[07] Nie jestem twoja

Obiad, który przyniósł mi Chris, był tak smaczny, że dopiero po jakimś czasie uraczyłam się ciastkami, które również mi przyniósł – a to było nie byle co, jeśli się pamiętało, że zostałam urodzona po to, by jeść wszystko, co niezdrowe i słodkie. Zanotowałam sobie nawet w głowie, by zapytać go o to, gdzie kupił takie dobre jedzenie. Chyba tego nie ugotował? Wtedy miałabym u niego dług wdzięczności, którego wolałam sobie nie przysparzać.  
Jego wiadomość, pozostawiona na pudełku po obiedzie, nie pozwalała mi się uspokoić. Starałam się powtarzać sobie, że to nic takiego, że to tylko wspólne wyjście z byłym chłopakiem, do którego przecież już nic nie czuję. Nie mogłam się jednak powstrzymać przed ciągłymi rozmyślaniami na ten temat – o czym będziemy rozmawiać, czy wspomni o swoim sms-ie i jak bardzo będzie mi niezręcznie, jeśli to zrobi. Wolałam nie odkopywać przeszłości, a jednak… wbrew sobie, czułam w brzuchu jakieś zdradliwe motyle. Do niedawna były tylko zwykłymi poczwarkami.  
Do hotelu przyszło jeszcze parę osób – małżeństwo, matka z córką oraz samotny starszy pan. Miałam wrażenie, że poradziłam sobie całkiem nieźle. Miałam głowę zajętą czym innym, ale swoje obowiązki wykonałam sumiennie – byłam z siebie całkiem dumna, ponieważ już zaczęłam zapamiętywać wszystkie ważne informacje.  
Nie powiedziałam Emmie, że spotykam się z Chrisem i póki co nie zamierzałam tego robić. Wiedziałam, że będzie próbowała mnie odwieść od tego pomysłu – i miałaby rację. Byłam jednak zbyt ciekawa, by teraz z tego zrezygnować. Poza tym, już nie miałam wyjścia – jeśli Chris sobie coś postanowi, to tak będzie. Jeżeli powiedział, że będzie po mnie, gdy skończę pracę, to mogłabym wyjść tylnymi drzwiami (o ile wiedziałam, gdzie takowe były), a on i tak by mnie znalazł. To była jego dziwna cecha, której nijak nie mogłam obejść. Nie wiedziałam nawet, skąd wiedział, o której kończę pracę, ale nie chciałam pytać. W jakiś dziwny sposób Chris zawsze wszystkiego się dowiadywał.  
Tuż przed końcem mojej zmiany poszłam ostatni raz do łazienki i upewniłam się, że wyglądam dobrze. Wypłukałam usta, pomalowałam się szminką i odrzuciłam włosy do tyłu. Uśmiechnęłam się niepewnie do swojego odbicia. Nie do końca wiedziałam co robię, ale znałam siebie na tyle dobrze, by wiedzieć, że się nie wycofam. Odetchnęłam głęboko i ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie. Wyszłam z łazienki i prawie zderzyłam się z wysokim i masywnym ciałem Chrisa, który stał tuż za drzwiami.
- O rany, odbiło ci? – zawołałam i zaraz ściszyłam głos w panice, że ktoś mnie usłyszy i oskarży o nieprawidłowe i kompletnie nieakceptowane zwracanie się do gości. – Dlaczego stoisz przy tych drzwiach? Mogłam cię nimi walnąć.
Chris parsknął śmiechem, który wydawał się tak beztroski i spontaniczny, że moje mięśnie twarzy bezwiednie pociągnęły do góry kąciki moich ust.
- Tak jakbyś mogła mi coś zrobić – zachichotał. – Idziemy?
- Hmm… - zawahałam się. Nie wiedziałam, czy mogłam odejść z recepcji, zostawiając ją własnemu losowi. Przecież ktoś musiał przejąć po mnie zmianę, prawda? Niemal z ulgą zobaczyłam, jak przez drzwi przetacza się Penelopa. Rzuciła mi nieprzychylne spojrzenie, które wspaniałomyślnie postanowiłam zignorować. Nie wiedzieć czemu, z Chrisem u boku poczułam się lepiej. Wyższa, ważniejsza, pewniejsza siebie – wszystkie te cechy traciłam, gdy zostawałam sama. Nagle jednak poczułam, że spojrzenie Penelopy nic mi nie zrobi. Spłynęło po mnie jak po kaczce.  
Upewniłam się, że mam w torebce wszystko to, co tu ze sobą rano przyniosłam i razem z Chrisem wyszliśmy. Wciągnęłam w płuca wieczorne powietrze, po czym poczułam, jak Chris łapie mnie za rękę i gdzieś ciągnie. Nawet nie zapytałam, gdzie idziemy. Zastanowiłam się, co było ze mną nie tak. Czując jego dotyk, jednocześnie się ucieszyłam, ale też poczułam, że nie chcę, by mnie dotykał, bo w jakiś sposób było to niewłaściwe. Czy byłam jakaś nienormalna? Czemu musiałam wszystko analizować? Dlaczego nie mogłam cieszyć się chwilą?
Chwilę później trzymałam w ręku duży plastikowy kubek z pyszną zawartością – koktajlem truskawkowym. Niechętnie to przyznawałam nawet przed samą sobą, ale Chris punktował u mnie z każdą chwilą. Wiedziałam jednak, że to przejściowe – przechodziłam przez to już wiele razy. Na końcu zawsze czekało na mnie rozczarowanie. Mimo wszystko pozwoliłam, by kupił mi koktajl i poszłam do parku, słuchając opowieści Chrisa. Sączyłam napój przez słomkę, czekając na kluczowy moment. Szybko się doczekałam. W pewnym momencie poczułam na sobie jego szczególne spojrzenie. Sekundę później padło zdanie:
- Tęsknię za tobą, Van. Naprawdę tęsknię.
Nie wiedzieć czemu, gdy tylko usłyszałam te słowa, w mojej głowie pojawił się Sebastian. Tak po prostu. Nie myślałam o nim od dobrych paru godzin i nagle wskoczył do mojej myśli tak płynnie, jakby czekał na to od dawna. Przypomniałam sobie naszą rozmowę, jego spojrzenie, jego uśmiech. Jednocześnie pożałowałam, że to właśnie w taki, a nie inny sposób układało się moje życie. Sebastian zapewne był teraz z Laurą i już nawet nie pamiętał, że istnieje ktoś taki jak Vanessa Johnson – której rzucił żart o zapisaniu swojego numeru telefonu, a ta naiwna dziewczyna to zrobiła. On siedział ze swoją ukochaną i nawet nie pamiętał o moim istnieniu, a ja byłam w towarzystwie faceta, który rozczarowywał mnie za każdym razem, bez wyjątku, a ja wciąż dawałam się złapać w jego sidła. Życie było głupie. Ja byłam głupia.
- Van?
- Przepraszam. – Momentalnie się otrząsnęłam. Spojrzałam na Chrisa. Trudno było odczytać, co myślał w tej chwili. – Chris… dobrze znasz moją odpowiedź.
- Nic się nie zmieniło? – spytał, wwiercając we mnie wzrok. Wytrzymałam go.
- Próbowaliśmy. Wiele razy. Nie wyszło – powiedziałam, starając się mówić to łagodnie. – Nie ma sensu wchodzić drugi raz do tej samej rzeki, prawda?  
- A może się zmieniłem? – spytał, stając przede mną i zagradzając mi drogę. Spojrzałam z żalem na plastikowy kubek. Koktajl się skończył. Rzuciłam kubkiem do stojącego nieopodal kosza – oczywiście nie trafiłam. Prychnęłam cicho pod nosem.
- Nie sądzę.  
- Nie dowiesz się, jeżeli nie spróbujesz – powiedział.
Czułam się, jakby kusił mnie sam diabeł. Zadarłam głowę i spojrzałam na niego prowokująco.
- Dziękuję za obiad. I za koktajl. I za trud odszukania mnie. Ale naprawdę, Chris, ja nie chcę znów próbować. Zbyt wiele razy się na tobie zawiodłam.
Chris jakby oklapł. Ja zamilkłam. Powiedzenie tego wcale nie było łatwe, ale czułam w głębi siebie, że podejmowałam prawidłową decyzję – po raz kolejny.
- Przepraszam. Nie cofnę czasu.
- Nie wymagam tego od ciebie – powiedziałam pogodnie. Nagle poczułam, że muszę być sama. I to natychmiast. Podniosłam kubek, który upadł na trawę i wrzuciłam go do kosza. – Miło było cię zobaczyć. Muszę już iść. Cześć, Chris. Trzymaj się.
Zanim  zdążył mnie powstrzymać, odwróciłam się i puściłam się biegiem w stronę przystanku. Wiedziałam, że gdyby chciał, z łatwością by mnie dogonił i zatrzymał, ale gdy w końcu dobiegłam do celu, za mną nikogo nie było.
***
Wróciłam do pustego mieszkania i choć jeszcze przed chwilą chciałam być sama, nagle poczułam się samotna w tych czterech ścianach. Potrzebowałam kogoś – Emmy, rodziny, kogokolwiek. No nie, nie kogokolwiek. Dopiero co odprawiłam człowieka, który mówił, że za mną tęsknił. Nie czułam się z tym dobrze, ale nie czułam się też źle. Zamierzałam o tym nie myśleć – to było najlepsze, co mogłam zrobić w tej sytuacji.  
Znowu pomyślałam o Sebastianie, równie bezwiednie co poprzednio. Westchnęłam, zła na samą siebie. Ile to jeszcze miało trwać? Odniosłam swój mały prywatny sukces – dostałam pracę i to nie byle jaką. Dlaczego więc wciąż myślałam o kimś, kto już nie pamiętał, że mnie poznał? Dlaczego po prostu nie mogło być dobrze?
Opadłam na łóżko, gotowa nie robić absolutnie nic.
***
Następne dwa dni pracy minęły mi potwornie wolno. Choć nie sądziłam, by Chris znowu wrócił do hotelu, spinałam się za każdym razem, gdy ktoś przechodził przez drzwi. Nie chciałam kolejnej niezręcznej rozmowy.  
Tym razem zorganizowałam się już lepiej – rano przygotowywałam sobie jedzenie, które potem zamykałam szczelnie w pojemnikach i przynosiłam ze sobą. Dzięki temu nie byłam już narażona na śmierć głodową. Wygrzebałam też z mieszkania parę książek, które miały mi uprzyjemniać czas – parę wzięłam swoich, a kilka ukradłam z pokoju Emmy. Prawie się już nie jąkałam, rozmawiając z gośćmi, co uważałam za duży sukces w mojej „karierze”.
W czwartek miałam dzień wolny, dlatego wykorzystałam go na czas dla siebie. Powoli przywykłam do samotności. Spałam prawie do południa, a gdy się obudziłam, nie czułam, że zmartwychwstaję, ale że naprawdę się wyspałam. Ubrałam się, z zadowoleniem stwierdzając, że moja twarz wygląda dziś wyjątkowo ładnie. Postanowiłam się dopieścić i zrobić sobie małe domowe Spa – poszłam do sklepu i kupiłam sobie parę słodkości oraz maseczek do twarzy. Po nałożeniu jednej z nich i otwarciu jednej z czekolad włączyłam sobie odcinek mojego ulubionego serialu. Połowa dnia zleciała w okamgnieniu. Wieczorem stwierdziłam, że czas spalić to, co zdążyłam pochłonąć i poszłam na basen, który, jak odkryłam, był położony niedaleko mojego mieszkania. Zdaje się, że dopiero teraz mogłam odkrywać uroki miasta – wcześniej pochłaniała mnie nauka. Miałam nadzieję, że drugi rok studiów będzie lżejszy.
Kupiłam bilet jednorazowy i poszłam do szatni. Byłam w niej sama, więc nie musiałam gimnastykować się z przebieraniem tak, aby nikt nie widział – po prostu zdjęłam z siebie ubrania i wciągnęłam kostium kąpielowy. Z westchnieniem zauważyłam, że czas kupić nowy, ponieważ ten stał się tu i ówdzie zbyt obcisły. Było też inne wyjście – schudnąć – ale byłam chyba na to zbyt niesystematyczna i zbyt leniwa. Basen nie wymagał czepków, więc z ulgą nie wyjmowałam go z torby. Weszłam na basen – o mało się przy tym nie zabijając na śliskiej podłodze – i wskoczyłam do wody. Choć zapach chloru przez chwilę podrażnił moje nozdrza, po chwili już prawie go nie czułam. Przepłynęłam kilka razy szerokość basenu i przez ułamek sekundy poczułam się naprawdę szczęśliwa. Prawie nie pamiętałam już o Chrisie. Prawie nie pamiętałam już o Sebastianie. Tak jakby wcale ich nie było.
W piątek czekała mnie nocna zmiana, dlatego wlałam do kubka termicznego sporą ilość kawy, by nie zasnąć. Gdy przyjechałam do hotelu, Penelopa już czekała, bym ją zmieniła. Chwyciła torebkę i od razu wybiegła z hotelu, nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Odprowadziłam ją wzrokiem, jednocześnie zastanawiając się nad nią. Nic nie wiedziałam o tej kobiecie i nie miałam pojęcia, czemu jest taka nieprzychylna i wychodzi z hotelu niemal z ulgą. Nagle stwierdziłam, że chciałabym poznać jej historię. Kim jest? Dlaczego ma takie nastawienie do życia? Co robi w wolnym czasie? Chwilę nad tym dumałam, po czym wzruszyłam ramionami. To nie była moja sprawa.  
Rozsiadłam się za ladą i niemal od razu zalogowałam się na Facebooku. Emma była aktywna – a jakże – więc zaczęłam z nią pisać, popijając jednocześnie kawę. Z głębi hotelu dochodziły jakieś szmery, gwar rozmów i śmiechy i przez krótką chwilę pożałowałam, że jestem tu sama. Emma była w naszym rodzinnym domu, jak zresztą i wszyscy moi znajomi. Tutaj nie miałam praktycznie nikogo. Byłam skazana sama na siebie. Nieprzyjemne uczucie. Pocieszyłam się, że jutro jest już sobota i mogę wrócić do domu, choćby na kilkanaście godzin.
Nie było praktycznie żadnych nowych gości, dlatego czytałam książkę. Nawet nie zauważyłam, kiedy czas przeleciał jak szalony. Zanim się zorientowałam, było już ciemno. Kiedy ponownie ktoś przeszedł przez drzwi, na zegarku widniała godzina dziesiąta wieczorem. Otrząsnęłam się z chwilowego letargu i przybrałam minę poważnej pracownicy. Gdy spojrzałam na osobę zmierzającą w moją stronę, uśmiech zamarł mi na twarzy.
- Dobry wieczór – usłyszałam, powiedziane bardzo wesołym tonem. Zdołałam odpowiedzieć jej tym samym, choć miałam ochotę ją zabić.
Przede mną stała Laura. Poznałam ją od razu, choć na zdjęciach, które widziałam, nie przyglądałam się jej jakoś szczególnie. One zresztą nie oddawały jej prawdziwego wyglądu – rzeczywistość była gorsza. I to jak.
Laura była bardzo ładna. Zbyt ładna. Miała pełne wargi, szeroki uśmiech, zęby jak wycięte z portretu wiszącego w poczekalni u ortodonty. Średniej długości blond włosy z niemalże miodowymi refleksami i piwne oczy. Oczy miała idealnie umalowane – podejrzewałam, że nawet nie musiała się kłopotać proszeniem kogoś o pomoc. Takiej dziewczynie pewnie wszystko wychodziło idealnie – nawet kreska na powiece. Nie widziałam jej figury, ale mogłam się założyć, że była w stanie bez problemu wcisnąć się w ciuchy rozmiaru XS. Z miejsca ją znienawidziłam. Boże, dlaczego? Dlaczego właśnie ona musiała tu przyjść?  
- Mam rezerwację na pokój 212. Na nazwisko Preston – błysnęła uśmiechem. Szybko odwróciłam od niej wzrok i znalazłam szukaną rezerwację w komputerze. Faktycznie tam była. Miałam ochotę skasować ją jednym szybkim ruchem i powiedzieć, że ten pokój jest już zajęty. Tak jak każdy inny.  
- Rezerwacja jest na dwie osoby – zauważyłam.
- Tak, jest dla mnie i dla mojego chłopaka – powiedziała Laura, odrzucając włosy do tyłu i uśmiechając się tak szeroko, jakby była pijana. Poczułam, że mój żołądek wylądował gdzieś w okolicy miednicy. Do tej pory jakoś nie pomyślałam o Sebastianie, ale to było oczywiste. Po co sama przyszłaby do hotelu? – Rezerwacja jest na dwudziestą trzecią, ale przyszłam trochę wcześniej, żeby wszystko przygotować. Mamy dziś rocznicę – dodała, choć ta informacja absolutnie nie była mi potrzebna do wiadomości. Udałam uśmiech i potwierdziłam rezerwację, jednocześnie wstając i podając jej kluczyk, siłą woli powstrzymując się od rzuceniem jej go w twarz. Sama byłam zdumiona swoją niechęcią do niej, ale nie byłam w stanie udawać miłej. To było takie nie fair, że ona miała chłopaka, którego ja nie mogłam wyrzucić z myśli i w dodatku była idealna w każdym calu, a ja uważałam dzień za udany, jeżeli udało mi się nie przewrócić, nie oblać kawą i nie uszkodzić samochodu. Różnica była kolosalna. Ona pewnie nawet potykała się z wdziękiem.
- Czy to aby nie chłopak powinien przygotowywać rocznice? – spytałam niewinnie, zanim zdążyłam ugryźć się w język.  
Laura uniosła głowę i uśmiechnęła się promiennie. Robiło mi się niedobrze. Rozumiałam pozytywne podejście do życia, ale co za dużo, to niezdrowo.  
- W tym roku ja postanowiłam się tym zająć. Sebastian ostatnio miał dużo spraw na głowie. Chciałam go odciążyć.
- Tak, to bardzo miłe – mruknęłam. Laura odeszła ze śpiewnym „dziękuję!” na ustach, a ja opadłam ciężko na fotel. Ciekawa byłam, jakie „sprawy” były na głowie Sebastiana. Po chwili zestresowałam się, bo uświadomiłam sobie, że jego również dziś tu spotkam. W panice rzuciłam się do łazienki. Wyglądałam dobrze, ale po zobaczeniu Laury i porównaniu się z nią, „dobrze” nie było wystarczające. Westchnęłam cicho. Jaki sens w ogóle miało kontrolowanie wyglądu? Sebastian był w związku. Widocznie długim, skoro na świętowanie rocznicy trzeba było zarezerwować noc w hotelu. Na samą myśl, co będą tam robić, zrobiło mi się niedobrze.
Czekałam cała w stresie, myśląc, co wyprawia na górze Laura, kiedy przyjdzie Sebastian i jak mam się wtedy zachować. Minuty mijały zbyt szybko. W końcu usłyszałam otwieranie drzwi. W gardle natychmiast mi zaschło, gdy zobaczyłam jak Sebastian idzie w moją stronę. Boże, wyglądał świetnie – równie świetnie jak poprzednio. Szare spodnie, śnieżnobiała koszula – rozpięta u góry, ukazująca opaloną skórę. Ponownie poczułam zapach jego perfum i w myślach posłałam soczyste przekleństwo na Laurę.
- Znowu się spotykamy – jego głos sprowadził mnie na ziemię. Wyprostowałam się. Sebastian stał przede mną i patrzył z lekkim uśmiechem. – Podejrzewam, że Laura już tu była, prawda?
- Tak – mruknęłam.  
- Tak myślałem. – Wydawał się zadowolony, ale nie wiedzieć czemu, miałam wrażenie, że przyszpila mnie wzrokiem. – Jak ci minął tydzień?
Przez chwilę patrzyłam na niego, próbując odgadnąć sens tego pytania. Zwykła uprzejmość? Ciekawość? Gadka-szmatka? I o co on pytał? O pracę? O życie towarzyskie?
- Dobrze – wydusiłam, decydując się na najbezpieczniejszą odpowiedź.
Wzrok Sebastiana skierował się na moje ręce. Znowu tego nie rozumiałam. Oczekiwał, że już będę dawać mu klucz? Chyba to było jedyne, co powinnam zrobić. Zerwałam się z miejsca i podałam mu go.
- Pokój 212 – powiedziałam sucho.  
- Dzięki – odparł. Podając mu klucz, spojrzałam na jego przedramię. Miał podwinięte rękawy. Ze strachem zauważyłam na jego rękach coś, co mnie przeraziło. Ogromne siniaki, krwiste, niektóre wyglądające na starsze, a inne tak, jakby miały co najwyżej parę godzin. Były ogromne i na ich widok zdrętwiałam. Od czego one były? Czy ktoś go bił? Skoro takie miał na rękach, to jakie musiał mieć gdzie indziej? Spojrzałam na niego z przerażeniem w oczach. Nie przejął się tym. Zabrał klucz, uśmiechnął się i powiedział:
- Do zobaczenia.
Odszedł, a ja opadłam na krzesło, myśląc o sobie, o Laurze, jej doskonałości, moich uczuciach, tych przerażających siniakach i zastanawiając się, czy aby na pewno chcę jeszcze go widzieć.




Rozleniwiłam się ostatnio :((

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3366 słów i 18550 znaków.

3 komentarze

 
  • Black

    Bardzo, bardzo mi się podoba:) A lenistwo to dobra rzecz:D

  • candy

    @Black oj nie zawsze! Ale za to już się wzięłam za ósemkę! dziękuję bardzo bardzo <3

  • Lolissss

    Te siniaki... A moze Laura go bije? XDD  
    Nie no tak naprawde to fajny rozdział ale żal mi jej, taka samotna.. Jak ja :/
    Pozdrowienia z gorących Włoch!! :)

  • candy

    @Lolissss jesteś we Włoszech? :( jak zazdroszczę! Vanessa i Candy studiujące filologię włoską również pozdrawiają! I dziękuję :D

  • Karolina1Karolina

    Bardzo fajne :) Nie mogę się doczekać co będzie dalej :) Życzę weny twórczej ;)

  • candy

    @KontoUsunięteina1Karolina dziękuję! Przyda się :)