Wstawaj, szkoda dnia

Wstawaj, szkoda dniaWstawaj szkoda dnia
Czasem dopada mnie chandra, mam wtedy strasznie dużo pytań, na które nikt nie może mi odpowiedzieć.

Bo przywołaj sobie w pamięci swojego najlepszego przyjaciela, kolegę, bądź koleżankę i już na twarzy masz uśmiech. Przypomina ci się to co zwariowane, szalone, co stanowiło sens, by rano się zwlec z wyra. By przychodzić do klasy, mieć zeszyty i czasem odrobione ćwiczenia.

Nikt nie miał zamiaru tam zdobywać doświadczenia, zażywać edukacji, na samą myśl robią mi się zajady, że ktoś nam coś przekaże, wiedzę?

To po prostu był obowiązek ale zawsze jak ktoś szuka ujścia energii, to znajdzie zapalnik.

Kacper , bo o nim chcę powiedzieć, był takim kimś, takim co umie zjednoczyć, zbliżyć i dać nadzieję , że będzie lżej, inaczej.

Od kiedy pamiętam, zawsze z jego gęby nie schodził uśmiech.

To było wręcz nienaturalne by tak jak na haju chodzić, jakby był taką –za przeproszeniem ciotą. Wiem ,że to wredne delikatnie mówiąc, ale on miał dystans do siebie, więc mnie zrozumie, jestem tego pewny.

Nasze relacje były na poziomie, który mnie wręcz zachwycał, stawał się dla mnie idealny.

To on organizował nam jakieś wyjazdy, upraszając rodziców, by nas puścili.

Umiał takie ciemnoty wcisnąć, że nie tylko mogliśmy, ale wręcz bez zbędnych słów nas puszczano.

Te wszystkie imprezy w starym opuszczonym domu, gdzie oprócz przycupanek, jeszcze zloty konstruktorów organizował, jakiś modeli sklejanych, żołnierzyków z 2 wojny światowej.

Mało mu było, to jeszcze zespół rokowy założył. O graniu, to nie było mowy, bo z nas były tłuki, co do re mi, mogło grać a nie solówki jak jemu się marzyło.

Takie wpitu mater, było granie, ale zapraszał dziewczyny, nawet prosił by piszczały, jak chcą

Nie znał słowa nuda, nie mówiąc o jakimś podłamaniu życiowym, bo on zawsze miał już plany na jutro.

Nie był jakimś Iglesiasem, w ogóle do Hulia to nie był podobny, bo miał wygląd pospolity, ot chłopczyna, jak większość, ale dziewuchy go uwielbiały.

Zagadał jak z nami, pocieszył jak widział, że któraś ambitna a tu tylko 4, tak niby zwyczajnie, a za nim patrzyły. A my cuda robiliśmy to nas z dzwoneczka traktowały.

I nagle przychodzi do szkoły z gadżetami, wiesz takimi grami, jakieś słuchawki, komiksy.

No to wszystko, co stanowiło o jego życiu, jego samym, co kochał, co go określało.

Staje z tym całym ekwipunkiem i mówi – „ Mnie to już nie będzie potrzebne”.

Uśmiecha się jak zwykle, a my pajace, rzuciliśmy się na to jak pies na polędwicę.

Radocha bo za friko, dostało nam się wszelakie dobro, które było wynikiem dobrego gustu i zamiłowania kolekcjonerskiego.

Nikt z nas nie mógł przypuszczać, że jeszcze tego styczniowego dnia, pod zmroku, położy się na torach. Ten zawsze uśmiechnięty, pełen werwy młodzieniec, odda się opatrzności na wieczny czas.

Dla nas to był szok, jakieś nieporozumienie, by na wysokości, dzisiejszego ronda, położyć się i czekać na śmierć.

Przecież to nie był jakiś smutas, introwertyk, jakaś pipa, sierota zrobiona miękkim… no to był gość z charyzmą, mój przyjaciel!!

Nikt nie mógł uwierzyć, bo to było nie do pojęcia.

  

Kacper!!! Czemu? Co się takiego stało?

Zabrałeś mi chęć do wstawania z łóżka. Nie chciało mi się czyścić zębów, słuchałem muzyki celtyckiej, chciałem krzyczeć, bo płakać nie umiem do dziś.

Wychodziłem z domu i szukałem odosobnienia, brałem sunię i tuliłem ją do siebie, jakbym sfiksował. Mówiłem do niej o tobie, o tym co było….

Kiedyś twoją mamę spotkałem w sklepie i patrzyłem i patrzyłem, coś chciałem wyczytać, zapytać, coś usłyszeć. Niczego nie umiałem się dopatrzeć i dalej nie wiem, co ona myśli, jak sobie radzi.

Może budzi się w nocy i patrzy czy śpisz w pokoju- takim u ciebie a nie wiecznym.

Zrobiłeś jej krzywdę, czy ty to rozumiesz egoisto?

Nie dałeś jej szansy na spoglądanie i dopatrywanie wnucząt, na pomoc w twoich sprawach.

Przez rok Ela trzymała zdjęcie, wasze zdjęcie na nagrobku, aż żal nam jej było, ale ty to masz gdzieś, bo wybrałeś sobie inną opcję.

Ela ma syna i chyba spoko gościa, ale kto wie, czy nie myśli o tobie, rozumiesz?

  

Stałem wczoraj nad twoim grobem i się śmiałem, aż babinka zmierzyła mnie wzrokiem.

Bo kupiłem znicz z napisem – WSTAWAJ SZKODA DNIA. Jakbyś tu mógł stanąć, tuż obok mnie, to pewnie byś mnie trzepnął w ramię i powiedział jak zwykle : - „ Gościu rozjebałeś mi serducho”

Brakuje mi ciebie, dla tego mam tyle pretensji, bo nie wiem , czy to odwaga czy tchórzostwo?

Kiedyś będę i ja tam gdzie ty jesteś, więc sobie powspominamy.

Ale na dzień dobry, dostaniesz w ryja, tego możesz być pewny.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 882 słów i 4813 znaków, zaktualizował 5 wrz 2020.

1 komentarz

 
  • papcio

    Miałem kumpla 100 jak on też odszedł tyle że on w wodę.

  • milegodnia

    @papcio   Nie odszedł, jest w takich ludziach jak Ty, co wspominają i rozmawiają o nim z ich bliskimi.