Weszły do domu i od razu umyły ręce, Megan w kuchennym zlewie a Zoe w łazience. Spotkały się w kuchni i zaczęły przygrzewać resztę wczorajszego obiadu.
– Wiedziałam jak się bawiłaś z Freyą. To bardzo miła dziewczynka – Megan spojrzała na córkę.
– Miła to mało. Bardzo kochana. Dziwne, ale ją pokochałam, oczywiście mam do niej inne uczucie niż do ciebie. Jest bardzo mądra, może powiem inaczej, Freya odczuwała najważniejsze problemy ludzi. Życie i śmierć. Ile jest takich dzieci, które straciły rodziców, lub jedno z nich i ile rodziców straciło dzieci? I muszą żyć z przeświadczeniem, że jest tyle zła i nie mogą nic z tym zrobić.
– Czy też tak uważasz, kochanie? – Megan ją przytuliła.
– Z jednej strony tak, ale jest coś we mnie innego, co zaczęłam odczuwać i zauważać od wczoraj. Jestem chyba inna.
– Ja też – Megan nie mogła zrozumieć, dlaczego zaczęła całować Zoe w usta i nie zrobiła tego jak matka.
Pocałunek z pewnością był przyjemny dla nich obu.
– Brakowało mi tego – szepnęła Zoe i natychmiast się gwałtownie odsunęła od matki.
Spojrzały na siebie dłużej. Widać i Megan sobie uświadomiła, że zrobiła coś dziwnego.
– Przepraszam, zupełnie nie rozumiem, co się stało. Czułam się inaczej. Nie mam do ciebie żadnych takich myśli ani pragnienia. Nie byłam sobą.... – zrobiła minę tak dziwną, jak nigdy. – Z drugiej strony... czułam, jakbym robiła to często. Czy to nie dziwne, skarbie? – teraz patrzyła na Zoe tylko z matczyną miłością.
– Było miło i też się przez moment czułam, że to zupełnie naturalne, co zrobiłaś. Coś jest nie tak. Zaczęło się wczoraj i całkiem o tym zapomniałam. I nawet nie nazwę tego, że to złe. Uważam, że dobre, tylko dlaczego? – Zoe zaczęła przyglądać się twarzy matki, jakby tam miała zobaczyć odpowiedź.
– Chyba wiem dlaczego – powiedziała Megan – on się zbliża.
Obie wiedziały, że mają na myśli nieznajomego ze snu. Tym razem wcale ich ta myśl nie zdziwiła.
___________________________________________________________________________
Dojeżdżali do największego miasta Malezji, Kuala Lumpur. Droga do tego miejsca zajęła im półtorej godziny
– Ojcze, nie mówiłeś, ale rozumiem, że ci, którzy cię zatrudnili, mieszkają w Singapurze, bo przecież moglibyśmy wziąć samolot do Los Angeles z Kuala Lumpur.
– Dobrze myślisz, Błysk. Właśnie w tym wielkim mieście, do którego niedługo przyjedziemy, mam znajomego, który zrobi dla ciebie dokumenty.
– Myślę, że mogę pomóc. Nie urodziłem się na Ziemi i nie istnieję w żadnym systemie.
– Abdul jest prawdziwym fachowcem – powiedział ojciec.
– Dobrze, ale pozwolisz mi pomóc? – zapytał Błysk – pewnie nie będę miał na imię Błysk bin Haruum?
– Ponieważ nigdy nie miałem żony i dziecka, według dokumentów nie będziesz moim synem, zresztą nie masz rysów jak Malezyjczyk, raczej są europejskie.
– Dobrze ojcze, zrobisz, jak będziesz uważał. Mogę wpłynąć na system i na świadomość każdego człowieka, który będzie sprawdzał moje dokumenty. To całkiem łatwe.
– Mogłem się spodziewać. – ojciec się ponownie uśmiechnął.
– Powiesz mu, skąd pochodzę? – zapytał, ale przecież wiedział, jaka będzie odpowiedź.
– I tak by nie uwierzył, chyba żebyś mu pokazał jakąś swoją zdolność.
Kuala Lumpur jest bardzo dużym miastem, razem z okolicami liczy ponad dziewięć milionów, chociaż samo miasto ma trochę więcej niż dwa miliony. Jest jednym z najbogatszych miast w tym rejonie Azji.
– Mój znajomy mieszka blisko ulicy Jalan Sri Permaisuri 9 natomiast moi pracodawcy mają się ze mną spotkać w Chińskiej dzielnicy Singapuru.
Przez kilka minut jechali w milczeniu a przed nimi wyrastały coraz bardziej wyraźnie wieżowce Kulala Lumpur.
Po raz pierwszy zatrzymali Bentleya, by coś zjeść i zaspokoić pragnienie przed spotkaniem z Abdulem bin Ahmedem. W Malezji nie ma czegoś takiego jak nazwisko, a tylko do imienia dodaje się imię ojca, które jest popularnym słowem ,,bin”.
Haruum jechał spokojnie i po trzydziestu minutach zatrzymał wóz przed domem znajomego. Abdul z pewnością był starszy od ojca o jakieś dziesięć lat.
– Witaj Haruum – gospodarz przywitał ich już w drzwiach.
Skinął głową w kierunku Błyska.
– To Adam bin Amir. Chciałbym, żebyś zrobił dla niego dokumenty. Jest moim bliskim przyjacielem – chłopak odczuł w środku, że to, co ojciec powiedział, w pewnym stopniu było prawdą.
– Najpierw zaparzę dobrej herbaty i podam ciasteczka, chyba że jesteście głodni, to przygotuję posiłek.
– Och, dziękujemy. Jedliśmy niedawno.
Gospodarz przyjął ich w swoim miejscu pracy, a nie w domu, gdzie jak się domyślił Błysk, miał żonę.
Po krótkim powitaniu Abdul wziął się do pracy. Zrobił kilka zdjęć Błyska, bo pusty paszport miał już przygotowany.
Kiedy Błysk przybył jako niemowlę na Ziemię, nie tylko nie miał pępka, ale i linii papilarnych i tęczówek jak człowiek, ale zaabsorbował cechy ludzkie od Haruuma. Wykonanie paszportu zajęło Abdulowi trochę więcej niż godzinę, a ojciec zapłacił przyjacielowi około czterystu dolarów.
Abdul wiedział, czym zajmuje się ojciec. Haruum nie powiedział mu, że już podjął decyzję o zakończeniu pracy dla organizacji i o tym, że prawdopodobnie już nie wróci do Malezji. Miał kilka kont w bankach i był dość dobrze ustawiony, więc z powodzeniem będzie mógł kupić sklep czy otworzyć jakiś interes w Stanach Zjednoczonych, bo miał od dziesięciu lat obywatelstwo tego kraju. Połowę zleceń miał właśnie w USA, a drugą w Azji. Po zapłaceniu pożegnali się z Abdulem i pojechali na spotkanie pracodawców Haruuma. Przejechali granice z Singapurem bez najmniejszych problemów.
– Będzie lepiej, jeśli zaczekasz w samochodzie kilka ulic dalej – powiedział ojciec po więcej niż dwóch godzinach jazdy.
Przy przekraczaniu granicy na Jahor. Blask musiał pomóc systemowi, bo przy wjeździe do Singapuru obowiązuje karta MDAC, która trzeba wypełnić trzy dni wcześniej.
Zaraz po wjeździe do Singapuru ojciec zapytał Blaska, czy wie o innych swoich zdolnościach.
– Jest z tym podobnie jak to, co potrzebuje wiedzieć. Wygląda na to, że jak coś potrzebuję, to mogę to zrobić. Powtarzam ci po raz kolejny ojcze, że nadal nie wiem, po co tu jestem, jednak wcale mnie to nie martwi.
– Nigdy o tym nie myślałem, ale to jest trochę dziwne. Jesteś już tutaj szesnaście lat i nic nie wiesz. Być może jesteś wysłańcem?
– Naprawdę nie wiem, ojcze. Co wiem, to już powiedziałem. Jesteś mi bliski. Może dowiem się więcej, jeśli spotkam te dwie kobiety. Chcę ci coś powiedzieć. Pójdę z tobą na rozmowę z twoimi pracodawcami.
– To może być niebezpieczne – Haruum spojrzał krótko na Blaska.
– Właśnie dlatego z tobą pójdę, mnie raczej nic nie grozi.
Ojciec raczej był skłonny w to wierzyć i nie dlatego, że Błysk się nigdy nie skaleczył.
Chłopak już wiedział, co Haruum chce zrobić ze swoim samochodem. Nie chodziło nawet o pieniądze, których miał sporo, ale raczej by samochód nie został na parkingu bez opieki. Wóz miał dwa lata i wart był sporo.
Zostawili wóz dwieście metrów przed miejscem spotkania. Podeszli do budynku i zostali sprawdzeni przez ochronę. Weszli do niewielkiego piętrowego budynku po sprawdzeniu przez dwóch ochroniarzy. Samuel Wang siedział za sporym ciemnym stołem w otoczeniu czterech ludzi.
– Witaj Haruum – Samuel był czterdziestoletnim chińczykiem o koreańskich korzeniach, to odkrył od razu Błysk, ale zachował dla siebie.
– Witaj Samuelu. W końcu cię poznałem.
– Reprezentuje inne osoby, nie tylko te, które widzisz. Czy mogę znać powód, dla którego chcesz nas zostawić? – Chińczyk z pewnością miał pokerową twarz, bo nie ujawniał uczuć.
– Powody są osobiste. Po prostu nie chcę tego już robić – ojciec nie zamierzał mówić więcej.
– W takim razie wykonasz ostatnie zadanie i podziękujemy ci za twoją pracę. Jeżeli zmienisz zdanie, daj znać. Mam kilka dobrych zleceń.
– Musicie poszukać kogoś innego do zabicia Garisona.
Ta wiadomość spowodowała grymas niezadowolenia na twarzy Wanga, ale szybko to opanował.
– To mamy problem i nie jesteśmy z tego zadowoleni.
Błysk natychmiast wyczuł, że ta wiadomość oznaczała wyrok śmierci na Haruuma, ale Chińczyk był cwanym lisem i tego nie dał poznać. Młody mężczyzna nie zastanawiał się w tej chwili, czy ojciec to odczuł. Podjął już decyzję.
– Ja to zrobię – odezwał się chłopak.
Wang spojrzał na Błyska.
– Nawet nie wiemy, kim jesteś. Przypuszczamy, że to z twojego powodu Haruum podjął taką decyzję.
– Dobrze myślisz przyjacielu. Zastanawiasz się, czy jestem zdolny, by to zrobić, bo Haruum nie będzie mi pomagał.
– Owszem – Wang był wyraźnie zaskoczony wypowiedzią młodzieńca.
Mina chłopaka świadczyła, że zamierza przekonać zarząd do swojej decyzji.
– Proponuję test. Wydajcie swoim ludziom rozkaz, żeby nas zatrzymali, jest mi obojętnie jakimi środkami – przez chwile wpatrywał się w oczy Chińczyka – radzę zapomnieć o poprzedniej myśli. Haruum zabił w sumie sto dwadzieścia osób przy okazji osiemdziesięciu trzech zleceń, ale jest dobrym człowiekiem w porównaniu z tobą i twoimi kolegami.
Oczy Chińczyka przyjęły złowrogi wygląd. Błysk odczuł, że nawet ojciec wystraszył się jego słów.
– Grozisz mi – syknął Wang.
– Przestrzegam. Nie znasz mnie i nie wiesz, kim jestem, co cię nieco drażni, podobnie jak i twoich ludzi z zarządu. Jestem bardzo łagodny i miły, ale potrafię być inny. Dlatego uznaj moje słowa za dobrą radę.
Chińczyk zacisnął zęby i przez chwile milczał, bo nigdy jeszcze nie usłyszał podobnych słów. Był jednak człowiekiem interesu i to przeważyło. Ostudził gniew powstały z powodu słów.
– Jesteś młody, może ty jesteś zainteresowany dla nas pracować? Potrzebujemy młodych zdecydowanych ludzi, a na takiego wyglądasz. Rozumiem z twoich słow, że masz kwalifikacje do tego, by wykonać zadanie.
– Owszem, ale nie jestem zainteresowany. Mam ważniejsze sprawy do zrobienia.
Ta wypowiedź Błyska jeszcze mniej się spodobała nie tylko Samuelowi, ale i wszystkim zgromadzonym. W swoich sercach podjęli decyzje wykończenia nie tylko Haruuma, ale i młodzieńca, ale dopiero po wykonaniu zadania. O teście nawet nie myśleli.
Błysk tylko się uśmiechnął i powiedział miło.
– Wiem, co pomyślałeś. Wasza organizacja istnieje dłużej, niż ty żyjesz. Jeżeli spróbujecie zrealizować swój plan, zakończę jej działalność. To nie jest groźba, to fakt. Idziemy, ojcze – powiedział.
Prawdopodobnie słowa chłopaka musiały mieć jeszcze w sobie coś mocniejszego, bo ani Wang, ani żaden ze zgromadzonych nawet nie powiedzieli słowa. Obaj opuścili budynek, niezaczepiani przez ochronę.
Wsiedli do samochodu i ojciec ruszył.
– Zrobiliśmy sobie wrogów. Musimy być na baczności. Wang zrobi wszystko by nas wykończyć.
Błysk spojrzał krótko na ojca.
– On nic nie zrobi. Przekonałem go.
Haruum milczał przez chwilę.
– Wiem, że mówiłeś poważnie. Masz pewnie jakieś zdolności, skoro to powiedziałeś.
– Pewnie mam. W każdym razie uwierzyli. Jeśli zmienią zdanie, będę to wiedział, zanim się coś stanie a wówczas zrobię, co powiedziałem.
Haruum nie próbował tego rozważać. Fakt, że Błysk wtopił miecz w swoje ciało, a urządzenia na przejściu granicznym nic nie wykryły, widocznie go przekonał.
Spędzili pół dnia w Singapurze, zjedli dobry obiad w restauracji. Miasto wyglądało na bardzo czyste.
Wylecieli około dziewiątej wieczorem. Mieli przed sobą bardzo długi lot. Szesnaście godzin lotu i ponad czternaście tysięcy kilometrów przelotu. Tylko lot do Nowego Jorku był dłuższy.
Błysk zasnął i jak zwykle śnił najpierw ciemność, potem ponownie zobaczył kobietę o ciemnych włosach. Tym razem dostrzegł je już nie w parku tylko na jakieś pustyni. Wiedział, że istnieją takie rejony na ziemi, bo widział na ekranie komputera w domu ojca. Podeszła druga i zaczęły się całować, a on tylko patrzył. Otworzył oczy i zrozumiał, że jest w samolocie. Ojciec spał obok. Błysk siedział w środku, a Harnuum koło okna. Po lewej stronie chłopaka siedziała pani w wieku emerytalnym. Ocenił jej wiek na sześćdziesiąt pięć lat. Ponieważ Błysk na nią spojrzał, ona się uśmiechnęła do niego.
– Powtarzał pan dwa imiona przez sen.
– O tak? Zapamiętała pani jak brzmiały?
– Tak, bo powtórzył pan je kilka razy. Megan i Zoe. To ktoś z rodziny? – zapytała.
– To moje żony – odrzekł zupełnie pewnie, a po sekundzie uświadomił sobie, że to zabrzmiało dziwnie dla kobiety.
– Taki młody mężczyzna i ma dwie żony? Jest pan muzułmaninem? – kobieta miała europejskie rysy, a jej akcent wskazywał, że jest Belgijką lub Holenderką.
– Proszę wybaczyć. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak powiedziałem. Nie mam nawet jednej żony. Pochodzimy z ojcem z Malezji. Właściwie on pochodzi z tamtego rejonu, a ja z nieco dalszego miejsca.
– Ja zwiedzałam Singapur. Byłam też w Kuala Lumpur. Mieszkam w Amsterdamie. Kiedyś to było spokojne miasto. Teraz jest tak wielu emigrantów z Afryki. Świat się zmienia – dokończyła.
– Ma pani rodzinę w Holandii? – Blask poczuł, że chce porozmawiać z nieznajomą.
– Dzieci i wnuki. Mąż zmarł dwa lata temu. Dostał nagle zawału. Miał nieco nerwową pracę. Nadal nie mogę zupełnie dojść do siebie.
– Niestety ludzie umierają – powiedział Błysk.
Przez chwile milczeli. Starsza kobieta uśmiechnęła się do niego i zapadła ponownie w drzemkę. Brunet zaczął się zastanawiać, kim są tajemnicze kobiety ze snu. Miał nieodparte wrażenie, że kiedy je zobaczy, wówczas dużo się wyjaśni. Spojrzał na ekran monitora i obliczył w myślach, że powinni dolecieć do Los Angeles za trzy godziny.
Starsza pani, której nawet nie poznał imienia, uśmiechnęła się miło do niego, kiedy zaczęli opuszczać samolot.
– Zatrzymamy się w hotelu Marriotte. Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? – obaj wiedzieli, że chodzi o zabicie Garisona.
– Tak. Zrobię to i nawet mi nie pomagaj. Ty ojcze już z tym skończyłeś.
Szli do odprawy celnej.
– Nadal masz miecz w sobie? – ojciec wyglądała na nieco zdziwionego.
Poprzednio nawet nie zdołał zauważyć, kiedy miecz wtopił się w ciało Błyska. Próbował pojąć to swoimi zmysłami, ale nie potrafił. Nie miał najmniejszego pojęcia, do czego jego syn jest zdolny. Oczywiście nie zamierzał pytać. Dla niego był synem i go kochał. Wszystko inne znaczyło mniej.
Z lotniska wzięli taksówkę do jednego z hoteli Marriotte.
JW Marriotte, do którego przyjechali, był średnio drogi jak na LA. Za noc mieli zapłacić 400 dolarów. Hotel znajdował się na rogu ulicy Georgia i zachodniej stronie Bulwaru Olimpic. Haruum sprzedał swojego Bentleya za sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów, co było bardzo dobrą ceną za taki rocznik i kilometraż. Na kilku kontach miał prawie dwanaście milionów i osiemset tysięcy dolarów. Swoje pieniądze za zabijanie ludzi dobrze ulokował. Akcje i kilka kont z biegiem czasu zwiększały swoją wartość. Wcześniej myślał, że da te pieniądze synowi, ale teraz uświadomił sobie, że Błysk ich prawdopodobnie nie będzie potrzebował. Co jakiś czas myślał tylko dlaczego został posłany na Ziemie. Nie obawiał się niczego złego z jego strony, a tylko po prostu chciał wiedzieć.
– Spędzimy tu kilka nocy i poszukam coś do wynajęcia. Wspomniałeś, że osoby ze snu tu mieszkają. Czy już wiesz, gdzie je spotkasz?
– Na razie nie. Być może mój umysł pracuje nieco inaczej niż twój i innych ludzi. Wiem, że będę to wiedział, kiedy przyjdzie odpowiedni czas.
– Tak, z pewnością. Jutro i kilka następnych dni będę się przestawiał czasowo, bo jest piętnaście godzin różnicy. Podam ci gdzie mieszka ten człowiek.
– Dziękuje ojcze. W momencie, kiedy się zdecydowałem wykonać twoje zadanie, już wszystko wiedziałem. Co do mnie nie potrzebuje się przestawiać. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
Zamówili apartament z dwoma łóżkami. Ojciec czuł małe zmęczenie po locie i po wzięciu prysznica położył się i zasnął. W Los Angeles była dziesiąta trzydzieści, kiedy wyszli z lotniska, a teraz dochodziła północ.
Kiedy Ojciec się obudził, Błysk już był na nogach.
– Dobrze spałeś ojcze? – zapytał ciepło.
– Tak, dziękuje. Chcesz zjeść śniadanie w hotelu czy raczej na mieście?
– Zjedzmy tutaj, a na obiad pojedziemy do jakiejś restauracji, a potem może wypijemy gdzieś cappuccino. Będziesz miał ochotę?
Haruum spojrzał z uczuciem na syna.
– Od czasu kiedy podjąłem decyzję, aby skończyć to zajęcie, czuję się znacznie lepiej i mam ochotę i przyjemność robić z tobą wszystko. Poprzednio też lubiłem, ale teraz jest inaczej. Nie potrafię dokładnie opowiedzieć słowami.
– Nie musisz, ojca. Myślę, że rozumiem i czuję, że jesteś bardziej szczęśliwy. Nie troszcz się o mnie. Dla ciebie jestem synem, ale nie jestem człowiekiem i nie będę czuł się źle po zabiciu tego człowieka. Jeśli chcesz wiedzieć, musiałem nieco odczuć, czym jest krzywdzenie dzieci i to w taki sposób. Myślę, że to doświadczenie jeszcze bardziej mnie uczyniło ludzkim. Wiem, że to brzmi dziwnie.
– Nie jestem pewny czy dziwnie. Nie wiem, co tobą kieruje, że chcesz bardziej odczuwać i myśleć jak człowiek.
– Naprawdę nie wiesz? – Błysk uśmiechnął się miło – Sądziłem, że wiesz. Chcę poczuć silniej, czym jest ludzka miłość. Mam wrażenie, że tam skąd pochodzę, nie mamy takich uczuć. Być może mamy większą technikę, ale w tym nas wyprzedzacie. Kiedy już dowiem się wszystkiego, opowiem ci i wyjaśnię.
– Kiedy zamierzasz wykonać zadanie? – zapytała ojciec.
– Zrobię to jutro. Dzisiaj spędzimy razem czas, co myślisz o tym pomyśle?
Haruum spojrzał na Błyska z uczuciem.
– Bardzo bym tego chciał. Każda chwila spędzona z tobą jest dla mnie radością. Już ci to dałem odczuć.
Zjedli razem śniadanie w hotelowej restauracji.
– Nadal masz miecz w sobie? – zapytał Haruum.
– Tak. Mógłbym go zostawić w pokoju hotelowym, ale we mnie jest bardziej bezpieczny.
– Zdajesz sobie sprawę, że mnie to dziwi?
– Tak. Rozumiem, że tak to odbierasz.
Wyszli z hotelu. Ojciec zabrał z Malezji ubranie jak noszą amerykanie dla siebie i Błyska. Sam miał na sobie marynarkę i spodnie z dobrej wełny w kolorze ciemnogranatowym. Do tego białą koszulę.
Młodzieniec też był ubrany bardzo elegancko w podobny zestaw, tylko kolor jego garnituru był biały, a koszula, różowa.
– Jeżeli chcesz bardziej pospolite ubranie, możemy coś dla ciebie kupić. Nie sądzę, że pojedziesz wykonać zlecenie w tym garniturze.
– Masz rację, ojcze. Kupimy dla mnie jeansy i koszulę. Sportowe buty i dodatki. Kupimy też bieliznę dla nas. Jak wiesz, nie będę brał żadnej broni, bo mam taką w sobie.
– Co myślisz, byśmy pojechali najpierw do jakiejś kawiarni na kawę, a w drodze powrotnej kupimy ubranie? Zawieziemy to do hotelu, a potem pojedziemy na obiad.
– Myślę, że to dobry pomysł.
Haruum wybrał jedną z setek kawiarni, zamówili taksówkę i pojechali. Kawiarnia znajdowała się na zbiegu Zachodniej strony Bulwaru Washington i Zachodniego Bulwaru i nazywała się Re/Creation. Dojechali, kiedy zegar kawiarniany pokazywał dwadzieścia minut przed jedenastą. W środku siedziało kilka osób. Po chwili do stolika podeszła kelnerka. Miała pewnie nieco więcej niż trzydzieści lat i od pierwszej chwili zwróciła uwagę na Haruuma. Zrobiła to w sposób bardzo subtelny, ale Błysk to dostrzegł. Zapytała, jak się mają i podała karty.
– Spodobałeś się jej ojcze – powiedział po chwili Blask.
– Po prostu spojrzała – ojciec nie zaprzeczył.
– Może nie jestem człowiekiem, ale odczuwam. Porozmawiaj z nią chwilę. Czuję, że to dobra osoba.
Ojciec popatrzył na chłopaka.
– Masz takie zdolności, synu?
– Tak, ojcze. Mogę wskazać, kim jest każdy z osób siedzących w tym lokalu. Są tu dobrzy i mniej dobrzy ludzie. Nie ma żadnego bandyty ani człowieka o skłonnościach, które ma Garison.
– Nadawałbyś się na policjanta – stwierdził Haruum.
Błysk tylko się uśmiechnął. Kobieta o imieniu Sara podeszła do nich po kilku minutach.
– Czy już coś panowie wybrali – zapytała spokojnie.
– Prosimy dwa cappuccino i dwa jabłeczniki.
– Dobry wybór. Mamy tu bardzo dobre ciastka, ale również sałatki i inne potrawy.
– Tak, zwróciłem uwagę – odrzekł Haruum. – Niedawno jedliśmy śniadanie, więc nic więcej nam się nie zmieści.
Sara się tylko uśmiechnęła. Była smukłą brunetką, chociaż miała kilka siwych włosów. Błysk już wiedział o niej sporo. Przeżyła kilka lat z mężczyzną, który nie był dla niej zbyt dobry. Pił, czasem ją kilka razy uderzył i pewnie trudno by jej się było od niego uwolnić, gdyby nie zginął podczas bijatyki w barze. Ktoś użył noża i przebił mu wątrobę tak niefortunnie, że mimo szybkiej pomocy, nie udało się go uratować. Sara od trzech lat unikała towarzystwa mężczyzn, ale kiedy zobaczyła Haruuma od razu poczuła, że to dobry człowiek. Może dlatego zdecydowała się bardziej mu dać do zrozumienia, że jej się spodobał. Oczywiście nie chodziło jej o krótki romans. Chciała się przekonać na początek czy on jest wolny. To było bardzo rozsądne z jej strony.
– Proszę wybaczyć, że zapytam. Panowie nie są stąd, prawda?
– To prawda, Saro – odrzekł ojciec – mieszkałem w Malezji, chociaż do Stanów przyjeżdżałem często w interesach.
Błysk czuł, że brunetka zada to pytanie.
– To żona musiała być często sama.
Haruum spojrzał na nią ciepło.
– Nigdy nie poznałem kobiety, a co dopiero żony.
– Aha! To nietypowe. Taki miły i przystojny mężczyzna samotny! Ja miałam męża, ale jestem wdową. Może zabrzmi to źle, ale nie opłakiwałam go wcale. Nie był dobrym człowiekiem.
– Niestety ja też nie jestem taki – odrzekł Haruum.
Przez twarz kobiety przeszedł grymas zdziwienia. Nie bardzo wierzył w to, co słyszy. Błysk uznał, że musi się wtrącić.
– Ojciec zawsze tak mówi. Jest bardzo dobrym człowiekiem, proszę, nie wierzyć.
Teraz Sara już nie wiedziała, co myśleć.
– Ojciec? Pan powiedział przed chwilą, że nie poznał kobiety.
Haruum otworzył usta, aby wyjaśnić, ale Błysk uznał, że sam to zrobi lepiej.
– Ojciec mnie znalazł, kiedy byłem niemowlakiem, dlatego go tak nazywam. Był mi i ojcem i matką, że tak powiem. Proszę wybaczyć, ale muszę iść do toalety – chciał ich zostawić samych.
Udał się do łazienki, lecz zanim tam dotarł, wpłynął zmysłowo na menadżera, aby nie zwrócił uwagi na Sarę, że zbyt długo rozmawia z konsumentem. Haruum spojrzał na kobietę i powiedział coś, co go samego zdziwiło.
– Proszę wybaczyć mi śmiałość, ale zapytam. Czy zechciałaby pani dać się zaprosić jutro na obiad? Mieszamy w hotelu Mariot i mam na imię Haruum. Mieszkam w pokoju 1260 na dwunastym piętrze.
– Och, jestem zaskoczona. W takim razie nie będzie ci wygodniej Haruum, jeśli do mnie wcześniej zadzwonisz czy to nadal aktualne? – podała mu dyskretnie swoją wizytówkę.
– Tak będzie najlepiej, Saro – mężczyzna wziął wizytówkę.
Sara się oddaliła. Po dwóch minutach wrócił Błysk. Ojciec nadal patrzył na wizytówkę.
– Widzę, że zrobiłeś postępy, ojcze – młody brunet posłał mu uśmiech.
Haruum schował kartkę do marynarki.
– Co o mnie pomyśli, kiedy się dowie, co robiłem? – Haruum miał teraz wielki problem.
– Nie musisz jej mówić na pierwszej randce – Błysk ponownie się uśmiechnął.
– Randka. To brzmi tak dziwnie dla mnie. Czuję się tak niepewnie.
Błysk usiadł i tylko krótko spojrzał na ojca.
– Dasz radę. Jutro będę zajęty, więc pewnie to dobry dzień na spotkanie dla was.
– Właśnie ją zaprosiłem na obiad na jutro. Wynajmę samochód na tydzień, potem jak coś znajdziemy do wynajęcia, zadecyduje co dalej.
– To brzmi dobrze.
Błysk pomyślał, że nie potrzebuje organizować usunięcia tego człowieka. Przez ułamek sekundy zastanowił się nad tym, co ma zrobić. Ma zabić człowieka. Czy ta decyzja nie kłóci się z czymś, co ma głębiej? Uznał, że ,,pozna” go po swojemu. Wiedział, co robią pedofile, ale nie miał pojęcia dokładnie, co tamten zrobił. Zaczął się zastanawiać, kto zlecił wykończenie tego zboczeńca i dlaczego wynajęto zabójcę? Czy zło może niszczyć zło? Błysk postanowił zbadać to także jutro. Dlaczego takiego człowieka chronią służby? W tym kraju gdzie właśnie byli to, co robił Garison było ciężkim przewinieniem. Błysk odczuwał pojedynczych ludzi, jednak nie rozumiał jeszcze całego systemu i tego, jacy są ludzie jako całość.
Sara przyniosła kawy i ciastka. Tym razem tylko dodała, że jeśli zechcą coś jeszcze zamówić, żeby dali znać. Odeszła, jednak kiedy doszła do kuchni, dyskretnie się odwróciła i spojrzała na Haruuma.
– Naprawdę nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Potrafię kilka rzeczy, ale z kobietami nie mam żadnego doświadczenia.
– Ojcze! Zaufaj mi. Sara jest dobrą osobą. Ty jesteś dobrym człowiekiem. Poznacie się powoli i zobaczysz, że będziesz zadowolony.
– Czy nie uważasz, że jestem dla niej za stary? – Haruum jakby szukał dziury w całym.
– Jesteś trochę starszy, to prawda, ale nie tak dużo. Zwróć uwagę, że ona pierwsza a tym wyszła. Nie ma pojęcia, co robiłeś, ale też z pewnością nie poleciała na forsę, bo nie wie, że masz sporo pieniędzy. Wiesz, że kobiety są takie. Ona dostrzegła w tobie dobro, które i ja widzę. Dlatego przestań szukać powodu, by odwołać jutrzejsze spotkanie.
– Dobrze. Masz rację. Spotkam się z nią jutro i postaram się zachowywać naturalnie.
– O to właśnie chodzi! Wiesz, czego ci brakuje? Wiary, że jesteś dobrym człowiekiem.
– Zabijałem ludzi!
– Tak, ale złych.
– Zabiłem kilku, którzy może mieli szanse stać się lepszymi. Na szczęście nie zabiłem osób postronnych tylko ochronę tych złych.
– Właśnie! Poczucie winy trochę cię niszczy, ale być może Sara ci w tym pomoże.
Haruum spojrzał na Błyska nieco ze smutkiem.
– Jedyne co mam dobre w sobie to chyba to, że cię kocham. Czy gdybyś był człowiekiem, nie oceniałbyś mnie źle?
– Ojcze! Dlatego staram się być jak najbardziej ludzki. I robię to tylko dla ciebie. Jednak nikt cię nie przekona, że jesteś dobrym, tylko ty sam musisz to dostrzec.
– Tak, masz racje. Wiem, ale na razie jest to bardzo trudne a wręcz niemożliwe.
– Wierzę, że to się zmieni. A ty ojcze możesz mi tylko zaufać, że mam rację co do ciebie.
Mężczyźni zjedli ciasto i wypili kawy. Haruum zostawił spory, ale nie jakiś wyjątkowy napiwek.
– Musimy już iść, Saro. To do jutra, zadzwonię około dziesiątej.
– Dobrze, będę czekała – Sarę z pewnością ucieszało, co powiedział mężczyzna.
Wyszli z kawiarnie. Haruum na swojej komórce sprawdził, gdzie są jakieś sklepy ze zwykłą odzieżą. W tym mieście można kupić spodnie za sześćdziesiąt dolarów, a w innym miejscu trzeba dać pięć razy tyle a podobny produkt. Haruum miał pieniądze, ale nie uważał, że musi je rozrzucać. Błysk zdawał sobie sprawę z wielu ludzkich spraw, ale nie wszystko go interesowało. Dotarli taksówką do centrum handlowego. Kupili, co zamierzali, a po wyjściu zaszli do wypożyczalni samochodów. W tym miejscu mieli samochody dla zwykłych klientów. Haruum wspomniał agentowi, czym jeździł, wówczas mężczyzna zza lady zaczął szukać i znalazł wypożyczalnie z drogimi autami.
– Weźmy Audi – powiedział Błysk po kilku minutach przemyśleń.
Ceny wynajmu były bardzo zróżnicowane. Za Rolls-Royce wartość dochodziła do trzech tysięcy za dzień plus zwracalne ubezpieczenie. Za model Bentleya, którym jeździł ojciec, trzeba było zapłacić półtora tysiąca. Audi a 8 kosztowało czterysta pięćdziesiąt dolarów. Haruum zapytał Błyska, czy potrzebuje samochód na jutro, ale chłopak odrzekł, że nie.
– Pojadę taksówką, a dalej dojdę. Muszę poznać tego Garisona, zanim go zabiję. Muszę mieć pewność, że jest na tyle zły, że nie ma szansy by się poprawił
Haruum tylko się uśmiechnął.
– Akurat to, co robi, jest bardzo złe i raczej nie ma na to szans. Powiedziałeś, że zapoznałeś się z rodzajem przestępstwa.
– Tak. Rozumiem, że dzieci nie są gotowe na takie rzeczy, poza tym taki ktoś robi to tylko dla swojej przyjemności i sprawia dzieciom ból. Nie bardzo rozumiem motywy takiego postępowania. Niektóre źródła podawały, że to choroba. Przy okazji dowiedziałem się sporo o ludziach. Robią wiele podobnie niezrozumiałych rzeczy. Kradną, zabijają, zmuszają, porywają. Inni natomiast niszczą świadomie swoją żywotność przez wielką ilość różnych rzeczy. Jesteście bardzo dziwni.
– To prawda. Mamy samozniszczenie w swoich jestestwach. Prowadziliśmy tysiące wojen i zawsze ci, którzy je zaczynali, mieli powody. Smutne jest to, że przeważnie inni zaczynają wojny, a inni w nich giną i nie zawsze nawet chcą walczyć.
– To, czemu to robią?
– Ze strachu. Nie wiem, czy zrozumiesz.
– Może kiedyś. Co do jutra, chcę poznać motywy działania tego Garisona. Następnego dnia zajmę się zrozumieniem ludzkości. Żeby was zrozumieć, muszę więcej wiedzieć o sobie, a na razie nie wiem zbyt wiele.
– Od tysiącleci niektórzy próbują zrozumieć postępowanie ludzi. Problem z nami jest taki, że mamy w większości własne zdania i ich bronimy. Ciężko się nam zmienić. A do tego dochodzi fakt, że nie mamy uniwersalnego wzorca.
– Wierzycie w Bogów.
– To osobna sprawa. Większość tych wojen, które wybuchały były na tym tle. Jedni uważają, że tylko Bóg, w którego wierzą, jest prawdziwy, a inni wierzą przeciwnie.
– To zupełnie nielogiczne. Mam lepsze możliwości uczenia niż wy, ale i tak zajmie mi to trochę by to zrozumieć, o czym powiedziałeś. Im bardziej was poznaję, tym mniej rozumiem. Tak naprawdę znam tylko ciebie i wiem, że jesteś dobrą osobą.
Haruum pokiwał głową, co jednak nie znaczyło, że się już zgadza ze zdaniem Błyska.
Po kilku minutach wyjechali białym Audi a 8.
– Potrafisz jeździć, to wiem, ale nie masz prawa jazdy – powiedział ojciec.
– Na razie nie będę potrzebował.
– Jeśli będziesz chciał, załatwię – powiedział ojciec.
– Też to mogę, już ci mówiłem, że mam takie zdolności.
– Tak, wspominałeś. Wiesz, że ludzie wciąż szukają pozaziemskich form życia? Ty z pewnością nic nie wiesz o innych cywilizacjach czy istnieją.
– Logicznym się wydaje, że ktoś mnie posłał na Ziemię, ale dowodów na to nie mam. I nic nie wiem o innych formach życia.
– Pobrałem ci krew i do tej pory nie wiem, jak to możliwe, bo nie możesz się skaleczyć.
– Pewnie coś we mnie zezwoliło i dlatego mogłeś wbić igłę.
Ojciec prowadził i nie mógł patrzeć długo na Błyska. Dopiero kiedy dojechali, do restauracji zapytał.
– Czy ty jesteś śmiertelny?
Błysk się jak zawsze uśmiechnął.
– Tego nie wiem. Wiesz ojcze, że mało wiem o sobie.
– To nie wiele się od nas różnisz. My wiemy sporo o nas, ale jeszcze więcej rzeczy nie wiemy.
Ojciec wybrał jedną z tysięcy restauracji. Wybrał malajską pod nazwą Rasarumah na bulwarze Beverly. Haruum poczuł swoiste zapachy.
– Jesteś pewny, że nie chcesz wrócić do Malezji? – uśmiechnął się Błysk.
– Postanowiłem.
– Zawsze możesz zmienić. Nie próbuję wpływać na twoje decyzje, ojcze.
– Od jutra zacznę być Amerykaninem. – Harum próbował się uśmiechnąć.
– Jutro masz ważniejsze zadanie – Błysk wiedział, że ojciec zrozumiał.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.