Śnieżka - Rozdział 2

Tłumaczenie kotu, że nie może wchodzić na blat, zajęło mi cały dzień i kiedy już myślałam, że zaczął mnie słuchać, prychnął, jednocześnie unosząc ogon, a potem wskoczył na szafkę, pakując swój nos do garnka, w którym znajdowała się woda po ugotowanym ryżu. Próbowałam, na tysiąc różnych sposobów, wytłumaczyć mu, że to wcale nie jest smaczne i nie będzie czuł się dobrze, ale kot kompletnie nie zwracał na mnie uwagi, robiąc swoje i strzygąc uszami, jakby w życiu nie jadł niczego lepszego.
Nawet pokusiłam się o stworzenie mu zabawki w formie wędki, ale spojrzał na mnie krzywo, mrugając oczami, a potem odszedł z dumnie uniesionym pyszczkiem. Wywracałam oczami i machałam sznurkami, na których końcach przywiązałam kawałki materiału, ale kot wskoczył na parapet i zaczął się wylegiwać.  
Jeśli jednak myślał, że ze mną wygra to był w ogromny błędzie, bo wieczorem dorwałam go i zaniosłam do łazienki, a potem wrzuciłam do wody. Biedak prawie dostał zawału i w panice próbował wyskoczyć z wanny, ale było za ślisko, więc pozostało mu rzucanie się w wodzie, jakby był rybą, która nie potrafi pływać. Zaczęłam do niego mówić bardzo spokojnym tonem głosu, żeby się uspokoił, ale rzucił mi się na twarz z pazurami, więc w ostatniej chwili złapałam go w powietrzu i posadziłam w wannie. Prychnął złowieszczo, a potem zaczął jęczeć, jakbym kazała mu taplać się w błocie.  
I tak patrząc na jego naburmuszony wyraz pyszczka, postanowiłam nazwać go Puszek.  



Budzę się rano i czuję, że coś leży mi na klatce piersiowej i nie pozwala oddychać. Otwieram jedno oko, a potem drugie i nagle orientuję się, że na mojej twarzy leży puszysty ogon kota. Prycham z irytacji, a potem gwałtownie podnoszę się do pozycji siedzącej i mrożę Puszka wzrokiem. Skubany, nie reaguje na nagłą zmianę otoczenia, zwijając się w kłębek i dalej śpiąc w najlepsze. Szkoda, że sama nie mogę tak spędzić w łóżko całego dnia…
Jestem na tyle zorganizowana, że godzina wystarcza mi na wszystko, łącznie ze zjedzeniem śniadania oraz wyprasowaniem sukienki, którą mam zamiar na siebie włożyć. Przymierzyłam ją poprzedniego wieczoru, aby upewnić się, że rękawki są wystarczająco długie, a sam materiał dostatecznie gruby, aby nic nie było widać na plecach.
Ktoś normalny mógłby zasugerować, że nie powinna mnie obchodzić opinia innych ludzi, ale mam na swoim ciele kilka znaków, których nie chcę pokazywać światu, nawet, jeśli kiedyś robiłam to na okrągło, będąc z tego bardzo dumna.
Wychodząc przez drzwi z klatki, mój wzrok przykuwa kartka ze zdjęciem kota. Unoszę jedną brew i nie mogę uwierzyć, że trzymam w domu zbiega. Kręcę głową z niedowierzaniem i zapisuję w telefonie numer do kobiety, która prosiła o kontakt, a raczej do córki, która jest zrozpaczona z powodu zniknięcia jej pupila. Kto by nie był?
Droga na uczelnię przebiega mi spokojnie. Głośna muzyka koi wszystkie nieznośne emocje, które znowu uderzyły we mnie z samego rana z powodu koszmaru, który nawiedza mnie od czasu do czasu. Gdyby to ode mnie zależało, najchętniej pozbyłabym się możliwości śnienia. Sny tylko wyprowadzają mnie z równowagi i burzą porządek mojego nowego świata, nad którym bardzo się napracowałam, gdy go tworzyłam od podstaw. Moi rodzice wciąż nie wierzą w tą nagłą zmianę i wcale nie mam im tego za złe, bo to ja spieprzyłam sobie życie…
Przymykam powieki i podgłaśniam piosenkę, zagłuszając irytujące myśli, które wzbudzają we mnie dodatkowe poczucie winy, jakbym miała wpływ na to, co wydarzyło się kilkanaście miesięcy temu.  
Zagryzam mocno usta i wchodzę do budynku i od razu wzdycham ciężko, bo podchodzi do mnie Romek, szczerząc się jak idiota na odpuście.
- Cześć!
- Hmm, cześć – mruczę, przyspieszając kroku, ale to nic nie daje, bo chłopak szybko zrównuje się ze mną. – Czego ode mnie chcesz?
- Chcę pogadać o projekcie z informatyki.
- Wielkie mi rzeczy! Wszystko jest napisane na stronie internetowej uczelni.
Mogę przysiąc, że wywrócił oczami.
- Chcę, żebyś była ze mną.
Zatrzymuję się i powoli odwracam, nie do końca dowierzając w usłyszane słowa.
- Słucham?
- Nie zamierzam być z jakimś półgłówkiem, który nic nie potrafi. Oboje świetnie znamy się na matematyce, więc moglibyśmy połączyć siły i stworzyć świetny projekt!
- To jakiś kiepski żart? – pytam, chociaż wcale nie jest mi do śmiechu. – Jestem samowystarczalna, więc poradzę sobie sama, rozumiesz?
- Grupy muszą być minimum dwuosobowe – odpowiada spokojnie, mierząc mnie dziwnym spojrzeniem. – Powinnaś wrzucić na luz, bo kiedyś eksplodujesz z powodu nadmiaru negatywnych emocji, które…
- Skończyłeś?  
Unosi dłonie w poddańczym geście, wycofując się.  
- Rzuciłem tylko luźną propozycję.  
- Świetnie – drwię. – Podziękuję za nią, a teraz odczep się wreszcie ode mnie.
- Wiki…
Mrożę go wzrokiem.
- Serio? – prycham. – Nie będziemy żadnymi przyjaciółmi. Możesz pomarzyć.
Odwracam się na pięcie i wpadam na chłopaka, który jest o głowę ode mnie wyższy i na dodatek, dwa razy większy. Wiem, że jestem cała czerwona na twarzy i to bardziej ze złości niż z zawstydzenia. Koleś poprawia okulary, który zsunęły mu się z nosa, a potem uśmiecha się do mnie głupkowato.
- Przepraszam – mówię cicho.
- Spoko – ucina, a potem mija mi i wesołym krokiem zmierza w stronę bufetu.
Chciałabym mieć tak bardzo wywalone na świat jak on. Nim się orientuję, uśmiecham się do samej siebie i zostawiam oniemiałego Romka w tyle.



Po uzyskaniu adresu od przemiłej kobiety, która dziesięć razy pod rząd zdążyła mi podziękować, chociaż jeszcze nie przyniosłam kota, zaczynam walczyć z Puszkiem, który kategorycznie odmawia wejścia do kartonu. Wrzucam nawet do niego swoją bluzkę, aby go zachęcić, ale patrzy na mnie swoimi ogromnymi ślepiami, jakby wciąż miał mi za złe wczorajszą kąpiel. Wzdycham ciężko, a potem zaczynam go gonić po całym mieszkaniu.  
Skubany, jest szybki…
Złapanie go zajmuje mi pół godziny, więc kiedy wreszcie wychodzę z domu z dobrze zabezpieczonym pudłem, ciężko dyszę.  
Szybko dochodzę do wniosku, że powinnam przeprosić rodziców, bo od małego gnębiłam ich o posiadanie małego kotka. Cały czas żyłam w przeświadczeniu, że to zwierzę jest najukochańsze na świecie, a tu okazuje się, że często używa pazurów i jest bardzo uparte, no i często ucieka.  
Staję przed właściwymi drzwiami i w pamięci, szybko liczę piętra, a potem przypominam sobie, że balkony są praktycznie przyłączane do siebie, mimo osobnych budynków, a to przecież sąsiednia klatka. Naciskam na dzwonek i czekam. Drzwi powoli otwierają się, a na progu stoi ktoś, kogo w życiu bym się nie spodziewała, oczywiście, jeśli chodzi o posiadanie i kochanie jakichkolwiek zwierząt. Lustruję chłopaka wzrokiem z góry na dół, bo ilość tatuaży na jego ciele wzbudza we mnie wątpliwości, aż wreszcie mimowolnie zaciskam usta w wąską linię, jednocześnie ignorując pieczenie skóry na plecach. Zerkam jeszcze raz w telefon, ale adres się zgadza.  
Chłopak marszczy brwi.  
- Czego? – burczy, wzdychając ze zniecierpliwienia.
- Ten kot chyba należy do ciebie - mówię, na co oczy chłopakowi prawie wyskakują z orbit.  
- Stefan? - Stoję oniemiała i gapię się to na pudełko, to na chłopaka. Po chwili chłopak bierze ode mnie pudło i wyciąga z niego kota, od razu oglądając go z każdej strony. - Co ona ci zrobiła? – szepcze do samego siebie.  
Zagryzam wargę, powstrzymując się od ciętej riposty, ale chłopak przestaje na mnie zwracać uwagę, po chwili zatrzaskując mi drzwi przed nosem.
Też uciekałbym z takiego towarzystwa na miejscu tego kota.
- Nie ma za co – mówię do drzwi, po czym odwracam się na pięcie i odchodzę.  
Jestem zła, ale chyba bardziej złości mnie fakt, że ktoś nazwał tak pięknego kota, Stefan.



Leżę w łóżku, wsłuchując się w odgłosy dochodzące z ulicy, bo otworzyłam okno balkonowe, aby do mieszkania wpadło trochę świeżego powietrza, o ile można je tak nazwać.
Są takie dni, jak dziś, kiedy nie mam zbyt wiele do zrobienia i staram się nie myśleć, chociaż wbrew pozorom jest to bardzo trudne. Bezsensowne gapienie się w sufit zazwyczaj nic nie daje, zmuszając mnie do analizowania wszystkich wspomnień, jakie nasuwają mi się na myśl, chociaż usilnie próbują je zepchnąć w najodleglejszą część swojej głowy. Powracanie do tego, nad czym nie mam już kontroli, w pewien sposób wytrąca mnie z równowagi i zmusza do niepotrzebnych refleksji.
Owszem, mogłam być innym, lepszym człowiekiem, ale czy to naprawdę przełożyłoby się na te wszystkie zdarzenia, które miały miejsce w moim życiu?
Odgłos jeżdżących samochodów nagle przerywa głośna muzyka, dochodząca z sąsiedniego mieszkania.

"Ja! (Ja!)
Tak! (Tak!)
Wszystkie te rzeczy, których nienawidzę krążą wokół
Mnie! (Mnie!)
Tak! (Tak!)
Po prostu odsuń się nim się rozpadnę”*

Przymykam powieki, starając się głęboko oddychać, bo chociaż uwielbiam ten zespół to tej jednej, jedynej piosenki, nienawidzę najbardziej na świecie.

* fragment pochodzi z piosenki Bullet for my Valentine – "All these things I hate”

elorence

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1697 słów i 9495 znaków, zaktualizowała 5 paź 2019.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Pięknie, tylko mało tego dobra:sad: Uwielbiam bohaterkę, kąśliwa, chodząca własnymi ścieżkami dziewczynka:D Trafiłaś w sedno:kiss: