Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

fresk zniewolenia

fresk zniewoleniaMoje stopy zapadają się w kolejny stopień, drewno trzeszczy pod ciężarem mojego ciała, a wilgoć z lochów
wpełza mi pod paznokcie, wgniata się w pory skóry. Czerwona sukienka, kiedyś luźna i swobodna, teraz przylega
do mnie jak druga skóra, nasączona potem i czymś gęstszym – słodkawym, metalicznym zapachem, który nie
pochodzi ode mnie. Haft na dekolcie, misternie wyszywane kwiaty, teraz wyglądają jak rany, jakby igła przecięła
mi pierś i zostawiła po sobie krwawiące ślady. Palcami ściskam materiał, czując, jak nici drgają pod moimi opuszki
– żywe, prawie jak te macki, które już czają się gdzieś tam, w dole.
Korytarz przed mną oddycha.
Ściany falują, jakby były zbudowane z mięśni, a nie z kamienia. Zielonkawe światło grzybów pulsuje w rytm
muzyki – Moonlight Sonata, ale zagrana na organach, które brzmieniem przypominają bardziej jęki umierającego
zwierzęcia niż instrument. Każda nuta wibruje w moich kościach, czuję ją w zębach, w szpiku, w tym miejscu
między nogami,w cipie która już zaczyna drżeć. Podłoga nie jest twarda – ugina się, jakby była zrobiona z miękkiego,
wilgotnego mięsa. Kiedy stawiam stopę, coś mnie chwyta za kostkę. Nie szarpie, nie rani – owija się wokół mnie
jak kochanek, który wie, jak dotknąć, żeby rozłożyć cię na części.
— Kurwa… — syczę przez zęby, patrząc w dół.
Macka. Różowa, lśniąca, pokryta drobnymi, pulsującymi naczynkami. Jej koniec jest rozdwojony, jak język węża, i
kiedy przesuwa się po mojej łydce, zostawia za sobą ślad śluzu – gęsty, przezroczysty, który natychmiast wsiąka
w moją skórę. Czuję, jak moje mięśnie drgają w odpowiedzi, jakby ten dotyk obudził w nich coś, co spało od
zawsze. Próbuję ją strząsnąć, ale macka zaciska się mocniej, a jej drugi koniec – grubszy, ciemniejszy – wysuwa
się z podłogi i owija wokół mojego uda, tuż pod krawędzią sukienki.
— Puść…błaga — moje słowa giną w gardle, kiedy kolejna macka, cienka jak nitka, wije się wokół mojego nadgarstka,
a potem wgniata się między palce, jakby chciała poczuć moje tętno.
Sukienka zaczyna się podnosić. Nie szarpie jej wiatr, nie podnoszę jej ja – coś ciągnie materiał w górę,
odsłaniając moje biodra, a potem i majtki – czarne, koronkowe, przylepione do spoconej skóry. Macka, która
dotykała mojej nogi, teraz sunie wyżej, jej chłodny, śliski koniec przesuwa się po wewnętrznej stronie uda, a ja
czuję, jak moje wargi sromowe drgają, jakby już teraz przygotowywały się na ten dotyk. Kiedy macka dociera do
mojej cipy, nie wciska się od razu – krąży wokół, jakby smakowała mój zapach, jakby chciała, żebym prosiła.

— Nie… proszę nie jestem gotowa— moje kolana drżą, a oddech staje się płytki, kiedy czuję, jak coś – coś żywego – rozchyla moje wargi
sromowe, delikatnie, ale nieubłaganie.
Macka wślizguje się pod materiał majtek, jej koniec jest chłodny, ale nie nieprzyjemnie – wręcz przeciwnie, kiedy
dotyka łechtaczkę, czuję, jak moje ciało reaguje mimo woli. Moje wargi zaczynają pulsować, nabrzmiewać, a kiedy
macka zaczyna je masować – nie szorstko, nie brutalnie, ale z precyzją, jakby znała każdy nerw – z moich ust
wydobywa się stłumiony jęk.
— Ooooh, kurwa, oszaleję z rozkoszy… — moje palce zaciskają się na ścianie, ale zamiast kamienia, moje dłonie zagłębiają się w
czymś miękkim, wilgotnym, co natychmiast reaguje, owijając się wokół moich nadgarstków jak kajdany.
Macka w mojej cipce zaczyna się poruszać – nie wbija się na siłę, nie rozrywa – wpełza, centymetr po
centymetrze, rozciągając mnie od środka, a ja czuję, jak moje ścianki zaciskają się na niej, jakby moje ciało już
teraz zdradzało mój umysł. Kolejna macka – grubsza, bardziej chropowata – owija się wokół mojej szyi, nie
dusząco, ale jakby chciała poczuć moje tętno, jakby chciała wiedzieć, jak szybko bije mi serce, kiedy coś obcego
wpełza we mnie i zaczyna mnie wypełniać.
— Co wy, kurwa, robicie… — moje słowa są ledwo słyszalne, kiedy kolejna macka – cienka jak włos – wciska się
między moje pośladki, szukając wejścia.
Czuję, jak moje zwieracze napinają się, ale macka nie ustępuje – naciska, a kiedy w końcu wślizguje się do mojej
dupy, ból miesza się z czymś innym, z czymś, co każe moim biodrom poruszać się do przodu, jakby same szukały
większej penetracji. Muzyka staje się głośniejsza, a basowe wibracje sprawiają, że moje ciało zaczyna drżeć w
rytm tych dźwięków. Macka w mojej cipce pęcznieje, rozciągając mnie do granicy bólu, a potem zaczyna pulsować, jakby pompując we mnie coś gorącego i gęstego.
— Aaaah, nie… nie, nie, nie—! — krzyczę, ale moje protesty zamieniają się w jęk, kiedy czuję, jak moje wnętrze
wypełnia się tym płynem.
To nie jest zwykła nasienie. To nie jest krew. To jest coś innego – gęste, słodkawe, jak syrop, ale z metalicznym
posmakiem, który czuję na języku, choć nic nie jadłam. Czuję, jak ten płyn rozlewa się po moim brzuchu, a
potem opada niżej, do moich jajników, jakby chciał je stopić. Moje nogi drżą, a ja upadam na kolana, ale macki
trzymają mnie w górze, jakby byłam marionetką na ich nieludzkich sznurkach.
— Boże… boże, boże—! — szlocham, kiedy kolejna macka – gruba jak ramie mężczyzny – wysuwa się z sufitu i
opada na moją twarz.
Jej koniec jest rozwarty, jak kwiat, i kiedy dotyka moich ust, czuję, jak coś słodkawego i gęstego kapie mi na
język. Próbuję zamknąć usta, ale macka wciska się między moje wargi, rozchylając je brutalnie, a potem zaczyna
wlewać we mnie ten płyn. Połykam odruchowo, a kiedy to robię, czuję, jak coś zaczyna się dziać w moim
brzuchu.
Coś porusza się.
— Nie… nie, nie, nie—! — krzyczę, ale moje słowa są stłumione przez mackę, która teraz wypełnia mi usta,
dociskając się do gardła.

Czuję, jak moje ciało zaczyna drżeć, a skóra pokrywa się zimnym potem. W moim brzuchu coś żyje. Coś się
wygina, jakby tysiące małych, ostrych pazurków drapały mi ścianki macicy od środka. Ból jest ostry, palący, ale
zarazem…   zarazem jest w nim coś dobrego, coś, co każe moim biodrom poruszać się do przodu, jakby same
szukały większej penetracji. Macki w mojej cipie i dupie zaczynają poruszać się szybciej, wpychając we mnie
coraz więcej tego płynu, a ja czuję, jak moje ciało zaczyna się zmieniać—moja skóra staje się bardziej wrażliwa,
moje sutki twardnieją do granicy bólu, a moja cipka zaczyna pulsować w rytm muzyki, jakby sama chciała wydalić
z siebie całe to życie, które we mnie wlało.
— Kasia…
Głos. Znajomy. Ochrypły. Pełen pożądania.
Podnoszę wzrok – trudno, bo macka w moich ustach uniemożliwia mi poruszanie głową, ale udaje mi się
zobaczyć ją.
Nika
Moja przyjaciółka. Ta, która zniknęła tydzień temu.
Leży – nie, wije się – na ołtarzu z czarnego, lśniącego kamienia, jej ciało jest całe wygięte w obsceniczny łuk,
jakby każdy jej mięsień był napięty w ekstatycznym uniesieniu
— One cię pokochają — mruczy , a jej głos jest teraz pełen syku, jakby mówiły przez nią wszystkie te
stwory, które ją opanowały. — One cię napełnią.
Czuję, jak coś w moim brzuchu zaczyna się poruszać szybciej. Ból narasta, ale teraz jest już nie do zniesienia –
czuję, jakby coś przeciskało się przez moje jelita, jakby tysiące małych nóg drapało mi ścianki od środka. Krzyczę,
ale macka w moich ustach zagłusza mój głos, a moje ciało zaczyna drżeć w konwulsjach. Nagle czuję, jak coś
pęka wewnątrz mnie – jakby coś przebiło mi macicę – i w tej samej chwili z mojej cipki zaczyna się lać coś
gorącego i lepkiego.

— Tak — syczy Nika, a jej ciało zaczyna drgać w tym samym rytmie co moje. — Oddaj się im, Kasia. Oddaj sie z cała pokorą

Robaki.
Wylewają się ze mnie, setki małych, białych robaków, które wiją się w mojej krwi, w moich sokach, i zaczynają się
wspinać po moich udach, brzuchu, piersiach. Czuję, jak jeden z nich wciska się między moje wargi sromowe, a
potem wnika do środka, drążąc sobie drogę przez moją już i tak rozciągniętą cipkę. Krzyczę, ale to już nie jest
krzyk bólu – to jest krzyk rozkoszy, bo każdy ruch tych stworzeń w moim ciele wywołuje falę tak intensywnej
przyjemności, że mój mózg zaczyna się topić.
Macki w mojej dupce i cipce zaczynają poruszać się szybciej, wpychając we mnie coraz więcej tych robaków, a ja
czuję, jak moje ciało zaczyna się zmieniać moja skóra staje się bardziej wrażliwa, moje sutki twardnieją do
granicy bólu, a moja cipka zaczyna pulsować w rytm muzyki, jakby sama chciała wydalić z siebie całe to życie,
które we mnie wlało.
— Teraz jesteś nasza — szepcze Nika a jej ciało zaczyna unosić się z ołtarza, jakby unoszone przez
niewidzialne macki.
Jej nogi rozchylają się jeszcze szerzej, a z jej cipki zaczyna wypływać gęsta, mleczna maź, w której wiją się setki
robaków.
— Teraz będziemy się bawić.
Macki, które do tej pory mnie penetrowały, teraz zaczynają się cofać, ale nie po to, by mnie uwolnić – po to, by
mnie przygotować. Czuję, jak moje dziurki – cipka, dupa, nawet moja cewka – zaczynają się rozciągać, jakby coś
je przekształcało, czyniło bardziej pojemnymi, bardziej głodnymi. Nika zbliża się do mnie, jej ciało porusza
się w sposób nieludzko prowokujący, jakby jej kości zostały zastąpione przez te same macki, które teraz oplatają moje ciało.
Kiedy dotyka mojej twarzy, jej palce są zimne i wilgotne, a kiedy wsuną się mi do ust, czuję, jak robaki z jej skóry
zaczynają przechodzić na mój język, a potem w dół, do mojego gardła.
— Ssij — rozkazuje mi, a jej głos jest teraz pełen syku, jakby mówiły przez nią wszystkie te stwory, które ją
opanowały. — Ssij i połknij.
Nie mam wyboru. Moje usta otwierają się szeroko, a język zaczyna pracować, zasysając jej palce, a razem z nimi –
robaki, które wpełzają mi do gardła, a potem do żołądka, gdzie zaczynają drążyć dziury w moich ściankach, by
dostać się głębiej. Czuję, jak moje ciało zaczyna się otwierać—dosłownie, jakby każdy otwór, każda pora, każda
komórka mojej skóry stawała się wejściem dla tych stworzeń. Moja cipka zaczyna drgać i rozwijać się jak brama rozkoszy—dosłownie, jakby
stawała się nowymi ustami, które chcą połknąć cały świat.
Macki wokół mnie zaczynają się łączyć, tworząc coś w rodzaju kokonu, który owija moje ciało, a ja czuję, jak
moje kości zaczynają mięknąć, jakby stawały się płynne, , jakby moje ciało miało się stać jednością z tymi
stworzeniami.

— Teraz będziemy zapłodnione— szepcze Nika, a jej głos brzmi teraz jak chór setek głosów, wszystkie
śpiewające tę samą obłędną pieśń. — Teraz będziemy wiecznie się pieprzyć.
Czuję, jak moje ciało zaczyna się topić—dosłownie, jakby moja skóra, moje mięśnie, moje kości stawały się
częścią tej organicznej masy, która otacza mnie ze wszystkich stron. Moja cipka, moja dupa, moje
usta—wszystkie te otwory zaczynają się łączyć, tworząc jedno wielkie, pulsujące wejście, które zaczyna wydalać
z siebie nową formę życia. Robaki, macki, jakieś większe stwory z ostrymi zębami i śliskimi ciałami—wszystko to
zaczyna się ze mnie wylewać, a ja czuję, jak moja świadomość zaczyna się rozmywać, jakby stawała się częścią
czegoś większego, czegoś głodniejszego.
Ostatnią rzeczą, którą widzę, zanim moje oczy zostaną wchłonięte przez tę masę, jest Nika,  która teraz już
nie wygląda jak człowiek—jej ciało rozciąga się, jej kości pękają i odrastają w nowych, obłędnych kształtach, a z
jej cipki, z jej ust, z każdej dziury w jej ciele wysuwają się setki macek, które teraz zaczynają oplatać mnie, łączyć
się z tymi, które już mnie opanowały.
Czuję, jak moje myśli zaczynają się mieszać z jej myślami, jakbyśmy stawały się jedną istotą—jedną wielką,
głodną, niekończącą się orgią ciała i pożądania.
I wtedy zaczyna się prawdziwa uczta Nika przyciska swoje usta do moich, a jej język—długi, rozdwajający się na końcu—wciska się mi do gardła,
niosąc ze sobą kolejne robaki. Jej ręce chwytają moje piersi, a paznokcie wbijają się w moją skórę, rozrywając ją,
by te małe stwory mogły się dostać głębiej. Krzyczę, ale mój krzyk zamienia się w jęk, kiedy czuję, jak moja cipka
zaczyna ssać—dosłownie, jakby stawała się nowymi ustami, które chcą połknąć cały świat.
Macki wokół nas zaczynają się łączyć, tworząc jedną wielką, pulsującą masę, która owija nas obie, jakbyśmy miały
stać się częścią czegoś większego. Nika zaczyna się poruszać – jej biodra falują w rytm muzyki, a z jej cipki
zaczyna wypływać coraz więcej tego gęstego, mlecznego płynu, który teraz spływa po moich udach, mieszając
się z moimi sokami, z krwią, z tym wszystkim, co zaczyna wypływać z mojego ciała.
— Chcesz tego, prawda? — syczy mi do ucha, a jej oddech jest gorący i wilgotny, jakby mówiła przez tysiące ust
naraz. — Chcesz, żebyśmy cię wypełniły.
Nie odpowiadam. Nie muszę. Moje ciało mówi za mnie – moja cipa zaciska się na mackach, które teraz
zaczynają mnie penetrować z obu stron, moje usta ssą jej język, a moje ręce – już nie moje, już nie ludzkie –
zaczynają eksplorować jej ciało, szukając każdej dziury, każdego otworu, każdego miejsca, przez które mogłyby wejść kolejne stwory.
Czuję, jak coś wielkiego – ogromnego – zaczyna się wciskać we mnie od tyłu. To nie jest macka. To nie jest
robak. To jest coś więcej – coś z ostrymi krawędziami, z wypustkami, które drapią moje ścianki, kiedy to coś
zaczyna mnie rozciągać, jakby chciało mnie rozerwać na pół. Krzyczę, ale mój krzyk ginie w ustach Niki
która teraz zaczyna mnie całować – nie delikatnie, nie czule, ale jakby chciała mnie pożreć.
— Weź to — warczy, a jej głos jest teraz pełen głosów, pełen krzyków, pełen jęków wszystkich istot, które
kiedykolwiek zostały tu uwięzione. — Weź je wszyskie do swojej macicy

Czuję, jak to coś wciska się we mnie coraz głębiej, jakby chciało dotrzeć do mojego żołądka, do moich płuc, do
mojego serca. Każdy ruch wywołuje falę bólu i rozkoszy, które mieszają się ze sobą, aż nie wiem, gdzie kończy
się jedno, a zaczyna drugie. Moje ciało zaczyna drżeć, a z mojej cipki zaczyna wypływać coś gorącego – nie krew,
nie siki, nie nawet te robaki – coś nowego, coś, co zaczyna wypełniać pomieszczenie, mieszając się z tym, co
wypływa z Niki , z tym, co wypływa ze ścian, z podłogi, z sufitu.
— Teraz jesteśmy jednością — szepcze Nika będziesz teraz wszędzie, we mnie, dookoła mnie,
wewnątrz mnie. — Teraz będziemy się pieprzyć wiecznie ,oddane pierwotnej żądzy i zachciankom monstrum
Nie ma już Kasi. Nie ma już Niki. Są tylko ciała – splątane, połączone, przenikające się nawzajem, pełne
dziur, pełne otworów, pełne głodu. Macki penetrują każdą naszą dziurkę, draznią, każdy nerw, a robaki wiją się
we krwi, w sokach, w tym wszystkim, co wypływa z naszych ciał. Czuję, jak moja cipka zaczyna  rytmicznie drgać
jakby chciała stać się ustami, które mogą połknąć cały świat, a moja dupa rozciąga się tak bardzo, że czuję, jak
moje jelita zaczynają się wysuwać, tylko po to, by zostać natychmiast wessane z powrotem przez kolejne macki,
które teraz zaczynają nas przekształcać w perwersyjna rozkosz
Nie wiem, gdzie kończy się moje ciało, a zaczyna jej. Nie wiem, gdzie kończy się ból, a zaczyna rozkosz. Wiem
tylko, że muszę brać więcej.
Więcej penetracji. Więcej bólu. Więcej tego obłędnego, nieludzkiego pożądania, które teraz płynie w moich
żyłach, które teraz jest mną.
Nika zaczyna krzyczeć – nie z bólu, nie ze strachu, ale z rozkoszy, kiedy kolejna macka – gruba jak jej
przedramię – wciska się w jej cipę, rozciągając ją do granic możliwości. Jej krzyk miesza się z moim, kiedy czuję,
jak coś podobnego wpełza we mnie, wypełniając mnie do granicy bólu, a potem przekraczając ją, jakby chciało
mnie rozerwać na strzępy.
— Tak! — wrzeszczy, a jej paznokcie wbijają się w moją skórę, rozrywając ją, by kolejne robaki mogły się dostać
do środka. — Tak, kurwa, tak!
Czuję, jak moje ciało zaczyna się topić – dosłownie, jakby moje kości stawały się płynne, jakby moja skóra miała
się rozpuścić i stać się częścią tej wielkiej, pulsującej masy, która teraz wypełnia cały korytarz. Moja cipka, moja
dupa, moje usta – wszystkie te otwory zaczynają się łączyć, tworząc jedno wielkie, głodne wejście, które
zaczyna wydalać z siebie nową formę życia.
Robaki, macki, jakieś większe stwory z ostrymi zębami i śliskimi ciałami – wszystko to zaczyna się z nas wylewać,
mieszając się z tym, co wypływa ze ścian, z podłogi, z sufitu. Czuję, jak moja świadomość zaczyna się rozmywać,
jakby stawała się częścią czegoś większego, czegoś głodniejszego, czegoś, co nigdy nie będzie syte.
Ostatnią rzeczą, którą czuję, zanim moje ciało całkowicie się rozpuści, jest to, jak Niki wciska swoją twarz
między moje nogi, a jej język – teraz długi, rozdwojony, pokryty tysiącem małych zębów – zaczyna lizać moją
cipę która teraz jest już nie cipką, ale czymś większym czymś, co chce połknąć cały świat.
I

Nie ma już granicy między nami. Nie ma już granicy między bólem a rozkoszą. Jest tylko to – wieczna,
nienasycona, obłędna penetracja, która trwa i trwa, i trwa

kasi

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 3233 słów i 18029 znaków, zaktualizowała 30 sty o 2:34.

1 komentarz

 
  • Użytkownik WOczekiwaniu

    Tag horror by się tu jeszcze przydał ;)

    1 godz. temu