działała klimatyzacja, a tu? Może powinna się ubrać w coś odpowiedniego, ale jest tak gorąco! To tylko papiery. Podobno coś dostała. Spadek. Nawet nie wiedziała, że miała bogatego krewnego. Jej rodzice zginęli w wypadku dwa lata temu. Brata ojca poznała na pogrzebie. To ten starszy pan w długim czarnym płaszczu? Ojciec stryja? Czemu zapisał wszystko jej, a nie synowi? Przecież widziała go tylko raz na pogrzebie rodziców. Wspomnieli w liście od notariusza, że chodzi o dwanaście milionów!
To musi być żart.
Budynek cały oszklony. Kancelarie, siedziby zarządów. Ostanie piętra zajmowali naprawdę bogaci ludzie. Mia wolała dom z ogrodem, najlepiej za miastem, chociaż obecnie wynajmowała salon z sypialnią blisko autostrady nrumer 10.
Spojrzała na sandałki i skarpetki. Tak, powinna włożyć sukienkę za kolana lub chociaż spodnie. Lubiła szorty. Wiedziała, że jej sylwetka nie zatrzymuje wzroku mężczyzn. Owszem, była zgrabna, ale drobna. Miała dwadzieścia pięć lat, ale wyglądała na piętnaście. Cóż, natura nie obdarowała jej sporym tyłkiem i atomowym biustem. Czy żałowała? Raczej nie. Schody. Szerokie. Powinien być portier. Tak! Zupełnie jak sobie wyobrażała. Czarne spodnie, marynarka i biała koszula i nieodłączny melonik.
— Kancelaria Ruben&Lewis — pokazała swoje białe ząbki.
— Siedemnaste piętro, pokój 1760, po prawej stronie.
— Dziękuję — zawsze starała się być miła.
Pracowała jako kelnerka w kawiarni. Kiedy się uśmiechała czasem dostawała lepszy napiwek. Oskara poznała w kawiarni, na szczęście nie w tej, gdzie pracowała. Nigdy nie podała mu adresu czy nazwy. I dobrze, bo pewnie by ją nachodził i błagał, żeby wróciła. Po prostu poszła na kawę jak dzisiaj i go poznała. Czy żałuje? Raczej nie. Kolejne doświadczenie. Nie złamał jej serca, tylko osłabił wiarę w związki.
Weszła do sporego holu i zobaczyła, że są tu trzy windy.
Pewnie tyle potrzeba — pomyślała.
Z pewnością to jakiś żart. Jeśli nie... Kancelaria zaproponowała porady prawne i finansowe, za niewielką opłatą, nieco mniejszą niż tysiąc dolarów. Tyle zarabiała w trzy tygodnie. Może to jednak nie żart z yum spadkiem...
Dojechała. Wykładzina dywanowa na korytarzu dużo lepsza niż w jej wynajętym mieszkaniu.
— Mam umówione spotkanie, pani Cambell — powiedziała do kobiety w średnim wieku, która siedziała za marmurową ladą.
Doriss Cambell podniosła wzrok z nad papierów.
— Proszę usiąść, pan Ruben przyjmie panią za chwilę.
— Bardzo dziękuję. — Uśmiechnęła się i usiadła na wygodnych fotelach obciągniętych skórą.
Rzuciła wzrokiem na ściany. Zdobiły je obrazy. Jacht na pełnym morzu. Na drugiej obraz przedstawiał kobietę na czarnym koniu. Stopieni w całość, galopowali pośród wysokiej trawie. Taka dynamika! Wyobraziła sobie zapach soczystej łąki. Pochylona , a wiatr rozwiewa jej włosy, mieszją się z jego grzywą... Czarny mustang musi być zmęczony, bo malarz zaznaczył pianę na pysku. Amazonka powinna się zatrzymać, rzucić na trawę a swojemu rumakowi dać odpocząć! Cóż może być piękniejszego niż błękit nieba z puszystymi obłokami, wkoło szmaragdowe morze...
— Pani Williams — starszy pan z pewnością po pięćdziesiątce wyszedł z gabinetu, popatrzył na dwójkę ludzi, którzy siedzieli obok dziewczyny i powiedział ponownie. — Pani Mia Williams.
— Och przepraszam. Zamyśliłam się troszkę. To ja — posłała mu uśmiech.
— Eaton Ruben, zapraszam — otworzył drzwi i wskazał solidny fotel w środku gabinetu
Usiadła. Wygodny. Czarne lśniące, pewnie z hebanu biurko. Dyplomy. To pewnie fotografia żony i dzieci. Nie miała pewności, bo widziała tylko mosiężną ramkę z tyłu.
— Przejdę od razu do rzeczy. Pani krewny, Henry Pickard zostawił pani majątek w wysokości dwudziestu sześciu milionów dolarów.
— Och! W liście wspomniała pan o dwunastu. — Mia zmarszczyła gładkie dotąd czoło.
— Tak, panienko Williams. Mogę się tak do pani zwracać? — poprawił okulary w ciemnobrązowych ramkach.
— Mia. Proszę mówić po prostu Mia.
— Jesteś urocza, Mio — Eaton z pewnością miał implanty.
Nie jest możliwe, by człowiek w jego wieku miał tak piękne zęby — pomyślała.
— Dziękuję. Zdaje pan sobie sprawę, że jestem zaskoczona. Sądziłam, że to żart. Teraz zdarzają się różne oszustwa.
Czarne brwi Rubena zbiegły się i powstały dodatkowe zmarszczki na jego czole.
— Wszystko jest prawdą. Za chwilę podpisze pani dokumenty, wówczas pieniądze zostaną przelane na pani konto. Proszę wybaczyć, przyzwyczajenie zawodowe, Mio. Jeśli chodzi o pytanie, dwanaście milionów to gotówka. Czternaście milionów to akcje, równowartość złota i diamentów. Dom za miastem, cztery luksusowe samochody, jacht i trochę biżuterii.
— Rozumiem. Dlaczego zapisał to dla mnie? Teraz stanę się wrogiem stryja Richarda.
— Taka była wola zmarłego. Coś go łączyło z pani matką. Zostały poufne listy. Stryj Richard nie będzie próbował pani zaszkodzić. Dostał maleńką część majątku ojca i jeśli zacznie walczyć o więcej, tylko na tym straci. Nasza kancelaria działa od trzech pokoleń. Nie wróciliśmy do Izraela, tu jest nasz dom. Jesteśmy bardzo rzetelni i dbamy o swoich klientów. Pan Henry Pickard był jednym z nich. Niestety wszyscy kiedyś umrzemy, nawet my.
— My? — Mia troszkę się zdziwiła — Pan i ja? — otworzyła nieco szerzej oczy.
— My, Żydzi — usmiechnał się nieznacznie.
— Aha, teraz rozumiem — spojrzała na swoje sandałki.
Podpisała trzy dokumenty. Jedną kopię miała dostać pocztą, drugą zatrzymał Eaton i na jej oczach włożył do solidnego sejfu. Trzecia miała trafić do rządowej instytucji.
— To już wszystko Mio. Tak jak wspomniałem w liście, proponujemy za niewielką opłatą ośmiuset pięćdziesięciu dolarów porady, jak operować majątkiem. Henry Pickard zadbał też dla panienki o półroczny kurs, dużo bardziej kosztowny niż tysiąc dolarów. Polecamy. To sporo pieniędzy, którymi od tej chwili, będzie panienka dysponować. Może panienka Mia nie wierzy, ale ludzie często popadają w kłopoty finansowe, właśnie kiedy wygrywają lub dziedziczą duże pieniądze.
— Jestem w stanie wierzyć, proszę pana.
— Dziękuję. Potrzebuje panienka transportu? Mamy służbową limuzynę.
— To miło z pańa strony, panie Ruben, ale wrócę autobusem. Lubię obserwować uliczny ruch.
— Rozumiem. Na przyszłość proszę mnie tytułować Eaton. Dziękuję i miłego dnia. Polecamy nasze usługi. Dzisiejsza była gratis. Przez trzy miesiące mamy zniżkę dla nowych klientów, więc zapłaci panienka tylko czterysta dolarów za godzinę, jeśli zajdzie konieczność rozmowy. Ze mną lub moim wspólnikiem, Peterem Lewisem.
— Dziękuję, będę pamiętać.
Eaton podał dłoń młodej kobiecie i odprowadził do drzwi.
Nawet miły — pomyślała.
Skinęła głową w kierunku Dorris Cambel i wyszła. Po chwili zatrzymała się winda. W środku stało trzech mężczyzn. Weszła i ruszyli w dół. Niestety, kiedy minęli czternaste piętro, winda stanęła. Zgasło światło, ale po chwili zapaliło się awaryjne.
— I co teraz? — mężczyzna w średnim wieku, z lekkim brzuszkiem zapytał, chyba reszty pasażerów.
Pozostali byli w wieku blondynki. Obaj dobrze zbudowani i wysocy.
— Trzeba wezwać pomoc — powiedział brunet w błękitnych jeansach i opiętej bluzce na klacie, wskazującej, że często odwiedza siłownie.
Drugi, szatyn, o zielonych oczach nacisnął guzik alarmu.
— Tak, słucham. Tu szef ochrony budynku, Clark Sollest — odezwał się głos.
— Winda się zatrzymała poniżej czternastego piętra.
— Tak, mamy awarię prądu. Niestety to trochę potrwa. Podobno dwie ulice pozbawiono energii elektrycznej. Awaryjne generatory w naszym budynku nie są w stanie wszystkiemu zaradzić. Są państwo bezpieczni. Przepraszamy.
— No ładna historia — rzekł gość z brzuszkiem.
— Tak, pierwszy raz mi się to zdarzyło, chociaż nigdy nie lubiłem wind — powiedziała uprzejmie Mia.
— Chyba się spóźnię na spotkanie zarządu — rzekł brunet.
— Jadę na golfa, to niewielka strata — odparł szatyn.
— Jestem w najlepszej sytuacji. Żona wróci za dwie godziny, kot ma wodę i jedzenie — zaśmiał się mężczyzna, którego wiek Mia oceniła na nieco ponad czterdzieści pięć lat.
— A pani? — zapytał brunet.
— Ja? Wracam do domu. Czy jesteśmy bezpieczni, bo tak usłyszałam? — spojrzała na nich wszystkich.
— Z pewnością — brunet ładnie się uśmiechnął.
Ładnie pachnie — pomyślała o brunecie.
Nie chodziło o perfumy. Przestała działać klimatyzacja i poczuła jego osobisty zapach.
— Ma pani ładną bluzeczkę — odezwał się miło szatyn. — Co nastolatka robi w tym budynku?
— Och, podobno tak młodo wyglądam. Mam dwadzieścia pięć lat. Przyjechałam coś załatwić.
— Dwadzieścia pięć? Coś takiego! Sądziłem, że szesnaście. To jest pani tylko trzy lata młodsza ode mnie.
— Nie jestem żadna pani, mam na imię Mia — spojrzała mu w oczy szatyna.
Delikatnie otarła się swoimi małym tyłeczkiem o przód mężczyzny z brzuszkiem.
Och, ma chyba erekcję — poczuła, że serce zaczyna jej bić szybciej.
— Mnie się też podoba twoja koszulka — powiedział cicho brunet.
— Naprawdę? Musisz trenować na siłowni, masz ładnie wyrzeźbione ciało — odrzekła Mia.
— Tak, dbam o sylwetkę. Często nosisz szorty? Podkreślają twoje ładne pośladki. Masz też bardzo ładne nogi — dodał.
— Sądzisz, że moje pośladki są ładne? Zawsze myślałam, że mężczyźni lubią spore tyłki. — Mia poczuła, że jej policzki robią się ciepłe.
— Nie wszyscy tak sądzą. Twoją są perfekt, prawda dziadku? — zwróciła się do mężczyzny z brzuszkiem.
— Mógłbym być twoim ojcem, ale nie dziadkiem — ciemny blondyn lub raczej jasny szatyn, z odrobiną siwizny na skroniach, chyba poczuł się urażony.
— Spokojnie, stary. Tylko żartowałem. Nie pamiętasz mnie Larry?
— Tak. Steve, teraz pamiętam. Tydzień temu, prezentacja na dwudziestym piętrze!
— Oczywiście.
— A ze mną grałeś w golfa pół roku temu. Niedaleko Santa Monika — odezwał się młodszy szatyn.
— Tak! Bill, teraz pamiętam.
Steve przysunął się odrobinę w kierunku blondynki.
— Ciężko tak stać w jednym miejscu. Przepraszam, że cię dotknąłem — rzekł brunet.
— Nie szkodzi. Ładnie pachniesz.
— O, dziękuję. Czujesz się dobrze w naszym towarzystwie? Dostrzegłem poprzednio strach w twoich oczach — rzekł Steve.
— Bo troszkę boję się wind, ale już czuję się lepiej. Sądzę, że w razie czego się mną odpowiednio zajmiecie — odwróciła głowę w kierunku Billa, a potem z powrotem spojrzała na Larrego i Steva.
— Chcesz, żebyśmy się tobą zajęli? — uśmiechnął się Larry.
— Chyba nie ty. Nie te lata, tatuśku — Steve dalej nie odpuszczał.
— Przeciwnie. Nie wiem, dlaczego, ale jest tam twardy — powiedziała Mia prosto w twarz Steva — więc lepiej odpuść, jeżeli chcesz, żebym cię dalej lubiła.
Larry od kilku chwil podziwiał jej zgrabne, chociaż drobne ciało a teraz poczuł do niej szczerą sympatię.
— Wszyscy tacy będziemy, jeśli pokażesz nam swoje jędrne cycuszki. Powinnaś nosić staniczek. Wiesz, jak faceci reagują na sterczące brodawki? — Steve przysunął się do dziewczyny i przeczesał palcami jej włosy.
— Nie sądziłam, że mogę się komuś podobać. Byłam z Oskarem, ale mnie zdradzał.
— Dupek. Zostawić taki skarb — odezwał się Bill.
— Mówiliście serio o moich piersiach? Chcecie je zobaczyć? — przejechała wilgotnym językiem po swoich ustach.
— Bardzo — odrzekli prawie jednocześnie.
Poczuła, że Larry i Bill zdejmują z niej bluzeczkę.
— Są śliczne — Steve spojrzał na jędrne półkule z trudem mieszczące się w kubkach C, oczywiście, gdyby miała staniczek.
Jasnobrązowe brodawki zadzierały się lekko do góry.
— Jakie kolor majteczek masz Mia? — zapytał Larry.
— Wygląda, że Mia chce, żebyśmy sami sprawdzili. Mam rację, kochanie?
Mia spojrzała w twarz bruneta i delikatnie przejechała dłonią po jego nabrzmiałym członku ukrytym w spodniach.
— Sama nie wiem. Będziecie delikatni?
— Masz szczęście, że spotkałaś trzech dżentelmenów — odrzekł Steve.
Mia poczuła, że Steve rozpina guziczek od szortów a Larry i Bill je ściągają. Po chwili zdjęli jej białe figi. Były bardzo mokre w kroku.
— Bardzo dokładnie wygolona — mruknął Steve.
Poczuła, że przesuwa palce i zawadza o sterczącą łechtaczkę.
— Ach! — jęknęła, kiedy poczuła dwa palce w swojej wilgotnej norce.
— Masz śliczny tyłeczek i zawsze o tym pamiętaj — szepnął Larry.
Uświadomiła sobie, że jego kciuk delikatnie masuje wejście do jej pupki.
— Lubisz tam, Larry? — zapytała już bez cienia wstydu, a serce i oddech doszedł do normy.
— To moje marzenie. Żona jest nieco staroświecka. A ty lubisz?
— Robiłam to raz z Oskarem, było miło. Jestem goła, też bym chciała zobaczyć wasze zabawki.
— To musisz sama coś z tym zrobić — szepnął Steve.
Mia jeszcze nigdy nie czuła się tak podniecona. Uwolniła gotowy organ bruneta.
— Och jest duży, chyba o połowę grubszy niż u Oskara — szepnęła.
Nie mogła objąć nabrzmiałej kolumny.
— A co z nami? Będziesz nas lekceważyć? — zapytał Larry.
— Przepraszam, zapomniałam, że starsi mają pierwszeństwo.
Zostawiła organ Steva i odwróciła się do Larrego i Billa. Sprawnie otworzyła ich zamki i wyjęła dwa potężne członki.
— Och, Larry ma największego. Co stare to jare, Steve. A tak mu dokuczyłeś, obyś mu sprostał — pokazała brunetowi swoje nienaganne uzębienie.
Brunet pokiwał głową.
— Wybacz Larry. Widzę, że daleko ci do problemów z erekcją.
— To zasługa mojej żony. Rzadko ma ochotę, a ja nigdy nie lubiłem się samemu zaspokajać.
— Będziesz musiał być delikatny, skoro chcesz moją dupkę — jęknęła Mia.
— Jesteś naprawdę słodka. Wygląda, że dawno się tobą nikt porządnie nie zajął. Chcę cię wszędzie, nie tylko tam.
— Myślę, że nie będzie z tym problemu. Jakoś się pogodzicie.
Wypięła swoją małą dupkę w kierunku Larrego i pochyliła tors, a jej twarz znalazła się blisko dwóch stojących potężnych członków. Larry nie tracił czasu. Wsunął z wyczuciem dwa lub trzy palce do jej wilgotnej cipki, a kciuk delikatnie wepchnął do drugiej dziurki.
— Ach, to miłe — jęknęła.
Bill i Steve pieścili jej piersi. Oparła dłonie na ich biodrach. Patrzyła na dwa solidne członki. Steve miał nieco większego niż szatyn. Zaczęła je lizać i brać z trudem do ust. Próbowała ich obdarowywać równo. Mruczeli zadowoleni i nadal kontynuowali pieszczotę piersi. Tymczasem Larry nie tracił czasu. Zbierał śluz z jej sromu i rozprowadzał w okolicy dziurki od pupki. Po chwili poczuła, jak napiera.
— Bądź delikatny, Larry — jęknęła i uniosła się na palcach.
— Będę, jak obiecałem, malutka.
Dotrzymywał słowa. Łagodnie wpychał i wycofywał i ponawiał nieco głębszą penetracjeę. Nie mogła jęknąć z powodu małego bólu i większej rozkoszy, kiedy wszedł główką, bo miała wówczas członka Steva w ustach.
Larry łagodnie wchodził głębiej. Dawno nie miała takiej rozkoszy. Pamiętała, że analny seks z Oskarem też był miły, ale nawet w połowie nie tak jak z Larrym. Pieścił palcami jej łechtaczkę, a kciuk wsunął do środka pochwy. Odczuła, że gość przed pięćdziesiątką potrafi się zająć spragnioną kobietą. Wchodził w nią wolno i poczuła jego chłodne jądra na sromie.
Zaczęła mieć orgazm. Mocny, intensywny. Zwieracze odbytu zaciskały się w swoim rytmie a pochwy w innym. Steve zaczął tryskać do jej ust, ale reszta nasienia została na cycuszkach, chociaż trochę spadło na dywanik. Larry jęknął głośniej i poczuła ciepło w środku. Pobył tam chwilę i wyjął wolno. Niewiele nasienia wypłynęło, bo jej dupka sama się zacisnęła. Mia podniosła korpus i słodko się przeciągnęła. Bill usiadł w kącie, a Steve stał w rogu windy z nieco zwiotczałym penisem.
— Chcesz go w swoją ciasną cipkę? — zapytał szatyn — jak zauważyłaś, nie skończyłem w twoich ustach i jestem nadal twardy.
— Nie lubię głupich pytań, Bill — powiedziała, a pozostali mężczyźni zaczęli się śmiać.
Mia uklękła i wolno nadziała się na twardego członka, bo Bill już także klęczał. Brała go sama, co wyraźnie mu się spodobało. Zobaczyła ucieszona, że członki Larrego i Steva są już w gotowości.
— Nie przeszkadza ci, że był poprzednio w dupce? — zapytał Larry, kiedy ukląkł przed nią.
— Byłam tam bardzo czyściutka. Nigdy nie wiadomo co nas może spotkać, dlatego dbam o higienę — posłała mu ciepły uśmiech.
— Jesteś miłą dziewczynką. — Pogładził jej włosy i delikatnie przybliżył stojącego członka do bardzo ładnej twarzy.
Larry wydał się jej bardzo miły i przystojny, a gdyby stracił nieco brzucha, bez wątpienia byłby najbardziej atrakcyjny z całej trójki, chociaż tak naprawdę Billemu ani Stevowi nic nie brakowało.
Nawet teraz nie jest natarczywy — pomyślała i zaczęła lizać sinoróżowy, wielki łeb.
Po chwili wzięła całego do ust i pieściła językiem.
Lary był w siódmym niebie. Zarówno Bill, jak i Mia wolno się przemieszczali, by zrobić miejsce brunetowi. Steve ukląkł za nią. Miał ułatwione zadanie, ale też nie zaczął ostro. Patrzył chwilę, jak blondynka wolno nadziewa się sama na kutasa Billa. Musieli się jeszcze nieco przesunąć, by zrobić brunetowi miejsce, bo nie chciał dotykać szatyna. Stanął nad nim i musiał odchylić w dół nabrzmiałego penisa, by wejść w wilgotną od spermy Larrego i jej własnego sluzu, drugą dziurkę dziewczyny.
Brunet wchodził delikatnie, ale miarowo w śliską dupkę blondynki. Ruchali ją wolno, bo Mia zostawiła Laremu swobodę. Trzymał jej głowę i ruchał buzię bardzo delikatnie. Jej obawy okazały się płonne, bo słyszała nie raz, że faceci z dużym sprzętem pakują się czasem do samego gardła.
Tym razem było jej nawet nieco lepiej niż poprzednio. Wyprzedziła ze szczytem rozkoszy Billa, ale dołączył do niej, kiedy jej orgazm się prawie kończył. Tryskał mocno i obwicie. Larry był drugi. Widocznie jeszcze miał zapas, bo napełnił jej usta sporą ilością gęstego płynu. Postanowiła połknąć. I tak miała spermę na piersiach, a oni z pewnością nie chcieliby tego czyścić. Steve pod koniec nacierał ostro, ale nawet jej to odpowiadało. Czuła jak dopełnia to, co zostawił Larry.
— Jesteś fantastyczna, Mia. Masz jakąś prośbę? — zapytał Steve.
— Nie mamy łazienki, ale mogę się zająć waszym sprzętem i was umyś.
— To jest twoje marzenie? — zapytał zdziwiony brunet.
— Niezupełnie. Larry zasłużył na moją waginę. Bez obrazy, wszyscy jesteście fajni, ale on was nieco wyprzedza. Może z powodu doświadczenia, a może z innego. Więc będzie w mojej cipce, ale chciałbym tam mieć jeszcze kogoś.
— Chcesz naraz dwa? — zapytał jeszcze bardziej zdziwiony Steve.
— Aha, chciałabym wszystkie trzy, ale nie damy rady — lekko się zarumieniła — Najpierw trzeba was trochę umyć — szepnęła.
Stali pod ścianami windy. Zaczęła od Larrego, bo przy nim miała najmniej pracy. Potem umyła ustami członek Billa a na końcu Steva.
— Co myślicie o mojej prośbie? — zapytała.
— Ja jestem na tak, tylko nie wiem, jak zareaguję, dotykając innego kutasa — powiedział Larry.
— Najpierw poczekamy, aż będą gotowe. Mam nadzieję, że nie włączą prądu zbyt szybko — ponownie się subtelnie uśmiechnęła.
Mia wiedział, jak się zająć swoimi przypadkowymi kochankami. Oczywiście przychodziły jej karcące myśli, że postępuje jak kobieta lekkich obyczajów, ale uznał, że to fajna przygoda. Była dwa dni przed końcem okresu i istniała minimalna szansa, że ją zapłodnią. Oczywiście były inne ewentualne problemy. Ryzykowali, bo żaden z nich nie miał zabezpieczenia. Wyglądali na czystych facetów, a ona wiedziała, że Oskar niczego złego jej nie zostawił, poza wspomnieniami. Dotykała ich penisy i jędra, by przyspieszyć ponowne erekcje, a całowała się tylko z Larrym, potem i ze Steve’em i Billem. Ich członki zaczęły być gotowe.
— Mogę spróbować, być tym drugim — rzekł Steve po namyśle.
— A ty dostaniesz potem dwie dziurki, jeśli zechcesz. Nie chcę, żebyś się czuł poszkodowany — zwróciła się do Billa.
— Dobrze, mała kurewko.
Mia nie poczuła się obrażona.
— Muszę je ze sobą zapoznać — spojrzała na Larrego i Steva.
— Co masz na myśli ? — zapytał brunet.
— Wiem, że nie jesteście gejami, a ja nie mam w tym absolutnie żadnego doświadczenia co zamierzamy, ale to logiczne. Będziecie się we mnie wzajemnie dotykać, więc potraktujcie to jako test. — Wzięła ich stojące kolumny i delikatnie przybliżyła. Po chwili zaczęła ocierać obnażonymi główkami o siebie. Oni zamknęli oczy. To musiało być miłe, bo o tym świadczyły ich rozanielone twarze.
— Test się udał — powiedziała.
Stanęła przed Larrym i położyła udo na jego biodro. Facet zrozumiał. Uniósł jej drobne ciało, chwytając wąskie bioderka i dzięki temu mogła zarzucić drugie udo po przeciwnej stronie. Steve też myślał.
Poczuła, że główki ich kutasów opierają się o jej krocze. Mia rozluźniła uścisk na pasie Larrego i zaczęła się wolno nadziewać pod wpływem własnego ciężaru. Poczuła, że jest mocno rozciągana. Cała trójka cicho jęczała w miarę, kiedy dziewczyna wolno się opuszczała. Było tak ciasno, że Mia musiała podrzucać ciałem, by weszli w nią głębiej. Bill patrzył i delikatnie dotykał swój gotowym do zadań organ. Chłopcy zwiększyli tempo. Rozkosz rosła.
— O tak! Właśnie tak, grzeczni chłopcy — jęczała z rozkoszy.
Cała trójka miała razem szczyty. Mężczyźni dyszeli nisko ona nieco wyższymi oktawami.
Mia zrozumiała, że jej kochankowie już lecą na rezerwie, bo tym razem odczuła tylko znikome ciepło w środku, ale oczywiście nie mogła być o to zła, bo trzy ejakulacje w ciągu trzydziestu minut musiały wyczerpać ich zapasy.
Postawili ją na podłodze i usiedli zmęczeni pod ścianami windy.
— Chyba tylko ty nie miałeś moje dupki, chcesz? — zapytała Billa.
— Wolałbym w usta — poprosił.
— Nie ma problemu — odrzekła rezolutnie — nie każdy facet lubi tylne drzwi.
— Mam małą prośbę, skoro się zgadzasz — zaczął szatyn.
— Co sobie życzysz, Bill? Oferta wygasa, kiedy zacznie działać winda.
— Rozumiem. Miałaś dwa potężne kutasy naraz w swojej ślicznej cipce, to dasz radę.
— Nie rozumiem? — zapytała i naprawdę nie miała pojęcia, o czym mówi.
— Wiesz co to fisting? — zapytał.
— Och tego chcesz! Masz czyste rączki, kolego? — posłała mu uśmiech.
— Tak jak ty, jestem zawsze przygotowany. Myłem, zanim wszedłem do windy, ale mam i to — z kieszeni wyjął chusteczkę do dezynfekcji.
Mia ukucnęła, w końcu uklękła i zaczęła się całować to z Larrym to ze Stevem. Mężczyźni wyglądali na wykończonych. Poczuła, że Bill zaczyna wpychać powoli palce w wilgotną jamkę. Pewnie, gdyby nie miała przed chwilą członków Larrego i Steva naraz, byłoby trudno. Wsuwał dłoń wolno, kręcąc na boki. W końcu przepchnął kostki przez silny pierścień zwieraczy pochwy. I tak trochę bolało, ale po może dwóch minutach zaczęło być wyjątkowo miło. Uznała, że musi włączyć tę pieszczotę do swojego grafiku. Pomyślała też, że musi zdobyć numer Larrego i z nim tego spróbować, oczywiście, jeśli zechce.
Wszystko uwieńczył intensywny orgazm i pierwszy raz tryskała, bo Bill pewnie przypadkowo pobudził rejon Grafenberga, zwany potocznie punktem G. Odkręciła się do niego i zaczęła pieścić ustami jego organ. Nie trwało to dłużej niż trzy minuty. Postanowiła nie zostawiać więcej spermy na swoim torsie i wszystko połknęła. Stwierdziła, że najbardziej jej odpowiadał smak nasienia Larrego. Szatyn usiadł w trzecim kącie, kompletnie wykończony.
Mia zgarnęła dłońmi resztkę spermy z piersi i zlizała. Poszukała majtek, wciągnęła szorty i koszulkę. Chwilę potem, kiedy już się ubrała, zapaliło się światło i winda zaczęła zjeżdżać. Zatrzymała się na parterze i otworzyły się drzwi. Larry, Steve i Bill mieli trudności, by się podnieść. Na szczęście zdołali pozamykać suwaki spodni.
— Są trochę zmęczeni. Jazda windą potrafi wykończyć — uśmiechnęła się do trójki starszych panien, które patrzyły na mężczyzn i zastanawiały się, czy wsiąść do tej, czy poczekać na drugą.
Mia minęła portiera i spojrzała na niebo.
— Powinnam była wziąć numer komórki Larrego, ale może Eaton się tym zajmie. Myślę, że nie jest takim sknerą i nie policzy czterech setek — mruknęła do siebie i poszła w kierunku przystanku.
Kiedy przyjechał autobus, usiadła przy oknie. Patrzyła na samochody i ludzi na chodniku, a potem znowu spojrzała na błękit nieboskłonu.
— Potrzebuję kąpieli — mruknęła do siebie i subtelnie się uśmiechnęła.
Wyjęła komórkę z szortów i otworzyła pocztę. Szybko napisała liścik do Eatona. Jej kobieca intuicja szeptała, że za kilka dni otrzyma numer Larrego. Nie zamierzała niszczyć mu małżeństwa, a głównie z powodu, że nadal nie miała przekonania do związków.
Odczuwała delikatnie pulsowanie w obu dziurkach, ale miała pewność, że pod wieczór będzie ciasna jak dziewica.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz