Gepard, nie kobieta

Ona była, jak zwierzę - gepard.
Seksowna.
Biegła.
W moje głowie, między jedną myślą a drugą.
Z płynnością, o jakiej marzą doświadczeni tancerze, gracją, o której śnią modelki, o ruchach zbyt doskonałych, śmiałych, aby mogły być prawdziwe.  
Usta.
Te usta nie mówiły nic, a jednak kształt zdawał się przemawiać do człowieka bardziej, niż wykładowcy na najlepszych uczelniach w mieście.  
Powabne, czasem lekko rozchylone wargi przypominały mi o kwiatach zasadzonych w jej ogródku.  
Nierealna, wyśniona z najlepszych marzeń i snów naiwnych głupców.  
Wystarczyło, że podniosła swój długi, wskazujący palec i celowała go prosto w niebo.
To wystarczyło.
Wystarczyło, aby poczuć, że ta kobieta to demon w ludzkiej postaci.
Wystarczyło, by rozpalić wszystkie moje zmysły, pragnienia skrywane gdzieś pod skorupą wstrzemięźliwości.
Wystarczyło, by zdać sobie sprawę, że jestem tylko człowiekiem, że nie mam kontroli nad podnieceniem, które pojawiało się na jej widok.  
Wystarczyło, bym był jej kochankiem, kimkolwiek chciałaby, abym dla niej został.  
Uśmiechała się do mnie, a ten uśmiech budził wszystkie dawno skrywane myśli, gdzieś w tyle mojej głowy.  
Lubiła czerwone, wytrawne wino.
Ta ostra czerwień idealnie pasowała do jej powolnych, okrężnych ruchów językiem po krwistych ustach.  
Delektowała się charakterystycznym smakiem ulubionego trunku, a ja delektowałem się widokiem jej pięknego, wręcz nierealnie idealnego ciała.  
Tak, wiele razy zastanawiałem się, co chcę z nią zrobić, na co mam ochotę, ale te myśli wirowały wciąż nad jej głową, uświadamiając mi, że pomimo tego, że siedzi na wyciągniecie ręki, jest dla mnie cholernie niedostępna, a między nami uśmiecha się znana mi przepaść.
Co poszło nie tak?
Jej zielone oczy wwiercały się w moje ciało, jak za sprawą porządnej, wielkiej wiertarki, tworząc nieporadny, banalny obraz mnie samego.  
Czytała mnie, jak książkę, prostą książkę, w której nie ma żadnych barwnych metafor, a sam wytłuszczony tekst, wszystko podane na złotej tacy.  
Nie było we mnie żadnej tajemnicy, ukrytego zakamarku, niczego, o czym nie miałaby pojęcia.
Na odwrót działało przeciwieństwo.  
Widok jej kuszących, pełnych ust wysyłał do mojego mózgu fale tak nachalne, że czułem się, jak pod wpływem silnego narkotyku.  
Ona była narkotykiem podanym w czerwonym, mieniącym się worku, w którym tylko ona wiedziała, co się znajduje i jakie skutki uboczne powoduje.  
Chciałem rozebrać ją ze wszystkich myśli, pragnień.
Usunąć te wszystkie hipnotyzujące spojrzenia, zasłaniające jej prawdziwe oblicze.  
Chciałem wiedzieć, poznać jej wszystkie maski.
Jej palec przybliżał się magicznie do mojej szyi.
Nie musiała mnie dotykać, aby wszystko zaczęło we mnie wrzeć, zrywać się ze smyczy, jak wygłodzony zwierzak.  
Czułem głód.  
Głód za jej ciałem, perfekcyjnym, szytym na miarę.  
Na miarę możliwości, których ja, szara postać nie potrafiła dosięgnąć.  
To pożądanie, tęsknota za nią, powodowała uporczywe kąsanie naderwanego już serca.
Palec zjechał niżej, wywołując gęsią skórkę, ciche westchnienie, które tylko ja potrafiłem usłyszeć.
Chciałem ją mieć fizycznie, ale i załapać jej myśli w małą siatkę, jak łapie się motyle na łące.  
Chciałem czytać z tych pięknych, wielkich, zielonych oczu.  
Czytać historię, słabości, wszystko, co skrywała pod tym prowokującym uśmiechem, doprowadzającym mnie do granicy mojej wytrzymałości.  
Testowała mnie, jak na promocji w Tesco, byłem tylko marną degustacją.  
Pachniała pułapką, w którą za każdym razem wpadałem, patrząc w jej oczy.  
Nie uczyłem się na błędach.  
Wyobrażenia górowały nad tym, co działo się tu i teraz.  
Niezaspokojony głód.
Niezaspokojony głód jej ust.
Niezaspokojony głód jej miłości.  
Oszalałem.
Oszalałem z miłości.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 702 słów i 3942 znaków, zaktualizowała 6 lip 2017.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    No i pięknie!<3