[12] Nie jestem twoja

To była chyba najbardziej niezręczna sytuacja od bardzo długiego czasu. Nawet moja pierwsza nie do końca udana rozmowa kwalifikacyjna przebiegła lepiej. Ostatkiem sił powstrzymując się od załatwienia swojej potrzeby tam, gdzie stałam, chciałam tylko, żeby Sebastian wreszcie usunął się sprzed drzwi i puścił mnie do tej cholernej łazienki, ale nie – dalej tam stał, jak słup graniczny, ja przed nim, a za mną uradowana Laura i Alex, wyraźnie zmieszany zaistniałą sytuacją. Zapadła niezręczna cisza, bo nikt nie wiedział, co tu powiedzieć, ani kto powinien się pierwszy odezwać. Mina Sebastiana wyraźnie mówiła, że nie ma najmniejszego pojęcia, co tu się wyprawia. Przeszpilał mnie wzrokiem. Gdyby spojrzenia mogły zadawać ból, pewnie już bym leżała z włócznią w żołądku. Alex patrzył to na mnie, to na Sebastiana, a Laura… cóż. Pewnie się uśmiechała, jak zwykle. Na nią akurat wolałam nie patrzeć.
W końcu uznałam, że jeśli się nie odezwę, to będziemy tak stać do końca świata. Odchrząknęłam.
- No cóż. Właśnie się zapoznawałam z Sebastianem. Dlatego tak długo mnie nie było – dodałam, zwracając się do Alexa.  
- Zapoznawaliśmy się w łazience? – mruknął Sebastian. Miałam ochotę nadepnąć mu na stopę, ale pewnie zostałoby to odebrane jako zbytnia poufałość.
- Alex, nie mówiłeś, że masz dziewczynę! – Laura przepchnęła się bliżej nas i uraczyła uśmiechem. Poczułam, że się czerwienię.
- To nie jest moja dziewczyna – mruknął Alex, ledwo słyszalnie. Błagałam w myślach Laurę, żeby się już zamknęła. Spojrzałam znacząco na Sebastiana, dając mu znać, żeby się w końcu odsunął od tych Bogu ducha winnych drzwi i pozwolił mi przejść. Domyślił się, o co mi chodzi – bo przecież co innego mogłam od niego chcieć – ale po jego minie widziałam, że najchętniej rozerwałby mnie na strzępy. Tylko dlaczego? Co mu takiego zrobiłam, że chciał zabić mnie wzrokiem we własnym domu? Odsunął się od drzwi, a ja natychmiast przez nie przeszłam i zatrzasnęłam za sobą. Zacisnęłam powieki i pomasowałam skronie. Dlaczego życie musiało być takie wredne i dlaczego stawiało mnie w takich sytuacjach? Jak niby teraz miałam zapomnieć o Sebastianie?  
Starałam się wszelkie czynności wykonywać jak najwolniej, by odwlec moment wyjścia z łazienki. Miałam nadzieję, że całe wesołe zgromadzenie już stamtąd odeszło. A taka byłam zadowolona, że wszystko szło jak po maśle! Lekcja na dziś: nigdy się nie cieszyć, kiedy plany idą dokładnie tak, jak się tego chciało. Nigdy. To pułapka. Zwrot akcji będzie tak nieoczekiwany, że całą radość diabli wezmą.
Pod łazienką już nikogo nie było – korytarz był pusty. Wyobraziłam sobie teraz rozmowę Laury i Sebastiana – ciekawe, czy Sebastian przyznał się, że znał mnie już wcześniej? A Laura wyjawiła mu, że to ja jestem jej nową kandydatką na przyjaciółkę? Alex pewnie też mnie zaraz zapyta, skąd Laura mnie znała. Co miałam mu niby powiedzieć o Sebastianie? Boże, nie miałam pojęcia, że pojawiając się w tym domu, poruszę naraz tyle kwestii. Na chwiejnych nogach wróciłam do Alexa. Oczywiście od razu zapytał mnie o Laurę.  
- Była w hotelu parę tygodni temu – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Później spotkałyśmy się u fryzjera i na drinki. Nie wiem, samo tak wyszło. Nie miałam pojęcia, że ją spotkam akurat tutaj.
- Sebastiana też już znałaś wcześniej?  
- Nie – odparłam, zanim zdążyłam się zastanowić, czy chciałam wyjawiać prawdę. – Nie znałam go. Laura nic o nim nie mówiła. Ty też nie – dodałam, starając się ukryć zażalenie w moim głosie. – Nie wspominałeś, że masz brata.
- Jakoś nie wydawało mi się to znaczące. – Alex wzruszył ramionami. – Ale teraz sama się o tym przekonałaś. Dziwnie na ciebie patrzył – dodał. – Tak jakbyś mu coś zrobiła.
- To było dziwne – zgodziłam się. – Ale nie wiem, o co mu chodziło. Może go zirytowało, że go przyłapałam na wychodzeniu z toalety. Obejrzymy jakiś film? – zaproponowałam, choć tak naprawdę miałam ochotę wrócić już do mieszkania. Nie chciałam jednak uciekać tak od razu, a planowałam za wszelką cenę uniknąć rozmowy o tym, co się stało przed chwilą. Alex przystał na moją propozycję i zaczął wymieniać tytuły filmów. Niezbyt mnie to interesowało, ale wybrałam któryś, choć gdy Alex go włączył, nawet nie planowałam się zagłębiać w fabułę. Myślałam o Sebastianie i o tym, jak bardzo życie mnie nienawidziło.
***
Tydzień później Alex zaprosił mnie na wieczorną kolację do restauracji i złożył mi propozycję.
- Chciałabyś pójść ze mną na wesele?
Spojrzałam na niego znad menu, które właśnie czytałam.
- Wesele? – powtórzyłam.
- Jest w przyszłym tygodniu, w sobotę. Trochę późno mówię, wiem – powiedział niemal przepraszającym tonem. – Ale chciałem, żebyśmy się trochę poznali, zanim cię zaproszę. Sama rozumiesz…
- Rozumiem – potwierdziłam. Tak naprawdę bardzo chętnie poszłabym na jakieś wesele, rozerwała się trochę, ale… - A czyje to wesele? Jakiegoś kolegi? – Wyraziłam nadzieję.
- Nie, naszego wujka.
No tak. Przez cały tydzień unikałam jak ognia tematu Sebastiana bądź nawet Laury, a także przebywania w domu Alexa, choć często mnie do niego zapraszał, argumentując to tym, że jego mama bardzo mnie polubiła i chętnie by się ze mną jeszcze raz spotkała. Cóż, ja również – problem w tym, że był tam ktoś, z kim absolutnie nie chciałam się spotykać. Teraz, gdy dowiedziałam się, że to wesele kolejnego członka rodziny, nie było szans, żebym uniknęła Sebastiana. Sama nie wiedziałam, dlaczego tak bardzo nie chciałam go widzieć. Dlatego, że chciałam zapomnieć… czy może dlatego, że w głowie wciąż miałam wspomnienie tego wzroku, który mi posłał. Nawet Alex to zauważył. O co tu chodziło – nie miałam pojęcia. Serce wciąż biło mi szybciej, ilekroć przypominałam sobie ten moment, gdy zobaczyłam go wychodzącego z łazienki. Po paru tygodniach, kiedy już pogodziłam się z myślą, że więcej go nie zobaczę, nagle znowu się pojawił – w najmniej odpowiednim momencie. A teraz znowu miałam go widzieć? Z Laurą? W ułamku sekundy postanowiłam się wymigać od wesela.
- Wiesz, bardzo chętnie bym poszła… - zaczęłam. – Ale…
- Magiczne "ale”. – Alex oparł się o oparcie krzesła ze zrezygnowaną miną. – Tak czułem, że odmówisz.
Natychmiast poczułam się głupio, tak jakbym co najmniej wykrzyczała mu w twarz, że nigdzie z nim nie pójdę.
- To nie twoja wina – zaoponowałam. – Po prostu będę zajęta.
- Czym?
No właśnie… czym? Gorączkowo szukałam w głowie jakiejś wymówki, ale jak to często bywa, wszystkie pomysły natychmiast uleciały mi z głowy.
- Moja przyjaciółka ma urodziny – zmyśliłam na poczekaniu. – Razem z innymi koleżankami urządzamy jej imprezę.  
Alex przekrzywił nieco głowę i patrzył na mnie podejrzliwie.  
- Przecież mogłabyś pójść tam na chwilę. Przyjaciółka na pewno by zrozumiała.
- No tak, ale…
- Proszę. – Pochylił się w moją stronę. – Nie chcę cię zmuszać, ale mam już opłacone miejsce dla osoby towarzyszącej. Oczywiście mogę poszukać sobie innej partnerki, ale… - Uśmiechnął się lekko. – Z tobą tak dobrze mi się spędza czas. Dlatego zaprosiłem właśnie ciebie.
Cholera jasna. Jak teraz mogłam odmówić? No jak? Wyszłabym na babę pozbawioną serca. Zmusiłam się do uśmiechu, chociaż już wyobrażałam sobie minę Sebastiana, gdy znowu mnie zobaczy.
- Przyjaciółka na pewno zrozumie – powiedziałam i przeklęłam się w myślach.  
***
Gdy streściłam Emmie wydarzenia z tego tygodnia, aż piała z niedowierzenia.  
- To musi być przeznaczenie – powiedziała w końcu z entuzjazmem. – To niemożliwe, żeby to był przypadek. Życie daje ci znaki, że być może Sebastian to właśnie ten!
- Gówno, a nie przeznaczenie – mruknęłam. – To jakieś potworne fatum. Emma, ja naprawdę myślałam, że to mi przejdzie – jęknęłam, opadając bez sił na łóżko. – Miałam nadzieję, że to chwilowe zauroczenie – wymamrotałam w poduszkę. – Tymczasem moim obecnym prawie że partnerem jest jego brat, a jego dziewczyna aspiruje, żeby być moją najlepszą przyjaciółką na dobre i na złe.
- Masz już przyjaciółkę na dobre i na złe – wytknęła mi Emma.
- Powiedz to Laurze i jej nieskazitelnemu optymizmowi – parsknęłam, powracając do pozycji siedzącej. – Em, chodzi o to, że zazwyczaj takie rzeczy trwają dzień lub dwa. Tymczasem minęło już kilka tygodni, a mi dalej miękną kolana, gdy go widzę.  
- A jemu pewnie coś twardnieje – powiedziała Emma, robiąc niewinną minę. Parsknęłam śmiechem, ale jednocześnie spojrzałam na nią z dezaprobatą.
- Zwariowałaś? Przecież on ma dziewczynę. Stałą – przypomniałam jej.  
- Skoro nie możesz o nim zapomnieć, to wierzę, że coś w tym musi być. – Emma pocieszająco dotknęła mojego ramienia. – Nic nie dzieje się bez powodu.
Przytuliłam do siebie poduszkę. Nie czułam się przekonana.
- Ja już nic nie wiem. Nie miałam wyjścia i zgodziłam się pójść z Alexem na to wesele. Jak to będzie? – lamentowałam. – Nie wytrzymam tylu godzin z Sebastianem i Laurą na dobitkę. Ona nie odpuści. Będziemy siedzieć i się bawić jak jedna wielka szczęśliwa rodzina. A ja tak nie potrafię – mruknęłam, opuszczając głowę. – Sebastian pewnie też nie.
- Tym będziemy się martwić później – zadecydowała Emma, biorąc kosmyk moich włosów i zakręcając je na palcu. – Musimy cię odstrzelić tak, żebyś w końcu nie czuła się gorsza od Laury. Ona nie jest jakąś boginią… a ja zrobię ją z ciebie – podnieciła się i aż podskoczyła. – Zrobię ci fryzurę i makijaż. Przejrzę też moje sukienki i jakąś ci dam, bo te twoje są… - skrzywiła się. – Będę miła i użyję określenia "nieodpowiednie”.
- Jestem nieco większa niż ty – zaprotestowałam. – I jaki to ma niby sens? Może jak się odpicuję, to Sebastian rzuci Laurę?
- Może! – rzuciła Emma. – Ale musisz mu pokazać swoje atuty. Już ja o to zadbam.
Ponownie ułożyłam się na poduszce. To wszystko zapowiadało się na bardzo zły plan.
W końcu ten dzień nadszedł. Specjalnie wyszłam wcześniej z pracy, uprzedziwszy wcześniej o tym szefa. Emma specjalnie przyjechała, by mnie wyszykować na wesele. Gdy wróciłam do mieszkania, już czekała. Na stole w kuchni rozstawiła tyle rzeczy i różnych mazideł, że nagle nasza kuchnia zamieniła się w salon kosmetyczny. Zaczęłam wątpić, czy nadal będę miała taką samą twarz, kiedy Emma ze mną skończy.
- No, jesteś w końcu. Idź wziąć szybki prysznic – pogoniła mnie, zdejmując mi z ramienia torbę. – I koniecznie umyj włosy. Ja jeszcze uprasuję ci sukienkę.
- Aż się boję - rzuciłam. – Jeśli mi się nie spodoba, zakładam którąś swoją.
- Ani mi się waż! – Niemal wrzuciła mnie do łazienki. – Masz piętnaście minut.  
Gorzej niż w więzieniu. Posłusznie się umyłam – szybko – i wysuszyłam włosy. Byle jak, to prawda, ale wiedziałam, że Emma i tak zrobi coś z nimi po swojemu. Gdy wyszłam z łazienki, sukienka już wisiała na wieszaku na drzwiach od szafy. Choć zwykle wątpiłam w gust Emmy, teraz jednak musiałam przyznać, że rozegrała sprawę po mistrzowsku. Błękitna, zwiewna, delikatna sukienka z naszytymi gdzieniegdzie kwiatami o granatowej nitce, bez ramiączek; długa, za kolano, choć odsłaniająca kawałek łydek. Stałam jak zaczarowana i gapiłam się na to cudo. Aż pożałowałam, że nie miałam czegoś takiego w swojej szafie. Definitywnie musiałam nabyć coś podobnego.
- Nie gap się, tylko siadaj do światła. – Głos Emmy sprowadził mnie na ziemię. – Muszę cię umalować.
Czułam się niemal tak, jakbym szła na własny ślub. Tyle starań dla jednego faceta. Pozwoliłam jednak, by Emma zaciągnęła mnie do kuchni i posadziła siłą na krześle zwróconym do okna. Zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie na chwilę relaksu. Prawie odpłynęłam, podczas gdy Emma krzątała się wokół mnie i coś robiła z moją twarzą, oczami i ustami. Gdy w końcu pozwoliła mi otworzyć oczy i podała lusterko, miałam twarz wygładzoną i bez żadnych niedoskonałości, pomalowane oczy błyszczącymi cieniami i dodatkowo ozdobione czarnymi kreskami, wyjątkowo długie rzęsy i różowe usta. Uśmiechnęłam się.
- Myślałaś o karierze makijarzystki? Byłabyś w tym dobra.
- Może o tym pomyślę. Teraz czas na fryzurę.
Lokówką zakręciła mi włosy, po czym zebrała większość, zostawiając tylko kilka loków z przodu twarzy, i zebrała w mały koczek z tyłu.
- Dlaczego nie zostawiłaś rozpuszczonych? – zamarudziłam, wkładając sukienkę, choć tak naprawdę bardzo mi się podobało to, jak się prezentowałam.
- Bo gdybym zostawiła ci takie rozpuszczone napuszone loki, zepsułoby to cały wygląd. Ta sukienka wymaga klasy i subtelności – Emma spojrzała na mnie z politowaniem, ale zaraz jej twarz rozświetlił uśmiech. – Przejrzyj się w lustrze. Sebastian padnie z wrażenia!
Prawie ja sama padłam na widok swojego odbicia. Patrzyłam i nie mogłam uwierzyć, że to ja. Co potrafi zrobić odrobina makijażu… miałam ochotę zostać tak już na zawsze. Wyglądałam pięknie. Nie chciałam się przechwalać, ale ta sukienka, ten makijaż i symboliczna fryzura zrobiły swoje. Uściskałam Emmę.
- Wielkie dzięki. Postawię ci za to wino.
Emma już miała coś odpowiadać, kiedy zabrzmiał dzwonek u drzwi. Przyszedł Alex. Emma klepnęła mnie po plecach, trochę za mocno.
- Powodzenia! Ja pakuję manatki i uciekam. Niech cię odstawi bezpiecznie do domu. I pamiętaj, na kim masz robić wrażenie. Masz tu szminkę. – Wcisnęła mi do ręki mały podłużny przedmiot. – W razie gdybyś zjadła tę warstwę, co masz teraz. Do boju!
Nie uważałam, żebym miała okazję do "boju”, ale Emma włożyła tyle pracy w wyszykowanie mnie, że nic nie powiedziałam. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi. Alex uśmiechał się, ale na mój widok jego uśmiech jakby zamarł.  
- Coś nie tak? – przeraziłam się i zerknęłam w dół. Może zapomniałam czegoś założyć, na przykład sukienki.
- Wyglądasz… pięknie – odpowiedział, a mi się zrobiło ciepło na sercu. – Chodź na dół, wszyscy już czekają.
Wszyscy, czyli… Sebastian też? Momentalnie poczułam suchość w gardle. Za chwilę jednak wrócił mi rozum. Alex, ja, Sebastian, Laura i ich rodzice to razem sześć osób, a w samochodzie zmieści się tylko pięć – oczywiście zakładając, że nie podróżujemy na wesele limuzyną. Miałam nadzieję, że Sebastian i Laura jechali osobno. Gdy zeszliśmy na dół, przekonałam się, że miałam rację – mówiąc "wszyscy” Alex miał na myśli tylko swoich rodziców. Poznałam jego tatę – wysokiego pana o siwych włosach i dobrotliwym uśmiechu – a Shirley parę minut zachwycała się, jak pięknie wyglądam. Alex już nic nie mówił, ale widziałam, jak mnie obserwował. Było mi bardzo miło. Zastanawiałam się, co powie Sebastian.
Nie widziałam go w kościele. Może to i dobrze. Ślub był piękny i nieco się wzruszyłam, ale natychmiast się opanowałam, żeby praca Emmy nad moim makijażem nie poszła na marne. Gdy jechaliśmy na wesele byłam już nieźle głodna, ale żołądek zacisnął mi się z nerwów. Wiedziałam, że w końcu zobaczę Sebastiana i Laurę.  
Sala weselna była przepiękna. Jasna, przestronna, z wysokimi białymi wazonami z lejącymi się kwiatami, z mnóstwem balonów, z przeszklonymi podwójnymi rozsuwanymi drzwiami, którymi wychodziło się na zewnątrz, na zielone tereny ogrodów. Na stołach były karteczki z przydzielonymi miejscami, ale jeszcze nikt nie siedział, bo za chwilę młoda para miała wygłaszać swoją pierwszą przemowę. Wszyscy stali w oczekiwaniu, a ja, mając nadzieję, że robię to dyskretnie, rozglądałam się dookoła. W końcu go zobaczyłam. Stał przy przeciwległej ścianie, obejmując ramieniem Laurę. Znów był ubrany w garnitur i wyglądał tak przystojnie, że aż musiałam wziąć głębszy oddech.  
I też na mnie patrzył. Gdy tylko pochwycił mój wzrok, od razu spojrzał gdzie indziej, jakby był wściekły, że go przyłapałam na patrzeniu na mnie. Dalej nie rozumiałam jego zachowania. Zawsze, gdy się spotykaliśmy był miły, żartował, niekiedy sobie nawet ze mnie kpił… a teraz? Zachowywał się, jakbym zrobiła mu potworną krzywdę. Przeniosłam spojrzenie na Laurę. Miała na sobie krótką beżową sukienkę ze złotymi elementami, złote sandałki na obcasie i wyprostowane włosy. Też mnie dostrzegła i zaczęła energicznie do mnie machać. Odmachałam jej, czując ścisk w gardle. Sebastian nie zaszczycił mnie już spojrzeniem.
W końcu usiedliśmy. Sebastian, jako rodzina, siedział obok nas, ale byłam od niego oddzielona Alexem i Laurą. Może i dobrze. Jego zachowanie sprawiało mi przykrość. Miałam ochotę mu wykrzyczeć, że nie ma prawa się tak zachowywać, bo nic mu nie zrobiłam, nawet się nie znamy! No właśnie. Nawet się nie znaliśmy – nie mogłam krzyczeć na obcego człowieka. Co prawda, już nie takiego obcego – niejako weszłam do rodziny. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. I nie było już odwrotu – a przecież sama nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę i co czuję do Alexa.
Po jakimś czasie Laura zamieniła się miejscami z Alexem, by siedzieć obok mnie. Nie miałam jej tego za złe, wręcz byłam jej wdzięczna, bo swoją paplaniną zajmowała mi myśli. W końcu zaczęła grać muzyka i Alex porwał mnie do tańca. Trochę się rozerwałam – potem do tańca poprosił mnie jego tata, co uznałam za szalenie miłe, zważając na to, że dopiero co mnie poznał – ale wciąż bolało mnie zachowanie Sebastiana. Nawet Laura była mi bliższa niż on. Ona przynajmniej mnie lubiła, a Sebastian… bez komentarza. Miałam wrażenie, że chciałby, żebym zniknęła. Jakie życie było nieprzewidywalne – jeszcze parę tygodni temu nie miałam pojęcia o ich istnieniu. Najpierw poznałam Alexa, potem Sebastiana, Laurę zobaczyłam na zdjęciu – trójka obcych ludzi, która okazała się być wspólnotą. A teraz i ja byłam w tej wspólnocie. Szkoda tylko, że jeden członek mnie tam nie aprobował.
W pewnym momencie pojawiła się okazja, którą grzech byłoby przepuścić – Alex zajął się rozmową z tatą, a Laura pobiegła do jakiejś kuzynki. Siedziałam przez chwilę sama, a potem kątem oka zobaczyłam, jak Sebastian wstaje i wychodzi przez oszklone drzwi na zewnątrz. Nie myśląc długo, wyszłam za nim. Było już trochę ciemno, a pobliskie latarnie nie świeciły zbyt mocno, dlatego chwilę mi zajęło, zanim go zlokalizowałam. Siedział paręnaście metrów dalej, na ławce, przed małym stawem. Usiadłam obok niego, sama nie wiedząc, czy robię dobrze. Spojrzał na mnie z chłodną dezaprobatą.
- Chciałem się przewietrzyć – powiedział. Czułam się tak, jakby mnie odepchnął, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Przecież nie zabraniam ci oddychać – zauważyłam, po czym od razu przeszłam do rzeczy: - O co ci chodzi?
- A o co ma mi chodzić? – odpowiedział pytaniem na pytanie, prostując się. Usłyszałam, jak trzaskają mu kości.
- Zachowujesz się, jakbym ci nie wiadomo co zrobiła – wyplułam z siebie szybko. – Mam wrażenie, że jesteś na mnie zły, tylko nie mam pojęcia o co. Jeśli tak jest, to lepiej powiedz – dodałam. – Bo wygląda na to, że teraz będziemy się widzieć znacznie częściej.
Sebastian przez chwilę nic nie mówił, po czym spojrzał na mnie nieprzychylnie. Wytrzymałam jego spojrzenie, choć serce znowu mi przyspieszyło. Był taki przystojny. Miałam ochotę zanurzyć rekę w jego gęstych, brązowych włosach. Powstrzymałam się siłą woli.
- Niezłe z ciebie ziółko – powiedział spokojnie.  
Nie zrozumiałam.
- Że co? – spytałam głupio. – O czym mówisz?
Wyglądał tak, jakby zamierzał mi to wyjaśnić, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Gwałtownie wstał, patrząc na mnie z góry. Przełknęłam ślinę, czując się bardzo dziwnie.
- Ładnie wyglądasz – powiedział, uśmiechając się blado i odszedł. Siedziałam chwilę jak wryta, po czym poszłam za nim, gotowa pociągnąć go za język i dowiedzieć się, co miał na myśli. Gdy dotarłam do drzwi, przez szybę zobaczyłam, jak podchodzi do Laury i mocno ją całuje. Odpuściłam. Powoli odeszłam od drzwi i wróciłam do ogrodów. Nie miałam już ochoty na żadne wyjaśnienia.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3761 słów i 21040 znaków, zaktualizowała 17 sie 2017.

3 komentarze

 
  • Non

    No w końcu :D kopy pomogły ? ;)

  • candy

    @Non a możliwe, że to to :D skoro aż dwa rozdziały pod rząd mi się udało wytworzyć :)

  • Non

    @candy wiedziałam że to dobry sposób :D

  • Karolina1Karolina

    Kiedy można liczyć na następną część? :)

  • candy

    @KontoUsunięteina1Karolina nie mam pojęcia niestety, postaram się szybko :*

  • POKUSER

    Eee... Miałem tylko dwa odcinki przeczytać, a zaczynam się wciągać ;)

  • candy

    @POKUSER haha :) przepraszam :D