Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Naturysta

     Była połowa września. Zwodowałem swoją łódź na pobliskim jeziorze i wypłynąłem w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, do zarzucenia wędek. Jezioro było wyludnione, bo sezon wczasowy już się skończył. Nastawiałem się na lina, więc roślinność wodna była najlepszą wskazówką, gdzie można się ich spodziewać. Zresztą znałem już to jezioro, nie było zbyt głębokie, przez co pas trzcin miał miejscami szerokość nawet 50 m, a z doświadczenia i literatury wiem, że liny kręcą się w pobliżu roślinności wodnej, zwłaszcza wśród kapelonów. Najlepiej było dostać się do nich od strony wody, bo wprawdzie pomostów wędkarskich było dość sporo, ale akurat w miejscach, gdzie nigdy nie miałem jakoś szczególnie dobrych efektów. Dziś na jeziorze nie było zbyt wielu wędkarzy, co akurat bardzo mi odpowiada, bo lubię w spokoju i samotności skoncentrować się na wędkowaniu. Zapominam wtedy o całym świecie, o problemach w pracy, o sprzeczkach z żoną, mam taki czas na wyciszenie i odpoczynek.  

     Zakotwiczyłem łódź w wytypowanym przez siebie miejscu i rozpocząłem wędkowanie. Niestety jak to często bywa, kilka godzin minęło bez większych efektów. Jakieś małe płoteczki, wzdręgi i leszcze podskubywały przynęty, ale ostatecznie nie udało się niczego większego złowić. Znudzony brakiem brań, rozejrzałem się po jeziorze. Po drugiej stronie zobaczyłem faceta, który dopłynął łodzią do platformy nie mającej połączenia z lądem, wysiadł na nią i zaczął się rozbierać. Nie obchodziło mnie to zbytnio, bo ważniejsza była obserwacja spławików, żeby nie przegapić brania. Przez kolejne pół godziny ani nie drgnęły, jakby ryby odpłynęły, albo całkowicie przestały żerować. Zniechęcony poskładałem wędki i zacząłem wiosłować w stronę miejsca, gdzie zostawiłem samochód z przyczepą podłodziową.  

     W pewnym momencie kątem oka dostrzegłem tego faceta wychodzącego po kąpieli z wody na platformę i szczęka mi opadła! Był całkowicie nagi! Stanął w rozkroku tyłem do jeziora i chyba czekał na wyschnięcie. Byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem co zrobić. Odwróciłem się, ale ten goły tyłek działał na mnie jak magnes, więc mimo obaw, że koleś zobaczy, jak się gapię, co chwila zerkałem i nie mogłem nad tym zapanować. W dodatku moja łódź zbliżała się coraz bardziej, bo po drodze do miejsca wodowania musiałem przepłynąć w pobliżu jego platformy, więc pokusa żeby patrzeć na golusieńki tyłek była jeszcze większa. Sam się dziwiłem, że ten widok tak bardzo na mnie podziałał – przecież w swoim życiu, w filmach, czy w necie widziałem tysiące gołych tyłków, ale teraz przekonałem się, że na żywo to zupełnie coś innego. Siła rażenia była przeogromna! A gość niczego nieświadom zwyczajnie sobie stał. A może nie? Może zrobił to specjalnie, widząc że zaczynam płynąć w jego kierunku, wyszedł z wody nagi, żeby mnie zanęcić jak rybę? Kurwa! Teraz już zupełnie nie wiedziałem na czym stoję i co mam o tym wszystkim sądzić? Wydawać by się mogło, że przy braku ludzi nad jeziorem, taka kąpiel nago jest czymś zupełnie zwyczajnym – po co kąpielówki, skoro nikt nie patrzy? Ale jak mam teraz postąpić? Przepłynąć obok i udawać, że nie widzę, albo że mnie to nie rusza, czy spróbować zagadnąć? A jak się wygłupię i okaże się, że to zwykły naturysta, w dodatku ortodoksyjny heteryk? Jeszcze rozgada wszystkim w okolicy, że interesują mnie męskie tyłki i łatki pedała już się nie pozbędę.
  
     Jednak z drugiej strony, jeśli ten pokaz był przeznaczony tylko dla mnie, to do końca życia będę żałował, że nie odważyłem się zagadnąć. Kurwa! Dziwicie się moim rozterkom? Fakt - od dwudziestu lat mam żonę i dotychczas byłem jej wierny, jednak nasze pożycie seksualne tak mi spowszedniało, stało się tak bardzo rutynowym i mało ekscytującym, że traktowałem je jedynie jak zwykłe pozbycie się napięcia. Już nie odkrywaliśmy niczego nowego, wszystko było przerobione dziesiątki razy. Nie było w naszym seksie  dreszczyku emocji, nawet nie siliłem się, by zrobić to gdzieś, gdzie moglibyśmy zostać przyłapani, na łonie natury, w windzie, czy w publicznej toalecie. Po prostu nuda. A fiutki zawsze mnie pociągały – lubiłem oglądać je na zdjęciach, w filmach i często w wyobraźni uprawiałem seks z facetem. Nawet miałem za sobą zabawy analne z użyciem palców i przeróżnych przedmiotów – uchwytów wkrętaków, rączek kielni itp., choć ostatecznym numerem jeden i moim ulubieńcem został muddler – tłuczek barmański ze stali nierdzewnej. Wielkość i kształt idealnie zastępuje zabawki analne, ale można go trzymać wśród innych sprzętów kuchennych, nie wzbudzając podejrzeń, co do jego prawdziwego zastosowania. W dodatku stal nierdzewna nie wchłania zapachów, więc po umyciu zabawka jest całkowicie bezpieczna. Z prawdziwym penisem nie było mi dane spróbować - z jednej strony nie miałem odwagi by poznać kogoś o podobnych zainteresowaniach, a z drugiej nie chciałem skrzywdzić swojej żonki, bo naprawdę ją kocham. Gdyby się dowiedziała, nie zniósłbym jej cierpienia i upokorzenia. Dlatego dotychczas starałem się panować nad pociągiem do przedstawicieli mojej płci.

     Facet na pomoście schylił się po spodenki, wypinając w moją stronę obiekt który mnie tak bardzo zafascynował. Wypięte pośladki i zwisający pod nimi worek wyglądały przepięknie! A otoczona włosami dziura po prostu usztywniła mojego jednookiego węża. To przeważyło szalę! Klamka zapadła! Byłem już na tyle blisko, że postanowiłem się odezwać:

- Dzień dobry! I coś pan narobił?! - rzuciłem do podciągającego spodenki gościa, który z bliższej odległości wyglądał na jakieś pięćdziesiąt, może trochę więcej lat. Miał siwe włosy i odstający brzuch, ale nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu. Podobają mi się mężczyźni w każdym wieku.
- Dzień dobry! A o co chodzi? - odpowiedział.
- No świecisz pan gołą dupą, a człowiek się napatrzy i potem nie będzie mógł w nocy zasnąć! - ciągnąłem z uśmiechem.
- Ale tu prawie nikogo nie ma. A poza tym to męska dupa.
- A co to za różnica?! – goła dupa to goła dupa!
- Naprawdę? To ci nie robi różnicy?
- Jak jest ładna, to dlaczego ma robić?
- Cóż - przepraszam jeśli ten widok cię oburza.
- Nie powiedziałem, że oburza, tylko że takie coś utrwala się w pamięci i nie da się tego odzobaczyć. I że nie będę mógł zasnąć, bo wyglądała tak apetycznie, że jej obraz będę miał wciąż przed oczami.
- Naprawdę tak ci się podoba?
- I te klejnoty, kiedy zakładał pan spodenki… Chciałbym je jeszcze zobaczyć.
- Trudno. Nic na to nie poradzę. A co z tym zrobisz to twoja sprawa.
- Teraz to mogę zrobić tylko jedno - schować się w szuwarach i sobie ulżyć.
- Powodzenia.
- I proszę nikomu nie mówić o naszej rozmowie.
- Ok. Nie ma sprawy.
- Do widzenia!
- Do zobaczenia.

     Było mi cholernie głupio – czułem jak się rumienię ze wstydu, ale nie powstrzymało mnie to przed przycumowaniem do kolejnego pomostu, gdzie wchodząc w głąb szuwarów znalazłem miejsce niewidoczne ani z brzegu, ani z jeziora. Trzciny wysokie na trzy metry stanowiły znakomitą zasłonę. Zdjąłem spodenki i gatki, uwalniając sztywnego penisa. Przymknąłem oczy, wspominając wypięty tyłek mojego niedawnego rozmówcy. Penis mi stwardniał najbardziej jak tylko mógł. Zacząłem się dotykać, jedną ręką pod jądrami, czasem głaszcząc też dziurkę, drugą delikatnie jeździłem wzdłuż trzonu, od czasu do czasu naciągając skórę napletka na główkę, Pojawiły się pierwsze krople preejakulatu, które rozsmarowałem na główce. Wyobraziłem sobie, że pieszczę dłońmi twarde półkule pośladków naturysty (cholera, nawet nie spytałem jak ma na imię), kciukami drażniąc jego rozetkę, całuję szyję, plecy, dołeczki nad pupą, moje dłonie gładzą umięśnione uda i łydki, zapędzają się w okolice krocza i dotykają obwisłego woreczka, wypełnionego podniecającymi orzechami, łapią lekko wzniesionego penisa i  pieszczą go ruchami wzdłużnymi i okrężnymi. Wtedy nie wytrzymałem i doszedłem głośno przy tym jęcząc. Strugi gorącego nasienia strzelały wokół, oblepiając łodygi trzcin i zwisając z nich jak kwiaty leszczyny. Ufff! Ochłonąłem trochę.  

     Ubrałem się i wróciłem do łodzi. Gdy odwiązałem cumę i odbijałem od pomostu, rzuciłem okiem w kierunku naturysty. Leżał na plecach, znów bez gatek i zapamiętale trzepał kapucyna. No nie mogłem w to uwierzyć! Co go tak nagle podnieciło – świadomość, że tak mi się podobał jego tyłek, czy może usłyszał moje walenie konia i jęki gdy dochodziłem. Albo tylko sobie wyobraził, że robię to myśląc o jego dupce. Starając się nie narobić hałasu wiosłami podpłynąłem, żeby z bliska przyjrzeć się jego poczynaniom. Facet miał zamknięte oczy i walił sobie nie bacząc na to, że przecież na otwartej platformie, nawet z daleka widać wszystko co robi. A jeszcze niektórzy wędkarze używają lornetek do obserwacji spławiania się ryb, więc nawet siedząc na drugim brzegu, mogą stać się świadkami publicznego samogwałtu. Pomyślałem, że przecież mnie też taki potencjalny obserwator widzi, jak przyglądam się robótkom ręcznym, ale byłem tak bardzo podjarany, że olałem wszystko, zafascynowany bordową główką pojawiającą się raz po raz nad zaciśniętą wokół penisa dłonią. Żałowałem, że to nie moja dłoń, ale nic na to nie mogłem poradzić. Widok serii wytrysków na klatę i jęki im towarzyszące podnieciły mnie do tego stopnia, że mój penis znowu był twardy i gotowy. Akurat wtedy facet usiadł i jeszcze nieprzytomnym wzrokiem rozejrzał się dookoła. Gdy mnie dostrzegł, uśmiechnął się lekko i rzucił niepewnie:

- Musiałem to zrobić.
- Żeby mi to było ostatni raz! - starałem się zabrzmieć groźnie – następnym razem ja się nim zajmę! Ok?
- Ok. Czyli kiedy?
- Spójrz na moje spodenki – zaraz!
- Ale ja nie…
- Chodź, znalazłem odpowiednie miejsce – powiedziałem dopływając łodzią do jego platformy.
- Płyń, ja dopłynę swoją.
- Ok. Tylko się pospiesz, bo jestem na ciebie napalony jak emeryt na trzynastą emeryturę.
Wróciłem tam gdzie moja sperma przyozdabiała trzciny, a po chwili usłyszałem dźwięk dobijającej łodzi.
- Jestem Marek – podałem mu dłoń, gdy znalazł mnie wśród szuwarów.
- A ja Andrzej. I jak to sobie wyobrażasz? - wskazał na moje wypchane spodenki.
- Zrzućmy to z siebie – powiedziałem, zdejmując wszystko. Andrzej zrobił to samo. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście – stał przede mną nagi, z malutkim, skurczonym po orgazmie fiutkiem zwisającym nad dość dużym worem. Nie golił okolic intymnych, podobnie zresztą jak ja. Bardzo mi się podobał ten busz. Wyglądał tak męsko. Spojrzałem na jego twarz – miał wzrok skupiony na moim twardym, wygiętym w górę penisie. Zastanawiałem się, co mu po głowie lata.
- Chcesz go dotknąć, to się nie krępuj – zachęciłem go.
- Nie wiem. Nigdy tego nie robiłem – odpowiedział niepewnie.
- Co ty pierdolisz? Robiłeś to przed chwilą! Wszyscy na jeziorze widzieli!

     Uśmiechnął się i dotknął mojej pały. Zacisnąłem jego dłoń na swoim fiucie i poruszyłem nią lekko. Wciąż się lekko krępował. Bardzo podniecała mnie ta jego nieśmiałość. Zacząłem całować jego szyję, klatę, ssać sutki, dłońmi obściskując cudowny tyłeczek. Jeszcze niedawno mogłem tylko o nim marzyć – teraz wszystko było w moich rękach. Obawiałem się spłoszyć Andrzeja, więc na razie nie zbliżałem palców do czarodziejskiej dziurki. Głaskałem po plecach i znów wracałem do pupy. Ściskałem twarde pośladki, wciąż jeszcze nie do końca wierząc w swoje szczęście. Wreszcie postanowiłem popracować bardziej nad jego podnieceniem, a zarazem spełnić swoje marzenia. Kucnąłem, całując wydatny brzuch, podbrzusze, pachwiny, jajka, by na koniec wciągnąć do ust sflaczałego pisiorka. Pachniał i smakował jeszcze świeżą spermą, więc byłem zachwycony. Lizałem go językiem wewnątrz ust, przyciskałem do podniebienia, naciągałem i odciągałem skórę z żołędzi. A on we mnie rósł i twardniał, nabierał samczej potęgi. Rozpierała mnie jego objętość, ale także duma, że naprawdę potrafię podniecić faceta.

     Pomyślałem, że to jest optymalny moment, żeby zająć się pieszczeniem rozetki. Naśliniłem środkowy palec i zacząłem nim delikatnie masować zewnętrzną stronę zwieracza. Czułem jaki jest spięty, ale wytrwale drażniłem go, nie przestając obciągać kutasa. Kiedy tylko poczułem, że napięcie zwieracza spadło, wsunąłem lekko palec, nie zagłębiając się zbytnio. Chciałem, by Andrzej poznawał te przyjemności sukcesywnie. Bawiłem się więc, pieszcząc tym razem zwieracz od środka. Penis w moich ustach był już twardy jak stal. Wsunąłem palec głębiej, szukając prostaty. Andrzej jęknął, gdy ją namierzyłem. Wsuwałem i wysuwałem palec, opuszkiem drażniąc męski punkt G. Drugą dłonią pieściłem jajka. Na moim języku pojawiało się coraz więcej słonej substancji wyciekającej z lizanego penisa. Uda Andrzeja zaczynały drżeć, a biodra próbowały wyruchać moje usta. Pozwoliłem mu wbijać się w nie coraz głębiej i coraz szybciej. Jeszcze kilka spazmatycznych ruchów i poczułem drgania prącia, wtłaczającego spermę do moich ust. Andrzej sapał i jęczał z rozkoszy. Jednocześnie z każdą salwą zwieracz zaciskał się na moim palcu, co odbierałem z wielką satysfakcją, jako potwierdzenie ogromnej przyjemności doświadczanej przez mojego kochanka. Ssałem jego penisa, nie pozwalając żadnej kropli na opuszczenie moich ust. Chciałem się nacieszyć smakiem męskiej spermy i spić śmietankę do końca. Rozpierało mnie szczęście, że mogłem spełnić swoje marzenia o nieskrepowanym seksie z facetem i wreszcie odmienić coś w swoim nudnym pożyciu. Mógłbym go tak ssać godzinami, taki byłem podekscytowany.

- Ja pierdolę! To było coś niesamowitego! Najlepszy orgazm, jaki miałem! I ten palec w dupie! - wysapał Andrzej – Nie spodziewałem się tego płynąc tu za tobą! Myślałem, że zrobisz to ręką, tak jak obiecałeś.
- Przepraszam, że cię zawiodłem – odpowiedziałem uśmiechając się.
- No co ty? Ale ja chyba nie dam rady odwdzięczyć ci się w ten sposób – trochę się brzydzę wziąć do ust czyjegoś penisa – powiedział ze skruchą.
- Wiesz co? Ja już jestem szczęśliwy, że dałeś mi swojego. Jak popieścisz mnie ręką - też będzie miło, ale najlepiej jakbyś pozwolił mi wejść w swoją dziurkę, to i ty będziesz miał z tego frajdę.
- Jaką? Przecież to boli!
- To jest takie bezsensowne gadanie tych, co nigdy nie próbowali. Bolało cię jak włożyłem palec?
- Nie. Było całkiem miło.
- I będzie jeszcze bardziej. Uwierz mi! Zrobię to tak, że będziesz czuł tylko przyjemność. Ok?
- Dobrze. Spróbuję, ale jak będzie bolało, to przerywamy!
- Nie będzie. Zobaczysz!
- To jak to zrobimy?
- Na pieska. Ustaw się na czworaka, a ja cie przygotuję.

     Gdy to zrobił, przez chwilę napawałem się widokiem jego przepięknego tyłka wypiętego w moją stronę, pieszcząc dłonią zwisające jajka i miękkiego fiutka. Zacząłem całować jego plecy, pośladki i rowek pomiędzy nimi. Przy okazji mocno pośliniłem zwieracz i zacząłem pieścić go tak jak poprzednio - jednym palcem. Po chwili wsunąłem go w rozluźniony zwieracz i niespiesznie przyzwyczajałem dziurkę Andrzeja na przyjęcie kolejnego palca. Gdy w środku były już dwa, zapytałem:
- Boli?
- Nie, jest całkiem miło.

     Dałem jeszcze zwieraczowi czas na przywyknięcie, bawiąc się jajkami i trochę powiększonym kutasem. Trzeci palec także wszedł bez problemu. Cały czas pilnowałem, aby nie brakowało nawilżenia, regularnie śliniąc otwór. Tak bardzo mnie podniecał widok palców w tym prześlicznym tyłeczku, że już tylko resztką sił powstrzymywałem się przed ostrym wtargnięciem w czeluść jego odbytu. Wreszcie nadszedł upragniony czas, gdy byłem na sto procent pewien, że moja pyta nie sprawi Andrzejowi bólu podczas penetracji, więc wyjąłem z niego palce, a do rozciągniętego otworu przyłożyłem poślinioną jeszcze dla pewności, główkę mojej pałki. Naparłem lekko, wsuwając się samą końcówką.

- Boli?
- Nie. Wsuń głębiej.
Wszedłem do końca.
- I jak? Wytrzymasz?
- Jest ok. Dam radę.

     Chwilę odczekałem, bardziej samemu chcąc przywyknąć, niż dla komfortu Andrzeja, bo on był już dobrze przygotowany. Natomiast mnie dopadła niepewność, jak długo dam radę wytrzymać, bo choć niedawno sobie raz ulżyłem, to teraz podniecenie sięgało zenitu. Powoli zacząłem go posuwać, raz za razem wchodziłem do samego końca, czasem przerywając, by okrężnymi ruchami dostarczyć więcej wrażeń jego prostacie. W miarę czasu prędkość i siła moich pchnięć rosły. Chwyciłem jego penisa – był już całkiem twardy i zacząłem mu walić. Andrzej sapał i jęczał z rozkoszy, zaskoczony intensywnością odczuwania przyjemności płynącej z penetracji analnej. Po krótkiej chwili szczytował kolejny raz zachlapując strugami spermy deski pomostu i trochę moją dłoń. Zrobiłem sobie małą przerwę, żeby oblizać ospermione palce i ponownie zacząłem go ruchać. Nie trwało to długo, bo byłem megapodjarany. Rycząc jak jeleń na rykowisku spuściłem się w środku, bo zawsze marzyłem o takim zakończeniu seksu z facetem. Było bosko! Nie posiadałem się ze szczęścia!  

     Jednak pomimo wytrysku, czułem, że to jeszcze nie koniec. Wciąż byłem twardy i podniecony! Wyszedłem na chwilę z jego norki, pozwalając na wycieknięcie z niej mojego nasienia. Spłynęło strużką po jajkach Andrzeja i skapywało na pomost. Wszedłem ponownie w rozwarty otwór i bez zbytniego pośpiechu zacząłem kolejne ruchanko. Teraz byłem pewien, że nie skończę zbyt szybko. Spokojnie wbijałem się raz za razem. Po jakimś czasie zmieniliśmy pozycję – chciałem patrzeć w oczy Andrzeja, kiedy jest ostro dymany. Chciałem widzieć jego twarz i rysujące się na niej odczucia. Położył się na plecach, a ja unosząc jego nogi i opierając łydki na swoich ramionach, wprowadziłem penisa w gorącą dupkę. Posuwałem go najpierw powoli, ale wraz ze wzrostem rozkoszy przyśpieszałem, by w końcu kolejny raz osiągnąć nirwanę i wlać w niego resztkę spermy. Opadłem na jego wydatny brzuch i klatę, ciężko dysząc i wtulając się w gorące ciało. Dyszałem tak przez kilka chwil, by wreszcie ochłonąć i uwolnić Andrzeja od swojego ciężaru.

- Bolało? - zapytałem.
- Nie. Ale teraz boli.
- Co cię boli? - nie mogłem uwierzyć.
- Że dopiero w tym wieku poznałem takie rozkosze. Tyle lat zmarnowanych! Nie mogłeś pojawić się wcześniej? - zażartował.
- Jeśli tylko będziesz chciał, to obiecuję że nadrobimy te wszystkie lata.
- Chcę! I jeszcze dużo więcej!
- Cieszę się! Tylko musimy znaleźć odpowiednie miejsce. Nie będziemy się przecież cały czas gzić po krzakach.
- Jak widziałeś – jestem naturystą. Lubię seks na łonie natury, ale zimą rzeczywiście byłby  z tym kłopot.
- Będziesz tu jutro?
- Nic mnie nie powstrzyma!
- Andrzej?
- Tak?
- Mogę cię pocałować?
- Nigdy nie robiłem tego z facetem, ale dzisiaj dużo się zmieniło.

     Całowaliśmy się jeszcze dobrych kilka minut, by wreszcie się rozstać. Obiecał mi, że postara się przemóc swoją niechęć i jutro chce spróbować zrobić mi dobrze po francusku. Już się nie mogę doczekać. I chętnie oddam mu swoje dziewictwo. Jestem zdecydowany i megapodjarany.

0bi1

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3639 słów i 20053 znaków.

Dodaj komentarz