Miałam dość tego pieprzonego bankietu. Szpilki wbijały mi się w stopy jak noże, a korporacyjny bełkot o optymalizacji kosztów sprawiał, że marzyłam tylko o jednym. O alkoholu i ciszy. Kiedy w końcu dotarłam do hotelu, liczyłam tylko na to, że winda nie utknie między piętrami. Kartę przyłożyłam do czytnika, usłyszałam to charakterystyczne kliknięcie i weszłam do środka.
Pokój był ciemny, tylko światło z korytarza wpadało przez uchylone drzwi. Rzuciłam torebkę w kąt, zrzuciłam sukienkę, nie zważając na to, gdzie upadnie. Bielizna wylądowała gdzieś pod fotelem. Byłam tak zmęczona, że myślałam tylko o gorącej wodzie. Weszłam pod prysznic, odkręciłam kurek na maksa i stałam tak dobre dziesięć minut, czując jak gorąco zmywa ze mnie cały ten udawany profesjonalizm i zapach drogich perfum innych ludzi.
Wytarłam się ręcznikiem, owinęłam go wokół siebie i wyszłam do pokoju. Zrobiłam dwa kroki i zamarłam. W moim łóżku, pod kołdrą, leżał facet. Wielki, z odkrytymi ramionami, oddychał ciężko, jakby spał po ciężkim dniu albo po niezłym seksie. Stałam jak wryta, patrząc na jego plecy. Recepcja musiała coś spieprzyć. Wydali dwa klucze do tego samego numeru.
Chciałam krzyczeć, wyzywać kogoś od idiotów, dzwonić na dół, ale nagle on się poruszył. Przekręcił się na plecy. Widziałam go w półmroku. Miał gęstą szczecinę na twarzy, mocne rysy i wyglądał na typa, który nie bawi się w podchody. Otworzył oczy. Spojrzał prosto na mnie. Nie było w tym zdziwienia, raczej jakieś takie wyczekujące zainteresowanie.
- Jesteś w moim pokoju - powiedział chropowatym głosem.
- To mój pokój - odpowiedziałam, a mój głos drżał, ale nie ze strachu, tylko z jakiegoś dziwnego napięcia, które nagle uderzyło mnie w brzuch.
Zamiast się ubrać, oblizałam usta. Czułam na skórze parę z łazienki, czułam, że ten ręcznik ledwo mnie trzyma. On usiadł na łóżku, zsuwając kołdrę. Był nagi. Nie wstydził się ani trochę. Widziałam, że też jest podniecony. To była jedna z tych chwil, kiedy wiesz, że stanie się coś głupiego, ale masz to gdzieś, bo chcesz poczuć cokolwiek poza nudą swojego życia.
- Skoro już tu jesteś - mruknął, nie spuszczając ze mnie wzroku - to chyba nie ma sensu dzwonić do recepcji, co?
Nie odpowiedziałam. Podeszłam do łóżka. Moje serce waliło tak mocno, że słyszałam je w uszach. Pociągnął mnie za ręcznik. Szarpnął tak mocno, że poleciałam prosto na niego. Ręcznik wylądował na podłodze. Czułam jego twarde ciało, czułam zapach jego potu i taniego hotelowego mydła.
- Kurwa - szepnął mi prosto w usta.
Nie było pytań, nie było imion. Złapał mnie za włosy i przyciągnął do siebie, wyginając moją szyję. Całował agresywnie, jakby chciał mnie połknąć. Moje dłonie od razu powędrowały w dół, na jego twardego kutasa. Był gorący i nabrzmiały. Czułam pod palcami każdą żyłę, każde drżenie jego mięśni.
- Rozłóż nogi - rzucił, a ja nie musiałam prosić dwa razy.
Wypchnął mnie na łóżko, wskoczył między moje uda i zaczął mnie lizać. Nie pieścił się. Był szorstki, konkretny, używał języka z taką siłą, że aż podskakiwałam na materacu. Czułam, jak wilgoć spływa mi po udach, jak wszystko tam na dole pulsuje. Wbiłam paznokcie w jego ramiona, ciągnąc go mocniej do siebie, bo potrzebowałam tego nacisku.
- Jeszcze - wyjęczałam, drapiąc go po plecach.
Wtedy wsunął dwa palce do środka. Raz, dwa, szybko i mocno. Jęknęłam głośno, czując, jak rozrywa mnie w środku. Nie było żadnego „delikatnie”. Było tylko brutalne tarcie i chęć, żeby jak najszybciej poczuć coś, co wyrwie mnie z tej rzeczywistości. Kiedy przestał, czułam się tak nabrzmiała, że nie mogłam złapać tchu.
- Odwróć się - nakazał.
Zrobiłam to bez wahania. Czułam jego dłonie na swoich biodrach, czułam, jak rozchyla moje pośladki. Nie było żadnej gry wstępnej, żadnych żeli. Tylko ślina i czysta żądza. Kiedy wszedł we mnie za jednym zamachem, poczułam, jakby mnie rozrywał na pół. Było ciasno, było boli, było idealnie.
- Jesteś taka ciasna, suko - mruknął mi do ucha, kiedy zaczął pompować.
Każde jego uderzenie było jak cios. Uderzał mocno, prosto w moje wnętrze, a ja czułam, jak wszystko wokół nas przestaje istnieć. Tylko ten dźwięk ciała uderzającego o ciało i moje własne krzyki, których nawet nie próbowałam tłumić. Nie obchodziło mnie, czy ktoś usłyszy to za ścianą. Chciałam, żeby mnie zniszczył.
Złapałam się poręczy łóżka i wyginałam plecy, przyjmując każdy jego ruch. Był brutalny, nie hamował się. Czułam, jak jego kutas uderza w moje dno, jak rozciąga mnie do granic możliwości. Moja cipka była cała mokra i rozgrzana, pulsowała w rytm jego ruchów. W pewnym momencie zaczęłam dochodzić, spazmy przechodziły przez całe moje ciało, a on przyspieszył, wbijając się we mnie z taką siłą, że czułam to aż w żołądku.
- Tak, tak, dawaj - krzyczałam, czując, jak wszystko wewnątrz mnie zaciska się na nim.
On też nie wytrzymał. Warknął coś niezrozumiałego, uderzył jeszcze kilka razy najmocniej jak potrafił i poczułam, jak wylewa we mnie wszystko. Został we mnie przez chwilę, opierając się o moje plecy, ciężko dysząc. Pot lał się z nas obu. W pokoju panowała ciężka cisza, przerywana tylko naszym szybkim oddechem.
Nie było żadnego przytulania. Nie było rozmów o tym, jak się nazywamy albo skąd jesteśmy. On się wycofał, otarł o prześcieradło i usiadł na brzegu łóżka. Wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni spodni, które leżały na krześle.
- Masz ochotę na powtórkę, czy to już koniec? - zapytał, odpalając szluga i patrząc na mnie, jakbym była tylko chwilową rozrywką.
Spojrzałam na niego. Był dla mnie nikim, ale to, co przed chwilą zrobiliśmy, było najlepszą rzeczą, jaka spotkała mnie w tym pieprzonym hotelu. Nie czułam żalu, nie czułam wstydu. Tylko chęć, żeby to trwało jeszcze choć chwilę.
- A jak myślisz? - odpowiedziałam, przeciągając się na łóżku i czując, jak boli mnie każdy mięsień.
Podczołgałam się do niego, kładąc dłoń na jego udzie. Zgasił papierosa w szklance z wodą i znowu na mnie spojrzał. Tym razem w jego oczach nie było tylko pożądania, było coś bardziej surowego, coś, co mówiło mi, że ta noc wcale nie skończy się przed świtem.
- To dobrze - mruknął, przyciągając mnie do siebie za włosy. - Bo mam zamiar wycisnąć z ciebie wszystko do ostatniej kropli.
Pytanie brzmi, czy po tym wszystkim będę w stanie jutro rano wstać na to cholerne śniadanie, czy po prostu wyjdę stąd, nie patrząc za siebie, zostawiając po sobie tylko wspomnienie mokrych prześcieradeł i zapachu seksu w tym sterylnym pokoju?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz