Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Układanka Alice

Alice była najbardziej fascynującą układanką, jaką kiedykolwiek przyszło mi układać. Miałem na jej punkcie absolutną, chorobliwą obsesję, a powodem był właśnie ten jej cholerny, nieugięty charakter. Na co dzień była twarda, dumna i nieustępliwa. Nawet tutaj, naga, unieruchomiona na brzuchu z rozstawionymi nogami, z opaską na oczach i kneblem w ustach, nie zamierzała ułatwiać mi zadania.  


Jej ciało wręcz promieniowało oporem. Każdy napięty mięsień na jej plecach, każdy gwałtowny ruch bioder, którym próbowała poluzować skórzane więzy, mówił jedno: Nie poddam się bez walki. I właśnie to doprowadzało mnie do szaleństwa. Chciałem złamać ten opór. Chciałem usłyszeć, jak jej duma kruszy się pod wpływem czystej, zmysłowej bezradności. Chciałem, żeby zrozumiała, że w tym pokoju jej silna wola należy wyłącznie do mnie.


Podszedłem do łóżka, a na dźwięk moich ciężkich kroków Alice natychmiast zesztywniała. Czarne włosy rozsypały się na pościeli, maskując rzęsy, zza których nie mogła mnie dostrzec. Usiadłem na krawędzi materaca, pozwalając, by pod moim ciężarem ugięły się sprężyny, i położyłem dużą, szorstką dłoń na jej pośladku. Poczułem, jak gwałtownie drgnęła, próbując odruchowo zsunąć się w bok, by uciec przed moim dotykiem. Pasy jednak trzymały ją bezlitośnie, wrzynając się w skórę przy każdym jej gwałtownym poruszeniu.


– Za dużo myślisz, Alice – szepnąłem, nachylając się nad nią tak blisko, że mój gorący oddech musnął jej ramię. Wodziłem palcami wzdłuż jej kręgosłupa, czując, jak podąża za nimi fala gęsiej skórki. – Dzisiaj odepchniesz tę swoją dumę na bok. Zostanie tylko moje słowo. Słyszysz mnie, maleńka? Tylko ja.


W odpowiedzi usłyszałem jedynie głęboki, gardłowy warkot zza knebla. Szarpnęła nadgarstkami z taką furią, że metalowe klamry zaszczękały głośno o ramę łóżka. Kochałem ten widok. To była zacięta, niemal dzika walka, w której oboje znaliśmy finał, ale jej duma i tak parła do przodu, sprawdzając, jak daleko może się posunąć, zanim całkowicie pęknie.


Zsunąłem dłoń, odnajdując palcami jej ciasną szparkę. Była już gorąca, co dowodziło, że jej ciało pragnęło tego znacznie bardziej niż jej uparty umysł. Gdy zdecydowanie wcisnąłem w nią dwa palce, Alice wydała z siebie wysoki, stłumiony pisk, który uwiązł w materiale knebla. Jej ciało wygięło się w dramatycznym łuku, a palce u stóp kurczowo wbiły się w pościel. Próbowała zacisnąć uda, odepchnąć mnie biodrami, rzucając się z boku na bok, ale unieruchomiłem jej miednicę wolną ręką, bezwzględnie wciskając ją w materac i nie dając jej ani milimetra swobody.


– Tak, walcz ze mną, Alice. Pokaż mi, jak bardzo tego nie chcesz, podczas gdy cała dla mnie płoniesz – prowokowałem ją cichym, zaborczym szeptem.


Moje palce poruszały się w niej mocno, głęboko, dyktując tempo, którego tak bardzo próbowała uniknąć. Po chwili wyciągnąłem je gwałtownie, zostawiając ją z bolesnym uczuciem pustki, które skwitowała głośnym, rwanym oddechem.



Sięgnąłem po duże dildo. Widziałem, jak na sam dźwięk podnoszonego ze stolika przedmiotu jej klatka piersiowa zaczęła falować jeszcze szybciej, a biodra znów zaczęły nerwowo szukać ucieczki. Zanim zdążyła przygotować się   jednym płynnym, zdecydowanym ruchem wbiłem zabawkę głęboko w jej ciasne, spragnione wnętrze.



Alice dosłownie podskoczyła na materacu. Spod knebla wyrwał się zniekształcony, głośny krzyk, a w pasach zaczęła się regularna, paniczna walka o przetrwanie. To już nie było zwykłe kręcenie się – rzucała całym swoim ciałem z dziką, niemal zwierzęcą siłą, chcąc zsunąć się z linii pchnęć, które bezlitośnie jej serwowałem. Szybki, jednostajny rytm dilda rozbijał jej obronę sekunda po sekundzie. Naparłem na nią mocniej, chwytając ją oburącz za biodra i stabilizując jej drżącą miednicę, by uderzenia trafiały idealnie w punkt jej największej wrażliwości.


– Poczuj, jak cię wypełniam, Alice. Poczuj, jak głęboko w ciebie wchodzę – mówiłem jej prosto do ucha, celowo podbijając tempo i ignorując jej szlochy. – Możesz szarpać się w tych pasach do rana, ale i tak to polubisz. Dzisiaj nauczę cię bezwzględnego posłuszeństwa. Twój opór jest mój


Szamotała się jeszcze przez dłuższą chwilę, wyginając plecy i napinając ścięgna na szyi, wydając z siebie rwane, bezsilne dźwięki, aż w końcu jej zmysły zostały całkowicie przeciążone. Ruchy dilda były zbyt natarczywe, zbyt potężne, by jej twarda garda mogła to wytrzymać. Widziałem, jak jej wściekłe rzucanie się powoli zamienia się w bezradne drżenie, a zaciętość ustępuje miejsca czystej, obezwładniającej ekstazie. Przestała uciekać – zaczęła bezwiednie przeć na zabawkę.


Wtedy gwałtownym ruchem odrzuciłem dildo na bok. Zanim zdążyła choćby złapać jeden pełny oddech po tym nagłym ochłodzeniu, rozpiąłem spodnie i sam wszedłem w nią, dobijając jednym, potężnym, głębokich pchnięciem do samego końca.


Alice zesztywniała, a z jej piersi wyrwał się dźwięk, który niemal rozdarł knebel. Jej ciało zatrzęsło się od uderzenia tej nowej, prawdziwej fali ciepła. Zacząłem poruszać się w niej szybko, głęboko i bezlitośnie, nie dając jej ani sekundy na złapanie tchu czy odbudowanie barier. To było ostateczne przejęcie kontroli, triumf mojej obsesji. Dumna, twarda Alice, która jeszcze przed momentem tak zaciekle walczyła z więzami, teraz całkowicie pękła pod moim ciężarem. Zza knebla nie wydobywał się już wściekły warkot buntu – w ciemności słyszałem tylko cichy, bezradny szloch czystej, rozdzierającej ekstazy i ostatecznej kapitulacji, gdy mój bezwzględny rytm doszczętnie wymazywał jej opór.

Dodaj komentarz