
Mogliśmy te pończochy od babci nosić do krótkich spodenek, a potem wreszcie do spódniczek. Fajnie było zadzierać w górę poły i poprawiać zapięcie żabek. Mmm… jak prawdziwe kobiety. Zabawa była super. A podniecenie, któremu się poddawaliśmy, narastało. Bardzo. Wreszcie mogliśmy z bratem się realizować. Wreszcie mogliśmy spokojnie pójść spać w pończochach, tak jak lubiliśmy. Przed zaśnięciem ocieraliśmy się nogami, ubranymi w te stylonowe pończochy, które dawały niesamowity szelest przy pocieraniu. Potem się wzajemnie pieściliśmy. Byliśmy jak w raju. Nylonowym raju. Uczyliśmy się siebie nawzajem, naszych potrzeb, emocji. Wtedy też nasze pierwsze wspólne orgazmy. Gorące wytryski. Tylko my, tylko dla nas. Pełne wzajemności.
Pamiętam ten pierwszy raz, jak mój brat wciągał przy mnie czarne, stylonowe pończochy naszej mamy. Gdy oglądałem jego stopy w tych pończochach… to była poezja. Z emocji i podniecenia doznałem orgazmu. Wytrysnąłem w spodenki. Jakże to było piękne.
Babcia wymagała, abyśmy tak ubrani egzystowali tylko w domu. Inni ludzie nie muszą wiedzieć. Nam to pasowało, bo uprawialiśmy swoje zamiłowanie i bliskość do siebie. Nasze zamiłowanie do stylonowych pończoch było zjawiskowe. Uczucie, w jaki sposób się w to ubieraliśmy, i chęć pokazania się w tym komuś, i doświadczania, jak ktoś pieści nasze nogi w pończochach… lub pieści nas, nasze członki… Piękne rytuały razem dopracowaliśmy. Myślę, że większość kobiet tego nie doświadcza. Zawsze jest tak, że nikt nie da takiej rozkoszy mężczyźnie, jak da mężczyzna. Ponieważ wie, czego oczekiwać. Wie, na jakiej strunie zagrać, aby doprowadzić go do stanu euforii.
Piękny był nasz widok w jasnych, przezroczystych, stylonowych pończochach, w tych kwiecistych spódniczkach, na nogach klapki. Fajnie, bo babcia miała starsze pończochy niż nasza mama. Nie nosiła już ich, a dla nas to była prawdziwa skarbnica. Wiele kolorów, faktur. I te nasze uwielbione czarne. Nawet ze szwem babcia miała. To doprowadzało nas do erotycznej euforii. To był piękny czas dla nas. Uczyliśmy się siebie nawzajem, pieszczot, wspólnych orgazmów, fascynacji wzajemnej.
Pod koniec wakacji przyjechał nasz ojciec. Przyjechał na parę dni, aby odpocząć i zaopiekować się nami. Po przyjeździe, wieczorem, babcia długo z nim rozmawiała. Tłumaczyła sytuację z nami. Po kryjomu dała mu dwie pary pończoch, które kupiła, i powiedziała, aby nam wręczył w prezencie, jakoby od siebie, jako wyraz akceptacji dla nas.
Radość była ogromna. Do obiadu się przebraliśmy. Śmigaliśmy po kuchni w tych nowych, jasnych pończochach i spódniczkach. Widok był cudny. A ojciec… Widać było, że był zachwycony. Ale to był inny zachwyt. Zachwyt erotyczny. Był zauroczony nowymi „córeczkami”.
W czasie obiadu ojciec siedział na szczycie stołu, a my z bratem po bokach. Podsuwaliśmy się bliżej niego, aby podsuwać mu nasze nogi do głaskania. I oczywiście ojciec ochoczo z tego korzystał. Głaskał kolana, łydki, potem uda. Sam się zsuwałem pod stołem, aby jego dłoń docierała wyżej, po udach, aż do krocza, gdzie sterczał mój podniecony członek. Ojciec wpierw w osłupieniu lekko go macał. Potem mocnym objęciem dłoni lekko masował, zsuwał mój napletek… Było cudownie.
Wieczorem oglądaliśmy telewizję. Ojciec siedział na sofie, już po kąpieli, w porannym szlafroku. Brat poszedł do łazienki wielka kompiel w wannie a babcia do łóżka. Podszedłem do taty. Wsunąłem się na sofę, na jego kolana. Przytuliłem się do niego. Szeptałem, że tęskniłem, a on, że też. Pocałowałem go w policzek. Nadstawił usta. Zaczęliśmy się cmokać. Jego dłoń powędrowała na moją nogę w pończosze… Było namiętnie. Wyczułem jego wzwód. Miał olbrzymiego członka. Dwojgiem dłoni obejmowałem całą jego długość, a jego żołądź sterczała, czekając na pieszczoty. Poruszałem miarowo jego napletkiem. Nie musiałem długo czekać. Eksplodował jak gejzer. Zakrył dłonią strumień spermy, aby nie pobrudził wszystkiego dookoła. Ale jednak stróżka pociekła po moim udzie .. po pończosze .. cudowne uczucie. Całowałem go głęboko, aby stłumić okrzyk w ekstazie. Miałem już doświadczenie.
Po chwili, jak ochłonęliśmy, zapytał, czy nie czuję do niego odrazy.
— Nie, tatusiu. Przecież cię kocham.
— Zanim pojedziemy już do domu, chciałbym jeszcze raz przeżyć z tobą ten moment. W domu, przed mamą, musimy się kryć z naszym sekretem. I przed twoim bratem też.
Skinąłem głową, przytulając się mocniej. Wiedziałem, że ten letni świat z nylonu, spódniczek i dzielonej tajemnicy właśnie się skomplikował, ale też wzbogacił o nowy, palący wymiar.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz