Zbrodnia i kara cz 1

Zbrodnia i kara

Jak sen nocy letniej... nocy upalnej, była ona księżycowa, jasna. Zamiast wybrać ukochane łóżko postanowiłam spać pod wielkim dachem nieba. W kochanym, choć w dzień pod obstrzałem spojrzeń ogródku.Był 12 sierpień, moje 21 urodziny, które spędzałam bez rodziny, bez żywej duszy, nie licząc Senseja, najwierniejszego towarzysza, znajdę spod pobliskiego marketu. Czarny jak ta pora dnia, pół-pudel, a o pudelku marzyłam od dzieciństwa. Nie jego rasa,lecz te przestraszone, głodne towarzystwa i pożywienia oczy ujęły moje dobre, choć nieczyste serce. Tata ze znanym sobie humorem na wstępie w domu oświadczył, że Martyna ma nowego kolegę. Mama ucieszona, później rozczarowana, z wrzaskami, bo wieczna awersja do zwierząt wszelkiej maści. Obiecałam, że zawsze będę się nim zajmować, ale skrzyżowałam palce za plecami i tak ten gest uratował od wyrzutów sumienia , gdy się po prostu nie chciało, niechcenie to moja domena. Tata chyba przeczuwał, że "Kolega" będzie później jedynym towarzyszem bezsennych nocy, wpuszczany ukradkiem, gdy mama już zasypiała.Uciekł pierwszego wieczoru, lecz z pomocą Taty odnaleźliśmy go i tak nie uciekł już nigdy. Był psem, który jeździł koleją, gdyż zawsze za swoją panią i tak się doigrałam, że wsiadł do pociągu i poszedł ze mną do szkoły. Był strach, ale jak zwykle optymizm. Szukany po schroniskach, znalazł się na stacji spowrotem, stacji zupełnie obcego miasta.  
Wybiła północ, otworzyłam szampana.- za nowy wiek!-krzyknęłam szepcząc, by nie zbudzić sąsiadów. Wyłożyłam słuchawki z uszu, Silence Beethovena dobiegało końca a świerszcze, choć nie tak głośne jak cykady zagrały jakby głośniej. Upiłam kilka łyków powolutku, gdyż problemy z żołądkiem nie pozwalały już na pijackie picie. Wyciągnęłam swój debiutancki tomik poezji Teraz niebiesko już jest i poraz kolejny sprofanowałam go drobinkami szczęścia w proszku, a właściwie cierpienia, biało na białych napisach swojego imienia i nazwiska, marzenia do którego dążyłam 15 lat, po osobistym odkryciu Ameryki. Pierwszego czytania, jeszcze dukanego Ala ma kota na ścianie sali zerówki. Specjalistka w odganianiu złych myśli, złych pozornie , zabiłam ją- skreślę to własnym dowodem osobistym i pierwszą kartą bankową- zrodziłam lepszą- kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!Dorato zamienię kiedyś na eksluzywny trunek. Zbiegiem okoliczności, choć było ich już tyle w krótkim życiu, że nie wywował zdziwienia, chwilę po podrażnieniu śluzówek pierwsza tej nocy gwiazda przeleciała przed oczami, nagle większymi. Może to wywołało euforię? Życzenie spontanicznie przyszło do lekkiej, naszpikowanej sztuczną dopaminą głowy- Ja urodzona dla sztuki w noc spadających gwiazd, będę jej przedstawicielką, pokolenia przełomu tysiącleci. Życzę to sobie-dodałam dla formalności a zalążek boskości, który jest w każdym człowieku,także we mnie dodał- Panie Boże. W odmiennym stanie świadomości, nieświadomie, bo tak się często zdarzało odbyłam modlitwę...-wiesz, że Tobie nic nie obiecam, bo sobie też nie. Wiesz, że rzadko dziękuję , ale może dziś ten wyjątek od reguły, więc dziękuje za to że...- w głowie pustka. Trwało to niekończącą się minutę i w tym samym momencie co cicha przesłanka drogą najłatwiejszej dedukcji- że żyję- usłyszałam głos, niebo nagle pociemniało- Tyle ci dałem. Jego ton, barwa, nieporównywalne były do niczego innego, nieokreślone , wiedziałam tylko , że machaniczny, pośpieszny i... straszny. I pierwszym uczuciem, które mnie przepełniło, do szpiku kości był strach, paniczny strach. Trzęsąc się jak w napadzie delirium tremens, drżącą ręką próbowałam odpalić papierosa, ale niezdara od zawsze złamałam 3. Czwarty został spalony, zachłannie jak nigdy a okropny ucisk w płucach minął. Oddech stał się płytszy, ciśnienie spadło, a serce ze stanu tachykardii powróciło do normalnego rytmu. Paradoksalnie. Odgoniłam myśl o zapaleniu drugiego i całą siłą woli spróbowałam się otrzeźwić. Pierwsza myśl była trzeźwa i wcześniej nie do pomyślenia- Witamina C, uszykowana na poranne zejście. Wzięłam 6, choć zawierały jej duże dawki.
Mięśnie drgały jednak wciąż, więc ukochany minerał- magnez, również 6. Chciałam wziąć jeszcze potas, ale stwierdziłam przezornie, że jeszcze zaszkodzi. Na żołądek. Suplementy diety zadziałały błyskawicznie na pusty , wypełniony jedynie substancjami toksycznymi i  małym kawałkiem maślanej , ulubionej, przywiezionej znad morza przez rodziców. Rtęć w niej nigdy mi nie zaszkodziła, a wtedy czułam jakby pomogła, może dlatego, że dobre jedzenie pomagało w postępującej anoreksji, właściwie jej nawrotu.

Sensi

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i horrory, użyła 851 słów i 4872 znaków.

3 komentarze

 
  • mela

    Będzie kolejna część?

  • AlexAthame

    Oczywiście nic nie rozumiem poza tym ze cie UWIELBIAM.I czekam...wiesz na co :jupi:

  • AleidaMarch

    ,,Życzenie spontanicznie przyszło do lekkiej, naszpikowanej sztuczną dopaminą głowy- Ja urodzona dla sztuki w noc spadających gwiazd, będę jej przedstawicielką, pokolenia przełomu tysiącleci."  
    To zdanie mi się podoba. Kilka innych też. Same w sobie tworzą coś ciekawego, jak i powyższa całość sama w sobie tworzy intrygujący zbiór słów. Miło mi się Ciebie czyta.