Najbliższy.

Po wszystkim, nie mogąc złapać oddechu, bez sił zsunęli się w dół po szorstkiej korze potężnego drzewa. Mrużąc oczy od słońca, z lekkim uśmiechem satysfakcji, dziewczyna oparła głowę o pień i zlustrowała okolicę.  
"Śmieszne miejsce.”
Niby blisko innych ludzi w parku, a jednak na tyle odsunięte, że nikt ich nie zauważył. Nie usłyszał. Ani matka bawiąca się z dzieckiem. Ani gówniarze na ławce. Ani biegający czterdziestolatek.
Spojrzała na swoje Nike Runallday. Zapierając się o ziemię, nieźle je ubabrała.  
"Spierze się.”
Nadal ciężko dyszała. Wciąż drżała na całym ciele. Wiedziała, że to się kiedyś stanie. Od dawna byli ze sobą tak blisko. Lecz nigdy tak blisko jak dzisiaj.
Przymknęła oczy i wywołała przed powieki dobrze znaną twarz mężczyzny opartego o pień po drugiej stronie drzewa. Zapragnęła go dotknąć. Przekonać się, że to nie sen. Że faktycznie tam jest.
Przesunęła palcami po wilgotnej trawie.
Po rzuconym w popłochu zimnym nożu.
Napotykając po drodze ciepłą ciecz, dotknęła drętwiejącą dłoń swojego własnego, martwego stalkera.

569 czyt.
100%52
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 203 słów i 1140 znaków, zaktualizowała 5 sty o 22:22.

2 komentarze

 
  • Somebody

    Somebody · 6 stycznia

    Jak zawsze najlepsze zostawiłaś na koniec  

  • agnes1709

    agnes1709 · 6 stycznia

    Ależ masz tempo, też tak chcę A tu nawet Amy Lee nie pomaga, co zawsze czyniła