Kobiety V Sophie

Przynajmniej teraz część chaotycznej, niepełnej układanki przybiera logiczniejszą postać.  
Emma przyszła do mojej kancelarii, by rozwieść się ze swoim mężowym dupkiem, ponieważ on sam zarządza kancelarią, z którą niegdyś współpracowała, z naszą obecną konkurencją.
Zrządzenie losu, ale nienawidzę Scotta.
Od zawsze był cholernym dupkiem, pewnie nic a nic się nie zmieniło, sądząc po wcześniejszych opowieściach Emmy.  
Tylko dlaczego?  
Dlaczego ta kobieta chciała spędzić ze mną wieczór, skoro dobrze wie, że nie jestem bezpieczną postacią?
Niewiele brakowało. Jedna minuta dłużej, a chwyciłbym ją za ramiona w tym przestronnym wnętrzu i cisnął tym kruchym ciałem o ziemię.  
Dlaczego tak wiele ryzykowała?
- Gerard, nasz ostatni klient chce się z tobą spotkać i omówić szczegóły tej sporej inwestycji, o której niedawno rozmawialiśmy - głos Jeremy'ego sprowadza mnie na ziemię.
Kiwam głową, chcąc jak najszybciej się go zbyć.
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej - łapie za klamkę, zamyka drzwi i siada na czarnym krześle naprzeciwko mnie. Nasze twarze znajdują się na tej samej wysokości. Dostrzegam, że zgolił brodę, a jego twarz wygląda teraz nieco młodziej.
- Jest dobrze, możesz wracać do swoich spraw - udaję, że przeglądam jakieś papiery, chociaż nawet nie mam bladego pojęcia, co właściwie znajduje się w moich dłoniach.
- Tak dobrze, że przeglądasz dokumenty do góry nogami? - jego spokojny, niski głos przywołuje irytację i orientuję się, że ma rację. Drukowane litery spoglądają na mnie żałośnie odwrócone o sto osiemdziesiąt stopni.
- Ostatnio mam dużo na głowie, to wszystko - wyjaśniam, ale wiem, że Jeremy wcale nie wierzy w te bajki. Zna mnie za dobrze, za długo.
- O dwudziestej zjawię się u ciebie. Nie chcę słyszeć żadnych protestów - wyciąga w moim kierunku wskazujący palec i kiwa nim, jak zatroskana a jednocześnie wkurwiona matka. - Przyniosę dobrą wódkę - dodaje, na co prycham z rozbawieniem.
- I skończy się tak, jak ostatnio?
- Daj spokój, Gerard. Na twoim miejscu nie martwiłbym się moją pijaną postawą, a raczej chaosem w twojej głowie. Przeglądałem ostatnio dokumenty i znalazłem niewielkie błędy w niektórych papierach. Dość istotnych papierach. Ogarnij się, człowieku. Widzimy się wieczorem - poważnieje nieco, po czym wstaje z krzesła i kieruje się w stronę drzwi.
Niech to szlag. Ma rację. Ostatnio nie przykładam się do spraw, które wymagają zaangażowania i odpowiedzialności. Nie potrafię się skupić.
- A i jeszcze jedno - przyjaciel zatrzymuje się w progu i odnajduje wzrokiem moją twarz. - Nie zapraszaj na wieczór żadnej zdziry. Dobrze wiesz, że tego nie lubię - dodaje, co rozbawia mnie na tyle, że zapominam o nieprzyjemnościach.



Wpadam przed spotkaniem z przyjacielem do pobliskiego sklepu, by zaopatrzyć lodówkę, a przy okazji nachodzi mnie ochota, by zrobić smaczną sałatkę na męski wieczór.  
Jestem pewien, że nie powstrzymam Jeremy'ego przed uporczywymi pytaniami i niepotrzebnymi radami dobrego ojca, ale chociaż w ten sposób będę mógł mu zapchać usta.  
Pakuję paprykę do koszyka, analizując w głowie, co będzie mi jeszcze potrzebne. Rozglądam się po sklepie, zauważając różne, ciekawe produkty, ale to wszystko staje się nieistotne, kiedy dostrzegam kobiecy, piękny uśmiech.  
Emma.  
Bez zastanowienia podąża w moim kierunku, ciągnąc za sobą wypełniony po brzegi, niebieski koszyk.  
- Cóż za spotkanie - melodyjne słowa wyprzedza jej cholernie dobry zapach. To chyba delikatna woń kokosu.  
- Zakupy przed imprezą? - odwzajemniam uśmiech, spoglądając na koszyk, który ledwo co wytrzymuje na kółkach.  
- Przed imprezą? - jej śmiech sprawia, że zapominam, gdzie jesteśmy. - To zakupy na kilka dni. W obecnym czasie nie planuję żadnego przyjęcia - dodaje, wzruszając ramionami. - Jak powrót wczorajszej nocy? Zamówiłeś taksówkę?  
Mam wrażenie, że duszę się zasysanym przez płuca powietrzem.  
Mam wrażenie, że tonę, jak Titanic, czując, jak lodowata woda nie pozwala mi myśleć o niczym innym.  
Czuję, że zdradziłem siebie, choć przecież wcale nie powinienem się tak czuć.  
Moje milczenie sprawia, że Emma marszczy czoło.  
- Zrobiłem sobie mały spacer - odpowiadam zgodnie z prawdą, sprawiając, że jej rysy twarzy powracają znów do znajomego rozpogodzenia.  
- Spacer w środku nocy. Bardzo mądrze, Gerard. Pozwolił ci ostudzić to, co wyraźnie wrzało? - czuję, że ten uśmiech wywołuje dziwne mrówki w ciele, które gryzą mnie i szczypią.  
Przypominam sobie krzyczącą nieznajomą, jej duże usta i jęki.  
Czy pozwolił ostudzić?  
Wspominam w głowie nic nieznaczący orgazm, bezradność po i łzy na policzkach, których sam przed sobą wciąż się wstydzę.  
- A widać, żeby dalej wrzało? - umyślnie chcę ją sprowokować, aby nie mogła dostrzec przemykającego smutku w moim spojrzeniu.  
Takiego Gerarda poznała, takiego ma zapamiętać.  
- Widzę pustkę. Niekończącą się pustkę, której nie da się opisać słowami, Gerard - znów rozkłada mnie na łopatki i zastanawiam się czy jest coś, czego ta kobieta nie potrafi. - Zadzwonię do ciebie jutro w sprawie rozwodu. Zebrałam wszelkie papiery i chciałabym ci je pokazać - zmienia temat, pozwalając mi pozbierać się po wcześniejszej analizie.  
Kiwam głową.
- Do zobaczenia - rzucam, chcąc jak najszybciej zniknąć jej z oczu, a mimo to czuję, jak odprowadza mnie wzrokiem, kiedy podążam do kas.  



Faktycznie, Jeremy przyniósł wódkę. Sporo wódki. Dużo wódki. Gdybyśmy napełnili nią wannę, byłaby to na pewno niezapomniana kąpiel.  
- Do reszty zgłupiałeś - śmieję się pod nosem, doprawiając sałatkę i stawiam ją na blacie.  
Przyjaciel puszcza moją uwagę mimo uszu.  
- I co, nie zaprosiłeś żadnej zdziry, prawda? - wyciąga z barku dwie szklanki i zabiera się do robienia drinków. Tak, można śmiało stwierdzić, że czuje się tu, jak u siebie. Wcale mi to nie przeszkadza, w końcu znamy się już dobre piętnaście lat.  
- Przyjdzie jedna czarnulka - odwracam się tyłem do niego, udając, że sprzątam po przygotowaniach tej pysznej uczty, by nie wybuchnąć śmiechem. - No wiesz, taka z dużym biustem, zgrabnymi nogami i świetnymi ustami. Nawet nie masz pojęcia, do czego są zdolne te pełne wargi - dodaję, decydując się odwrócić, aby zobaczyć jego reakcję.  
Nie mylę się, wywraca oczami a jego twarz robi się powoli coraz bardziej czerwona.  
- Nie byłbyś sobą, prawda? Muszę się napić - rezygnuje ze swojego drinka i po prostu przechyla butelkę, by upić płyn z gwinta.  
- Może sam skorzystasz. Ile to czasu, kiedy twój przyjaciel jest na wolności i chętnie poznałby jakąś miłą...
- Daruj sobie, Gerard. Nie wszyscy muszą pieprzyć się, z kim popadnie - nie pozwala mi dokończyć, na co po prostu wybucham śmiechem.
- Spokojnie, nikogo nie zapraszałem - rezygnuję z dalszego żartu, wiedząc, jakie to mogłoby przynieść konsekwencje. Skoro już tu jest, chciałbym z nim dobrze spędzić czas.  
- Dupek - uśmiecha się ledwie zauważalnie i znów pociąga łyk wódki.  
- Swoją drogą, jak dawno nie uprawiałeś seksu? - pytam.  
Nie chcę go wyśmiać, poważnie jestem ciekawy. Spogląda na mnie podejrzliwe, oceniając, na ile to pytanie jest prawdziwe.  
- Rok - ta odpowiedź jest, jak strzał kulą prosto w serce. Zawartość drinka, którą mam w ustach wylatuje idealnie na twarz przyjaciela. Bez słowa przejeżdża ręką po twarzy.  
- Cholera, stary, jakim cudem? Pamiętasz jeszcze, jak wygląda naga kobieta? - mam wrażenie, że moje pytania sprawiają, że ma coraz mniejszą ochotę, by ze mną rozmawiać.  
Wzdycha. Spodziewał się tego.  
- Tak, Gerard, dobrze słyszałeś - powtarza. - Z przykrością muszę stwierdzić, że nie chcę stać się tobą. Nie pragnę takiego stylu życia. Uwierz, że twoja pustka wewnątrz jest większa, mimo, że wciąż coś penetrujesz od mojej - dodaje, a na jego twarzy dostrzegam troskę i smutek.
Cholera, troskę?
Jeremy się o mnie martwi.
- To ma być miły wieczór, tatuśku a nie smęty, prawda? - chcę zmienić temat i nie musieć widzieć tego spojrzenia, które obezwładnia swoją szczerością. - Ostatnio myślałem o wyjeździe w góry. Tak się zastanawiam czy nie jesteś tym zainteresowany?  
Przechyla głowę w bok, uważnie przyglądając się mojej twarzy.
- Gerard, przecież ty nienawidzisz gór - wybucha śmiechem i znów pociąga łyk z butelki.  
- Polubię. Z resztą na pewno wolę to, niż te wszystkie dyskusje na mój temat - teraz to ja wywracam oczami.  
- Naprawdę chciałbym, żebyś w końcu zszedł na ziemię i spotkał kobietę, która pozwoli ci uwierzyć w miłość. Chciałbym, ty dupku, żebyś w końcu się zakochał - jego słowa działają na mnie, jak lodowaty prysznic.
Zakochać?  
Kurwa.
Cholera.  
Co on pieprzy?
Przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz ciągnący się przez całe ciało.  
- To niemożliwe, Jeremy. Dobrze wiesz, że...
- No co? - przerywa mi, choć dobrze wie, że tego nie znoszę. - Tyle lat minęło odkąd Nelly kopnęła cię w dupę i co, teraz zamierzasz wszystkie kobiety traktować podobnie? Zamierzasz wyżywać się na tych niewinnych istotach, które lgną do ciebie, chcą założyć z tobą rodzinę, jeździć weekendami na rodzinne pikniki? Gerard, obudź się. Naprawdę czujesz się dzięki temu szczęśliwy? - jego pytanie sprawia, że czuję się podobnie, jak w mieszkaniu Emmy.
Czemu, kurwa, oni wszyscy się tak na mnie uwzięli?
Może ja chcę po prostu cieszyć się kobiecym ciałem, niekoniecznie tylko jednym?
Może pragnę zatracać się w każdej i dawać im złudną dzieję, że oddając siebie, ja oddam się również im?
- Pieprzysz, Jeremy - tylko na tyle mnie stać.  
- Co z tobą? Dlaczego nie możesz skupić się ostatnio na pracy? - dręczące myśli nie pozwalają mi przypomnieć sobie, który to już raz podnosi butelkę do ust i z niej popija. Spoglądam na nietkniętą szklankę obok.  
- Nie wysypiam się - kłamię.
I co teraz, Gerard? Dlaczego nie potrafisz być już taki wyszczekany, co? Dlaczego nie potrafisz mu powiedzieć, że to ta cholerna Emma miesza Ci w głowie? Przecież nigdy nie miałeś problemu dzielić się nowymi informacjami ze swoim najlepszym przyjacielem, więc dlaczego to ukrywasz? Ona nic dla ciebie nie znaczy, więc dlaczego?
Niepokój narasta.  
- Wiesz, myślę, że znamy się na tyle długo, że nie powinieneś mnie okłamywać, co? - nie umyka mi jego pijany uśmiech.  
Otwieram kolejną butelkę ciepłej wódki i bez zastanowienia przystawiam ją sobie do ust. Odstawiam na blat dopiero, kiedy widzę, że opróżniłem ją do połowy.  
- Emma - szepczę, na co przyjaciel głośno gwiżdże.  
- No tak, mogłem się spodziewać, że to o nią chodzi. Piękna kobieta - widzę, jak na jego twarz wkrada się błogi spokój. - I co, jaka jest w łóżku? - wybucha śmiechem.
- Nie wiem - przyznaję, co idzie mi z trudem.  
Jego śmiech przybiera na sile.  
- No i tu mamy problem. Ego Gerarda zostało po prostu zdeptane, jak natrętny robak. Role się odwróciły - podsumowuje, a ja na chwilę odpływam gdzieś myślami.  
Podeptane razem z sercem.  



Zielone oczy wpatrują się we mnie z dziką zachłannością. Są piękne, zawsze były.  
Dotykam rozpalonego policzka, a potem moje ręce wędrują na wąską talię. Emma uśmiecha się.
- Chcę poczuć cię w sobie - szepcze, sprawiając, że na ciele pojawia się natychmiast gęsia skórka.
Boże, ile na ja to czekałem?
Nie zastanawiam się dłużej, bojąc się, że zaraz się rozmyśli i odepchnie mnie, kiedy będę już na tyle rozpalony, że nie zdołam się powstrzymać.  
- Proszę - powtarza, a po zmysłowym, pewnym siebie głosie pozostaje tylko niewinność, co kręci mnie równie mocno.  
Przytłaczam ją swoim ciałem, chwytając w dłonie obie, niewielkie piersi. Są miękkie, a skóra delikatna, jak jedwab. Boję się, że zrobię jej krzywdę.  
Zaczynam drażnić się z nią, doprowadzając ją do szczytu podniecenia. Pojękuje, kiedy liżę delikatnie, a potem podgryzam sterczące sutki. Zjeżdżam niżej, powoli, by nacieszyć się tym pięknym ciałem.  
- Wejdź we mnie, Gerard, proszę, teraz - jej prośba powoduje, że mój i tak nabrzmiały kolega pręży się jeszcze bardziej. Nie reaguję. Odklejam usta od brzucha i wiszę tak nad nią, delektując widokiem jej pięknej twarzy. Iskierki w zielonych oczach mienią się.  
Rozchyla nogi znacznie szerzej, a wtedy...
- Obudź się! - czuję szarpnięcie i rękę klepiącą po policzku. - Kurwa, Gerard, wstawaj! - nie muszę otwierać oczu, aby poznać ten głos.  
Jeremy.  
To tylko sen. Cholernie dobry sen.  
Otwieram oczy i jedyne, na co mam ochotę, to zabić go.  
Po prostu zabić i wrzucić zwłoki do jeziora.  




Sophie zaproponowała spotkanie.  
Niska, drobna dziewczyna o zagadkowym spojrzeniu. Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałem kancelarii, spotykaliśmy się na piwo razem z kilkoma znajomymi ze studiów. Nie widzieliśmy się dobre kilka lat, ale jestem pewien, że niewiele się zmieniła. Przez telefon jej głos brzmiał równie dobrze, ma to samo poczucie humoru i jestem pewien, że oboje nie będziemy nudzić się w swoim towarzystwie, a to choć na chwilę pozwoli mi odciąć od tego, co zaburza mój spokój.  
- Jak podróż? - pytam po wymianie uścisków i buziaków w policzek, spoglądając na jej roześmiane, niebieskie oczy. Tak, niewiele się zmieniła.  
- Świetnie. Naprawdę bardzo się cieszę, że cię widzę, Gerard! - nie kryje ekscytacji, poprawiając swoją blond czuprynkę.  
To jest ten przypadek, który dowodzi, że niektóre kobiety potrafią wyglądać naprawdę bardzo seksownie i kobieco w krótkich włosach, choć ja zdecydowanie wolę długie. Jest za co pociągnąć. Uśmiecham się na samą myśl.  
- Zdecydowanie. Czego się napijesz? - zerkam na jej sporych rozmiarów walizkę.  
- Soku. Tak, soku, jestem okropnie spragniona.
- Na długo jak długo przyjechałaś? - pytam, po czym wołam kelnerkę i zamawiam nam po bananowym soku.  
- Na tydzień. Chciałam zmienić klimat, wiesz, wyrwać się trochę, zresetować - rzuca mi znajomy, porozumiewawczy uśmiech. - Zatrzymam się w hotelu, tu, niedaleko - pokazuje palcem gdzieś w niezidentyfikowane miejsce, a ja nie potrafię sobie przypomnieć, gdzie jest najbliższy nocleg, choć znam to miasto na pamięć.  
- Możesz zostać u mnie - proponuję.  
- Naprawdę? Z chęcią! - zgadza się od razu, co wydaje się trochę podejrzane, ale zbywam od razu tę myśl.  
- Jasne, nie ma problemu - obserwuje jej czerwone usta.  
Ciekawe czy smakują tak, jak kiedyś?



Seks z Sophie jest, jak dobry film, muzyka, spacer. Pozwala mi się wyciszyć, zapomnieć o dręczących wspomnieniach, głosach w głowie.  
Jest ciasna. Uwielbiam to.
Nabija się na mnie, skacze, ujeżdża, jak w dobrym, starym rodeo.  
To zbliżenie, to jak powrót do dawnych lat. Pozwala mi cofnąć się parę lat wstecz i znów jej posmakować i tak, smakuje równie dobrze.  
Jej piersi falują, podskakują przed moją twarzą. Ten widok jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie może ujrzeć mężczyzna. Jej rozchylone usta proszą się, aby ją pocałować, ale jedyne, co robię, to wkładam w nie dwa palce. Jak za sprawą czaru, Sophie porusza się po nich w górę i w dół, owijając je językiem.  
O matko, jest dobra.  
Przyciągam ją za biodra po czym sam lekko się podnoszę i poruszam w jej mokrym, ciepłym ciasnym wnętrzu. Jęki potęgują doznania, a ja czuję, że jestem prawie na samym szczycie. Nie wytrzymam za długo.  
- Sophie... - charczę, a ona nie przestaje krzyczeć.  
- Dojdź we mnie.
Nie musi więcej mówić. Czuję, jak wszystko przestaje istnieć. Orgazm wyłącza mózg, pozwalając rozkoszować się tą chwilą. Jest mi tak cholernie dobrze. Skurcze ogarniają całe ciało, by po chwili móc poczuć, jak Sophie dochodzi razem ze mną. Nasze głosy łączą się w jedno, ciała splatają ze sobą i nie zostaje nic oprócz błogostanu.  
Długo po nie jestem w stanie się ruszyć.  
- To było niesamowite - słyszę obok siebie zdyszany głos blondynki.  
Obracam głowię w jej stronę i nagle czuję, jak spada na mnie ciężki, niewidzialny głaz.  
Jej oczy są niebieskie, a nie zielone.
Ma na imię Sophie, a nie Emma.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i erotyczne, użyła 2924 słów i 16410 znaków, zaktualizowała 31 sie 2017.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    no i gitara!:kiss:
    sorry mala nie mam kiedy czytac ale postaram sie szybko nadrobic p.s. sorry za brak przecinkow w tel za duzo zachodu :D:

  • Petrix

    O proszę, jednak istnieje jakaś kobieta, którą nasz alfons ma ochotę przelecieć więcej niż jeden raz :P
    Nie spodziewałem się tego trochę po nim :)
    I z tego samego powodu, ja także twierdzę że Sophie na trochę dłużej zawita w historii
    Swoją drogą zastanawiam się jak to się dzieje, że Emma tak bez błędnie rozpracowywuje za każdym razem naszego bohatera ...
    Może mi to wyjaśnisz autorko? ;)

  • Malolata1

    @Petrix Emma ma chyba taką kryształową kulę gdzieś w piwnicy i czyta w myślach. Taka seksowna wróżka, dobra wróżka :D A Sophie, no cóż, kto ją tam wie, jak dla mnie jest kolejną ofiarą Pana Gerarda dzieciaka :D

  • Petrix

    @Malolata1 ofiarą? Ale chyba taką bardziej smakowitą ^^
    I chyba każdy facet nie miałby nic przeciwko takiej seksownej czarodziejce jeżeli była by jego przyjaciółką, albo i kimś więcej :P

  • Malolata1

    @Petrix tak, łóżkową ofiarą, ma sie rozumieć. No pewnie, może ktoś innt potrafiłby to docenić, ale nie Pan Gerard :D

  • Petrix

    @Malolata1 ja nawet tam lubię mieć ładne koleżanki i w dodatku pomocne :D