Zaistnieć, to jedno. Istnieć, to drugie.

Tyle już razy słyszałem o tak zwanej „Tajemnicy ogrodu możliwości”. Zaciekawił mnie ten temat, chciałem się dowiedzieć, o co chodzi, czym jest owa „Tajemnica”. Mówi się, że ciekawości to pierwszy stopień do piekła, ale ja byłem ciekawy, po prostu. Dowiedziałem się, iż aby to osiągnąć, muszę zaistnieć, wtedy będę miał taką możliwość.

Zaistniałem więc:

***

Po zaistnieniu stałem się kwiatkiem. Ale co jednak najgorsze byłem kwiatkiem nie mogącym się poruszać ani wydawać żadnych konkretnych dźwięków, nic. Było to dziwne.

Po pewnym czasie mogłem się już poruszać, słabo, ale jednak. Mimo tego wydawać konkretnych dźwięków nie mogłem nadal. Już nawet mnie to nie dziwiło, powiem szczerze.

Teraz to już śmigałem, wydawanie dźwięków szło mi lepiej. Niektóre kwiatki mogły mnie już zrozumieć, fajna sprawa, ale i tak musiałem szlifować tę umiejętność, przydatną zresztą.

Miałem już opanowane te umiejętności. Wymagały tylko ulepszania, ciągłego ulepszania. Spędzałem czas z innymi kwiatkami. W większości sytuacji tak było, ale bardzo to lubiłem.

Tutaj zacząłem powoli zdobywać kolejną umiejętność. Utrwalanie dźwięku. Trudna sprawa, bardzo skomplikowana. Próbowałem, próbowałem, z różnym skutkiem. Nie odpuszczałem.

W pewnym momencie trafiłem z innymi kwiatkami do pewnego miejsca, gdzie kazano nam się wspinać po drabinach. Naprawdę, po drabinach, nie kłamię. Jak kazali, tak też było.

Wspinaczka. Musiałem się wspinać obok pewnego kwiatka. Nie lubiłem go, bo był inny ode mnie. Wiele było takich, ale tego nie lubiłem najbardziej. Po prostu nie, dlaczego, nie wiem.

Wspinaczka. I to dalej z tym kwiatkiem. No nic, usłyszałem, że muszę go tolerować i tyle, choć mnie irytował i jak jego pewnie też. Też się denerwował. Nie przejmowałem się nim.

Wspinaczka. Było coraz trudniej w tej wspinaczce, ale jakoś mi szło. Nadal obok był ten kwiatek, swoją drogą też wspinał się dzielnie. Ale chyba nadal siebie denerwowaliśmy.

Wspinaczka. Trudniej. Więcej utrwalania dźwięku, ale co dziwnego czasem utrwalanie dźwięku o utrwalaniu dźwięku. Masło maślane trochę, ale cóż poradzić. Każą, to każą.

Wspinaczka. Ostatnia w tym miejscu, ale o dziwo daliśmy radę. I o dziwo ja i ten kwiatek. W sumie przyzwyczaiłem się do niego, ale nadal go nie lubiłem. Tak to było właśnie.

Wspinaczka. Jednak tym razem w innym miejscu. Normalnie nie wierzyłem, ale ten kwiatek też tu był i w dodatku chciał wspinać się obok mnie. Zgodziłem się, tylko jego tutaj znałem.

Wspinaczka. Jeszcze trudniejsza. Nie wierzę samemu sobie, ale zaczął mi się podobać ten kwiatek, który wspina się obok mnie. Czemu? Nie wiem, po prostu podoba mi się.

Wspinaczka. Coraz bardziej się nim interesuje i chyba on mną też. To miłe, czasem powydajemy trochę dźwięków, czasem utrwalimy dźwięk. Kwiatek nie jest jednak zły.

Wspinaczka. Po raz kolejny w innym miejscu i po raz kolejny obok kwiatka. On nie chciał być sam i ja też. Kiedyś myślałem, że wspinaczka z nim to udręka. Bardzo się myliłem.

Wspinaczka. Jeszcze trudniejsza, niż w poprzednim miejscu, ale był ze mną kwiatek, i tak był, jak się jest. Wiadomo, o co chodzi. Od uśmiechu do uśmiechu i się narodziło, co? No właśnie.

Wspinaczka. Daliśmy radę, znowu. Razem. Była to już końcówka wspinaczki w tym miejscu. Nastąpił taniec kwiatów, a później jeden z najważniejszych utrwalaczy dźwięku.

Wspinaczka, już nie wiem, który raz, w innym miejscu. Ale nie było źle. Poszliśmy tą samą drogą, ja i kwiatek. Kontynuowaliśmy wspinaczkę w nowym miejscy. Razem, właśnie tak.

Wspinaczka. Byliśmy w jednym miejscu i było dobrze. Poznawaliśmy jeszcze to nowe rzeczy, całkiem nowe, lub rozwijaliśmy te, o których już coś wiedzieliśmy. Tak to było.

Wspinaczka. Było trudno, znowu, coraz trudniej. Ale z kwiatkiem dawaliśmy sobie radę, jak i z innymi kwiatkami, które do tej pory poznałem. Wspinaliśmy się coraz wyżej i wyżej.

Wspinaczka. No i stało się, złączył się kwiatek z kwiatkiem. Jeszcze podczas wspinaczki. Wyjątkowo się udało, tego odmówić nie mogę. Pragnąłem tego od dłuższego czasu.

Wspinaczka. Co tu dużo mówić, to samo co wcześniej, tylko że trudniej. Przyzwyczaiłem się i w sumie kwiatek u siebie też się przyzwyczaił. Nie było źle, ale monotonnie. Bywa.

Wspinaczka. Dotarliśmy aż tutaj, razem. Nie wiedzieliśmy, co nas dalej czeka. Spojrzałem przed siebie, w górę, kolejna drabina. Mogłem to przewidzieć. No nic, trzeba iść. Dalej.

Powtórka.

Powtórka.

Powtórka.

Powtórka.

Powtórka.

Nawet nie wiedziałem, kiedy to zleciało, ale udało się. Zostałem tym, który wyjmuje rzeczy z kwiatków i wstawia nowe, lub naprawia te, które są. Trudna rzecz, ale było warto.

Kwiatek został tym, kto ma władzę nad ilością. Cieszył się bardzo z tego powodu. Ja również. W końcu razem się wspinaliśmy i tyle przeszliśmy. Tak, znaliśmy się dobrze.

W pewnym momencie powstały dwa nowe kwiatki. Musieliśmy się nimi zająć, tak jak nami się kiedyś inne kwiatki zajęły. Niby proste, ale czy na pewno? O tym się przekonamy.

Zauważyłem, że kwiatki przechodzą to samo, co ja kiedyś. Nie potrafią się poruszać, nie potrafią wydawać skomplikowanych dźwięków. Też muszą zdobywać te umiejętności.

Robiłem wszystko, aby kwiatkom było dobrze. Tak, mniej uwagi poświęcaliśmy razem z kwiatkiem na siebie. Liczyły się tylko te kwiatki. Te, które niedawno zaistniały.

Pomimo że już byłem tym, kim byłem, to nadal zdobywałem nowe umiejętności. Ciekawe, tyle się ich nazdobywałem, a ciągłe przybywało nowych. No, ale cóż poradzić?

Zaczęły się problemy. Kwiatek powiedział mi, że za dużo kwiatków naprawiam. Jak za dużo? Czy to w ogóle możliwe? Mówił, aby przystopował, bo się wykończę. Nie mogłem.

Kolejne problemy. Teraz kwiatki powiedziały mi, że za dużo kwiatków naprawiam, a ich nie pielęgnuję. Dziwne, bo przecież mają wszystko to, co jest im potrzebne, po to, aby istnieć.

Cóż, robiłem to, co do mnie należało. Nie zamierzałem z tego rezygnować. Przecież wszystko było w jak najlepszym porządku. Czyż nie tak właśnie było?

Nie. Usłyszałem, że nie. To słowo rozbrzmiewało w moim całym istnieniu. Nie wiem, o co chodziło. Dlaczego „nie”, zamiast „tak”. Postanowiłem o to spytać kwiatka.

„Nie ma już w tobie tego, co było kiedyś. Wtedy była wspinaczka, ale była i radość, wspólna radość. Teraz jest tylko wspinaczka. Nie robisz już nic innego. A jest przecież, coś więcej”.

„Jest dla ciebie tylko to. Nie zwracasz uwagi na mnie ani na kwiatki, ani nawet na inne kwiaty. Gdzie jest ten kwiatek, który z takimi emocjami, tak mocno istniał?”

Tak powiedział kwiatek. Niemożliwe. Przecież ja to robię, bo miałem się nimi zająć. Zajmuję się, a że lubię naprawianie, to co z tego? Czy to coś złego?

Odchodzę.

Tak powiedział kwiatek.

Odeszła, razem z kwiatkami.

Nie wiedziałem co robić. Naprawdę ich nie było, a inne kwiaty? Ich też nie było. Byłem sam. Samotny kwiat. Nie wiedziałem, co robić. Rzuciłem się w wir naprawiania.

Ucieczka.

Samotność.

Ból.

Ucieczka.

Samotność.

Ból.

Nie uciekłem. Nie udało się. Samotność i ból powracały, nawet gdy rzuciłem się w wir naprawiania. Czyżby nie to było remedium? Remedium na ból istnienia?

Nie! Najlepiej się czułem przy kwiatku i kwiatkach. Tak, wtedy nie czułem samotności i bólu. Ale oni czuli. Czuli, gdyż byłem, ale jakby mnie nie było. Nie widzieli istnienia w istnieniu.

Przejrzałem na oczy. Mogłem tyle robić. Wybrać tyle dróg naraz, a wybrałem taką. Drogę samotności i bólu kwiatka i kwiatków, przez brak bycia kwiatu. Nawet kiedy był.

Mój brak jest ich brakiem. Ich brak moim brakiem. Ich ból jest moim bólem.

W końcu wiedziałem.

Chciałem to zmienić. Musiałem to zmienić.

Rzuciłem naprawianie, gdyż istniała inna rzecz, którą musiałem naprawić. Istnienia, ważne dla mnie. Ruszyłem więc jednak było za późno. Nieszczęśliwy wypadek chciał, że zostałem ścięty przez nieuważnego ogrodnika. Po prostu, w jednej chwili. Nie zdążyłem naprawić wszystkiego, co zniszczyłem. Miałem tyle dróg, mogłem robić tyle rzeczy. Wybrałem drogę błędów.

Nie naprawiłem, ale zapłaciłem. Nie doceniłem tego, co mam. Zniszczyłem to i nie zdążyłem naprawić. Czy w tym wszystkim jest jakiś plus?

Wiem już, jaka jest „Tajemnica ogrodu możliwości”, a Ty?

Dla mnie jest już za późno, dla Ciebie nie. W końcu nadal jesteś w...

„Ogrodzie możliwości”.

                                                                                                                                                                                              Shogun

Shogun

opublikował opowiadanie w kategorii inne, użył 1588 słów i 8747 znaków.

1 komentarz

 
  • AlexAthame

    Dziwne, że nikt nie napisał słowa.No cóż obrywam czasem za szczerość to się wyszczerze. Nikt nic nie napisał, bo nie przeczytał, ale 172 osoby to zrobiły i ni? Z powodu lenistwa lub innego bardziej ważnego usprawiedliwienia. Bardzo dobrze Ci to wyszło, nie trzeba być super inteligentnym by doszukać się alegorii.Kwiatki mają ten dar, że nawet ścięte ciszą oko i dwa tygodnie po swojej śmierci. Dużo widzą i slyszą zanim uschną, a potem zostaną wyrzucone do śmieci.Bez pożegnania, marszu żałobnego i ostatniej przemowy księdza czy pastora.A przecież całe swoje życie nie zrobiły nic złego.Przeciwnie,  istniały tylko by być podziwiane. :smile:  :bravo:

  • Shogun

    @AlexAthame Dziękuję za obszerny komentarz.

  • AlexAthame

    @Shogun Nie ma za co.Fajnie się czytało.