
— Kurwa. — Moja ręka ślizga się pod biurko, palce same znajdują drogę pod elastyczny brzeg krótkich spodenek. Jestem już mokra, spuchnięta, gotowa. „Nie wiem, czy dałabym radę…” — piszę, ale moje palce już zaczynają kreślić leniwe koła na mojej łechtaczce, a moje biodra unoszą się nieznacznie, szukając większego tarcia. „Ona jest taka niewinna, Stanisław. A ja… ja nie chcę jej wystraszyć”. Ale w głowie już widzę Zuzannę – jej kasztanowe włosy rozrzucone na poduszce, te nagie ramiona, ten obojczyk, który zawsze mnie hipnotyzował, kiedy jej koszulka się przesuwała. „Właśnie dlatego powinnaś to zrobić” — odpowiada natychmiast. „Pokaż jej, jakie to jest, kiedy kobieta wie, czego chce. Pokaż jej, jak bardzo może cię pragnąć”.
Moje palce poruszają się szybciej, a ja jęczę cicho, przygryzając wargę, żeby nie wydawać z siebie żadnego dźwięku. „A jeśli jej się nie spodoba?” — piszę, ale moje ciało już wie, że to kłamstwo. Bo ja wiem, że jej się spodoba. Wiem, że ona też o tym myślała. „To nie będzie miała znaczenia, bo i tak będziesz miała ją na kolanach, wijącą się z rozkoszy” — jego słowa palą mnie jak dotyk. „A potem, kiedy będzie już mokra i gotowa, wsuniesz jej palce do środka i powiesz, że to dopiero początek…”
— Jezu. — Moje biodra podrygują, a moje palce pracują szybciej, mocniej, kiedy wyobrażam sobie, jak Zuzanna leży przed mną, rozchylona, z twarzą zarumienioną od wstydu i pożądania. „Muszę kończyć” — piszę szybko, zanim jeszcze zdążę pomyśleć. „Jutro jedziemy do babci. Będziemy spać w jednym pokoju”. „To twoja szansa, Kasia. Nie zmarnuj jej” — odpowiada, a ja czuję, jak coś we mnie pęka, jak fala gorąca rozlewa się od mojej cipki aż po czubki palców u stóp. „Pokaż jej, jak bardzo potrafisz być zła… i jak bardzo potrafisz być dobra”.
Zamykam czat, odsuwam się od biurka, czując, jak moje majteczki są teraz kompletnie przylepione do skóry. Patrzę na swoje odbicie w czarnym ekranie – moje policzki płoną, usta są lekko rozchylone, a oczy mam zamglone od pożądania. Jutro. Jutro będę miała ją całą dla siebie. Jutro będę mogła dotknąć tego, o czym marzyłam od tak dawna.
Słońce zanurza się za horyzontem, kiedy nasz samochód zatrzymuje się przed domem babci. Zuzanna wysiada pierwsza, rozciągając się leniwie, a jej koszulka unosi się, odsłaniając wąski pasek nagiej skóry nad dżinsami. Patrzę, jak jej piersi unoszą się przy wdechu, jak materiał przylega do nich, kiedy opada. „Pięknie tu” — mówi, obracając się do mnie z uśmiechem, a ja ledwo powstrzymuję się, by nie wyciągnąć ręki i nie dotknąć tego rowka między jej piersiami, który tak uwielbiam.
Wnętrze domu pachnie lawendą i starym drewnem, a powietrze jest gęste od letniego upału, który wciska się przez otwarte okna. Babcia już śpi, więc mamy cały parter dla siebie. Zuzanna siada na kanapie, podkurczając nogi pod siebie, a ja celowo wybieram miejsce obok niej, tak blisko, że nasze uda się stykają. „Co czytasz?” — pytam, wskazując na książkę w jej rękach. „A, nic takiego. Jakąś nudną powieść historyczną” — wzrusza ramionami, a ja widzę, jak jej palce nerwowo gładzą okładkę. To moja szansa.
Wstaję, udając, że szukam czegoś w torbie. „Wiesz co Mamo, mam coś, co cię bardziej zainteresuje” — mówię, wyciągając „Historię O”. Jej oczy rozszerzają się, kiedy widzi tytuł. „To… to jest to to?” — szepcze, jakby sama nazwa była zakazana. Kiwam głową, podając jej książkę. „Pewnie, że tak. Myślałam, że możemy trochę poczytać… razem”. Jej palce drżą, kiedy bierze książkę, a ja obserwuję, jak przełyka ślinę, kiedy otwiera ją na pierwszej stronie. „Nie wiem, czy powinnam…” — mruczy, ale jej oczy już skanują pierwsze zdania, a ja widzę, jak jej oddech przyspiesza.
Siadam jeszcze bliżej, tak że moje udo przylega do jej kolana. „No dalej, Mamo. Przecież jesteśmy same. Nikt się nie dowie” — szepczę, a moje palce delikatnie muskają jej przedramię. Jej skóra jest gorąca, prawie jakby już teraz płonęła. „Kasia, to jest… nieprzyzwoite” — protestuje słabo, ale nie odsuwa się. Wręcz przeciwnie — pochyla się nieco w moją stronę, jakby chciała usłyszeć każde słowo, które wypowiem. „Właśnie o to chodzi” — śmieję się cicho, a moja dłoń ślizga się wyżej, na jej ramię, gdzie koszulka odsłania obojczyk. „Chcesz, żebym ci czytała?”
Nie czekam na odpowiedź. Zaczynam czytać fragment o pierwszej scenie w książce, kiedy moje palce zaczynają kreślić powolne koła na jej ramieniu. Jej oddech staje się płytki, a kiedy docieram do opisu pierwszych dotknięć, słyszę, jak wydaje z siebie cichy, zduszony jęk. „Kasia…” — szepcze moje imię jak modlitwę, a ja czuję, jak moje własne ciało reaguje na ten dźwięk. „Czy ci się podoba?” — pytam, a moja ręka ślizga się niżej, w stronę jej piersi. „Nie wiem… to jest…” — jej głos się łamie, kiedy moje palce muskają bok jej biustu, tuż nad materiałem stanika. „Powiedz mi, że też o tym myślałaś. Że też chciałaś…” — naciskam, a moje usta znajdują się tuż przy jej uchu. „Bo ja myślałam o tobie. Od dawna”.
Przez chwilę myślę, że się cofnie. Że powie, że to głupie, że powinnyśmy przestać. Ale zamiast tego, Zuzanna odkłada książkę, obraca się do mnie i chwyta moją twarz w swoje dłonie. Jej usta znajdują moje w desperackim, głodnym pocałunku, a ja jęczę, czując, jak jej język wślizguje się między moje wargi. Jej ręce ślizgają się po moich plecach, przyciągając mnie bliżej, a ja czuję, jak jej piersi przyciskają się do moich przez cienki materiał koszulki. „Mamo…” — szepczę między pocałunkami, a moje dłonie zaczynają eksplorować jej ciało, ściskając jej biodra, a potem sunąc wyżej, pod koszulkę. Jej skóra jest jedwabiście gładka, a kiedy moje palce znajdują jej sutki, są już twarde, gotowe na mój dotyk.
„Ja… ja też” — wyznaje między oddechami, kiedy wreszcie się odrywamy. Jej oczy są zamglone, a usta spuchnięte od moich pocałunków. „Też co?” — pytam, choć doskonale wiem, o co jej chodzi. Chcę, żeby to powiedziała. Chcę usłyszeć to z jej ust. „Też lubię… kobiety” — szepcze, a jej policzki płoną. „Też chciałam cię dotknąć. Ale bałam się”. Jej wyznanie rozlewa się we mnie jak ogień. Moje ręce ślizgają się po jej plecach, przyciągając ją z powrotem do pocałunku, tym razem wolniejszego, głębszego. Jej język tańczy z moim, a ja czuję, jak moje majteczki stają się coraz bardziej mokre. „Nie musisz się bać” — szepczę, kiedy wreszcie się odrywamy. „Jesteśmy same. Możemy robić, co tylko zechcemy”.
Moje palce zaczynają bawić się guzikami jej koszulki, a ona nie protestuje, kiedy jeden po drugim wypuszczam je z dziurek. Jej skóra jest gorąca pod moimi dotykami, a kiedy odsłaniam jej stanik, moje usta natychmiast znajdują jej sutek, ssąc go delikatnie, aż słyszę, jak wydaje z siebie zduszony jęk. „Kasia…” — szepcze, a jej palce zaplatają się w moich włosach, przyciągając mnie bliżej. Moja ręka ślizga się niżej, w stronę jej dżinsów, a kiedy rozpinam guzik, czuję, jak drży pod moim dotykiem. „Chcesz, żebym przestała?” — pytam, ale moje palce już zsuwają zip, odsłaniając jej majteczki — czarne, koronkowe, przylepione do jej skóry.
„Nie” — szepcze, a jej głos jest tak cichy, że ledwo go słyszę. „Nie przestawaj”.
Zuzanna śpi już głęboko, kiedy wracam z łazienki. Jej oddech jest równy, a ciało rozluźnione, kiedy ostrożnie podnoszę kołdrę i wsuwam się obok niej. Jest naga — musiała zdjąć wszystko, kiedy myślała, że śpię. Jej skóra lśni w bladym świetle księżyca, które wpada przez okno, a ja nie mogę oderwać wzroku od jej piersi, od cienia między udami. Boże, jest piękna. Moje własne ciało płonie, kiedy patrzę na nią — moje majteczki, jedyna rzecz, którą mam na sobie, są już przylepione do skóry, a sutki bolą z pragnienia dotyku.
Ostrożnie przesuwam się bliżej, aż moje udo muska jej nagą nogę. Udaję, że śpię, ale moje palce same zaczynają się poruszać, sunąc po jej biodrze, a potem wyżej, w stronę jej piersi. Jej skóra jest ciepła, gorąca pod moim dotykiem, a kiedy moje opuszki muskają jej sutek, czuję, jak twardnieje. Zuzanna porusza się lekko we śnie, ale nie budzi się. Jej usta rozchylają się, kiedy moja dłoń ślizga się niżej, w stronę jej brzucha, a potem — och, kurwa — między jej nogi. Jej łono jest wilgotne. Ona też o tym marzyła.
Nie mogę się powstrzymać. Moje palce zaczynają kreślić powolne koła na jej wargach, czując, jak są spuchnięte, gotowe. Zuzanna jęczy cicho przez sen, a jej biodra unoszą się nieznacznie, jakby instynktownie szukały więcej. „och…” — szepczę, ale moje słowa giną w jej równym oddechu. Moja ręka drży, kiedy wsuwam palec między jej wargi, czując, jak jest mokra, gorąca, gotowa. Chciałabym ją teraz lizać. Chciałabym, żeby obudziła się z moim językiem między nogami.
Ale nie mogę. Nie teraz. Nie kiedy śpi. Zamiast tego, moje palce zaczynają pracować szybciej, a ja wyobrażam sobie, że to jej ręka, że to ona mnie dotyka, że to jej usta są na mojej szyi, kiedy moje biodra zaczynają poruszać się w rytm moich myśli. Jestem tak blisko. Tak blisko. Ale wiem, że jeśli teraz skończę, obudzi się. A ja nie chcę, żeby mnie przyłapała. Nie jeszcze.
Wysuwam się spod kołdry, ostrożnie, żeby jej nie obudzić. Moje ciało płonie, a między nogami czuję pulsujący ból. Potrzebuję tego. Teraz. Cicho jak mysz, wymykam się z pokoju, kierując się do łazienki. Zamykam drzwi za sobą, opieram się o nie i zsuwam majteczki, które są już kompletnie przemoczone. Siadam na brzeżku wanny, nogi rozchylone, a moje palce natychmiast znajdują moją cipkę — gorącą, mokrą, gotową.
Wyobrażam sobie, że to Zuzanna klęczy przeze mną, że to jej język kreśli te szybkie, okrągłe ruchy po mojej łechtazce, że to jej palce wsuwają się we mnie, kiedy zaczynam jęczeć. „Tak, , liz mnie… liz mnie, kurwa…” — szepczę, a moja druga ręka ściska moją pierś, szczypiąc sutek, aż czuję ból rozlewający się w przyjemność. Moje biodra zaczynają poruszać się same, wpychając się w moją dłoń, kiedy wyobrażam sobie, jakby to było, gdyby to była ona — jej usta, jej język, jej palce we mnie. „Chcę cię, … chcę cię całą…” — jęczę, a moje palce pracują szybciej, mocniej, aż czuję, jak coś we mnie pęka, jak fala przyjemności zalewa mnie całą, aż muszę przygryźć rękę, żeby nie krzyczeć.
Siedzę tam przez chwilę, dysząc, czując, jak moje serce wali jak szalone, a moje ciało drży z resztek orgazmu. Ale to nie wystarcza. Wiem, że to nie wystarcza. Chcę jej. Chcę, żeby to było prawdziwe.
Kiedy wracam do pokoju, Zuzanna nadal śpi, ale teraz jej nogi są rozchylone, jakby we śnie szukała czegoś, czego nie może znaleźć. Jej cipka lśni w bladym świetle, wilgotna, zapraszająca. Moje własne pożądanie budzi się na nowo, kiedy patrzę na nią — na te pełne usta, na te piersi, które unoszą się przy każdym oddechu, na to miejsce między nogami, które tak bardzo chcę poczuć na swoim języku.
Nie myśląc, klękam między jej nogami, a moje usta znajdują się tuż nad jej łonem. Jej zapach jest intensywny — słodki, kobiecy, a ja czuję, jak moja własna cipka znowu zaczyna pulsować. „Przepraszam…” — szepczę, choć wiem, że mnie nie słyszy. A potem moje wargi dotykają jej warg — delikatnie, ledwo muskając. Jej skóra jest miękka, gorąca, a kiedy moje usta otwierają się, moja ślina miesza się z jej mokrością, kiedy zaczynam lizać — powoli, leniwie, jakbym miała całą noc.
Zuzanna porusza się we śnie, jej biodra unoszą się nieznacznie, jakby nawet przez sen czuła to, co robię. Moje ręce chwytają jej uda, rozchylając je jeszcze bardziej, a mój język zaczyna kreślić szybsze, głębsze ruchy — od jej wejścia, przez łechtaczek, aż do jej odbytu, który kurczy się pod moim dotykiem. „Jesteś taka słodka… taka mokra dla mnie…” — szepczę, a moje palce zaczynają bawić się jej wargami, rozciągając je, żeby móc wsunąć język głębiej. Jej smak eksploduje mi w ustach — słony, musujący, a ja czuję, jak moje własne ciało zaczyna drżeć z podniecenia.
Nie mogę się powstrzymać. Moja ręka ślizga się między moje nogi, a palce zaczynają pocierać moją łechtaczkę, kiedy kontynuuję lizanie Zuzanny — teraz szybciej, mocniej, jakbym chciała, żeby obudziła się z moim językiem w sobie. „Obudź się, Zuzanno… obudź się i powiedz mi, że tego chcesz…” — szepczę, a moje biodra zaczynają poruszać się w rytm moich palców, kiedy wyobrażam sobie, że to ona mnie dotyka, że to ona mnie lizie, że to ona sprawia, że zaraz skończę.
I wtedy to się dzieje — fala przyjemności zalewa mnie całą, moje ciało drży, a usta przyciskają się mocniej do jej cipki, kiedy jęczę w jej skórę, czując, jak moje własne soki spływają mi po palcach. „Tak… tak, kurwa, tak…” — szepczę, a moje język kreśli ostatnie, leniwe ruchy po jej łonie, zanim opadam na podłogę, dysząc, z głową opartą na jej udzie.
Zuzanna nadal śpi. Ale ja wiem, że kiedy się obudzi, wszystko się zmieni. Bo ja już nie mogę udawać, że jej nie chcę. Już nie mogę udawać, że to tylko marzenia.
Ostrożnie wsuwam się z powrotem do łóżka, obejmując ją ramieniem, przyciągając jej ciało do mojego. Jej skóra jest ciepła, a ja czuję, jak moje piersi przyciskają się do jej pleców, kiedy moja ręka ślizga się po jej brzuchu, a potem niżej, między jej nogi. „Dobranoc, Mamo” — szepczę, a moje palce delikatnie muskają jej łono, kiedy zamykam oczy.
I kiedy zasypiam, wyobrażam sobie, że obudzi się ze mną w sobie. Że jej ręce będą mnie trzymać, kiedy będę ją lizać do szaleństwa. Że jej usta będą szeptać moje imię, kiedy obie będziemy się trzymać, wijąc w ekstatycznym tańcu, aż świat zniknie, a pozostanie tylko my.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz