Marionetka

MarionetkaSzła coraz wolniej. Przeklinany każdego dnia ostatni dzwonek rozbrzmiał zbyt szybko. Droga daleka, lecz jakże krótka; ten sam krajobraz, znajome twarze. Kobieta w średnim wieku wycierająca barowe stoliki, sąsiadka podlewająca kwiaty; przemiły dziadek, punktualnie o piętnastej wyprowadzający psa.
      Przykucnęła, aby przywitać się z kudłaczem – pyszna przystawka przed głównym daniem. Gorzkie menu – niesmaczna rutyna codzienności. Trucizna, na którą nie sposób znaleźć antidotum. Dziś będzie tak samo.
    A wszystko przez tego wrednego typa...

Ruszyła dalej. Cholera, dlaczego nie zniknie, nie odpuści, nie daruje sobie tak dobrze znanego: "To niedopuszczalne, stać cię na więcej!" Chociaż raz. "Tępota, debil i leń". – Ambicja niejedno ma imię. "Mała głupia suka, bezczelna ignorantka. Za grosz wdzięczności...! Te wszystkie starania, długie godziny, dni, tygodnie... przecież to wszystko dla ciebie".
      Świerkowa numer pięć – schronienie, bezpieczny kąt, a w nim maszkara – demon wygórowanych ambicji i planów. "Bo co ludzie powiedzą?" Kurwa, jacy ludzie? Podobne Tobie snoby, klony, ciągające za sznurki skradzionego żywota. Pieprzeni złodzieje marzeń. Marionetka jest bierna, zbyt słaba, aby walczyć. "To musi być najlepsze przedstawienie, mają być pochwały, podziw i brawa! A ty znowu to spieprzyłaś..." Ile razy już to słyszała?  
      Taśma ciągnie się w nieskończoność, czy ktoś mógłby wyciągnąć wtyczkę?  
      A wszystko przez tego wrednego typa...

Kolejny krok, potem w prawo i po schodkach, monstrum czeka. Klamka, trzaśnięcie drzwiami, minuta ciszy, a po chwili...? Głośnik wyje, kto dotykał pokrętła? "Czwórka?! Tylko pierdolona, czwórka?!" Poczwara się wściekła, szczerzy kły, tocząc pianę. Kukiełka robi się coraz słabsza i mniejsza, czy pomógłby zwykły plusik? Nie, on nie wybije na szczyt takiej marnej istotki, tej wątłej, szmacianej laleczki.  
      Szmacianej? Hehe, dobry żart. Nie szmacianej – zeszmaconej, wytartej, porwanej w strzępy. Tylko sznurki trzymają mocno, solidne kajdany przymusu.
      Kolejne sekundy, minuty, godziny... spektakl trzeba będzie powtórzyć, tym razem musi być nieskazitelny. Powieki opadają, umysł zasypia, lecz linki szarpią dalej. Ciągną i nie przestaną, póki głodna potwora nie będzie syta.  
      Kukiełka nie wie, jak zrobić strawę, która ukoi ten chory głód. Widocznie marny z niej kucharz.

      A wszystko przez tego wrednego typa... boga, umiłowanego profesora od fizyki.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 430 słów i 2622 znaków, zaktualizowała 10 gru 2020.

6 komentarzy

 
  • AlexAthame

    Bardzo dobre.Ciężko coś dodac.Tylko ten profesor od fizyki..aż tak?

  • agnes1709

    @AlexAthame Demon moich nauk ścisłych :smh:

  • AlexAthame

    @agnes1709 aha.

  • Zap

    Niestety, czasem dorośli przenoszą swoje niespełnione ambicje na dzieci. Może chcą w ten sposób mieć się czym pochwalić? A może ma to zamaskować fakt, że sami są nieudacznikami?
    I ten odwieczny, mało miasteczkowy, prowincjonalny tekst. Co ludzie powiedzą. A kogo obchodzi opinia jakichś zakompleksionych, wścibskich buraków?  
    Nie mają widocznie nic ciekawego w swoim życiu, skoro zajmują się życiem innych.  
    No ale dla niektórych to cel najświętszy. Pokazać że ma się lepiej/jest się lepszym niż sąsiad.  
    I stąd się właśnie biorą takie typy co wrzucają do neta przerobione zdjęcia, że niby na wakacjach są.  
    Żałosne.
    A opowiadanie oczywiście bardzo dobre. Jak zwykle celnie uchwycona patologię codziennego życia. I po twojemu ponure  :D

  • agnes1709

    @Zap Są, są, a najgorzej, jak zmuszają dzieci do zdobywania pucharów. Tacy też są. Hehe, leczcie się na głowę, gdybym ja dostała kiedykolwiek czwórkę (tym bardziej z przedmiotów ścisłych i bez "pomocy" kolegów i koleżanek z klasy) matka chyba ulecialałaby pod niebo. A tak? Rekord życia - 11 pał z matmy w zawodówce, za olewanie,  pyskowanie i rysowanie graffiti, zamiast pisania pogrzanych zadań. NUDY! :barf: Ciekawe, jaką akcję miałaby wtedy w domu bohaterka? Boję się nawet myśleć :lol2: Dzięki za odwiedzinki :kiss:

  • Gaba

    @Zap nie wiesz co to są dzieci? To niespełnione nadzieje i ambicje tzw rodziców.... I jest tresura takiego obojętnie jak dużego ludzika... Żenada...!

  • Zap

    @Gaba Nie zgodzę się z tobą. Większość rodziców ma zdrowe podejście. To co opisała Agnes to margines. Patologia. Promil z całości. Większość chce jak najlepszej przyszłości dla potomstwa, ale nie przegina z wymaganiami.

  • Gaba

    @Zap guzik prawda! Większości rodziców wydaje się/są pewni, że ich pociechy to geniusze! Popatrz co się dzieje - szkoła, języki, balety, treningi sportowe, czasem, wcale nie rzadko granie na czymś tam.... I z wszystkiego dzieciak ma być genialny, bo jak nie....... NO!!!! A jak to są dzieci jakieś pseudo elitowe....przechlapane! Powiem Ci, że mało które dziecię rodziców pod tytułem mgr, lek, nie mówiąc już o dr czy dr hab jest programowane na ewentualną karierę zawodową po technikum czy zawodówce.... No przecież nie uchodzi! Bo ono MUSI!!!!! i potem są efekty pokazane genialnie przez Agę!

  • iga21 niezalogowana

    @Indragor naszła mnie ta sama refleksja.  
    Kto ma siłe, wewnętrzną siłe ukrytą gdzieś tam głęboko, bardzo w sobie zwalczy z tym wszystkim złem co go otacza.  
    Osobiście mnie, to czeka.  
    Narazie szukam jej, tej siły.  
    Ale wiem, że mam dla kogo oprócz samej siebie.
    To mnie motywuje do działania. Statania się i walki, aby złamać to coś przezco stałam się taką Marionetką.

  • Indragor

    I tylko można zapytać, ilu z nas jest takimi marionetkami?
    I tylko niestety - w życiu wtyczki nie da się wyciągnąć.

  • agnes1709

    @Indragor Ilu? Znam kilku, na Wiejskiej siedzą :D

  • MEM

    @Indragor "I tylko można zapytać, ilu z nas jest takimi marionetkami?"

    W jakimś stopniu wszyscy jesteśmy. Każdy z nas mógłby zrobić np. tak jak Cejrowski – sprzedać lodówkę (albo coś innego ;)) i za kasę z tego uzyskaną pojechać w ciemno gdzie oczy poniosą, zwiedzać świat. A ilu z nas to zrobi?  
    Mamy tylko trochę różne te sznurki.

    "I tylko niestety - w życiu wtyczki nie da się wyciągnąć."  

    Da się. Dlatego niektórzy nie wytrzymują psychicznie i popełniają samobójstwa.

  • Indragor

    @MEM Z tym podróżowaniem, też jest coraz większy problem. Niedługo bez "paszportu zdrowotnego" nie wyjedziesz za granicę, nie pójdziesz na koncert, do kina, teatru... a co dalej? Coraz częściej, ci nieliczni, którzy mają możliwość, uciekają do krajów będących na uboczu cywilizacji.

    Samobójstwo polega dosłownie na uszkodzeniu, a nie wyłączeniu, najlepiej funkcji podtrzymania życia i wtedy mechanizm, jakim jest człowiek przestaje działać. Prawda, w tym nienormalnym świecie, coraz więcej ludzi cierpi na depresję, jest pozostawionych samych sobie z łatką "nieudacznik". To i samobójstw, również z przyczyn ekonomicznych, przybywa. Tylko specjalnie praktycznie nikogo to nie martwi... Jeśli do tego dodamy osoby poważnie chore, (ba, nawet emerytów), którzy zamiast pomocy, coraz częściej traktowane są jako "zbędne obciążenie dla zdrowego organizmu państwa", to świat robi jeszcze bardziej dziwny.

    Kilka dni temu, moja sąsiadka bardzo się cieszyła, bo po ponad 4 miesiącach starań, zostanie przyjęta przez lekarza pierwszego kontaktu. Zaczynamy cieszyć się z rzeczy nienormalnych.

  • agnes1709

    @Indragor
    "Kilka dni temu, moja sąsiadka bardzo się cieszyła, bo po ponad 4 miesiącach starań, zostanie przyjęta przez lekarza pierwszego kontaktu. Zaczynamy cieszyć się z rzeczy nienormalnych". Paranoja :wisielec:

  • MEM

    @Indragor "Z tym podróżowaniem, też jest coraz większy problem. Niedługo bez "paszportu zdrowotnego" nie wyjedziesz za granicę, nie pójdziesz na koncert, do kina, teatru... a co dalej?"

    Dalej? Zaczną nas szczepić przeciwko wściekliźnie. ;)

    A poważnie. Pandemia przecież w końcu minie, to i nie będzie powodu do takich paszportów. Przynajmniej nie do miejsc, w których szczepienia na choroby występujące w tropikalnym klimacie nie są obowiązkowe (a tam gdzie są obowiązkowe, obowiązkowe są od dawna i jakoś nikomu to nie przeszkadza).

    "Coraz częściej, ci nieliczni, którzy mają możliwość, uciekają do krajów będących na uboczu cywilizacji."

    Tak. Ale i to niesie także inne ryzyka. Ktoś się urządza na tym uboczu cywilizacji gdzieś w trzecim świecie, przychodzi tam przewrót i okazuje się, że jest gorzej niż w tej cywilizacji.

    Nie ma ucieczki. Chyba, że na bezludną wyspę (A i to się różnie kończy. Ponoć jakiś facet kupił kiedyś nieeksploatowaną już platformę wiertniczą i ogłosił niepodległość. Zainteresowała się tym miejscem od razu mafia, jako punktem przerzutu nielegalnych towarów. Nie kijem, to pałką...).

    "Samobójstwo polega dosłownie na uszkodzeniu, a nie wyłączeniu, najlepiej funkcji podtrzymania życia i wtedy mechanizm, jakim jest człowiek przestaje działać."

    Ale skutek jest ten sam. W końcu co to za różnica czy wyciągniesz wtyczkę, czy po prostu przetniesz prowadzący do niej kabel.

    "Prawda, w tym nienormalnym świecie, coraz więcej ludzi cierpi na depresję, jest pozostawionych samych sobie z łatką "nieudacznik". To i samobójstw, również z przyczyn ekonomicznych, przybywa."

    Tak. Presja psychiczna jest bardzo silnym motywatorem do samobójstwa.

    Z drugiej strony – choć okrutnie to zabrzmi (i nie to, że jestem chodząca znieczulica, ;) tylko po prostu chciałam na to zwrócić uwagę) – to też jest jakaś forma ewolucji gatunku, która eliminuje słabe, w jakiś sposób, osobniki. Może tak po prostu ma być. W krajach wysokorozwiniętych, ludzie żyją w na tyle dobrych warunkach, że zaczynają "mięknąć" – są coraz słabsi psychicznie. No spadnie w Warszawie 5 cm śniegu i już wrzeszczą, że kataklizm, nie mają na nowego "ajfona" czy butów jakiejś wypasionej marki, i już tragedia. Tymczasem ludzie jeszcze nie tak dawno przeżywali przecież pobyt w obozach koncentracyjnych i żyli dalej. Może jednak jest potrzebna taka eliminacja najsłabszych (która wraz ze zmianą realiów, w jakich żyjemy, zmieniła po prostu metody) dla dobra całego gatunku?

    "Jeśli do tego dodamy osoby poważnie chore, (ba, nawet emerytów), którzy zamiast pomocy, coraz częściej traktowane są jako "zbędne obciążenie dla zdrowego organizmu państwa", to świat robi jeszcze bardziej dziwny.  

    Kilka dni temu, moja sąsiadka bardzo się cieszyła, bo po ponad 4 miesiącach starań, zostanie przyjęta przez lekarza pierwszego kontaktu. Zaczynamy cieszyć się z rzeczy nienormalnych. "

    Wbrew pozorom to nie jest jakaś nowość. Kłóci się w takich przypadkach nasza cywilizowana otoczka i wartości z niej wypływające, z tym jaki paskudny i brutalny jest rzeczywisty świat. Uczono nas, że każdy ma prawo do życia itd., a świat co chwilę nam udowadnia, że tak wcale nie jest (a przynajmniej, że tak być nie musi). No i powstaje wtedy pytanie: "co jest normalne: nasze wyobrażenie o świecie, wynikające z wychowania, wpojonych norm i życia w cieplarnianych (mimo wszystko) warunkach, czy jednak "stare reguły gry w nowym opakowaniu"?". 80% świata ma to na co dzień od zawsze. To tylko ta pozostała reszta miała przez jakiś czas pod tym względem raj, a teraz po prostu dopada nas znów rzeczywistość.

  • MEM

    @agnes1709 "Paranoja"

    A czy życie paranoją nie jest? ;)

  • agnes1709

    @MEM Jest jak najbardziej :D

  • MEM

    @agnes1709 "Jest jak najbardziej"

    :)

  • Indragor

    @MEM „A poważnie. Pandemia przecież w końcu minie” – możni tego świata już zapowiadają, że po pandemii Covid-19 będą następne pandemie. W liczbie mnogiej, czyli nie jedna. Ciekawe, skąd oni to wiedzą? A zapowiedzi, że maseczki pozostaną z nami na stałe, a wraz z nimi ograniczenia typu dystans społeczny?

    „Ale skutek jest ten sam. W końcu co to za różnica czy wyciągniesz wtyczkę, czy po prostu przetniesz prowadzący do niej kabel” – jest różnica czy wyłączysz, czy zniszczysz. Coraz częściej prawo do życia jest w taki czy inny sposób ograniczane, ale prawo do godnej śmierci (eutanazja) nadal dla większości jest niedostępne.

    „ to też jest jakaś forma ewolucji gatunku, która eliminuje słabe, w jakiś sposób, osobniki. Może tak po prostu ma być”. – Nie. Jako ludzie posiadamy na tyle rozwiniętą świadomość i cywilizację, że pozwala to uniknąć klasycznej selekcji naturalnej. A że ludzie żyjący w dobrych warunkach, bywa, że mają osłabioną odporność psychiczną, to czy aby na pewno ich wina i tych warunków? Może wszech otaczającej od dziecka propagandy konsumpcjonizmu, „wiecznej zabawy” i wreszcie wyścigu szczurów?

    Raju nigdy nie było i nawet nie o to chodzi, by był, choć propaganda, chyba każda, wmawia, że jest to możliwe. A że większość ludzi na świecie ma kiepsko? To dopiero może zabrzmieć brutalnie, ale przynajmniej w znacznej części na własne życzenie. Najbliższy przykład: wojny na tle religijnym.

  • MEM

    @Indragor "możni tego świata już zapowiadają, że po pandemii Covid-19 będą następne pandemie. W liczbie mnogiej, czyli nie jedna. Ciekawe, skąd oni to wiedzą?"

    Też Ci mogę to przepowiedzieć. :) Prosta logika: wirusy istnieją (większości z nich nawet nie znamy), wirusy mutują, reszta to kwestia czasu i korzystnych (z punktu widzenia wirusa) okoliczności.

    "A zapowiedzi, że maseczki pozostaną z nami na stałe, a wraz z nimi ograniczenia typu dystans społeczny?"

    Niemożliwe do realizacji. Czy jest choć jeden przepis, który w normalnych, "niepandemicznych", warunkach by zmuszał ludzi do tego, jak się mają ubierać? To by było sprzeczne z prawem po prostu. Już teraz przecież podnoszone są kwestie tego, że nakaz noszenia maseczek jest niezgodny z prawem i sądom zdarzało się wydawać wyroki potwierdzające fakt łamania w ten sposób prawa.

    "jest różnica czy wyłączysz, czy zniszczysz."

    Skutek jednak ten sam. Myślę, że za bardzo dosłownie bierzesz to popularne określenie "wyciągnąć wtyczkę" z faktycznym wyciągnięciem wtyczki z gniazdka.

    "Coraz częściej prawo do życia jest w taki czy inny sposób ograniczane"

    To zależy, co przez to rozumiesz. Czy np. samą aborcję, czy to, że istnieje prawo, które w swych paragrafach nie pozwala nam np. hałasować po nocach (też można to uznać przecież za ograniczenie naszej wolności).

    "ale prawo do godnej śmierci (eutanazja) nadal dla większości jest niedostępne."

    Niestety tak. Ale społeczeństwa powoli do tego dojrzewają, więc jest spora szansa, że kiedyś będzie to legalne wszędzie.

    "Nie. Jako ludzie posiadamy na tyle rozwiniętą świadomość i cywilizację, że pozwala to uniknąć klasycznej selekcji naturalnej."

    No właśnie nie jestem pewna, czy pozwala. Oczywiście masz rację, że jesteśmy na tyle rozwinięci zarówno umysłowo jak i cywilizacyjnie, że niemal każdy Ci powie, że taka selekcja to przeszłość, każdy ma prawo do życia itd. Tylko, czy po prostu nie jest tak, że cały ten rozwój przyniósł nam pod tym względem jedynie inne wersje starych reguł gry, która nadal jest rozgrywana pod tym płaszczykiem jaki nam daje cywilizacja ze swoimi osiągnięciami? No kiedyś jaskiniowiec jak był głupi, to właził do jaskini, w której żyło jakieś niebezpieczne zwierzę, pomimo tego, że jego kumple mu próbowali tłumaczyć, by tego nie robił, i ginął. Dziś tłumaczy się komuś:  "nie rób tego i tego, bo sobie zrobisz krzywdę", a on to robi wbrew radom, i też skutkiem tego ginie, choćby w jakimś wypadku drogowym przez to spowodowanym. Niby więc kompletnie różne od siebie przyczyny śmierci, ale w gruncie rzeczy przyczyna zachowania dokładnie taka sama i taki sam brutalny darwinizm, będący tego skutkiem – "słabe geny" zostają wyeliminowane (oczywiście prokurator/policja/psycholog/znajomi rodzinie ofiary tego wprost nie powiedzą; i tak się wszyscy oszukują sami i siebie nawzajem). Zasady rządzące światem zostają te same, jedynie "zabawki", które wymyślamy dzięki temu rozwojowi i cywilizacji, są lepsze.

    I podobnie jest z psychiką ludzką. Jedni – z dowolnego powodu – są silniejsi psychicznie, inni nie. Tym samym, ci słabsi są gorzej dostosowani do środowiska, w którym żyją (i bez znaczenia, że nie jest to dżungla a jest to cywilizowane miasto). Więc znów działa tu ewolucja, tyle, że przejawia się w innych odsłonach niż np. parę tysięcy lat temu.  

    Zresztą... Co by było, gdyby pula osób słabych, lub nawet czasem chorych, psychicznie rozrosła się na tyle, że stanowiliby oni większość osobników gatunku ludzkiego? Nagle pojawiłby się problem na wielu płaszczyznach codziennego ludzkiego działania. Nie możesz mieć ludzi o słabej albo chorej psychice w wielu niezbędnych do funkcjonowania społeczeństwa zawodach. Społeczeństwo złożone zaś w większości z takich jednostek samo się zgładzi (jak myszy w eksperymencie Calhouna). Wystarczy, że ktoś np. z depresją/chorobą psychiczną/czymś podobnym naciśnie guzik od arsenału nuklearnego, wysadzi w powietrze elektrownię atomową, zatruje ujęcia wody, wjedzie samochodem w ludzi na chodniku, albo choćby ucieknie z sali operacyjnej w środku operacji. Dziś mamy tego jednostkowe wypadki (i często w formie celowego wyrachowanego działania), ale wyobraź sobie prawdziwą masowość takich wypadków, liczonych w milionach w krótkim czasie, wynikającą czysto z rozchwiania słabej psychiki.

    Dlatego może mechanizm eliminacji "słabych genów" po prostu nadal działa tylko w nowych warunkach, podczas gdy większości ludzi ewolucjonizm nadal kojarzy się z życiem w dżungli, w której zeszliśmy któregoś dnia z drzewa. Formy, w jakich ta eliminacja jest przeprowadzana, są jedynie inne.

  • MEM

    @Indragor "A że ludzie żyjący w dobrych warunkach, bywa, że mają osłabioną odporność psychiczną, to czy aby na pewno ich wina i tych warunków? Może wszech otaczającej od dziecka propagandy konsumpcjonizmu, „wiecznej zabawy” i wreszcie wyścigu szczurów?"

    Na pewno ma to olbrzymi wpływ na ludzi. Tylko, że choćby ten wyścig szczurów to też jest ewolucja w innym wydaniu. Dawniej jaskiniowiec musiał regularnie upolować zwierzę na mięso, żeby przetrwać, żeby zdobyć kobietę, żeby się rozmnożyć, i żeby przetrwały jego geny w formie jego potomstwa, nie? Kto nie dał rady (lub miał pecha), wypadał z gry. Czy to nie był wyścig szczurów? Dziś upolowanego mamuta i bezpieczną jaskinię zastąpił np. etat z dobrą wypłatą i willa w dobrej dzielnicy, ale znów zasady pozostały niezmienne. Tylko forma się zmieniła. I dlatego znów kto nie da sobie rady w tym wyścigu szczurów, albo ma pecha i coś mu się nie uda, wypada z gry. Formalnie każdy mu będzie współczuł, ale w zasadzie nikt mu nie odstąpi swojego miejsca a rzadko kto mu pomoże.  

    Natomiast czy to "ich wina i tych warunków". Tak. To wina zarówno ludzi jak i warunków (z tym, że warunki nie mają świadomości, więc w ich przypadku to nie tyle wina, co są one zupełnie nieświadomym powodem). Te współczesne, cywilizowane, warunki rozpieszczają ludzi i wmawia się też ludziom wiele rzeczy z nich wynikających. W efekcie potem zderzają się oni z rzeczywistością, na którą nie są przygotowani. I wielu tego nie wytrzymuje. Baza genetyczna jednak jest mniej więcej taka sama, jak u wcześniejszych pokoleń, czyli wychowywani inaczej, ci ludzie (w większości, bo oczywiście zawsze jest jakiś odsetek ludzi po prostu chorych) nie byliby w takim stanie psychicznym.  

    Dobrobyt jest rzeczą dobrą i pożądaną, ale jak wszystko inne musi być wykorzystywany z głową (i tego większość ludzi nie potrafi). A jeśli nie jest, no to potem są problemy.

    "Raju nigdy nie było"

    Takiego biblijnego nie było. Ale raj to pojęcie dość względne. Dla każdego znaczy trochę coś innego. :) Na świecie miliard ludzi głoduje, przynajmniej kolejny miliard jest niedożywiony. Jak myślisz, jak nazwaliby warunki, w których my żyjemy, i w których wywalamy setki milionów ton żywności na śmietnik, z czego większość dlatego, że wybrzydzamy? A jeśli to dotyczy takich podstaw jak jedzenie i woda, to co tu mówić o reszcie tego, z czego korzystamy na co dzień.

    "A że większość ludzi na świecie ma kiepsko? To dopiero może zabrzmieć brutalnie, ale przynajmniej w znacznej części na własne życzenie."

    Oczywiście, że tak. Problem jest jednak w tym, że wynika to z tego, że ludzkość (lub dane społeczeństwo), jako zbiorowość, jest znacznie głupsza, niż by to wynikało z sumy jednostek wchodzących w jej skład. Czyli większość szarych Kowalskich w dowolnym miejscu na świecie nie cierpi bezpośrednio przez własną głupotę, a przez głupotę ludzi jako masy. I nie przeskoczy tego za Chiny Ludowe (a dodatkowo jest jeszcze przez to kształtowana).

    I zresztą, te wszystkie złe rzeczy, jakie się na świecie dzieją, także mają podłoże w naszej biologii i ewolucjonizmie. To kolejne wydania tych samych reguł gry.

  • Indragor

    @MEM Moim zdaniem nieco spłycasz problem, zbytnio operując kategoriami białe - czarne. Tymczasem decyzje ważne dla ludzkości coraz częściej zapadają w szarej strefie. A prawo? Prawo też coraz bardziej restrykcyjne jest dla "maluczkich" i coraz bardziej wyrozumiałe dla "wielkich".
    Ale cóż, na ten temat, dokąd zmierza nasza cywilizacja, napisano już grube tomy, a te komentarze i tak są dłuższe od opowiadania i tylko czekać, Jak Agnes1709 da nam po łapach ;)

  • MEM

    @Indragor "Moim zdaniem nieco spłycasz problem, zbytnio operując kategoriami białe – czarne."

    Fakt. To jest trochę taka – na własny użytek światopoglądu ;) – próba sprowadzenia wszystkiego do wspólnego mianownika. :) Ale też jest i tak, że z czysto biologicznego punktu widzenia tych wszystkich odcieni szarości nie ma. Nie da się częściowo żyć, częściowo oddychać, częściowo rozmnożyć, częściowo zabijać, żeby jeść itd. Jest właśnie "albo, albo". I tak mi się wydaje, że my jako "jednostki biologiczne" przenosimy te zasady na wszystko, z czym mamy do czynienia, nawet często nieświadomie (No dlaczego np. rodzicom bliższe jest własne dziecko niż cudze? Przecież to w obu przypadkach dziecko, nie?). Wspominasz o prawie... – przecież nawet poczucie praworządności nie jest wolne od tego rodzaju zależności. Prawo stworzono m. in. po to, by łatwiej było przetrwać, uniknąć jakiejś krzywdy, i by mogło przetrwać nasze potomstwo. To jest, z pewnego punktu widzenia, po prostu metoda na jeśli nie uzyskanie przewagi to choćby wyrównanie szans między przeciętnym, np. słabym fizycznie (ale nie tylko, bo choćby chcącym mieć po prostu spokój i względne bezpieczeństwo, które sprzyja posiadaniu rodziny i wychowywaniu dzieci), Kowalskim, a bandytami, którzy, jak by nie patrzeć, z czysto biologicznego punktu widzenia, są lepiej przystosowani do życia i przetrwania, bo są po prostu silniejsi i bezwzględniejsi.  

    "A prawo? Prawo też coraz bardziej restrykcyjne jest dla "maluczkich" i coraz bardziej wyrozumiałe dla "wielkich"."

    Tak. Ale i na to można spojrzeć z punktu widzenia biologii i ewolucji – ten, kto ma możliwości, wykorzystuje je dla swojej korzyści. I czy to są rzeczy dające przewagę w tej dżungli (jak refleks albo dobre zmysły), czy rzeczy dające przewagę w cywilizowanym świecie (jak np. prawo), to nadal jest to wykorzystanie dostępnych narzędzi do własnego celu, którym jest ustawienie siebie i potomstwa choćby szczebelek wyżej niż reszta, albo chociaż utrzymanie się na powierzchni i zapewnienie bytu dającego przetrwanie.
      
    "i tylko czekać, Jak Agnes1709 da nam po łapach"

    :) Albo co gorsza, jeszcze nas gdzieś opisze w kolejnym opowiadaniu, w którym wtrąci nas do lochu, każąc byki doić, albo co. ;)

  • Gaba

    Nareszcie! znakomite i jak gorzkie. Porażające!
    Brawo!

  • agnes1709

    @Gaba Dzięki ;)

  • Somebody

    Jak ty coś napiszesz to... :lol2:  :bravo:

  • agnes1709

    @Somebody A mi coś nie pasuje, jakieś takie stereotypowe. Ale wrzuciłam, kij mu w oko :D Dzięki, słońce :kiss: p.s Mniemam, że ten śmiech tyczy się ostatniego wiersza, dlatego właśnie mi nie pasuje. Nie miało być śmiesznie, a wyszło inaczej; i nijak zmienić. Pierdolona fizyka :D