GoodBye Honey//Jeff the Killer "Jestem Quinn"

GoodBye Honey//Jeff the Killer "Jestem Quinn"-Nienawidzę! Nienawidzę Cię, słyszysz?! Dla mnie jesteś martwa!- krzyczałam, raczej nie zastanawiając się nad sensem wypowiadanych słów.  
Mój oddech był szybki i niemiarowy, zupełnie jakbym właśnie przebiegła maraton, a dłonie mocno zaciskały się w pięści.
-Quinn... Córeczko...
-Nie mów tak do mnie!- wrzasnęłam nieco głośniej niż planowałam na początku. Matka, a raczej kobieta, która przez siedemnaście lat się za nią podawała, lekko się odsunęła. Wzrokiem zmierzyłam dzielącą nas odległość, po czym znowu spojrzałam na nią.  
Była ładna.  
Długie, farbowane na blond włosy, ciemnozielone oczy, dokładnie metr siedemdziesiąt trzy.  
Kochałam ją, tak przynajmniej wtedy mi się wydawało. Mimo wszystkich jej wad, kochałam.  
-Quinn posłuchaj mnie choć przez chwilę.- zaczęła błagalnym tonem, a z jej oczu poleciało kilka łez.  
Sztucznych łez.  
Takich jakie pojawiają się, gdy chcemy coś dostać, albo sprawić by druga osoba poczuła się źle, z tym co powiedziała lub zrobiła.
Ale ja nie czułam się źle, nie było mi nawet odrobinę przykro, wręcz przeciwnie, czułam się dobrze, zupełnie jakbym wyrzuciła z siebie dawno skrywana tajemnicę. Taką tajemnicę, której nie można zdradzić nikomu. Ani tacie, ani nauczycielom, a nawet najlepszej przyjaciółce, bo to mogłoby zniszczyć wszystko nad czym pracowało się całe życie. Mieliście kiedyś taką tajemnicę?  
Tajemnicę, przez którą nie można jeść, spać, a czasem nawet oddychać?  
Ja tak.
Kocham tatę, albo raczej "tatę".
Był dla mnie dobry.  
Często zabierał mnie do zoo, albo kina, a potem na lody. Do takiej fajnej lodziarni w centrum miasta, mieliśmy nawet swoje ulubione. Ja brałam truskawkę i czekoladę, a on miętę i... Wanilię, tak na pewno to była wanilia.
Ale potem przestaliśmy tam chodzić.  
Zamknęli ją.
Tata obiecał, że znajdziemy inną, ale nie dotrzymał słowa. Dużo pracował i nie miał dla mnie już tyle czasu, a lody przestały mi smakować.
-Quinn? Quinn słyszysz mnie? Jestem przy Tobie, wszystko będzie dobrze.
-Będzie dobrze.- powtórzyłam pewnie.
-O czym mówisz, kochanie?- wtrąciła się blondynka, co momentalnie wyrwało mnie z dziwnego transu w jaki się zagłębiłam. Uniosłam wzrok, po czym pomknęłam nim w różnych kierunkach, uważnie badając pomieszczenie.  
Byłyśmy w nim tylko my.
Tylko my dwie.
Ale...
Ale ja byłam pewna, że go słyszałam, że ON też był tu gdzieś blisko.
Przeczesałam ręką włosy, po czym znów spojrzałam na kobietę, a ta spojrzała na mnie.
-Quinn złap za nóż. Weź go Quinn zanim ona zrobi to pierwsza. - znów się odezwał.  
Mówił do mnie tak spokojnie, tak cicho, prawie szeptem.
-Ale...- jęknęłam.
- Zrób to Quinn!- krzyknął, a ja chwyciłam za nóż kuchenny, dokładnie w chwili, gdy kobieta wyciągnęła rękę.  
Czyli miał racje?
Przewidział to?
A może czytał też w jej myślach?
Chciała zrobić mi krzywdę?
Chwyciłaby go pierwsza?
-C... Co teraz?- spytałam niepewnie.  
W tej sytuacji byłam bezradna, czułam strach, ale "ON" wiedział. Czułam, że wie co robić i może mnie pokierować.
-Zabij ją. Nie wahaj się. Dasz radę.
-Dam radę.- przytaknęłam, po czym zrobiłam krok do przodu, mocno trzymając nóż, tak, aby mi go nie wyrwała.
-Quinn? Co ty wyprawiasz?- spytała, a w jej oczach wyraźnie pojawił się strach.
-J... Ja?- narzędzie momentalnie wypadło mi z rąk, a do oczu napłynęły łzy.- Co ja wyprawiam?
-Co ty robisz Quinn?
-Daj mi spokój!- wrzasnęłam, jednocześnie kuląc się lekko.- Daj już spokój.- załkałam.
-Księżniczko, proszę. Ja tylko nie chcę, aby ktokolwiek cię skrzywdził.- jego głos zadrżał.
-Ja też nie chcę skrzywdzić. Nie ich. Nie rodzinę.- zaczęłam tłumaczyć.  
-Ale...
-Tu nie ma miejsca na "ale". Nie ma, rozumiesz?
-Kochanie? Quinn proszę Cię, przestań. Z kim rozmawiasz?
-J... Ja... Nie wiem... Nigdy się nie przedstawił.- mruknęłam z lekkim wyrzutem, gdyż wiedziałam, że mnie słucha. Zawsze to robił.
I obserwował.  
W drodze do szkoły i kiedy wracałam i kiedy zasypiałam też. Zawsze starał się być gdzieś blisko.
Chyba mnie lubił.
A ja lubiłam jego.
Teraz też na mnie patrzył.  
Czułam jego wzrok na ciele, to było tak trudne do wytłumaczenia, a jednak prawdziwe. Czasem wpatrywał się we mnie tak intensywnie, że miałam wrażenie, że próbuję rozebrać mnie wzrokiem, warstwa po waratwie, aż do samej duszy.

Seriously

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 829 słów i 4506 znaków.

1 komentarz

 
  • Ktoś_...

    Super...czekam na dalszą część.