
Samochód sunął kamienistą drogą w stronę małego kościoła, gdzie właśnie miał zacząć się msza ślubna. Kamienie szeleściły pod kołami. Michał oparł czoło o zimną szybę i westchnął. Krótkie, brązowe włosy przykleiły mu się do czoła od wilgoci, a garnitur – podarowany od wujka – wciąż był na niego za duży. Obok rudowłosa matka Joanna poprawiała szal. Miała trzydzieści sześć lat i nosiła wyzywające ubrania. Tym razem niebieska sukienka wyraźnie zaznaczała jędrne cycki pod materiałem.
— Henryku, ten garnitur cię dusi, czy ty w ogóle oddychasz? — żartobliwie zapytała Joanna.
Henryk mruknął pod nosem:
— Dopiero dziś rano go założyłem po raz pierwszy od dłuższego czasu. Chyba mi się przytyło —powiedział, rozpinając guziki garnituru.
Marta siedziała przy oknie, przeglądając telefon. Dziewiętnastoletnia blondynka o wzroście sto pięćdziesięciu pięciu centymetrów i ładnej buzi. Włosy spięła w kok wstążką w tym samym różowym kolorze co reszta stroju. Energiczna i dowcipna, już teraz rzuciła uwagi pod nosem ojcu:
— Jak byś nie mógł tego garnituru szybciej przymierzyć.
Droga do samego kościoła minęła szybko. Po zaślubinach rodzina ruszyła w drogę, pokonując pięć kilometrów do domu weselnego położonego tuż obok jeziorka i małego lasku. W oddali majaczyły drewniane domy gościnne, gotowe przyjąć gości na nocleg. Powietrze pachniało wilgotną ziemią i nutą kawy unoszącą się z kuchni. Ciepło poranka już łaskotało po skórze, mimo że Michał wciąż czuł chłodny dotyk szyby. Obserwował, jak dorośli poruszają się bez sztucznej ceremonii — gestami, uśmiechami, swobodnym oddechem. To była cicha zapowiedź nocy. Poranne światło, miękkie i złociste, rozmywało ostre krawędzie ubrań i twarzy, tworząc atmosferę ciszy przed burzą. Michał nie zwlekał z wejściem do domu weselnego, gdzie już panował lekki zamęt przed przyjściem Państwa młodych. Przywitał się krótko ze wszystkimi, wymieniając uściski i powitania, które w tym tłumie brzmiały jak automatyczne, lecz serdeczne rytuały. Gdy para młoda zajęła miejsca na podwyższeniu, wszyscy wznieśli toast. Szum szkła i gwar głosów opadł, a po ostatnim „Na zdrowie!” muzyka rozbrzmiała wyraźnie. Zabawa zaczęła się na dobre.
II. Spacer
Michał wypił kilka kieliszków wódki z kuzynostwem i siostrą. Alkohol grzał brzuch, a głowa robiła się lżejsza. Gdy szum sali stał się przytłaczający, postanowił wyjść na spacer, żeby się przewietrzyć. Poszedł ścieżką w kierunku zagrody, szukając cienia. Zagroda kryła już pierwszy sekret wieczoru. I tam, za stertą siana i cieniem drzew, zobaczył dwie postaci.
Scena tworzyła tu intymną bańkę, odseparowaną od huku sali, gdzie odległy szum tańców brzmiał jak odległe bicie. Wiolka, trzydziestoletnia panna młoda, klęczała przed sześćdziesięcioletnim Romanem, teściem. Był niski, łysy, gruby i brzydki, ale za to miał sporego penisa, który teraz pracował w ustach Wiolki. Robiła mu dobrze ustami. Nie było to nagłe ani przypadkowe. Trwało już chyba dobrą chwilę, gdy Michał się zbliżył. Roman opierał się o drewniany słup z głową odrzuconą do tyłu i zamkniętymi oczami. Wiolka pracowała ustami z uporem, jęzorem przesuwając się po kroczu, od nasady aż po główkę. Słyszał mokre mlaskanie ust, cichy jęk Romana i szelest siana pod kolanami dziewczyny. Skóra teścia nabrzmiała, żyły na karku napinały się z każdym pchnięciem bioder w jej kierunku. Robił to tak, jakby wiedział, kiedy puścić, a kiedy przycisnąć. Wiolka czuła smak jego skóry, słuchała, jak oddech staje się głębszy, cięższy. Nie spieszyła się. Wiedziała, że to on teraz ma nad nią przewagę. Roman napinał się, cicho jęczał i wytrysnął jej w usta.
Wiolka wypluła spermę:
— Ty jesteś pojebany.
Panna młoda nie bardzo była zadowolona z tego, co zrobił teść. Romek z uśmiechem na ustach zaśmiał się i zapytał:
— Trafiłem w migdałki?
Michał stał nieruchomo, czując podniecenie. Wiolka podniosła głowę, przeczesując włosy ręką, poprawiła stanik, sukienkę i poszła w stronę sali. Roman jeszcze zapalił papierosa zanim wrócił.
Michał tak był zaskoczony cała sytuacja że dopiero teraz poczuł ciepło rozlewające się między nogami. Stanął mu kutas. Nie był zaskoczony, raczej zadowolony, natura sama wybrała ten moment na reakcję. Kontynuował spacer, chłodny powiew i szmer wody pomogły zbić ciśnienie. Wracał już spokojniejszy na salę, gdy zza drzwi dobiegł go śmiech personelu wynoszącego pierwszego upitego gościa.
III. Sekret Marty
Michał wrócił do swojego stolika. Tam jeszcze wypił kilka kieliszków wódki. Alkohol rozlewał ciepło po żołądku, a w głowie robiło się jaśniej. Gdy zapraszano do tańca, poszedł za tłumem na parkiet. Poprosił Iwonę do tańca. Dwudziestoletnią kuzynkę o wyglądzie, przypominająca młodą Liv Tyler — z tym specyficznym spojrzeniem i smukłą sylwetką w małej czarnej sukience. Marta tańczyła z kuzynem obok. Michał obserwował ich z boku. Paweł miał dwadzieścia dwa lata. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem ze średniej długości włosami. Przystojny i pewny siebie. Jego koszula i czarne spodnie ledwo kryły napięcie; kutas wyraźnie odznaczał się przez materiał. W tańcu, gdy muzyka grała w rytmie bębna, Paweł obmacał jej biodra, dłonie zsunęły się niżej, masując pupki przez cienką tkaninę sukni Marty. Michał uniósł brew. Spróbował tego samego z Iwoną. Delikatnie przesunął dłoń po jej plecach, opadł na jej tyłek, a nogą lekko nacisnął ją między uda. Iwona jęknęła cicho, nie cofnęła się. Ewidentnie lubiła ten dotyk.
Michał patrzył jednak na Martę. Zaskoczyło go, jak bardzo to, co widzi, podoba mu się. Czuł to niemal fizycznie, jak echo w jego ciele. Piosenka dobiegła końca, rozeszli się do stołów. Michał zauważył, że Marta wstała i podążyła za Pawłem w stronę wyjścia. To go zaciekawiło. Wypił szybko kieliszek wódki z Iwoną. Przeprosił ją, na chwile mówiąc że idzie do toalety. Michał poszedł śladem siostry.
Podszedł bliżej zagrody i ukrył się za grubym pniem. Marta klęczała już przed Pawłem na miękkim sianie. Zapach świeżego siana mieszał się z intensywnym, wilgotnym ciepłem jej ciała, które wyraźnie przebijało przez cienką tkaninę sukni. Pracowała nad nim ustami, energicznie i pewnie. Słyszał jęki Pawła, mlaskanie i dławienie się siostry. To nie był jej pierwszy raz w tym fachu; znała rytm, wiedziała, jak pracować głową, a kiedy użyć języka. Rytm jej oddechu, cichy i równomierny, splatał się z pulsującym biciem serca Michała. Przerywała co chwilę, zaczerpywała powietrza, potem znowu pochłaniała go całymi ustami. Czuła, jak każdy ruch Pawła pobudza ją od wewnątrz, a ciepło zbiera się pod pępkiem. Po chwili cofnęła się, ocierając wargi.
— Masz gumki? — zapytała, podnosząc wzrok.
Słowa padły naturalnie bez ceremonii.
Wyjął jedną z kieszeni. Marta założyła prezerwatywę na jego kutasa, przejechała językiem i spojrzała mu prosto w oczy.
— Pokaż, co potrafisz. Ostatnio jak się widzieliśmy, nie byłeś taki duży — odparła z uśmiechem, gładząc go dłonią.
Paweł roześmiał się cicho. Przyłożył fiuta do szparki, poczuł opór i ciepło, a potem pchnął. Wjechał głęboko. Zaczął powoli, stopniowo przyspieszając. Słychać było ich jęki, odgłosy stukających się ciał, szelest sukni o siano.
— Wolniej… nie pędź tak — szepnęła Marta, gdy poczuła zbyt szybkie tempo.
— Jesteś taka ciepła i wilgotna — odpowiedział Paweł, łapiąc ją za biodra i wbijając głębiej. Napięcie mięśni jej bioder, wyraźnie zarysowane pod materiałem, reagowało na każdy jego ruch. Michał patrzył, czując, jak jego własne podniecenie rośnie w rytm z ich rytmem. Jak w lustrze, widział swoje napięcie odbite w każdym ich ruchu; nie dostrzegał już tylko siostry, lecz kobietę — pełną, ożywioną pożądaniem. Wieczorne światło, łagodne i złociste, padało na nich przez szczeliny w ścianach zagrody, otaczając ich jak w prywatnym tańcu. Ciche jęki, brak pośpiechu — wszystko zdawało się zwalniać, wydłużać.
Marta jęczała, dociskając tyłek Pawła jeszcze bardziej. Po chwili przeszedł ją dreszcz; ciało się napięło, by potem zwolnić w chwili szczytu. Czuła, jak napięcie pęka powoli, a palce drżą z lekka. Zeszła z niego, ściągnęła prezerwatywę i wylizała mu penisa. Ubrali się bez pośpiechu, poprawiając ubrania, a potem poszli razem w stronę sali. Michał nadal miał przed oczami różową cipkę siostry, która błyszczała w cieniu zagrody, i poczuł, jak podniecenie narasta.
IV. Helena na ławce
Wrócił na salę z uczuciem, że to wesele wcale nie jest tak nudną rodzinną imprezą, jak się bał że będzie. Paweł siedział naprzeciwko Marty tak, jakby nic się między nimi nie stało, a tuż obok Iwona poprawiała włosy, gotowa do kolejnego tańca. Michał postanowił wykorzystać ten moment i wrócić do kuzynki. Może uda mu się coś ugrać. Zaprosił ją na parkiet, ale na sali panował taki tłok i zamieszanie, że Iwonę szybko „odbijali” kolejni panowie. W końcu Michał sam został z wolną piosenką w tle. Nie zdążył nawet poszukać kuzynki, gdy jego partnerką do tańca została Helena — matka Panny młodej.
Muzyka grała, a w tle było słychać brzdęk szkła i ciche szmery sali. W powietrzu mieszały się ciepłe, kwiatowe perfumy Heleny. Helena była niską kobietą, miała czterdzieści osiem lat, ale pomimo upływu czasu jej ciało wciąż nie straciło pędu. Nosiła czerwoną suknię z głębokim dekoltem, który podkreślał jej dojrzałe, pełne piersi. Piosenka zwolniła, Michał znalazł się bardzo blisko niej. Czuł, jak Helena zaczyna gładzić go po tyłku przez materiał. Zrobiło mu się gorąco w pachwinach, a jego penis drgnął. Helena też to poczuła. Czuła, jak młode ciepło budzi jej własną, odrobinę zaspaną potrzebę.
— Co masz takiego twardego w kieszeni? — zapytała go z uśmiechem na twarzy. Po chwili łapiąc go za penisa i lekko masując przez spodnie. Szepnęła mu do ucha: — Czekam w tym lasku na ławeczce.
Michał odpowiedział cicho, nie odrywając wzroku z jej oczu:
— Tak, Pani.
Pocałowała go w policzek i udała się w stronę drzwi wyjściowych. Michał wrócił do stolika wypił „lufe” na odwagę i podążył śladem Heleny. W lesie panowała cisza, choć w oddali słychać było stłumioną grę orkiestry. Księżyc rzucał srebrzysty blask na drewnianą ławkę, która chłodziła plecy Michała, gdy usiadł obok niej. Helena wyglądała zjawiskowo. Czerwona suknia zsunęła się jej nieco z ramion, odsłaniając obojczyki i górę biustu. Nogi miała skrzyżowane, a spódnicę podwinęła do ud, co podkreślało zgrabne łydki i naturalny kształt bioder. Wydawała się kimś, kto dokładnie wie, czego chce.
Michał podszedł do niej i bez ceregieli rozsunął rozporek spodni. Wyciągnął kutasa, który od dawna był sztywny. Helena spojrzała na niego z lekkim szokiem — taka bezpośredniość od młodego chłopaka, przy dźwiękach wesela trwającego w oddali — ale wyraźnie podobało jej się to. Bez słowa wzięła główkę członka do ust i zaczęła powoli ssać. Przesuwała językiem od nasady aż po wrażliwą główkę a akompaniament koników polnych przygrywał jej w tle podczas gdy ona delektowała się kutasem Michała. Czuła, jak napięcie w ciele rośnie równomiernie z jego oddechem.
Michał już był prawie na skraju wytrysku, ale zatrzymał ją delikatnie za włosy.
— Oprzyj się na ławce — szepnął.
Posłusznie wypięła się. Zarzucił jej sukienkę na ramiona, odsunął majtki na bok i potarł penisem o wejście jej zarośniętej cipki. Ciepło, wilgoć, lekki opór. Wszedł jednym płynnym pchnięciem. Rytmiczne tarcie skóry o skórę wypełniało ciszę lasu. Michał ruchał ją w równym, stanowczym tempie, czując, jak jego kutas wpycha się i wysuwa z jej ciała. Słyszał mokre odgłosy, ciche jęki Heleny i szelest sukni przesuwającej się po chłodnym drewnie. Prawą ręką zaczął pocierać jej łechtaczkę . Po kilku pchnięciach Helena wygięła się w łuk, jej oddech znacząco przyspieszył. Czuł, jak ciasność wokół jej cipki zmienia się w napięcie, a potem nagłe uwolnienie. Miała czterdzieści osiem lat, a była taka ciasna, że czuł zaciskające się ścianki pochwy. Zrobił jeszcze kilka mocnych ruchów i sam spuścił się w niej; ciepły strumień spermy rozlał się głęboko.
Wyciągając kutasa, jeszcze klepnął ją lekko w tyłek. Co spodobało się Helenie — uśmiechnęła się szerzej, odchyliła głowę i westchnęła z satysfakcją. Michał gorąco pocałował ją na odchodne, łapiąc jedną ręką za biodra, a drugą łapczywie pieszcząc jej cipkę, która wciąż błyszczała wilgocią. Helena poprawiła ubranie i poszła pierwsza w stronę sali, zostawiając po sobie zapach perfum i ciepło. Michał poczuł ulgę ale jednocześnie wyraźne poczucie posiadania.
Został jeszcze chwilę na ławce. Oparł się plecami, zamknął oczy i rozmyślał o tym, co tu zaszło. Z domu dochodził śmiech, trzask talerzy i niski bas gitary. Coś tam skrzypiło, jakby ktoś tańczył na parkiecie. Z lasu dochodził szum liści, ciche skrzypienie gałęzi, a gdzieś w oddali plusk wody — mały staw albo strumień. Powietrze pachniało wilgocią, ścierniskiem i potem. Jego własnym? Heleny? Nie rozróżniał już. W głowie wciąż miał obraz: „Panna młoda pochylona nad teściem, usta pracują powoli, pewnie. A potem Marta. Paweł trzyma ją za biodra i posuwa” Nie zwracał na nią uwagi od lat — zawsze była „tą małą siostrzyczką”, cichą, zawsze w tle. Teraz widział jej cipkę. Gładką, różową, jeszcze wilgotną od Pawła. Tyle że to jego siostra. W głowie mruczał: „Nie powinieneś tak na nią patrzeć.” Ale w ciele robiło się gorąco, a do członka napływała krew. Tabu to tylko dla tych, którzy nie czują. On czuł. I to go kręciło.
Co się jeszcze wydarzy, zanim to wesele się skończy? Kto z kim? Kogo kto zobaczy w innym świetle?. Michał znowu zamkną oczy na moment. Las oddychał wolniej. Wiatr przesuwał się przez korony. Wstał z ławki. Spodnie wciąż pachniały Heleną — mieszanka kwiatowych perfum, ciepłego potu i czegoś głębszego, cielesnego, co nie chowało się pod materiałem. Wsunął dłoń do kieszeni, poczuł lekkość w pachwinach, ale kutas nadal był pobudzony. Ruszył ścieżką w stronę sali. Dźwięki wesela narastały: brzęk szklanek o blat, śmiech, rytm basu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Wesele 0,5
Treść stworzona przy pomocy AI
1 komentarz
JorgDeJoong
Pomoc AI jak najbardziej mi nie przeszkadza tylko gdy to jest pomoc . Przyznaje przeczytałem początek i ciężko złapać kto skim i o co komu chodzi a najbardziej podoba mi się garnitur sztywniejacy w barkach …. Sporo jest takich kwiatków świadczących ze opowiadanie stworzyło AI a pomagający w tym powiedzmy drugi z twórców nawet nie sprawdził czy to co powstało klei się w jakąś całość .bo jak rozumieć że jej zgrabny tyłek łamał geometryczną linie ojca w garniturze i butach ?
AjenaTasmorden
@JorgDeJoong dziękuję za Twój komentarz bo już chciałam przeczytać😭
JorgDeJoong
@AjenaTasmorden może jakby wrzucił jeszcze raz i poprosił o poprawę narracji gramatyki interpunkcji stylistyki i korektę redakcyjną to coś by to dało . Ja tak robię jak opowiadanie ma jakiś ciekawy temat a nie bardzo da się czytać ze zrozumieniem to wrzucam z takim plikiem zadań i czasem da się przeczytać , kawałek dalej już się pogubiłem o co chodzi pani młoda robi laskę teściowi w biały dzień za jakąś stajnia on nie jest zadowolony z tego co zrobiła 😜 to wymiękłem a miałem nadzieję na coś fajnego
zwyrol
@JorgDeJoong dzięki za opinie modelami bawię się od 2 dni tak jak i pisaniem promptów. To opowiadanie to tak naprawdę 0.5 wersja. Chciałem zobaczyć reakcje czy rozwijać historie w coś większego. Na chwile obecna to jest zwykły zarys relacji i sceny seksu. Cały czas pracuje nad poprawa opisów ubrań, otoczenia, reakcji itp.
JorgDeJoong
@zwyrol spoko zobacz co odpisałem ajenie i sprawdź co wyjdzie ci jak zastosujesz taki schemat zadaniowy bo kilka naprawdę fajne zredagowało . Napisałem co myślę ale zawsze możesz poprawić to lub uniknąć błędów w kolejnym ja nie mam nic przeciko AI bo napewno pomaga w redagowaniu i usuwaniu błędów tylko czasem takie kwiatki wychodza jak z tą geometrią icmusisz sprawdzić przed wstawieniem
zwyrol
@JorgDeJoong Po to jest poczekalnia i opinie. To moje 2 opowiadanie. Uczę się
JorgDeJoong
@zwyrol dokładnie ucz się ucz napewno będzie coraz lepiej ,powodzenia