Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

OBSESJA......................

OBSESJA......................Obsesja......

-Tato! Zajęte!
- Ooo, przepraszam.-  I drzwi łazienki zamknęły się z impetem.


- Dziewczyny! Przepraszam ……….nie zauważyłem.  A tak na przyszłość to  jest tam takie zmyślne pokrętło, które służy do blokowania drzwi od wewnątrz. Przekręcasz i gotowe. Nie będzie wówczas niezręcznej sytuacji.  



-Wiesz że jesteś okropną zdzirą!- To nagłe stwierdzenie Kati, gdy już zostały same, i jadły śniadanie, na tyle zmroziło Martę, że zaczęła obserwować przyjaciółkę, ale z jej miny i zachowania  nie mogła nic wyczytać.

-Zdzirą? Zapytała  lekko zdziwiona.

- Tak zdzirą i to cholerną zdzirą. Przyjaźnimy sie od zawsze i nigdy nie miałyśmy przed sobą tajemnic. I co się tak nagle stało? Z Jackiem zerwałaś już dawno, ile to minęło? Pół roku? Więcej? I wiem dobrze, że bez faceta nigdy dłużej nie wytrzymałaś. Nie ten charakterek. A wiesz co sobie dziś w nocy pomyślałam? Że to do ciebie zupełnie nie podobne. Od pół roku bez fiuta między nogami a jesteś zupełnie nie wyposzczona. I nawet słowem się nie zająkniesz  że kogoś masz. -  
     Katia, siedząc naprzeciw Marty, z kanapką w jednej dłoni a kubkiem mleka w drugiej mówi to zupełnie spokojnie, i z tak poważną miną, że Marta czuję jak robi się jej na przemian zimno i gorąco z przerażenia.  Tak jakby zaraz cały, świat miał się zawalić  jej na głowę. Ona wie?! A już na pewno się czegoś domyśla.  

-Więc kurdę, masz kogoś czy nie? Pewnie masz, tylko nie wiem czemu to ukrywasz?  

- Bo……. Bo to nierzeczywiste. Bo….nawet nie wiem czy coś z tego będzie. –
W końcu wydusiła z siebie, łapiąc się na tym, że źle to zabrzmiało i zaraz będzie jeszcze tylko gorzej. I jak nic coś szybko nie wymyśli by zaspokoić ciekawość Marty, a pójdzie w zaparte, że przecież nikogo koło niej nie ma. To albo się zaraz pokłócą, albo co bardziej prawdopodobne, Katia już żyć jej nie da.  

- Kurwa! Kurwa wiedziałam! - Katia wybucha śmiechem - No ty pierzona cicho dajko. Gadaj mi tu zaraz co jest na rzeczy. Znam gościa?! –
Marta widziała jak Katia jest bardzo podekscytowana, i nie czekając na jej odpowiedź poleciało jak z karabinu maszynowego.

- Gadaj, Znam faceta? Gdzie się poznaliście?  Jaki jest w te klocki?  Dobry, bardzo dobry, czy tylko taki sobie?  

- Dobry……. no…… powiedzmy……., że to dobry to……to trochę mało powiedziane. On jest świetny. - Tu już się trochę rozmarzyła-  I………………… i jest starszy. - Dodała szybko lekko zażenowana.  

- Starszy? O ile starszy? Kurdę! To  ile on ma lat? Ale nie jest żonaty?  

Marta zawahała się co ma odpowiedzieć, by jakoś wybrnąć z sytuacji w którą się przecież sama wpakowała, ale dobrze wie, że Katia już jej teraz  nie odpuści więc szybko wyrzuciła z siebie.

- Trzydzieści osiem….. no czterdzieści? –  

-Kurdę! Marta! ON…. on mógłby być twoim ojcem!  

- Albo twoim …….. – Wypaliła bezmyślnie i łapiąc się na tym, że chyba palnęła już kolejne głupstwo, szybko dodała  - Bo mój jest dużo starszy. –  Bacznie obserwując jaka będzie reakcja.  Ale Katia  była tak  zaaferowana tą niesamowitą wiadomością, że nawet nie zwróciła na to uwagi.  

- No ty cholerna zdziro! Masz faceta i nic? I myślałaś sobie, że co? Że ci go może odbiję? A czy kiedyś jakiegoś już ci odbiłam? Macany towar należy do macanta czy nie tak sobie to kiedyś postanowiłyśmy?  

- Baby! Kurdę!  Pospać nie dajecie tymi swoim pierdołami! –  

- Braciszku!? Już dawno już po ósmej. I nie zdążysz do szkółki.  I nie wcinaj się proszę jak starsi rozmawiają.  

- A właśnie że nie. Bo gdybyś czasem nie wiedziała, to dzisiaj jest dzień wagarowicza. No to jakiego tam kolejnego dupka  obgadujecie? Cholerka! Wszystkie baby są  takie same? To ja już wolę nie mieć żadnej laski.  

- Kacperku. Na te laski…, to ty masz jeszcze dużo, dużo  czasu. A teraz to się ucz braciszku bo nauka to potęgi klucz.  – I obie parsknęły śmiechem.  
– I czekaj, czekaj!  Już ja sobie pogadam z tą twoją Basiunią jak tylko znów się tu pojawi. I jak myślisz, co powie na to że nazywasz ją jakąś tam laską? -  

Ale Kacperek  drapnąwszy jej talerz z kanapkami uciekł już do swojego pokoju.  

- Co to za Basiunia? To on już ma jakąś dziewczynę? –Zainteresowała się Marta.

- E tam.  Niby że to niby tylko koleżanka z klasy i przychodzi po notatki. A my już znamy te notatki. Ona po notatki,  a on sam biega do niej jak oparzony. A to z jakimiś wiechciem, a to że idą ponoć na pływalnię i ponoć uczy ją tam pływać. Albo że idą z klasą do kina, czy do teatru. Myśmy w jego wieku to chodziły na filmy a nie do kina.  Kurtka! Że też nam wtedy chłopacy nie przynosili żadnych kwiatów? Zresztą teraz też nie są lepsi. Jak nie ma okazji, o której dyskretnie mu nie przypomniałaś  i się sama nie podmówisz, to żaden o tym nawet nie pomyśli. Dobra, spoko z młodym. Gadaj o tym twoim tajemniczym facecie. Nie mogę uwierzyć, że się nim nie pochwaliłaś. To skąd go wytrzasnęłaś? Gdzie go poznałaś? Dawno się znacie?  

- Z pięć miesięcy, może sześć miesięcy? A może trochę mniej.- Marta starała sie już uważać na słowa. Przecież nie mogła jej powiedzieć całej prawdy.  

-Katii! Ja już muszę naprawdę uciekać. Miałam wrócić na obiad a zobacz zrobiła się już prawie pierwsza. Matka się wścieknie, że jeszcze mnie nie ma!  Sunia nie wyprowadzona a nie daj boże posika dywan, bo nie była na spacerze, to to dopiero będzie draka.

Prawie wybiegając od przyjaciółki, w duchu dziękowała opatrzności, że udało się jej jakoś w końcu wykpić z tego przesłuchania.  
***

Kati zawsze była przebojowa, do tego niesamowicie odważna a Mara raczej taka szara myszka. A że ponoć przeciwieństwa się zawsze przyciągają.  To zostały przyjaciółkami.  Gdzieś chyba w ósmej klasie Kataleja się nagle zbuntowała i kazała do siebie mówić Kati, robiąc każdemu łącznie z nauczycielami, straszną awanturę gdy ten ktoś spróbował zwracać się do niej inaczej. Aż  końcu wszyscy się przyzwyczaili i Kataleja została po prostu Kati.  
     Z skąd się wzięła ta cała Kataleja, a no stąd że rodzina Kati, pochodziła z Hiszpanii z skąd emigrowali za czasów dyktatury Franco. A jedną z kultywowanych tradycji rodzinnych, którą zresztą do dziś podtrzymują, jest nadawanie pierworodnemu, i to nieważne czy to chłopak czy dziewczyna, imienia hiszpańskiego.  Tak było również z ojcem Kati no i tak wypadło na na nią. to ojciec, poparty dziadkami się uparł, i dostała  zgodnie z tradycją, na pierwsze Catleja a na drugie Katarzyna, by nie było pomyłek, jak się sama z tego śmiała. Ale zawsze się przedstawiała się jako Katia, jako taki mały kompromis. Ale jak sama zapewniała, że jeśli kiedykolwiek będzie miała dzieci to pierwsze też dostanie hiszpańskie imię. Dlaczego? Bo w Hiszpanii familia by ją pewnie wyklęła i wydziedziczyła.  
     Gdy Katia miała pięć lat przyszedł na świat Kacper,  co było jednocześnie szczęściem i  nieszczęściem, bo ich mama zmarła zaraz krótko po jego urodzeniu. Ponoć jakieś powikłania poporodowe czy coś w tym stylu. W każdym razie w domu, ten temat zawsze był tematem tabu. Co prawda pojawiały się w jej życiu nowe mamuśki, ale nigdy nie trwało to długo. Suma summarum już od jakiś dobrych paru lat Kati nie widziała już, by jakaś nowa potencjalna mamuśka kręciła się koło ojca. Bo końcu która kobieta weźmie sobie faceta trzydziestoparoletniego faceta z dwoma nieznośnymi bachorami? A jeśli nawet były jakieś kobiety to ojciec zręcznie je przed nimi ukrywał.  
     Jak tylko Marta mogła sięgnąć pamięcią to dziewczyny zawsze wiedziały o sobie wszystko, z wszystkiego się sobie nawzajem zwierzały.   A w obu domach traktowane były niemal jak członkowie rodziny i były jak takie dwie siostry bliźniaczki. A już w szczególności w domu Kati, z czego wówczas Marta tak jeszcze do końca nie zdawała sobie z tego sprawy. Ten sam sposób zwracania się do obu, te same gesty, muśnięcia włosów czy dotyku. I to właśnie tam dopadło Martę, to jej pierwsze zauroczenie i jej pierwsze fantazje których początkowo chyba sama nie rozumiała i czerwieniła się wówczas jak burak. Spuszczała wzrok, zapomniała języka w gębie i wystarczyło że tylko na nią spojrzał. To głupie zauroczenie małolaty, którego przecież nawet wtedy nie rozumiała, bo niby i skąd. A które w ostatnim czasie zaczęło wywoływać w niej te mieszane uczucia. Te dziwne mroczki przed oczyma, nieznane dotąd  motyle w brzuchu i to kurczowe zaciskanie ud, na samo brzmienie jego głosu, przypadkowego albo i nie dotyku, czy cholernie seksownego zapachu jego wody po goleniu. Ciekawe czy jest jakaś dziewczyna, która pojąwszy już co nieco, choćby tylko raz w życiu nie fantazjowała o starszym, dojrzałym facecie, a do tego jeszcze cholernie seksownym facecie. Choćby nawet był ojcem jej przyjaciółki. I tak było do tego momentu kiedy, zawiedziona brakiem jego uwagi, której tak bardzo podświadomie pożądała, i o którą tak zabiegała, trwało tak do siódmej klasy, kiedy to trochę tak chyba z zemsty, czy zawodu, przeniosła swoje zainteresowania na największe ciacho w szkole. Na takiego Olka z ostatniej klasy. I dotychczasowe zauroczenie jakoś się rozmyło w czasie.
     Jej się wydawało się, że się w nim zakochała, a on z kolei pewnie wyczuwszy w niej łatwą zdobycz takiego udawał. No a potem już poszło z górki. Początkowo wystarczało trzymanie się za dłonie się za dłonie. Potem przyszły pierwsze pocałunki, początkowo jakieś takie niezgrabne, kradzione w pośpiechu przeszły w etap natrętnego wpychania w jej  usta swego języka ale  nic nie było jak w tych filmach o wielkich miłościach.  No i w końcu ta sławetna ławeczka  w parku w drodze ze szkoły. Gdzie  pocałunki stały się głębsze, bardziej podniecające i właśnie pozwoliła mu, a i pewnie sobie samej, już na coś więcej. Po raz pierwszy poczuła dotyk jego dłoni na gołej piersi, już nie tak jak jeszcze do niedawna przez bluzeczkę. By w końcu pozwolić im dotrzeć do pasemka ud pod sukienką i to tam nawet gdzie kończyły się pończoszki a zaczynały majteczki.  No i wreszcie ta nieszczęsna impreza u niego w domu. Miała być duża domówka z mnóstwem ludzi, gdzie się tańczy śmieje, no ewentualnie śmielej poprzytula. Jednak jak się potem okazało, to zamiast tego multum ludzi, oprócz nich, były tam tylko jeszcze trzy parki. Chłopcy gęsto polewali alkohole, i parki zaczęły się bardziej namiętnie kleić do siebie, a ona z tym swoim Olusiem znalazła się raptem sam na sam w jego pokoju. Gdy się nagle ocknęła, leżała już na jego łóżku. Z zadartą w na pasie sukienką, obnażonymi cycuszkami i majtkami na kostkach. Przygnieciona nim, jak jej się zawsze wydawało tym wymarzonym a teraz dyszącym i sapiącym nad nią i strojącym przy tym jakieś dziwaczne miny. I nawet nic specjalnie wówczas nie poczuła. Nie było ani zapowiadanego przez inne dziewczyny bólu, ale i też żadnej z tych powieściowych ekstaz. Żadnego wzlotu do nieba. Po prostu wszedł w nią, poruszał się w niej z parę razy, po czym jeszcze szybciej  wyszedł, a w jej podświadomości pozostał widok, którego chyba już nie zapomni do końca życia. Oto u brzegu łóżka na skraju którego leży ona, pomiędzy jej  zwieszonymi, szeroko rozstawionymi nogami, stoi on z opuszczonymi spodniami jedną dłonią podtrzymując wysoko koszulę, drugą energicznie potrząsając członkiem  tryska całym tym swoim ładunkiem na jej brzuszek. Po czym jakby nigdy nic  się nie wydarzyło podciągnąwszy gatki i spodnie, podając ręcznik by się wytarła, spokojnie pyta.  
-Wracamy?-  
Więc wytarłszy się  tej klejącej mazi, bez słowa wyciągnąwszy majtki , poprawiła sukienkę i oboje jakby nigdy nic wrócili do reszty towarzystwa.  On cały dumny jak paw, bo a jakże! Przecież w końcu zaliczył już chyba ostatnią cnotkę w szkole, został powitany przez kumpli z widocznym uznaniem. Z kolei na nią, nikt nie zwracał szczególnej uwagi. Zupełnie jakby była jakaś niewidzialna, nieobecna, dla nich było to zupełnie normalną rzeczą i tyle. Przecież jemu się to należało jak psu zupa, bo w końcu od tego są dziewczyny. I to był już koniec tej jej wielkiej pierwszej miłości. Zresztą później już jej jakby nie zauważał.  Nie czekał na nią po lekcjach, nie podchodził w przerwach. Gryzła sie z tym  aż końcu jej też przeszło. Za to dała sobie solenne przyrzeczenie, że już nigdy więcej ani z nim, ani też z żadnym innym nie będzie się już  zadawała. A to wszystko co pokazują w filmach, opisują w romansach, opowiadają sobie dziewczyny to wielka bujda.  Zresztą zaraz przyszły wakacje, a po nich już nic nie było takie jak dawniej. Marta stała się kobietą, a Olek,  Don Juana podstawówki, sprawca tego faktu stał się pierwszakiem w jakimś technikum. One same zresztą rok później opuściły jej mury, kontynuując naukę w liceum w tej samej klasie.  
     Nowy rok, w nowej szkole, nowe towarzystwo i wyzwania. I właśnie ten nowy rok  przyniósł obu przyjaciółkom diametralne zmiany.  
Katia, będąca na etapie nieśmiałych pocałunków i trzymania się za rączkę z swoim Mareczkiem, przechodząc do bardziej lub mniej odważnych pieszczot w końcu i ona,  poczuwszy w sobie wolę bożą też została kobietą. A z tych jej zwierzeń, i z tej całej jej ekscytacji i z sposobu w jaki to opowiadała, to Marta nawet jej trochę tego zazdrościła. Zazdrościła i tego że ten Mareczek, który to uczynił ją kobietą jest ciągle tym jej pierwszym i jak na razie jedynym.  Gdy ona sama mimo swojego postanowienia  zdążyła już, jak to nieładnie mówią faceci,  zaliczyć paru adoratorów i zawsze było tak samo. A na dodatek, coraz częściej zaczynały wracać do niej wspomnienia, tego co już kiedyś przed tą całą pieprzoną historią z Olkiem doświadczyła.  A które podświadomie wywoływały w niej coraz większą obsesję, której to na imię było Carlos.  Jednak  tym z Katią  nie mogła się podzielić. Nie mogła, i nie chciała. Bo jak powiedzieć przyjaciółce, że na widok jej ojca, ma się motyle w brzuchu i mokre sny po których budzisz się połamana i znerwicowana tak że wówczas lepiej bez kija to do niej nie podchodź? Ale………. Ale w końcu prędzej  czy później, każde przeznaczenie, każde fatum musi się w końcu ziścić. A już gdy mu się w tym nieco pomoże to
na pewno przyjdzie.

                                                                 ***

  
Jest 25 listopada 2018 roku. Osiemnaste urodziny Kati i  jednocześnie  trzynasta rocznica śmierci ich mamy.  
Oficjalną osiemnastka z oczywistych względów przełożona na potem, ale w ten dzień zawsze spotykają się w rodzinnym gronie. Nie żeby to była jakaś  kolejna smutna stypa ale już się to tak utarło. Że to dzień dla rodziny i są wówczas tylko jej dziadkowie, oni i jedynymi osobami spoza rodzinnego kręgu są Marta i Tomek który tego dnia po raz pierwszy do nich dołączył.  Koło dwudziestej drugiej dziadkowie zaczęli się zbierać do domu. Marta również postanowiła  już wracać a że pogoda zrobiła się kiepska, zimno i wiał przenikliwy wiatr ze wschodu ojciec Kati zdeklarował się że ich odwiezie. Zaproponował również to Tomaszowi ale widać było że nie za bardzo mu to na rękę, a i chyba Katii również bo wykręcił  się tym że pomoże Katii posprzątać, na co ona bardzo ochoczo przystała. Koniec w końcu wyruszyli w czwórkę, Martę trochę zdziwiło to że nie zostawił jej pierwszej tylko nadkładał drogi ale nie nie zdradzając się tym nie zaoponowała. W głębi duszy to  chyba nawet chciała przedłużyć ten czas z nim spędzony. I jeśli jazda w jedną stronę była bardzo szybka. Końcówka żółtych świateł, ograniczenie prędkości, a nawet pogoda, trochę popadało i  mogło być ślisko, to po dowiezieniu staruszków na miejsce  z pirata drogowego Carlos zamienił się w przepisowego kierowcę. Dwukrotnie większa odległość w tamtą stronę została pokonana w dwukrotnie mniejszym  czasie i nieznośnym napięciu, tak jakby każde z nich, same nie mając odwagi czekało na jakiś gest drugiej strony. W końcu po   dłuższej chwili gdy tak tkwili w zawieszeniu pod jej domem ojciec Kati schylił się w jej stronę. I patrząc na nią, taką zdrętwiałą, wpatrzoną  w szybę pokrytą kroplami deszczu, który tak nagle lunął a których nawet nie chciały zagarnąć wycieraczki,  i poprawiając niesforny kosmyk włosów na jej skroni,  by jak zawsze dać jej tradycyjnego całusa w policzek, gdy coś jakby w niej nagle pękło. Odwróciwszy się nagle i zarzuciwszy mu ręce na szyję wprost wpiła się w jego usta. Zdziwiony i zaskoczony jej reakcją nie zrobił tego co powinien zrobić, lecz rozchyliwszy usta, delikatnie przygryzając i ssąc jej górna wargę  oddał ten nagły pocałunek, w głowie mając mętlik co on kurde wyczynia. Ona jest przyjaciółką córki, prawie członkiem rodziny, na dodatek mogłaby być jego córką!  Spychając gdzieś w niebyt wyrzuty sumienia i  pozwalając by żądza wzięła górę nad rozsądkiem,  nie przerwał pocałunku. Trwał tak w nim, a co gorsza pogłębia go, próbując ją objąć przyciągnąć do siebie i zaczyna docierać do niego  że chce więcej, i to znacznie więcej.  
Jedna chwila dłużej, jeden gest przyzwolenia z jej strony a stanie coś, czego dawno już chciał, ale co stać  się nigdy nie powinno. Marta chyba się tego właśnie sama przestraszyła bo nagle wyrwawszy się z jego  objęć, wyskoczywszy bez pożegnania  z samochodu pędem pobiegła do domu.  

- Co ja kurna wyczyniam? To było naprawdę, czy to tylko moja wybujała wyobraźnia? Kołatało się jej w głowie gdy ciepła woda z prysznica delikatnie pieszcząc, spływała po jej  ciele. I gdy tak stojąc pod nim, chłonąć tę pieszczotę, muskając opuszkiem palca swoje usta, starała się zapamiętać, czy znów poczuć ten cudowny dotyk, ten smak jego ust i te delikatne nieznane dotąd pieszczoty jego języka gdy początkowo delikatnie muskając jej wargi, wprost  wymusił ją by je rozchyliła by wygrawszy bitwę  z jej języczkiem  i wypełniwszy ją głęboko, cholernie mile  drażnił jej podniebienie. To było coś coś, czego jeszcze nigdy nie zaznała. Tak jeszcze nikt, nigdy jej nie całował i na samo wspomnienie tego uczucia, tych przelewających  się w niej fal gorąca i natrętnego mrowienia w podbrzuszu, wywołało w jej ciele nieodparte pragnienie czegoś więcej.  Nie! Ono nie pragnie! Ono głośno krzyczy i  wprost żąda  o dużo, dużo więcej. Rankiem po przebudzeniu,  ślady na majteczkach wyraźnie świadczyły o próbie gaszenia tego gorejącego w niej ognia   jednak dziwne łaskotanie w udach i natrętne motyle w podbrzuszu, wyraźnie świadczyły o ciągle jeszcze się tlącym nie dogaszonym zarzewiu. Najgorsza była jednak ta nagła świadomość, jak ma mu teraz, po tym wszystkim spojrzeć w oczy? A co gorsze,  jak ma teraz  spojrzeć w oczy Katii ?  
  
-  Jak on mógł.  Jak w ogóle ośmielił się to zrobić, przecież jego córka jest moją przyjaciółką! -  Usprawiedliwiała się w myślach starając się za wszelką cenę wyprzeć tego, że to w końcu ona pocałowała go pierwsza.  

                                        ***

abigail

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i erotyczne, użyła 3632 słów i 19437 znaków, zaktualizowała 4 lut o 14:45. Tagi: #pożądanie #obsesja #erotyka

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Hart

    Zmysłowo bardzo. I te wszystkie emocje. I jak tu teraz zasnąć? Dużo pytań, ale mam nadzieję że znajdziesz dla wszystkich tych pytań konkretne odpowiedzi. Bo chyba nie zostawisz tego na tym etapie? Prawda?  
    Bardzo dobry tekst. Dziękuję Ci za to. Pozdrawiam : )

    Przedwczoraj

  • Użytkownik abigail

    @Hart Cieszę się ze Ci sie spodobało. A co do zasypiania........ wierz mi mnie czasem równie ciężko zasypiać   :devil:

    37 minut temu