[18] Nie jestem twoja

Specjalna dedykacja dla Pokusera, za mały wkład w rozdział, jako że wykorzystałam jeden z jego pomysłów :D  


Rano obudził mnie oddech Sebastiana. Wsłuchałam się w niego przez chwilę i z ulgą stwierdziłam, że musiał jeszcze spać. Podniosłam się powoli, czując, jak bardzo zesztywniały mi plecy od prób leżenia jak najdalej od Sebastiana. Przeciągnęłam się, słysząc, jak strzelają mi kości. Pokręciłam głową, by rozgrzać mięśnie szyi, po czym zerknęłam obok. Na moją twarz mimowolnie wpłynął uśmiech. Sebastian leżał w kompletnym chaosie – lewą rękę miał rozłożoną na pościeli, prawa zwisała mu z łóżka, głowę miał dziwnie przekręconą, włosy roztrzepały mu się jak po wichurze. Chwilę podziwiałam ten widok, po czym wstałam i poszłam do łazienki. Dobrze, że Sebastian jeszcze spał i nie zobaczył mnie w tym stanie – Vanessa o poranku stanowczo nie należała do najładniejszych widoków. Przemyłam twarz zimną wodą, pomalowałam oczy i umyłam zęby, żeby nie śmierdziało mi z buzi, zanim w końcu pójdziemy coś zjeść. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że dzisiejszy dzień spędzam tylko z Sebastianem i coś przewróciło mi się w żołądku. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby i on złapał ospę.
Ubrałam się w przygotowane na dziś rzeczy i zerknęłam na zegarek. Było po dziewiątej. Zawahałam się chwilę, bo nie wiedziałam, co teraz zrobić – obudzić Sebastiana czy sama iść do Alexa i Laury? Póki co tylko chwyciłam komórkę, bo kontrolka migała, co oznaczało, że miałam wiadomość. Oczywiście, od Emmy. Popisałam z nią chwilę, czując przez chwilę potrzebę opowiedzenia jej o wszystkim, co się tu działo, ale chyba nie starczyłoby mi miejsca ani emotikon, by wyrazić wszystko, co tu się wyprawia i co czuję w związku z tym. To zasługiwało na rozmowę twarzą w twarz i dużą butelkę wina – a przecież to był dopiero początek.
Nagle Sebastian się poruszył, a głośne jęknięcie dało mi do zrozumienia, że się obudził. Zerknęłam na niego, a on parę razy zamrugał, zanim się podniósł. Przetarł oczy i rzucił mi nieprzychylne spojrzenie.  
- Chryste, spanie z tobą w jednym łóżku to jakaś katastrofa – mruknął. Wytrzeszczyłam na niego oczy. Nie miałam pojęcia, o co mu chodziło tym razem.
- O co ci chodzi? – spytałam, kompletnie zdezorientowana.
- Nawet nie wiesz? Ha – prychnął. Przeciągnął się, napinając mięśnie, po czym pokazał mi swój lewy bok – ozdobiony teraz ogromnym siniakiem. Wytrzeszczyłam oczy jeszcze bardziej – byłam pewna, że zaraz mi wypadną.
- To… przeze mnie? – spytałam niepewnie.
- No jasne, a co, sam się tak załatwiłem? Kopnęłaś mnie w środku nocy i to tak, że mało z łóżka nie spadłem. – Wstał gwałtownie i się skrzywił. – Nie powiem, że uważałem cię za osobę o dużej sile, ale chyba będę musiał zmienić zdanie.
Nagle mnie oświeciło – przypomniał mi się mój sen. Próbowałam opalać się na plaży, ale czułam ciężar na stopie. Nie wiedziałam, co to było – jak to w snach często bywa, nie mogłam się nawet poruszyć – ale to coś mi przeszkadzało, dlatego znalazłam w sobie siłę i mocno kopnęłam natrętne stworzenie. Nie miałam pojęcia, że tak naprawdę kopnęłam Sebastiana. Nawet się nie obudziłam – a jeśli, mój mózg tego nie zanotował. Patrzyłam na ogromny siniak i nie mogłam w to uwierzyć.
- Przepraszam! – jęknęłam. – Nie chciałam.
- Już dobrze. Bez przesady. Nie umrę od tego.
W milczeniu przyglądałam się, jak Sebastian bierze ubrania i idzie do łazienki. Otępiała, wstałam, by spakować potrzebne rzeczy do torebki. Nie ma co, świetnie się Sebastianowi prezentowałam w łóżku – najpierw śpiąca bez ubrań, a potem kopiąca jak zawodowy piłkarz. Poczułam wstyd, choć przecież nie zrobiłam tego specjalnie.
Po paru minutach Sebastian wytoczył się z łazienki. Wspólnie uznaliśmy, że nie ma co później wracać do pokoju, więc wzięliśmy potrzebne rzeczy, zakluczyliśmy drzwi, po czym zapukaliśmy do pokoju obok. Alex, gdy nas zobaczył, podniósł palec do ust.
- Cicho – syknął. – Laura śpi.  
- Jak się czujesz? – szepnęłam, a Sebastian podszedł do łóżka zerknąć na swoją dziewczynę.
- Jakbym umierał. To diabelstwo swędzi jak nie wiem co, a gorączka chyba ciągle wzrasta.  
Wzięłam termometr bezdotykowy, który leżał na szafce nocnej i wycelowałam nim w czoło Alexa.
- Trzydzieści dziewięć – oznajmiłam ze smutkiem. – Na pewno ledwo żyjesz.
- Chyba się prześpię. Znowu – dodał Alex, ziewając. W półmroku zasłoniętych okien nie widziałam go za dobrze, ale dostrzegłam więcej krostek i stanowczo niezdrowo wyglądającą twarz. – Nawet nie mam ochoty nic jeść.
- A co z Laurą? – rzucił Sebastian, podchodząc do nas i przyglądając się bratu.  
- Śpi jak zabita. Gdyby nie oddychała, pomyślałbym, że ta ospa ją zabiła – powiedział Alex, podciągając się wyżej na poduszkach. – Dzięki za laptopa, ale póki co będziemy chyba tylko na zmianę spać. Wymarzony urlop. Wy lećcie pływać, jeść, opalać się, jak to zdrowi ludzie.
- Przepraszam – szepnęłam do niego, ale tylko się uśmiechnął.
- Nie twoja wina. Odbijemy to sobie.
Choć mój motyw był paskudny, podeszłam do łóżka Laury, by ją zobaczyć. Przy jej idealności byłam prawie przekonana, że wygląda jak księżniczka nawet w czasie choroby, ale tak nie było – niezdrowo spocona, cała wysypana krostkami. Poczułam się jak ostatnia świnia, ciesząc się na myśl, że ona tak wygląda, ale właściwie czego można było się po mnie spodziewać? Była z chłopakiem, którego pragnęłam całą sobą. Nie mogłam żywić do niej samych ciepłych uczuć.
- Wpadniemy do was potem – obiecał Sebastian. – Dokupić wam coś?
- Chyba nie. Dzięki.
Sebastian skinął na mnie głową i wyszliśmy z pokoju, a potem z domku. Odetchnęłam świeżym powietrzem i przygotowałam się psychicznie na cały dzień w towarzystwie Sebastiana. Założyłam okulary przeciwsłoneczne i spojrzałam na niego.
- Śniadanie? – spytałam. Skinął głową i wspólnie ruszyliśmy w stronę miasta, w milczeniu. Z sekundy na sekundę mój nastrój się pogarszał. Czy tak miała wyglądać reszta wyjazdu? Milczenie, od czasu do czasu przeplatane kpiącymi uwagami? Zagryzałam wargi, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego.
Miałam ochotę na naleśniki, więc zamówiłam sobie dwa z białym serem i polewą truskawkową, a Sebastian ogromnego gofra z owocami. Pewnie musieliśmy wyglądać dziwacznie, siedząc obok siebie i nic nie mówiąc, ale po jakimś czasie przestało mnie to obchodzić. Skoro tak musiało być, nie chciałam tego zmieniać. Nawet nie wiedziałam jak. Miałam wrażenie, że Sebastian cały czas na mnie warczał.
Po śniadaniu poszliśmy się przejść na molo. Patrzyłam na iskrzącą się w słońcu wodę, a Sebastian intensywnie czegoś wypatrywał. Nagle spytał:
- Masz ochotę przejechać się motorówką?
Nie spodziewałam się takiego pytania, więc przez chwilę milczałam. W końcu odpowiedziałam:
- Dlaczego nie.
Dopiero teraz przy drewnianych schodkach zauważyłam motorówkę, kołyszącą się leniwie na wodzie, czekających ludzi, panią z kasą i rozwieszone kamizelki. Okazało się, że akurat mają jeszcze dwa miejsca, więc Sebastian kupił nam bilety. Wyciągnęłam portfel, ale powstrzymał mnie:
- Spoko, nie trzeba.
- To nie jest wcale takie tanie – odparowałam. – Chcę zapłacić za siebie.
- Zawsze musisz stawiać na swoim? – spytał, uśmiechając się krzywo. Pomyślałam o nim i o tym, jak bardzo go chciałam, a mimo wszystko jednak nie mogłam go mieć.
- Nie zawsze – odpowiedziałam z bladym uśmiechem. – I zwrócę ci potem za to pieniądze.
- Spróbuj.
Poczekaliśmy jeszcze parę minut, dostaliśmy do założenia kamizelki, oddałam torebkę na przechowanie i zeszliśmy w dół, by wejść do motorówki. Było to trochę ciężkie, bo zarówno mostek, jak i motorówka nie były stałe, tylko kołysały się razem z wodą i mało nie zrobiłam szpagatu, próbując wsiąść na „pokład”. Nagle poczułam, że Sebastian mnie łapie i wsadza do środka, jak dziecko do siedzidełka.
- Dzięki – wymamrotałam. Sam wskoczył do środka tak zgrabnie, jakby robił to codziennie i usiadł obok mnie. Wysłuchaliśmy instrukcji, jak mamy się zachowywać podczas jazdy i po chwili młody chłopak wskoczył za ster. Odpalił silnik, który zabrzmiał dość złowieszczo. Drżały mi wargi. Zapowiadało się fajnie – martwiłam się tylko, że jako urodzona niezdara zaraz wyląduję w wodzie.
- Tylko nie wypadnij – usłyszałam. Odwróciłam się do Sebastiana, który uśmiechał się – po raz pierwszy niezłośliwie. – Nie bardzo mi się chce potem cię wyławiać, ale może nie będę miał wyjścia.
Parsknęłam urywanym śmiechem.  
- Postaram się – obiecałam. Nagle motorówka ruszyła. Na początku poruszaliśmy się tak spokojnie, że wątpiłam w obiecaną prędkość, kiedy nagle wystartowaliśmy tak, że włosy zamieniły mi się w jeden wielki kłębek. Żałowałam, że ich nie związałam w kucyk, bo pęd wiatru był niesamowity. Przód motorówki uniósł się do góry, a ja trzymałam się barierki tak kurczowo, jakby miało mnie to uchronić przed śmiercią. Nagle zaczęłam się śmiać. Głośno, bez żadnych skrupułów. Jechaliśmy przeraźliwie szybko, wiatr rozwiewał mi włosy i był tak silny, że ledwo mogłam utrzymać otwarte oczy, ale podobało mi się. Robiliśmy takie zwroty, że parę razy prawie faktycznie wypadłam – znajdowałam się o kilka centymetrów od wody. Po mojej prawej stronie Sebastian też się śmiał. Kiedy z powrotem stanęliśmy na lądzie, miałam rozdygotane nogi, ale mój humor był dużo lepszy.
- Żałuj, że nie widzisz swojej fryzury – powiedział Sebastian po paru chwilach, patrząc na mnie i widocznie próbując powstrzymać się od śmiechu. – Jakby czesała cię pijana wichura.  
Doprowadziłam się do porządku i od tej pory zrobiło się między nami jakoś luźniej, atmosfera nie była już taka gęsta. Po obiedzie wróciliśmy sprawdzić, jak się mają Laura i Alex, ale dalej byli kompletnie bezsilni, więc poszliśmy na plażę. Słońce chwilowo nieco się schowało, za co byłam wdzięczna, bo nie musiałam zdejmować ciuchów i ponownie pokazywać swoich walorów. Rozłożyliśmy ręczniki i gadaliśmy. Zdjęłam okulary, bo póki co nic mnie nie raziło. Byliśmy na tyle blisko wody, że nie musieliśmy brać ze sobą mojej torby, bo mieliśmy ją na oku, dlatego wstaliśmy i poszliśmy na brzeg, by rozmawiać i jednocześnie moczyć sobie stopy. Zaczynałam czuć się dobrze – w końcu – kiedy nagle ktoś spytał:
- Ness?
Zdrętwiałam, słysząc ten głos i to zdrobnienie. Odwróciłam się, mając nadzieję, że to tylko zły sen, ale tak nie było. Za mną stał Chris i patrzył to na mnie, to na Sebastiana. W jednej chwili się zagotowałam. Boże, dlaczego on? Dlaczego teraz, dlaczego tutaj? Czy naprawdę ta planeta była tak mała, że musiał mnie znajdować na każdym kroku?
- Tak myślałem, że to ty – kontynuował Chris, choć ja milczałam i miałam nadzieję, że zaraz z nieba spadnie na niego meteoryt i ta cała sytuacja już nie będzie istnieć. – Choć ledwo cię poznałem. Obcięłaś włosy.
- Tak – mruknęłam, posyłając mu mordercze spojrzenie. Czego znowu ode mnie chciał? Wysoki, opalony, tak podobny do Sebastiana, ale jednak zupełnie inny. Czułam, jak atmosfera ponownie gęstnieje.
- Nie mówiłaś, że jedziesz tu na wakacje – powiedział, patrząc na mnie przenikliwie i z zadatkiem uśmiechu, jakby dobrze wiedział, że psuje mi ten moment.
- Bo sama nie wiedziałam – prawie warknęłam. – A ty skąd się tu wziąłeś?
- Przyjechałem z kolegami. Nie możesz mnie winić za to, że wpadliśmy na ten sam pomysł. – Rozłożył ręce, pokazując, że jest Bogu ducha winien.  
Za moimi plecami Sebastian odchrząknął.
- Vanessa, nie przedstawisz nas?
Nie, miałam ochotę odpowiedzieć.
- Sebastian – Chris, Chris – Sebastian – powiedziałam ze zrezygnowaniem, a oni ścisnęli sobie ręce. Miałam wrażenie, że miażdżą je sobie nawzajem. Musiałam coś z tym zrobić. – Chris – zwróciłam się do byłego chłopaka. – Fajnie, że cię widzę, ale to nienajlepszy moment, wiesz. Powiedziałam ci coś ostatnio – dodałam z naciskiem, mając nadzieję, że w końcu zrozumie, że nie jest przeze mnie mile widziany.
- Pamiętam to doskonale, Ness, ale to nie oznacza, że do ciebie nie podejdę, gdy cię zobaczę – oświadczył. Błagałam niebiosa, żeby w końcu sobie poszedł i na szczęście mnie wysłuchały. – Ale dobrze, już sobie idę. Do zobaczenia.
Odszedł, a ja w końcu odetchnęłam z ulgą. Kiedy spojrzałam na Sebastiana, miał wzrok jak z żelaza.
- Miły gość – powiedział, ale odniosłam wrażenie, że najchętniej przyłożyłby Chrisowi, a potem pewnie jeszcze mnie.
- Nie zawsze jest taki miły – odparłam.  
Od tego momentu znowu się popsuło. Sebastian znowu stał się chłodny i wyglądał, jakby czuł się zmuszony przez samego Boga do przebywania ze mną. Nie chciałam pytać, dlaczego. Reszta dnia jakoś sama poleciała – znowu byliśmy u Alexa i Laury, później coś zjeść, a wieczorem Sebastian powiedział, że jest zmęczony i chce wrócić do pokoju. Uznałabym to za coś normalnego, gdyby po dziesięciu minutach od wejścia do budynku, nie zerwał się z łóżka i nie oświadczył, że idzie się przejść. Siedziałam przez chwilę, analizując to wszystko, po czym stwierdziłam, że pieprzę wszystko, wzięłam klucz i poszłam za nim.
Był już wieczór i było naprawdę zimno. Trzęsłam się, choć miałam na sobie bluzę. Jeszcze nie było całkiem ciemno – słońce zachodziło, rozlewając na niebie ciemnoczerwony kolor – ale po każdym kroku miałam wrażenie, że robiło się ciemniej. Sebastiana znalazłam na plaży. Łatwo było go zauważyć, ponieważ już nikogo tam nie było – wszyscy uciekli przed zimnym wieczornym powietrzem. Siedział na piasku, blisko wody. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do niego, siadając na zimnym piasku. Nawet na mnie nie spojrzał, co mnie trochę zabolało, ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Myślałam, że jesteś zmęczony – powiedziałam delikatnie. – Jak chciałeś jeszcze siedzieć na plaży, mogłeś powiedzieć.
- Chciałem być sam – powiedział, biorąc w rękę garść piasku i rzucając ją przed siebie.
Poczułam się, jakby mnie wyganiał, więc westchnęłam i zaczęłam się podnosić.
- W porządku.
Zdążyłam odejść dwa kroki, kiedy dobiegł mnie jego głos:
- Dlaczego zwodzisz mojego brata, skoro widocznie już kogoś masz?
Odwróciłam się ze zdumieniem, a on wstał z piasku, otrzepał spodnie i spojrzał na mnie zimno.
- Słucham? – powiedziałam, marszcząc brwi. – Nikogo nie zwodzę. I nikogo nie mam.
- Na pewno. Na pewno wcale nie masz tego gościa, który cię dziś zaczepił – zauważył Sebastian, dalej mówiąc tak, jakby był na mnie wściekły.
- Nawet go nie znasz. Równie dobrze mógłby być moim kuzynem – powiedziałam gniewnie, bo też zaczęłam się denerwować. Za nic nie rozumiałam jego oskarżeń. – Dlaczego twierdzisz, że to z jego powodu zwodzę Alexa?
Sebastian chwilę się zawahał, po czym rzucił:
- Bo was widziałem. Przyszedłem kiedyś do hotelu i was zobaczyłem, jak trzymaliście się za ręce. Więc nie rzucaj mi tu kłamstw prosto w oczy. Alexowi też nie.
Nagle wszystko stało się jasne. Ten dzień, kiedy Chris przyszedł do hotelu i namawiał mnie na spotkanie. Złapał mnie za rękę, a ja jej nie cofnęłam. Usłyszałam wtedy trzask drzwi hotelowych, ale nikogo nie zobaczyłam. A więc to był Sebastian… dlatego był na mnie taki zły… bo myślał, że zwodzę Alexa, będąc z Chrisem.
- Wszystko źle zrozumiałeś – powiedziałam ostro. Wyraźnie unikał mojego wzroku. Podeszłam do niego bliżej i zmusiłam, by na mnie spojrzał. – Chris to mój były. Nie chce zostawić mnie w spokoju. Tamto spotkanie było przed tym, jak zaczęłam spotykać się z Alexem, ale to nie ma znaczenia. Nie chcę Chrisa. Próbował mnie wtedy namówić na spotkanie z nim – mówiłam i nagle wszystko stawało się dla mnie jasne. Określenie Sebastiana: „niezłe ziółko” nagle też znalazło sens. – Nie mogłeś mnie o to wcześniej zapytać, tylko się na mnie wściekałeś, rzucając nieprawdziwe oskarżenia? Nie okłamuję Alexa. Możesz być o to spokojny.
- Nie o to się wściekam! – prawie krzyknął, po czym zamilkł. Poczułam w głowie pustkę.
- A dlaczego? – też prawie krzyknęłam. – No, powiedz wreszcie! Mam dosyć tego, że ciągle na mnie warczysz bez powodu i nie możemy ze sobą normalnie porozmawiać!
- To przez ciebie! – naskoczył na mnie. Było już ciemno, ledwo widziałam jego twarz, ale widać było, że był wściekły i najchętniej by coś uderzył. Złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Serce waliło mi jak młotem. – Bo pojawiłaś się w moim życiu! Bo cię zobaczyłem i od tamtej pory nie mogłem przestać o tobie myśleć! – Puścił mnie równie gwałtownie, jak przed chwilą złapał i przetarł oczy, a ja gwałtownie zaczerpnęłam powietrze. To było ostatnie, co spodziewałam się od niego usłyszeć.
- Myślisz o mnie? – spytałam nieśmiało. To było zbyt piękne, żeby było prawdziwe.
- To bez znaczenia – powiedział, opuszczając rękę i patrząc na mnie poważnie.
- Jak to: bez znaczenia? – oburzyłam się, podchodząc bliżej niego. Wyglądał jak człowiek całkowicie zagubiony. – Skoro tak jest, to… dlaczego ty nie… - Plątałam się, sama nie wiedząc, co próbuję powiedzieć. – Laura…
- Nie mieszaj w to Laury – przerwał mi ostro. – Laura była, jest i dalej będzie w tej historii.
O ile przed chwilą jeszcze czułam gorąco na całym ciele, teraz zrobiło mi się zimno. Ponownie poczułam ostre smagnięcie wiatru na mojej skórze.
- Ale skoro powiedziałeś… - bąknęłam.
- Posłuchaj, gdybym ją rzucał dla każdej dziewczyny, która mi się spodoba, już dawno bym z nią nie był, a to nie jest to, czego chcę – oświadczył, a to co mówił, nie miało dla mnie najmniejszego sensu. – Zdarza się, że czasem na ulicy zobaczę jakąś dziewczynę, która mi się spodoba, ale tylko z wyglądu, rozumiesz? Po dniu czy dwóch to mija. Fizyczna atrakcyjność nie ma tu nic do rzeczy. Kocham Laurę i tego nie zmieni żadne chwilowe zauroczenie. Zapomnij o tym, co ci powiedziałem – warknął. – Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. – Po tych słowach minął mnie i odszedł, a ja zostałam na zimnej plaży, z nagle pękniętym sercem.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3452 słów i 19063 znaków.

2 komentarze

 
  • Karolina1Karolina

    Wow... wow... to się porobiło  :bravo:

  • POKUSER

    Na początek weekendu taka miła niespodzianka - kończę powoli pracę na dziś, zaglądam na stronkę i jest kolejny odcinek i do tego jeszcze z dedykacją :) DZIĘKUJĘ

  • candy

    @POKUSER nie ma sprawy! Też powoli kończę, ale za wolno. Nie jestem stworzona do pracy w piątek...

  • POKUSER

    @candy my w pracy ciągle powtarzamy, że pracujemy dla przyjemności pracowania, no bo przecież nie za te marne grosze co płacą ;)

  • candy

    @POKUSER a gdzie pracujesz?

  • POKUSER

    @candy priv poszedł