[13] Nie jestem twoja

Siedziałam na ławce, patrząc się tępo przed siebie. W głowie miałam pustkę. Słyszałam w oddali brzdęk kieliszków, śmiechy, okrzyki, rozmowy, a jednak w uszach nadal dźwięczały mi słowa Sebastiana. "Ziółko”? O co mogło mu z tym chodzić? O Alexa? Nawet nie wiedziałam, co mnie z nim łączy. Po prostu się spotykaliśmy. Czy nasza relacja miała się zmienić na bardziej zażyłą – być może. Niedługo. Kiedyś. Więc skąd takie określenie – i to od kogoś, kto mnie wcale nie znał?
Byłam tak pochłonięta myślami o tym, że dopiero po chwili zanotowałam błysk złota. Nie musiałam odwracać głowy – wiedziałam, kto się do mnie zbliżał.
- Co tak tu siedzisz sama? – zagaiła Laura, siadając obok mnie. Wyciągnęła przed siebie stopy w złotych sandałkach. Odruchowo spojrzałam w dół. Nawet stopy miała nieznośnie wymiarowe.
- Chciałam się przewietrzyć. – Użyłam wymówki Sebastiana. – Na sali zrobiło się już duszno. Wszyscy tylko piją i się pocą.
Laura roześmiała się swoim perlistym śmiechem. Zmusiłam się do uśmiechu.
- Widziałam, że Sebastian też był na zewnątrz – powiedziała Laura, zerkając na mnie. Na chwilę zamarłam. – Rozmawiałaś z nim?
Nie wyglądała na złą, ale może to był tylko wstęp? Postanowiłam zrobić unik.
- Niezbyt – odpowiedziałam, zastanawiając się, czy rozmowa z Sebastianem była już zbrodnią. – Nie znam go. Nie bardzo mam o czym z nim rozmawiać. Prawdę mówiąc, myślę, że za mną nie przepada – dodałam, mając nadzieję, że uspokoję tym Laurę, choć nadal nie wyglądała na złą. Raczej na rozbawioną.
- Niemożliwe, nie mów tak. Skoro się nie znacie, nie może za tobą nie przepadać. Po prostu jest raczej zamknięty w stosunku do osób, z którymi nie jest blisko – poinformowała mnie, choć ta informacja wcale nie była mi potrzebna do szczęścia. Wątpiłam, żebym kiedykolwiek mogła nazwać się osobą ważną dla Sebastiana. – Bardzo różni się pod tym względem od Alexa.
- Tak, Alex jest otwarty i miły dla wszystkich – przytaknęłam, myślami będąc daleko.
- Jak się poznaliście?
Laura nie chciała odpuścić i wydusiła ze mnie całą historię o poznaniu Alexa. Dobrze, że udało mi się zataić moją "znajomość” z Sebastianem – o tym nie chciałam rozmawiać, a już na pewno nie z Laurą, choć prawdę mówiąc, powoli się przyzwyczajałam do jej charakteru i rozmów z nią. Momentami łapałam się na tym, że już wcale mnie nie irytuje i wręcz chcę z nią czasem pogadać. Teraz też tak było, ale po sekundzie przypomniałam sobie, jak Sebastian ją pocałował. Znowu zaczęłam żałować, że to właśnie ona go ma, co tylko zaprowadziło mnie z powrotem do rozważań nad tym, co Sebastian miał na myśli, określając mnie "ziółkiem”. I to niezłym. Moje myśli zatoczyły kolejne koło i po raz kolejny nic nowego nie przyszło mi do głowy.  
Już chciałam zaproponować, żebyśmy wróciły do środka, bo zaczynało być mi trochę zimno – i smutno, potrzebowałam więc alkoholu – kiedy Laura powiedziała w zamyśleniu:
- Szkoda, że uważasz, że Sebastian cię nie lubi. Skoro teraz chodzisz z Alexem, powinnaś być akceptowana przez całą rodzinę. – Nakreśliła w powietrzu cudzysłowy, podkreślając, że tylko w teorii uważa się za rodzinę z Sebastianem i Alexem.  
- Nie chodzę z Alexem – mruknęłam, ale Laura mnie nie usłyszała. Jej mina wskazywała na to, że usilnie nad czymś rozmyślała.
- Powinniśmy zrobić coś we czwórkę – oznajmiła, a ja spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami. – Powinnaś zapoznać się z Sebastianem. Jak się poznacie bliżej, na pewno będzie lepiej i nie będziesz już miała przeczucia, że za tobą nie przepada! – Uśmiechnęła się promiennie, jak mały aniołek, a ja zastanawiałam się, co by powiedziała, gdyby miała świadomość, jak bardzo blisko chciałabym się zapoznać z Sebastianem.
- Czyli co proponujesz? – zapytałam.
Znowu się zamyśliła.
- Hm… Sebastian bardzo lubi sport, wszelką aktywność fizyczną – powiedziała powoli. – Choć nie powinien… - zawiesiła głos, a ja zastanawiałam się, o co jej chodziło. Nie kontynuowała tematu. – Od dłuższego czasu chcieliśmy iść do parku linowego! – przypomniało jej się. – Moglibyśmy iść całą czwórką. Co ty na to?
Wcale a wcale nie podobał mi się ten pomysł – zwłaszcza, że miałam pełną świadomość, że jako urodzona kaleka nie wrócę stamtąd w jednym nienaruszonym kawałku – ale Laura miała minę tak pełną nadziei, że czułam się, jakby młodsza siostra prosiła mnie o zabranie jej na lody. Nie mogłam odmówić.
- Czemu nie – uśmiechnęłam, a Laurze aż zaświeciły się oczy. W myślach nie mogłam się nadziwić jej nastawieniu. Ja na jej miejscu, gdybym usłyszała, że jakaś obca dziewczyna gadała sam na sam z moim chłopakiem w ogrodzie, pewnie już bym panikowała i miała w głowie czarne scenariusze. Tymczasem Laura nie tylko się tym nie przejmowała, ale wręcz popychała mnie ku Sebastianowi, bo chciała, żebyśmy się polubili. W jednej chwili nabrałam dla niej ogromnego podziwu – dla jej niezachwianej pewności, że Sebastian ją kocha i żadna inna dziewczyna tego nie zmieni. Nie wiem, czy ja bym tak potrafiła. Nie miałam takiej pewności siebie. Prawdę mówiąc, nie miałam żadnej pewności siebie.
- Super! Chodź, powiemy chłopakom. – Pociągnęła mnie za rękę, a ja z rosnącą rozpaczą zastanawiałam się, w co właśnie się wpakowałam – i czy Laura dalej będzie mnie popychała do znajomości z Sebastianem, gdy zobaczy, że on naprawdę, naprawdę nie chce mieć ze mną nic do czynienia.

***

Wróciłam na weekend do domu, bo zaczynałam już tęsknić za rodzicami i musiałam w końcu kupić Emmie zasłużone wino. Gdy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, że zrobiłam dobrze. Wyglądała, jakby koniecznie chciała o czymś porozmawiać.
- No, mów – zachęciłam ją, choć jeszcze nie zdążyła pisnąć ani słowa.
- Co mam mówić? – spytała niewinnie.
- Przecież widzę, że coś cię gryzie. Mów. W końcu mamy wino. – Uniosłam do góry kieliszek wypełniony po brzegi ciemnoczerwonym płynem.
Emma westchnęła, po czym wykrztusiła:
- Całowałam się z Charliem.
- Z Charliem? – przez chwilę miałam problem ze skojarzeniem, o kim mówiła. W końcu załapałam – to on zawoził nas na imprezę do klubu. Zapomniałam o nim, bo nie znaliśmy się jakoś szczególnie. Z tego, co wiedziałam, Emma też za bardzo go nie znała. Aż do teraz. – Jak to się stało?
Znowu westchnęła.
- Sama nie wiem. Pierwszy raz…
- Całowałaś się z nim więcej niż raz? – przerwałam jej, ale umilkłam, gdy przyjaciółka zgromiła mnie spojrzeniem.
- …na imprezie – dokończyła. – Nie do końca na trzeźwo. Myślałam, że mnie to nie obejdzie. Ale potem wpadliśmy na siebie w kawiarni – skrzywiła się. – A później wylądowaliśmy u niego w domu.
- Przespałaś się z nim?
- Jasne, że nie! – obruszyła się Emma. Jej blond włosy zafalowały ostrzegawczo. – Nie jestem jakimś kurwiszonem – dodała, a ja aż zakrztusiłam się winem.
- Wcale nie twierdziłam, że jesteś – zaprzeczyłam. – Ale dalej nie wiem, jak to się stało. Przecież ledwo go znasz.
- Sama nie wiem – powtórzyła, wzruszając ramionami. – Nagle spojrzałam na niego inaczej. Teraz nie mogę przestać o nim myśleć.
- Ale w czym problem? – nie rozumiałam. – Powinnaś być szczęśliwa, a wyglądasz na przybitą.
- On mnie chyba nie chce.
Zamrugałam oczami.
- Kilkakrotnie wsadził ci język do gardła, a ty mówisz, że cię nie chce?
Emma prychnęła.
- To wcale nie wyglądało tak kolorowo. Na początku rozmawialiśmy. Krótko. – Przerwała na chwilę. – Choć gadało się nam super. Przynajmniej w moim odczuciu. Po wszystkim wcale nie czułam się niezręcznie, tak jakby to była codzienność… ale on nagle jakby zamknął się w sobie. Skończył spotkanie strasznie szybko. Powiedział, że musi gdzieś iść. Znowu chce się ze mną umówić – przyznała. – Ale nie u niego w domu, tylko gdzieś na mieście. Tak jakby coś ukrywał.
- Tak naprawdę dopiero się poznaliście – uświadomiłam jej. – Przecież nie zaprosi cię od razu do domu.
- Ciebie Alex zdążył bardzo szybko zaprosić – parsknęła przyjaciółka.
- No tak, ale…
- Słuchaj, Van, ja to czuję. Czuję, że on coś ukrywa. Gdy się całowaliśmy, było wspaniale, a potem nagle odsunął się ode mnie. Może ma dziewczynę – westchnęła. – A ja byłam pijacką pomyłką.
- Nie mów tak. Porozmawiaj z nim szczerze.
- Chciałam. Ale jak mam z nim rozmawiać, kiedy on zamyka się w sobie bez powodu?
- Nie wiem… ale nie możesz od razu wymyślać najgorszego. Do tej pory znałaś tylko jego imię. Może ma jakiś problem – podsunęłam. – Spotkaj się z nim, może z czasem to się samo rozwiąże.
- Nie będę czekała. – Emma uniosła głowę. – Spotkam się z nim, ale potrzebuję do tego ciebie.
- Co, mam być przyzwoitką?
- Nie. Masz go śledzić.
Wytrzeszczyłam na Emmę oczy.
- Mam go śledzić? Jak jakaś pani detektyw? – parsknęłam. – Emma, jesteśmy dorosłymi ludźmi. Dorośli ludzie rozwiązują problemy rozmową, wiesz?
- Chcę tylko wiedzieć, dokąd chodzi, kiedy kończy spotkanie ze mną – powiedziała dobitnie. – Ja nie mogę za nim pójść, bo jak mnie zobaczy, będzie katastrofa. Ciebie nie pozna, zwłaszcza teraz, gdy ścięłaś włosy.
- To cholernie dziecinnie – oświadczyłam.  
- Możliwe. To pomożesz mi, czy nie?
Westchnęłam.  
- Pomogę. Ale z góry uprzedzam, że mi się to nie podoba.  
- Nie jęcz. Może ty kiedyś też będziesz chciała, żebym kogoś dla ciebie śledziła.
- Co, może Sebastiana? – uśmiechnęłam się krzywo. – Bez obaw. On nawet nie wpychał mi języka do gardła.
***

Siedziałam w pewnej odległości, obserwując ukradkiem Emmę i Charliego, jak pili kawę, siedząc przy stoliku w kawiarni. Dalej uważałam, że ten pomysł ze śledzeniem był idiotyczny, ale skoro już tu byłam, musiałam doprowadzić go do końca. Wyczekiwałam momentu, kiedy ich spotkanie się skończy i niebawem się doczekałam – Charlie cmoknął Emmę w policzek i coś do niej powiedział. Zaczął odchodzić, a Emma odwróciła się w moją stronę i syknęła:
- Teraz! – Szarpnęła głową w stronę Charliego, tak jakbym nie wiedziała gdzie iść. Wstałam z ławki, na której osiadłam i rozpoczęłam spacer za Charliem. Nie było to trudne, bo wokół nas było tyle ludzi, że nawet gdyby się odwrócił z podejrzeniem, że ktoś go śledzi, nie miałby pojęcia, kto taki. Wkrótce jednak musiałam się pilnować, żeby go nie zgubić. Zaczęłam dostrzegać, czemu spodobał się Emmie – był dość wysoki, z szerokimi barkami, gęstymi brązowymi włosami, nawet ubrania miał ładnie skomponowane. Coraz częściej skręcał w jakieś uliczki, gdzie ludzi było już mniej. Szłam za nim w pewnej odległości i miałam nadzieję, że nie szedł do dziewczyny. Nie chciałam być tą, która przekaże Emmie, że chłopak, który się jej spodobał, już kogoś ma, a ją potraktował jak odskocznię.  
Nagle Charlie wszedł do pobliskiej, malutkiej kawiarni, tak gwałtownie, że prawie to przegapiłam. Nie rozumiałam sensu tego wejścia – dopiero co był w kawiarni i pił kawę z Emmą! Oparłam się o murek, założyłam okulary przeciwsłoneczne, by zasłonić sobie twarz i udałam, że patrzę coś w telefonie. Po chwili Charlie wyszedł, trzymając w ręku torebkę z kawą na wynos. To robiło się coraz dziwniejsze. Ponownie za nim ruszyłam, myśląc jednocześnie, gdzie on u licha może iść, skoro wokół nas nie było prawie żadnych ludzi. Skoro nie była to szczególnie uczęszczana część miasta, to czemu akurat jego musiała interesować? I dla kogo kupił tą kawę?
Nagle zadzwonił mój telefon. Podskoczyłam w miejscu, bo wokół nas panowała cisza, a ja zapomniałam przełączyć go na wibracje. Kątem oka zauważyłam, że Charlie zaczął się odwracać, dlatego czym prędzej obróciłam się, żeby nie wyglądało to na to, że szłam centralnie za nim. Zerknęłam na ekran. Emma. Odebrałam.
- Nie wyciszyłam telefonu! – syknęłam do niej. – Mogłaś trochę poczekać z tym dzwonieniem.
- Wiesz już, gdzie poszedł? – usłyszałam zdenerwowany głos.  
- Nie, cały czas za nim idę. Zamknij się i czekaj, bo go zgubię. – Rozłączyłam się i potruchtałam za Charliem, który zdążył już odejść kawałek. Oczy mi się rozszerzyły, gdy zobaczyłam go wchodzącego do potężnego budynku chronionego żelaznymi drutami.
***
- Poszedł do więzienia? – spytała Emma piskliwym głosem.
- Przecież ci mówię.
- Ale to nie ma sensu! Kogo tam odwiedza? A może sam tam siedzi, tylko chwilowo dostał jakieś zwolnienie. – Emma zaczęła szarpać się za włosy.
- Może jego dziewczyna siedzi w pudle – zaryzykowałam żart, którego natychmiast pożałowałam, gdy zobaczyłam morderczy wzrok przyjaciółki. – No cóż, moje zadanie skończone. Teraz została szczera rozmowa. A teraz wybacz, ale muszę spróbować zaprzyjaźnić się z Sebastianem. – Podniosłam się i przeciągnęłam. Kości kręgosłupa niebezpiecznie mi zatrzeszczały. – To dopiero będzie ciekawe.
***

Założyłam sportowe ciuchy – grubsze szare legginsy, wiązane różową gumką i czarną koszulkę z rękawami. Włosy zebrałam w koczek. Zakładając trampki, pomyślałam z goryczą, że o ile zazwyczaj czułam się gorsza od Laury, teraz poczuję się jak Kopciuszek w dresie, uwalony sadzą, a Laura pewnie nawet w sportowych ciuchach będzie wyglądała jak modelka na wybiegu. Kiedy Alex po mnie przyszedł, piłam już drugą kawę, by jakoś sobie dodać mocy, by przetrwać to spotkanie. Zeszliśmy na dół, gdzie już czekali Laura i Sebastian. Na nią wolałam nie patrzeć, ale i tak spojrzałam. Oczywiście – nawet w sportowych ciuchach wyglądała jak królowa. Jak to było w ogóle możliwe?
- Cześć – mruknęłam, unikając wzroku Sebastiana. Gdyby tylko spojrzenie mogło zabijać…
- Jedziemy? – spytała Laura, jak zawsze radosna. Miałam nadzieję, że nie będzie angażowała mnie i Sebastiana w żadne rozmowy. Nieźle by się rozczarowała.
- Jedziemy – potwierdził Alex, bo ani ja, ani Sebastian nic nie odpowiedzieliśmy. Laura ruszyła do samochodu, a ja w ślad za nią. Alex okrążył samochód, by usiąść od drugiej strony, a Sebastian… a Sebastian wcale się nie ruszył, efektem czego prawie na niego wpadłam. Podniosłam na niego wzrok i zmarszczyłam brwi. Dlaczego on wciąż stawał przede mną jak pomnik przyrody i zagradzał mi przejścia?  
Przez chwilę tylko na mnie patrzył, po czym powiedział:
- Ostrożnie. Nie chcemy przecież zrobić nikomu krzywdy.
Po czym wsiadł do samochodu. Stałam jak wryta, po czym parsknęłam cicho i też wsiadłam. Ten dzień zapowiadał się upiornie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2757 słów i 15184 znaków, zaktualizowała 22 sie 2017.

1 komentarz

 
  • POKUSER

    Czyżby trzeci brat? ;)

  • candy

    @POKUSER hmm...nie, ale to byłoby ciekawe :)