
Za mną ktoś staje za blisko.
Nie od razu. Najpierw czuję tylko ciepło. Potem oddech, niski, równy, tuż nad moim karkiem. Mężczyzna, chyba nawet przystojny. Wysoki. Czarna koszula, obcisła na ramionach. Nie odwracam głowy. Patrzę przed siebie, na odbicie w szybie: moje usta, trochę za mocno pomalowane, na pewno za mocno, i jego broda tuż nad moim ramieniem. Czy moje usta nie są zbyt prowokujące przez tą szminkę? - pytam się sama w duchu.
Jego dłoń pojawia się na moim biodrze jakby przypadkiem. Zupełnie jakby od niechcenia, dobry jest w tym - myslę sobie.
Palce są ciepłe, szerokie. Nie ściskają. Po prostu leżą. Przez cienką tkaninę spódnicy czuję każdy ruch. Serce zaczyna bić szybciej, ale nie mówię nic, tym bardziej nie krzyczę. Nigdy przecież nie podnoszę głosu. Uśmiecham się nawet trochę, do szyby, jakby to była zwykła jazda.
Druga dłoń przesuwa się wyżej.
Najpierw po talii. Ależ zadrżałam! Potem pod bluzkę. To już naprwdę zrobiło na mnie duże wrażenie. Zastanawiam się, czy ktoś to widzi? Czy w tym autobusie są znajomi??? Co jeśli są z mojej wioski? Albo z mojej szkoły???
Ciepło jego dłoni na moim żebrach jest tak konkretne, że na moment jakbym zapominała oddychać. Palce są coraz odważniejsze… znajdują brzeg biustonosza, zatrzymują się. Ależ to przeżywam… Potem idą… idą coraz dalej. Bluzka unosi się, materiał zsuwa się z jednego ramienia. Czuję chłód powietrza na nagim ciele i jednocześnie gorąco jego dłoni.
Nie patrzę na niego. Patrzę na mężczyznę naprzeciwko.
Stoi przy drugiej poręczy, czarna koszula, ciemne oczy. Patrzy. Nie odwraca wzroku. Nie uśmiecha się. Tylko patrzy, jak tamten z tyłu trzyma mnie, jak kciuk przesuwa się po moim ciele, jak moja dłoń kurczowo zaciska się na poręczy.
Autobus hamuje. Ciało tego z tyłu przyciska się do mnie mocniej. Czuję go przez materiał spódnicy, ależ tam jest twardo.
Jego oddech zmienia się. Staje się głębszy. Moje pończochy szeleszczą, kiedy jego druga dłoń zjeżdża po pośladku, unosi rąbek spódnicy o centymetr, dwa.
Myślę: to się nie dzieje. To się absolutnie nie dzieje.
I jednocześnie: właśnie o takim, jakże podobnym napastowaniu czytałam wczoraj… aż do trzeciej w nocy.
Nie odsuwam się. Nogą opieram się o poręcz, żeby nie stracić równowagi, kiedy autobus rusza. Jego palce na piersi zaciskają się trochę mocniej.
Mężczyzna naprzeciwko nadal patrzy. Jego dłoń spoczywa na własnym udzie, nieruchoma. Tylko oczy mu pracują: z mogo biustu na moje usta, potem na dłoń tego za mną.
Szept, tuż przy uchu, tak cichy, że prawie go nie słyszę przez silnik:
– Nie krzycz.
Nie krzyczę.
Pulsuje mi w gardle, w brzuchu, niżej. Strach jest ciepły. Jak wtedy, kiedy w książce bohaterka zostaje przyparta do ściany i wie, że nie ucieknie.
Jego dłoń zsuwa się ze spódnicy między moje uda. Nie wchodzi głęboko. Tylko sprawdza. Pończocha, skóra nad pończochą, brzeg bielizny. Zatrzymuje się.
Autobus jedzie. Deszcz za oknem. Ktoś z tyłu kaszle. Normalny świat trwa, a ja stoję w takiej sytuacji, z cudzą ręką na biodrze i drugą między nogami, i myślę tylko o tym, jak bardzo mnie to podnieca.
Mężczyzna naprzeciwko wreszcie się rusza. Robi krok. Potem drugi. Staje bliżej. Nie dotyka. Jeszcze nie. Tylko patrzy z góry na to, co robi ten za mną, i na moją twarz.
Ja patrzę w szybę.
I czekam, co będzie dalej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
4 komentarze
takisobie
Hihi milusie
JorgDeJoong
Uuu ale było miło …
Historyczka
Przyznaję, że często jeżdżę autobusami... ale nie wyznam, czy to zajście spotkało mnie, czy też moją koleżankę...
japanlover
@Historyczka
W japońskim uniwersum pornograficznym bardzo często pojawia się motyw napastowania w autobusach, pociągach itd.
I tam też świadkowie pozostają całkowicie obojętni, albo ochoczo dołączają do zabawy...
Czekam na ciąg dalszy
Jakub
Tak.. dokładnie tak bym to opisał.. tak bym się zachował.. może więcej mruczenia do uszka i całowania za uszkiem…