Zwykły dzień

Zwykły dzień pracy. Mija kolejna godzina przed monitorem. Jesteś znudzona. Przeciągasz się myśląc o kawie.
Dzwoni telefon. Notujesz dyktowane tytuły spraw. Zapisujesz nazwisko. Prosisz, żeby zajrzał za 10 minut. Idziesz do magazynu akt z kartką - w sumie zadowolona, że ruszyłaś się zza biurka. Teraz tak jest – interesanci są w większości wirtualni. Myśląc o tym przesuwasz kolejne regały. To ta półka; szybki rzut oka - "Och, żesz kurczę...." - brakuje segregatora. Upewniasz się co do numeru i wracasz do komputera. Kurczę. W systemie jest. Powinno być. Ale nie ma...
Ten facet zaraz zejdzie i okaże się, że na próżno. A taka byłaś pewna... Cholera. Wracasz do półki, żeby sprawdzić raz jeszcze. Przeglądasz segregatory. Nie ma. Nie ma. Nie ma!
Wracasz na górę sprawdzić raz jeszcze. I wtedy wchodzi on - że też nie skojarzyłaś nazwiska. Znasz go oczywiście. Tzn. znasz go z widzenia. Niezły. Dlatego go zapamiętałaś. Ma jakiś nieokreślony wdzięk, podniecająco pachnie i ten głos....
- Proszę Pana - jest Ci trochę głupio, ze niepotrzebnie go ściągnęłaś z sąsiedniego budynku. - Niestety jest problem z tymi dokumentami. Obawiam się, że ktoś pożyczył na chwilę i … -  
nie lubisz się przyznawać, że nie wiesz co się stało z daną teczką.
- Oj, niedobrze - jest wyraźnie zmartwiony - wie Pani, ja potrzebuje tylko zajrzeć na chwilę, sprawdzić jedną rzecz. Zależy mi. - Uśmiecha się, a Ty czujesz, że naprawdę diabelnie Ci się podoba.
- Może, wie Pan, może ja mam dodatkowy egzemplarz, kopię. W Archiwum. Ale to trochę potrwa. Musiałby Pan poczekać.
- Dobrze - znów się uśmiecha - A może po prostu zejdę z Panią? To gdzieś na dole? Nie znam dobrze tych podziemi.  
- Wobec tego zapraszam na małą wycieczkę - mówisz i szukasz kluczy. Schodzicie krętymi schodami w dół, ty pierwsza. Jedne drzwi, drugie, trzecie. W końcu stoicie przed drzwiami Archiwum, dobierasz klucz. Rozbłyska światło. W pomieszczeniu jest ciepło i duszno. Pachnie kurzem. Przedzierasz się przez labirynt regałów i pudeł. W końcu stajesz przed właściwą półką. Przerzucasz teczki. Jest ciasno. On stoi bardzo blisko Ciebie.
- To nie tu... - mówisz w końcu - może wyżej. Przeglądasz tytuły na grzbietach teczek na górnej półce i uświadamiasz sobie, że uniesiony przez podniesienie rąk sweterek odsłania właśnie dół pleców. Spódnica to biodrówka, więc na pewno widać stringi. NA PEWNO. Robi Ci się bardzo głupio i gorąco jednocześnie. Nie umiesz już skupić się na poszukiwaniach. On stoi obok i na pewno WIDZI.
- Hmmm.... ładna bielizna....
- Przepraszam - rumienisz się z wrażenia.
- Nie ma za co - mówi on i spogląda Ci prosto w oczy - znam ten model. To z kolekcji Passionata prawda? Kupiłem dla żony. Z przodu są takie różowe perełki - nie spuszcza z Ciebie wzroku.
- Tak, chyba tak, nie pamiętam - masz chaos w głowie i czujesz jak idiotycznie się zaczerwieniłaś. Odwracasz się do półki i ponownie sięgasz na górę. On zaczyna śmiać się w głos.
- Gdzieś tu była drabinka ... - szukasz wyjścia z tej głupiej sytuacji i dostrzegasz potrzebny sprzęt w kącie - Czy mógłby Pan...
Po chwili stajesz na stopniach i orientujesz się, że wcale nie jest lepiej. Teraz twoje pośladki znajdują się dokładnie na wysokości jego wzroku. Cholera. Postanawiasz się skupić na szukaniu tych nieszczęsnych dokumentów. Ale cała ta sytuacja wytrąciła Cię już z równowagi. Kończysz przeglądać półkę, kiedy czujesz jego delikatny dotyk na swojej łydce. Zamierasz na moment. Jego palce przesuwają się po napiętej pończosze od kostki po zgięcie w kolanie.
Panika!
"Co on robi?!" - myślisz -" Co on robi?!"  -  ale nie reagujesz i to pozwala mu wodzić palcem coraz wyżej i pewniej. Usiłujesz zdobyć się na jakąś reakcję, jednocześnie poddajesz się pieszczocie i przymykasz oczy. Twoje ciało Cię zdradza. Palce kurczowo zaciskasz na krawędzi półki. Cenne sekundy uciekają a tymczasem jego dłonie gładzą już twoje uda pod
spódnicą, palce wędrują brzegiem pończoch. Wilgotniejesz. Gdzieś z daleka dochodzi odgłos trzaśnięcia drzwiami, słychać stukot czyichś obcasów na korytarzu, urywany śmiech, brzęk kluczy. Półprzytomnie myślisz, że musicie to przerwać i zaczynasz się zastanawiać nad idiotyczną kwestią czy powinnaś mówić mu już na "ty" czy jeszcze na "pan". Twoje myśli błądzą w chaosie, ale ciało reaguje automatycznie - jesteś już całkiem mokra i czujesz przyjemne mrowienie w sutkach, kiedy on gładzi i pieści twoje pośladki. Jego place wędrują na biodra i wprawnym ruchem zaczepiają z obu stron o gumkę stringów, sekunda zawahania i... masz je już przy kostkach u stóp. Teraz wiesz, że on już widzi jak jesteś mokra. Jego dłonie wracają niespiesznie w górę, kreśląc zawiłe ścieżki na twoich nogach, powoli zbliżają się celu gładząc i masując wnętrze twoich ud.  Przestajesz panować nad oddechem i zaczynasz pojękiwać, on przedłuża pieszczoty ściskając i poszczypując pośladki. Czujesz jak powoli wyciekają z ciebie kropelki soku i moczą wnętrze ud. Jesteś pewna, że za chwilę i on nie wytrzyma napięcia.
Słyszysz jego głos: "Zejdź niżej" i odruchowo chcesz się obrócić, ale jego ręce chwytają cię mocno w pasie i powstrzymują. Drabinka wymusza z każdym stopniem niżej większy rozkrok. Na najniższym stopniu stoisz już z mocno rozchylonymi udami, a jednocześnie jest na tyle nisko, że czujesz jak jego pierś przywiera do twoich pleców. Pozycja jest niewygodna i boisz się, że drabinka przewróci się z hukiem. Kurczowo trzymasz się półek. On napiera na  ciebie całym ciałem, a rękoma rozpina wprawnie guziki twojej koszulowej bluzki. Po
chwili jesteś tylko w staniku i czujesz delikatne pocałunki na karku, ramionach, wzdłuż kręgosłupa. Dotyk guzików jego koszuli na nagich plecach sprawia, ze sztywnieją Ci sutki. Czujesz jego oddech i pieszczoty warg na płatkach uszu. Nie możesz się już doczekać, kiedy zdejmie z ciebie ten stanik, kiedy cię wreszcie weźmie. Cała dygoczesz z emocji. Błądzące po plecach ręce odnajdują w końcu zapięcie stanika i po chwili twoje piersi wypełniają już jego dłonie. Jesteś już tak podniecona, że nawet ten delikatny dotyk sprawia, że szaleństwo jest blisko. Tymczasem on pieści twój dekolt grzbietem dłoni i delikatnie wodzi palcami wokół sutków. Masz wrażenie, że gdyby teraz je ścisnął - eksplodowałabyś. Dociera do Ciebie, że on całkowicie kontroluje sytuację, uległaś - nogi ci drżą i wiesz, że teraz zrobisz wszystko czego zażąda, byle tylko poczuć go w końcu w sobie. Czujesz, że on to wie. Pieści cię całym ciałem i niemal wszędzie, omijając jednak te najwrażliwsze miejsca, chcąc zachować całe twoje emocje na później. Niemal tracisz świadomość.
Jak we śnie docierasz prowadzona przez niego do dużego stołu, który służy zazwyczaj do pakowania wysyłek. Mocny, duży, ciężki stół. Czujesz chłód blatu pod nagimi plecami, kiedy on cię na nim kładzie.
Cała drżysz. Przymykasz oczy i czujesz pocałunki na  brzuchu i wzgórku. Nagle mocno chwyta Cię za kostki u nóg i zadziera twoje nogi do góry. Rozchyla cię niemal na siłę, prostując ramiona i naginając twoje stopy do blatu po obu stronach. Jesteś maksymalnie otwarta i jęczysz czując wypukłość jego dżinsów na swojej szparce. Dłońmi obejmujesz piersi, podświadomie napierasz swoją mokrą muszelką na jego wciąż zapięty rozporek. On jedną ręką przyciska Cię do blatu, a drugą rozpina spodnie. Ciężka klamra uderza o stół. Niemal w ułamku sekundy wbija się w ciebie z całą siłą. Tracisz oddech z zaskoczenia i bólu.
Odruchowo napinasz mięśnie, ale nie możesz zewrzeć nóg - on trzyma cię za kostki u nóg, szeroko i naciera z całą furią. Nie ma śladu po poprzedniej delikatności, kolejne uderzenia bolą jednak coraz mniej - jesteś coraz szersza i bardziej rozgrzana. Dopasowujesz się do niego, czujesz się pokonana, bezwolna. On łączy twoje stopy w górze i kiedy robi się ciaśniej, czujesz nadchodzący finał.
I wtedy właśnie on wychodzi z ciebie i trzymając cały czas twoje stopy mocno ściśnięte w górze, zaczyna wodzić samym czubeczkiem penisa po twojej rozgrzanej, mokrej szparce. Znów jest delikatny, a ty nie możesz powstrzymać jęków, nie wiesz co się z tobą dzieje. Masz wrażenie, że cała twoja krew, czucie, zmysły skupiły się między udami, gdzie czujesz cały czas aksamitną główkę jego penisa, która drażni teraz twój najwrażliwszy punkt. Zagryzasz wargi powstrzymując jęk.
Nagle pieszczota się urywa. "Odwróć się" - słyszysz i kiedy stajesz tyłem oparta dłońmi o stół, on przyciska cię jedną ręką z całej siły do blatu. Drugą toruje sobie drogę i znów jest brutalny. Niemal rozrywa cię i miażdży, zaciskasz zęby, żeby nie krzyczeć, kiedy uderza
w ciebie z całą siłą. To prawie gwałt. "Boli" - syczysz, ale on nie słyszy albo nie chce słyszeć. Jego ręce trzymają cię za biodra i przyciskają jednocześnie do blatu. Po chwili furia jego uderzeń powoli słabnie, czujesz że wyładował się w tobie i zwalnia. Puszcza twoje obolałe biodra i chwyta obiema dłońmi piersi, poszczypuje sutki. Zwolnione tempo i pieszczoty przewrażliwionych już piersi robią swoje. Odpływasz, słyszysz tylko jego przyspieszony oddech i odgłosy jego penisa, który prawie pływa w twojej zalanej szparce. Przy którymś
kolejnym uderzeniu eksplodujesz. Czujesz cały jego ciężar na swoich plecach i dłoń, która zatyka Ci usta. Przygryzasz jego palce. Jeszcze chwilę tak trwacie, a potem on wysuwa się z Ciebie, wyciera, zaczyna zapinać. Ty nie masz siły się ruszyć, półleżysz na blacie, nogi masz
jak z waty, jego sperma zmieszana z twoją wilgocią płyną Ci po udach wsiąkając ostatecznie w pończochy. Z trudem wracasz do rzeczywistości.
Nagle słyszycie kroki w oddali i głos twojej koleżanki : "Halo? Jesteś tam? Telefon! Czego ty tam szukasz tyle czasu!".
Błyskawicznie wraca ci przytomność. Chwytasz porozrzucane ciuszki, podczas gdy on zapina już ostatnie guziki koszuli i przeczesuje włosy palcami. Nic nie mówicie, odwracasz się odruchowo tyłem i zapinasz stanik. Czujesz jego wargi przy uchu i szept:  
- Wyjdę bocznym wyjściem
- Ok - mówisz - ok.
On odchodzi za róg korytarza, ale cofa się nagle:  
- A te dokumenty...
Ach no tak, dokumenty, przecież te dokumenty ....
- Tak, postaram się jeszcze poszukać  - dodajesz.
- Nie szukaj. Mam je na biurku, wziąłem wczoraj jak rozmawiałaś z wiceprezesem - uśmiecha się bezczelnie i puszcza oko.  
- Chciałem się tylko przekonać jak bardzo się postarasz, żeby je dla mnie odszukać - śmieje się już w głos.
Zamurowuje cię dosłownie:
- Spadaj! - jesteś wściekła, kiedy drżącymi jeszcze rękoma zapinasz guziki bluzki i wsłuchujesz się w jego oddalające się kroki. Ale potem sama zaczynasz się śmiać.

altarica

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2022 słów i 11197 znaków.

3 komentarze

 
  • alan

    masz duży talent i bogatą wyobraźnię

  • Rawka

    Świetny warsztat pisarski :)

  • andkor

    Zaskoczyłaś zakończeniem prawie jak w filmie sensacyjnym.