Zachęcona sloganem NFZ… " Tylko pokaż nam gwóźdź, a my Ci go przybijemy do trumny”. Wybrałam się do państwowej placówki na konsultację lekarską.
Dziarsko wkroczyłam na schody i popchnęłam metalowe wrota. Drzwi ani drgnęły! Pomyślałam. – chyba się cholery zacięły?! – Dlatego popchnęłam mocniej. Tym razem trochę puściły. I to na tyle by zza nich wyjrzała głowa jakiegoś jegomościa, który wysyczał do mnie przez zęby – pani tu nie stała!! – I szybko zamknął drzwi.
Byłam w takim szoku, że informacja dotarła do mnie dopiero po chwili. Zaraz, zaraz, jak to ja tu nie stała? Jak to nie stała, stanęłam, stanowiłam, czy nawet po prostu stacjonowałam?! Przecież nawet nie wlazłam do środka? o żadnym „stanięciu” nie mogło być mowy. Napięłam mięśnie na ramionach, aż mi oczy wyszły na wierzch i natarłam z całej siły na drzwi. Nagle usłyszałam.
– Niech pani pcha, a ja zablokuje laską!
Tym razem było łatwiej. Jak tylko pojawiła się szczelina. Starszy pan zablokował ją drewnianym wytrychem i takim sposobem, obydwoje dostaliśmy się do środka. Właściwie uczciwie mówiąc przykleiliśmy się do środka. Tyle ludzi było w pomieszczeniu. Dobrze, że w dzieciństwie naoglądałam się filmów o walkach kung- fu, więc teraz mogłam wypróbować mój ulubiony styl żurawia i stanęłam na jednej nodze. Powoli zaczynałam rozróżniać pojedyncze dźwięki. Coś mi tu jednak nie pasowało. Czułam się jak w świątyni mnichów buddyjskich, którzy powtarzają słowa modlitwy. Po jakimś czasie udało mi się odszyfrować jej słowa.
– pani tu nie stała! – lub dla odmiany – pan tu nie stał!
Teraz już rozumiem, o co chodziło temu świrowi na początku!
Skupiłam się na rozrywce, jaką niewątpliwie zapewniało okienko rejestracyjne. Tam dopiero działy się cuda!
Jakaś starsza pani, wylizywała na błysk okienko rejestracji, Zapewniając przy tym, że to jeszcze nic. Przy szafkach z kartami rejestracyjnymi, to ona dopiero pokaże co potrafi jej język! Rejestratorka dobrodusznie wskazała jej miejsce na szybie, które ominęła. I operację kolana kobieciny umówiła na 2029 rok. Kolejna pani dostała wyrok w zawieszeniu na dwadzieścia lat z możliwością skrócenia kary. Gdy dwudziestu pacjentów przed nią umrze! Podobno jest duża szansa. Następnie do okienka doczłapał się staruszek, który na oko wyglądał, jakby już jedną nogą był w grobie.
– To znowu pan Kowalski? – celnie zauważyła rejestratorka
– Tak proszę pani to ja
– Czy pan się niczego nie nauczy? Wszystko chciałby pan wyleczyć? To tak nie działa. Jedna rzecz na co najmniej dziesięć lat rozumie pan?
– Proszę pani kiedy ja chory!
– Patrzcie go chory. Wszyscy są chorzy! i nie narzekają prawda? – Matrona zwróciła się do pierwszej lepszej osoby.
– Prawda proszę pani, ja nie narzekam!
– Ja też nie narzekam! – krzyknął ktoś inny.
– I ja!
– I ja!
– I ja!
Zapewnienia ruszyły lawinowo. To widocznie było za dużo dla jednej niedoszłej pacjentki, która jak kłoda upadła na ziemię.
– Nie żyje – ktoś stwierdził
– Jestem pierwszy i zamawiam nieboszczki miejsce – zaćwierkał jakiś gruby jegomość.
– Panie – wycedziła przez zęby jej koleżanka – ona miała raka jajników, pan ich chyba nie ma?!
– Może mam, a może nie mam? To okaże się na stole operacyjnym!
Szczęśliwiec wyszedł z przychodni z zabukowaną operacją i kolejka ruszyła do przodu. Tym razem już poszło gładko.
Ktoś chciał się zgłosić na rehabilitację, a że nie było miejsc do 2035 roku. To zgłosił się na trepanację, bo poczuł, że od natłoku informacji głowa go boli. Inna pani chciała się zapisać na USG, a dostała się na EKG.
W końcu kolejka rozluźniła się na tyle, że mogłam stanąć na dwóch nogach i przez nikogo niepokojona. Jeśli nie liczyć tego pana za mną, który mnie co chwilę szarpał i pytał.
– Długo jeszcze?!
Doczłapałam się przed okienko sługi czarnego humoru. I właściwie zapomniałam, po co przyszłam?
– Słucham! – zapytała rejestratorka z delikatnością dźwięku piły tarczowej
Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale usłyszałam swój głos..
– Pisz pani skierowania na wszystko, co się da. Ja tam wymagająca nie jestem. Najwyżej nie dożyję!
2 komentarze
agnes1709
Hehe, pamiętam, jak się kiedyś przy tym uśmiałam, musiałam więc tu wrócić. I znów mam bóle brzucha i szczęki (nieee, broń Boże, nie idę do lekarza!!! To z radości). Chyba najlepsze ze śmiesznych (prócz wierszyków), reszta to błazenada. Dzięki jeszcze raz
agnes1709
Uśmiechnęłam się, dzięki.
Łapka up!