M&M [10] - Wypadki chodzą po ludziach

Po godzinie, może dwóch godzinach lotu dotarliśmy do Paryża. Powitało nas już na samym początku duże lotnisko. W przeciwieństwie do tego w Gdańsku czy w Warszawie było ogromne. Szliśmy do wyjścia, którego nie było widać przez tłumy ludzi szukających miejsca do siedzenia. Po kilkunastu minutach kręcenia się oraz pytania o drogę dotarliśmy do wyjścia głównego, po czym od razu wsiedliśmy do pierwszej lepszej taksówki, pokazaliśmy adres hotelu i ruszyliśmy.

Jak to ja, w czasie podróży nie zwracałem uwagi na nic prócz mijających budynków. Tym razem były wyjątkowe, bo były to zabytkowe kamienice oraz nowe budynki Paryża. Pomiędzy nimi ludzie, samochody i próbująca pokazać się zieleń, która zamieniała się w brąz i żółć, z powodu zbliżającej się jesieni. Jadąc taksówką niestety nie zobaczyliśmy naszej wierzy Eiffela, ale postanowiliśmy jeszcze tego samego dnia ją odwiedzić. Wzięliśmy z recepcji klucze do naszego "mieszkania” i pojechaliśmy windą na górę. Był to wyjątkowy hotel, ponieważ nie wynajmował w budynku osobnych pokoi, tylko w kamienicy wynajmował całe mieszkania, razem z kuchnią i łazienką.  

Weszliśmy od razu do niedużego salonu który był połączony z kuchnią. Niebiesko-biały salon oraz czerwono-zielona kuchnia pasowały do siebie idealnie, a na deser beżowa sypialnia. Wszystko było warte swojej ceny, tylko nie zawartość lodówki. Szybko zorientowaliśmy się, że trzeba kupić cokolwiek do jedzenia, więc zostawiliśmy rzeczy, pożyczyliśmy słynny francuski koszyk i ruszyliśmy na zakupy. Bez sprośnych żartów, śmiechów i uśmieszków się nie obyło. W Paryżu było zupełnie inaczej niż w Polsce, w której bałem się wyjść z chłopakiem za rękę. Tutaj nikt nie zwracał na to uwagi, tak samo jak na inny wygląd, zachowanie czy mowę.  

Kupiliśmy kilka rodzajów sera, bagietek, chleba i bułek. Wróciliśmy do domu i zagrzaliśmy wodę na chińskie zupki. Mimo iż byliśmy w Paryżu, nie chcieliśmy delektować się aż tak bardzo ich kuchnią. Podziwiając widoki z okna, prawie w ciszy zjedliśmy pierwszy posiłek w trakcie czterodniowego pobytu. Szybko posprzątaliśmy i poszliśmy na długi spacer, aż do dwudziestej czwartej.

Gdy powoli zachodziło słońce, latarnie już świeciły, a na niebie nad nami już pojawiały się gwiazdy był czas na wierzę Eiffela. Z daleka między kamienicami już było ją widać, a ja nie spodziewałem się, że kiedykolwiek stanę przed nią i będę mógł sobie zrobić z nią zdjęcie.  
- Piękna no nie? – spytałem Kubę, zachwycając się widokiem oświetlonej wieży.
- Tak. – odpowiedział bez zastanowienia.  
- Jest w niej coś takiego.. magicznego – kontynuowałem, dalej przyglądając się wieży.
- Tak. – powiedział. Zdziwiłem się i spojrzałem co robi, a on grzebał w komórce.
- Możesz to chociaż na chwilę zostawić?! – zdenerwowało mnie to.
- Przepraszam – zaczął się tłumaczyć – musiałem komuś odpisać.
- No okej, ale piękna jest, no nie?
- Nie tak bardzo, jak ty. – powiedział, kładąc głowę na moim ramieniu.
- Przestań, przyszedłem tutaj z tobą porozmawiać.
- Więc słucham ciebie – powiedział, siadając na trawniku.

Usiadłem spokojnie obok niego, zbierając myśli. Próbowałem powiedzieć mu o swoich obawach, o niepewnych uczuciach oraz Michale. Chciałem, żeby się wytłumaczył, a tak naprawdę szukałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie "dlaczego?”. Szukałem także wytłumaczenia dla siebie, za to co zrobiłem Michałowi.  
- Pamiętasz sytuację na korytarzu? – spytał mnie Kuba.
- Nom. – odpowiedziałem, zaciekawiony tym co powie dalej.
- Powiedziałem prawdę. Jestem heteroseksualny i ty o tym dobrze wiesz. Nie chodzi tutaj o mnie czy o ciebie, chodzi o to, że napawam do ciebie jakimś innym uczuciem. Nie jest to miłość i nawet przy..
- Dobra, dobra.. nie kończ – przerwałem mu, nie chcąc słyszeć tego dalej.

Rozmawiałem z nim jeszcze pod wieżą z godzinkę. Dalej nie zrozumiałem "dlaczego?” mimo tego, iż próbował mi to wytłumaczyć na milionie różnych przykładów. Dopiero wychodząc z parku zrozumiałem odpowiedź. Nie chodziło o niego, tylko o mnie. Zrozumiałem co on do mnie czuje, ale ja nie wiedziałem co ja do niego czuję. Nigdy nie pomyślałbym, że będę z nim taki zżyty. Nigdy nie byłem, dopóki nie pojawił się Michał. Wzbudzenie zazdrości? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że nie wychodzi mi to na dobre.  

Wróciliśmy do "mieszkania” i położyliśmy się w łóżku. Leżałem wzdłuż otwartego okna, przez które wlatywały sztuczne promienie światła z lamp oraz księżyca. Powoli zasypiając bałem się co przyniesie jutro, czułem, że komuś dzieje się coś złego.  

Obudził mnie zapach jajecznicy, robionej przez Kubę. Poszedłem ogarnąć się do łazienki i wróciłem do stołu, gdzie już były przygotowane dwa talerze, kakao oraz jajecznica na szczypiorku.  
- Wygląda pysznie – powiedziałem, siadając do stołu.
- Smakuje jeszcze lepiej – odpowiedział Kuba, podając kromki świeżo upieczonego chleba z piekarni.

Jajecznica faktycznie mu się udała. Prócz drobnych przypalonych fragmentów kiełbasy, dało się zjeść. Po śniadaniu postanowiliśmy wyjść zwiedzać kolejne części miasta. Wychodząc z mieszkania zadzwoniła do mnie Ania, z nie za dobrą informacją.
- Co się stało? – spytał Kuba, gdy chowałem telefon.
- W nocy ktoś potrącił Michała na pasach.

Zapanowała niezręczna cisza i każdy rozmyślał, jak mogło do tego dojść. Wróciliśmy do mieszkania i chwilę rozmawialiśmy, podjęliśmy decyzję o moim powrocie do Polski. Kuba skoro już dostał prezent, mógł wykorzystać go do końca.  

Pierwszym możliwym i najszybszym lotem wróciłem do Polski. Wylądowałem w Gdańsku, gdzie czekała już na mnie mama aby zawieźć mnie do naszego miasta. Przez całą godzinę w drodze z Gdańska do szpitala wyzywałem siebie, że mogłem nie jechać. Dojechaliśmy do szpitala, biegłem do ostatniej Sali po prawej w której leżał Michał. Wielki i długi korytarz, przez który biegłem ponad minutę w końcu się skończył. Stanąłem w otwartych drzwiach i zobaczyłem śpiącego Michała. Podszedłem do niego i usiadłem na krześle. Złapałem go za jego małą dłoń i pochyliłem się. Michał miał liczne siniaki, otarcia, złamaną nogę, pełno bandaży oraz szwy na głowie.  

Po chwili weszła do mnie mama Michała, z którą zamieniłem trochę słów. Dowiedziałem się, że Michał miał lekki wstrząs mózgu oraz złamaną nogę i powinien wyjść już w środę. Po tych słowach ucieszyłem się jak nigdy. Wiedziałem, że będę musiał odbudować to co straciłem przez swoje błędy.. przez Kubę. Spędziłem z Michałem dwie godziny po tym, jak się obudził. Później pojechałem do domu, wziąłem prysznic, rozpakowałem się i położyłem się spać.

Nad ranem obudził mnie telefon od Floriana, co było dla mnie niemałym zdziwieniem.
- Tak? – spytałem, jeszcze śpiąc.
- No fejmie, kiedy nowa notka na blogu? – spytał śmiejąc się.
- Jakim blogu? – spytałem powoli budząc się.
- Masz kilka półtora tysiąca wejść z ostatnich siedmiu dni!
- Co?! – krzyknąłem budząc się całkowicie. – Jak to?!
- A tak to, ludzie chcą więcej. – powiedział przekonującym głosem.
- Co ty zrobiłeś?
- Nic, to twój blog. Nie ja. Czekam na notkę, cześć. – powiedział i się rozłączył.

Szybko odpaliłem komputer i sprawdziłem co się dzieje. Czekało na mnie kilka maili, kilkanaście prywatnych wiadomości oraz komentarze. Nie wiedziałem, że taki będzie tego odbiór. Ubrałem się i zrobiłem sobie kawę, usiadłem wygodnie w fotelu i odpaliłem Worda. Pisząc kolejną notatkę, zastanawiałem się jak daleko to zajdzie.

Minęło kilka dni. Wróciłem do normalnego życia tak jak i Kuba.  
Normalny piątek w szkole, dzień jak każdy inny. Po szkole miałem jechać odebrać Michała ze szpitala, niestety nie udało mi się. W czasie czwartej godziny lekcyjnej, gdy już miałem iść pod tablicę do odpytania usłyszeliśmy trzy dzwonki. Oczywiście, patrząc na moją klasę najpierw było niepoprawne zachowanie. Potem była panika, że naprawdę się pali ale pani profesor uspokajała nas, że to tylko próba ewakuacja jak co roku. Wszyscy powoli schodzili na parter szkoły, powoli i rozważnie do czasu gdy usłyszeliśmy syreny strażackie, a na parterze zobaczyliśmy kłęby czarnego dymu który wydobywał się prawdopodobnie z piwnicy. Znowu wszyscy wpadli w panikę. Stanąłem i patrzyłem jak każdy biegnie w innym kierunku. Zdjąłem bluzę i zasłoniłem sobie usta oraz nos, powoli przedzierając się przez ciemny korytarz w szkole, wprost do wyjścia.

Przed szkołą (tak jak i w środku) panował totalny chaos. Pracownicy szkoły próbowali ustawić wszystkie klasy grupami i przeliczyć czy są wszyscy. Na pierwszy oraz drugi parking przyjechały trzy wozy strażackie, z których wybiegli strażacy i wbiegli do budynku. Podszedłem do grupy ze swoją klasą i zaczęli nas liczyć. Zabrakło jednej osoby. "Pewnie jakiś idiota się zgubił” – myślałem, dopóki nie usłyszałem, że nie ma Kuby. Spojrzałem się na wydobywające się kłęby dymu ze szkoły, panikę która jest wokół mnie oraz strażaków którzy dopiero rozstawiali sprzęt. Nie mogłem nie zareagować.  

Mimo krzyków naszego opiekuna biegłem w kierunku szkoły. Popchnąłem główne drzwi i wszedłem do środka rozglądając się czy ktoś gdzieś nie leży. Zostawiłem bluzę na dworze, więc zdjąłem koszulkę i narzuciłem na głowę. Powoli patrząc się w dół przeszedłem pierwszy, a potem drugi budynek szkoły. Czarny dym był już wszędzie. Czym byłem bliżej trzeciego budynku, tym trudniej mi się oddychało. Przeszedłem łącznikiem między drugim, a czwartym budynkiem w którym na szczęście nie było aż tak źle. Powoli wchodziłem po schodach, słysząc w tle biegnących strażaków. Powoli wchodząc na pierwsze piętro zobaczyłem leżącego Kubę z rozwaloną głową i krwią na ścianie. Całkowicie bez sił podbiegłem do niego i zdjąłem swoją koszulkę. Namoczyłem ją wodą i zawiązałem ją na około głowy Kuby. Wziąłem jego torbę na ramię i podniosłem go. Powolnie przy pomocy strażaków wyniosłem go przed szkołę.

Położyłem go na przygotowanym wcześniej "łóżku” z plecaków. Podbiegł do nas jeden ze strażaków i sprawdził stan Kuby. Powoli zaczął go reanimować. Siedziałem na kolanach patrząc na nieprzytomnego Kubę. Po chwili przyjechała karetka, a mi zaczęło kręcić się w głowie. Widziałem rozmazany obraz Kuby, którego zabierali lekarze. Niebieskie światło karetki oraz Michała, który kiwał głową. Zemdlałem.  

Zostałem obudzony przez lekarza w karetce, w drodze do szpitala. Sprawdzali mi wzrok, oślepiając mnie światłem z małej latareczki. Naprzeciwko mnie leżał Kuba, którego reanimowali. Złapałem się za głowę, rozmyślając co się stało. Dojechaliśmy do szpitala, zrobili mi serię badań i rodzice zabrali mnie do domu. Wszedłem do środka i zobaczyłem siedzącego Michała na kanapie.
- Długo to tak będziesz jeszcze robić? – spytał na wstępie.
- Ale co? – spytałem zdziwiony, ale wiedziałem o co mu chodzi.
- Wiem przecież, że jesteś z Kubą. Nie potrafisz mi tego powiedzieć? – mówił pewny siebie.
- Nie jestem! – krzyknąłem, patrząc na niego ze złością.
- No to mi to udowodnij. – powiedział, wstając i podchodząc do mnie.

Wyczułem to w jego słowach, ale nie dałem się tak łatwo.  
- Jak mam ci to udowodnić? – spytałem, powoli całując jego szyję.
- Nie tak. To o niczym nie świadczy. – odpowiedział, odsuwając moją głowę.
- Nie chcesz? – spytałem zdziwiony.
- Chcę, ale to nie na tym polega.  
- Wprowadzisz się do mnie? – spytałem.
- Czekałem aż to powiesz – odpowiedział całując mnie w usta.

Spędziliśmy całą noc razem, wychodząc w trakcie do miasta żeby coś zjeść. Nie zrobiłem zakupów przez wyjazdy, więc lodówka była pusta. Nad ranem, gdy Michał jeszcze spał, obudził mnie dźwięk SMSa od Karola. Chciał się spotkać, bo musiał mi coś ważnego powiedzieć. Wyszedłem z łóżka, mimo iż tego nie chciałem. Pilna sprawa, zapewne też by przyszedł do mnie, jakbym czegoś potrzebował. Pojechałem w umówione miejsce, Karol siedział na ławce i grzebał w komórce. Usiadłem obok niego i zacząłem rozmowę.
- Cześć, z czym potrzebujesz pomocy? – spytałem na samym początku
- Ja pomocy? Nie, to ty potrzebujesz pomocy. – odpowiedział.
- Jak to.. ja? – spytałem niepewnie.  
- Jesteś z Michałem no nie? – spytał zmieniając ton głosu.
- No jestem. – odpowiedziałem. – ale co to ma z tym wspólnego?
- A o tym, że Michał romansował z Anią wiesz? – spytał patrząc na mnie.
- Co?! – krzyknąłem niedowierzając.  

Nie wiedziałem, czy mam się śmiać czy płakać. Nie wiedziałem czy mówił prawdę, czy kłamał. Przedstawił mi swoją wersję, a potem zadzwoniłem do Ani która się do wszystkiego przyznała. Chodziłem wokół ławki klnąc na wszystko, włącznie z Michałem. Po chwili przeszły mi nerwy, usiadłem i się uspokoiłem. Nie mogłem nic z tym zrobić, bo wcale święty nie byłem. Przynajmniej wiedziałem, że każdy ma coś za uszami.

Wróciłem do domu. Przypomniałem sobie, że to Ania zadzwoniła do mnie nad ranem o wypadku Michała. Już wiedziałem co robił, gdy mnie nie było. Spędziłem z nim kolejny dzień, całkowicie zapominając o tym, co powiedział mi Karol. Po prostu świetnie się bawiłem, a wieczorem dostałem SMSa od Kuby, że tym razem on chce się spotkać. Powiedziałem Michałowi, że muszę jechać do rodziców i nie wrócę na noc. Pojechałem więc do wybranej przez niego restauracji i usiadłem razem z nim do stolika.
- Co tu robimy? – spytałem na wstępie.
- Musimy wyjaśnić sobie kilka spraw. – powiedział, wołając ręką kelnera.
- Ja nic nie jem, najem się twoich spraw. – odpowiedziałem, żartując sobie z niego.
- Mam dziewczynę. – powiedział.
- Co?! – krzyknąłem na całą restaurację.
- Ciszej! – uciszał mnie Kuba – w Paryżu mam.
- Masz dziewczynę w Paryżu?!  
- Tak, mam dziewczynę w Paryżu. – potwierdził ostatecznie.

Foster

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2636 słów i 14482 znaków.

5 komentarzy

 
  • PseudoPisarz

    Masz i sie ciesz! :D Opowiadanie jak zawsze jest okeejj ;pp Nic dodać nic ująć. Gdzieniegdzie coś Ci się pomieszało, ale nie jestem humanistą, to nie będę się czepiał ;dd No to chyba tyle xdd Tak trzymaj ! :)))

  • Ciafu

    Hahah :D Akurat mi się popcorn zrobił <3 Idealnie do czytania!

  • lula

    to ten Kuba homoseksualny czy heteroseksualny....bo ja juz nie wiem:(

  • anulka

    trochę zaskoczona jestem, ale pozytywnie, i cóz czekam na rozwój sytuacji....

  • Kubolo

    Kurcze. Myślałem, że będzie więcej jakichś fajnych scen z Paryża. Strasznie szybko wrócili… Ale cóż. Kilka rzeczy mnie nie zaskoczyło z wiadomego powodu, ale nie spodziewałem się, że tak to wszystko ujmiesz. Długość nawet nawet. Nic, tylko czekać na kolejną część. Weny życzę. :blackeye: