Kobiety III Alice * Katy

Ze specjalną dedykacją dla pewnego Pana, który uważa, że jestem małą, złośliwą wredotą.  
Życzę Ci miłej lektury i wszystkim innym, którzy wykazują chęć, by czytać moje wypociny!


Jeremy siedzi naprzeciwko mnie, zerkając co jakiś czas na moją twarz i obrzuca ją pogardliwym spojrzeniem. Ten typ tak ma.
- Całe szczęście, że jej nie przeleciałeś, Gerard. Gdybyś mógł, myślałbyś tylko penisem - wywraca oczami. Rozśmiesza mnie, więc nie powstrzymuję tego melodyjnego odgłosu rozbawienia.
- Powiedz mi, co ja bym bez ciebie zrobił? - nalewam do obu szklanek whiskey, a potem dorzucam kilka kostek lodu. Ten rodzaj alkoholu pozwala mi na uspokojenie i wyciszenie. Pamiętam, że ojciec przywiózł mi ją ze Szkocji, kiedy wybierał się na jedną z ważniejszych delegacji. Od tamtej pory nasze kontakty ograniczały się i ograniczają wciąż do minimum. Nie mamy wiele wspólnego, ale oboje staramy się zachować jakieś resztki pozorów, sam nie pamiętam już nawet dlaczego. Może ze względu na nagłą śmierć matki.
- Pewnie wybzykałbyś połowę miasta, a może nawet całość. Jestem pewien, że żadnej ruszającej się dupy nie potrafiłbyś sobie odpuścić - wzdycha, podpierając ręką zaczerwieniony policzek, po czym bierze solidnego łyka ze szklanego naczynia. - Czasem zastanawiam się, w jakim ty świecie żyjesz i czy nie masz czasem tego wszystkiego dość - jego lekko pijane oczy wpatrują się we mnie z wyraźnymi znakami zapytania.
- Żyję we wspaniałym świecie, Jeremy. Sam powinieneś tego spróbować - wznoszę szklankę do góry, by stuknąć się z nim w powietrzu.
- Dzięki, Gerard, ale to nie dla mnie. Nie potrzebuję uganiać się za tymi wszystkimi nic nie wartymi cyckami. Wolę kogoś, komu będę mógł zaufać, a twoje łóżko jest, jak jakiś pieprzony przystanek. Ktoś wciąż przychodzi i odchodzi - podpiera się leniwie o blat, znów popijając ze szklanki.
- Robię to również na podłodze, a na krześle, na którym siedzisz, wypinała się taka fajna...
- Kurwa, Gerard! Jesteś dokładnie taki sam, jak twój ojciec! - przerywa moje wyznanie, co oczywiście rozbawia mnie jeszcze bardziej. Robi się cały czerwony na twarzy, ale to nic nowego. Bardzo często mam okazję zobaczyć go w takim stanie.
- Oj przestań, wszystko jest pod kontrolą. Pani Emma Miller nie miała na mnie chrapki, choć coś w jej oczach podpowiadało mi, że gdyby została ze mną jeszcze chwilę dłużej, wskoczyłaby na mnie sama i zaczęła ujeżdżać w mojej ulubionej knajpie na oczach wszystkich ludzi, którzy sączyli spokojnie swoje drinki w ten leniwy, poniedziałkowy wieczór - przyznaję, nie potrafiąc się nie uśmiechać na samo wspomnienie jej zielonych oczu.
- Jesteś zbyt pewny siebie, Gerard, a to cię kiedyś zgubi. Zobaczysz, zostaniesz sam w czarnej dupie, kiedy okaże się nagle, że wcale nie jesteś taki wspaniały, jak myślisz - lekko bełkocze, ale żeby zachować fason poprawia i tak pomięty krawat i pogniecioną koszulę.
- Nie bądź zazdrosny, Jeremy. Takie są fakty. Pani Emma zagości w moim łóżku czy tego chcesz, czy nie. Nie wiem, czego ode mnie chce, ale wkrótce się dowiem, a ona dowie się, czego ja chcę od niej - wyobrażam sobie jej wygięte w łuk ciało i usta proszące o więcej.
- Żebyś się kurwa nie zdziwił, bo jestem pewien, że wykorzysta cię, a potem poczujesz się, jak jej prywatna dziwka - jego śmiech jest gorzki i pełen negatywnych emocji, ale dobrze wiem, że to po prostu zazdrość.
Spoglądam na chwiejącego się na boki przyjaciela. Chowam butelkę whiskey do szafki. Starczy na dziś.
- Dam sobie radę, jak zawsze. To nie pierwsza i nie ostatnia kobieta, która pojawi się na chwilę w moim życiu, a potem tak samo szybko zostanie z niego wykopana - dopijam resztki rozgrzewającego przełyk alkoholu i odstawiam szklankę z brzdękiem na szklany blat.
- To kobieta demon, Gerard. Lepiej trzymaj ją od kancelarii i wszelkich interesów z daleka - są to ostatnie słowa mojego szanownego kompana, bo chwilę później ląduje na białej kanapie. Nie mija pięć minut, a moje uszy wypełnia irytujące, głośne chrapanie.




Dziś jestem umówiony na kolację z Alice. Spotkałem ją niedawno, całkiem przypadkiem, na zakupach. Gadka szmatka i nim się zorientowałem, podawała mi już swój numer telefonu, świecąc przed moimi oczami nienagannym biustem.
Spóźnia się. Na wskazówkach jest już piętnaście minut po osiemnastej. Daję jej ostatnie pięć minut i jeśli nie przyjdzie, zagadam do siedzącej obok blondynki, która popija swojego czerwonego drinka. Już dostrzegam jej uśmiech, nogę założoną na nogę, obcisłą spódniczkę, brązowe oczy, różowe usta, długie, kręcone włosy opadające na plecy, sięgające łopatek. Zastanawiam się czy przypadkiem nie jest lepsza od Alice, ale zanim zdążę się zorientować, wchodzi właśnie do lokalu, machając do mnie.
Cholera.
Cofam te słowa.
Kroczy, jak modelka na wybiegu w moją stronę, na wysokich, czerwonych szpilkach, które podkreślają jej smukłe łydki. Wyżej, gdzieś w połowie nóg pojawia się obcisły, bordowy materiał opinający te genialne uda. Trójkątny dekolt przyciąga uwagę, kiedy jej piersi podskakują w rytm kroków. Błyszczący naszyjnik oplata jej długą szyję. Rude włosy upięte w eleganckiego koka ukazują jej szczupłą twarz z uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Jest ładna. Bardzo ładna, ale nie tak ładna, jak Emma. Jednak na tyle ładna i atrakcyjna, żeby pójść z nią do łóżka albo w inne, ciekawe miejsce.
- Przepraszam za spóźnienie - pochyla się, by cmoknąć mnie w policzek, nie zdając sobie sprawy, że wybaczyłem jej już, gdy tylko zobaczyłem, jak wchodzi do tego pomieszczenia.
- W porządku. Czego się napijesz? - pytam, nie mogąc przestać wpatrywać się w tę cudowną buźkę.
- Wódkę z lodem - uśmiecha się, znajdując miejsce tuż obok mnie.
No proszę. Niegrzeczna dziewczynka.
Kto by się spodziewał, że diabeł siedzi w tych niebieskich oczach?
Wołam kelnera, zamawiam dwa razy wódkę z lodem i znów obserwuję jej młodą twarz. Nie wygląda na więcej niż dwadzieścia jeden lat.
Oboje doskonale wiemy, dlaczego znaleźliśmy się w tym miejscu, dlaczego się spotkaliśmy i jaki kierunek to spotkanie obierze. Staramy się ze sobą rozmawiać, ale zauważam po kilku minutach, że Alice poza dobrym wyglądem nie ma niczego innego do zaoferowania. Rozmowa się nie klei. Tak na dobrą sprawę, mogłaby nie mówić nic, a ja mógłbym tak na nią po prostu patrzeć przez cały ten wieczór, bądź pieprzyć całą noc swoim apartamencie. Wymieniamy ze sobą jeszcze kilka zdań, a potem po prostu proponuję jej przenieść się do mnie i tam otworzyć dobre wino. Nie czuję oporów, zgadza się zanim zdążę dokończyć pytanie. No cóż, nie są to trudne łowy, kiedy ona sama pcha się do mojego łóżka.
Nie zdążę wyciągnąć wina, kiedy podchodzi do mnie i bez żadnych skrupułów ściąga spodnie z mojego tyłka. Uśmiecha się i gdy dopina swego, tak po prostu, bezceremonialnie robi mi dobrze. Czuję, że ma wprawę i wcale nie jestem dla niej wyjątkowy, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Jej usta wciąż poruszają się w górę i w dół, a widok jej klęczącego ciała nakręca mnie jeszcze bardziej. Mógłbym tak stać i stać, patrzeć na nią z góry i trzymać ją za te rude kudły.
Dochodzę bez ostrzeżenia w jej ustach. Wiem, że jest zaskoczona i gdy widzę, że próbuje na bieżąco połykać kolejne porcje, nagle czar pryska. Przestaje być w moich oczach wyjątkowa, a niebieskie oczy przypominają mi o pustce w spojrzeniu Rose.
Odsuwam ją od siebie, zakładając z powrotem spodnie. Napotykam jej zdezorientowany wzrok.
- To wszystko? - sapie, podnosząc się z podłogi, wycierając resztki w kącikach ust.
- Wybacz, ale musisz już iść - wciskam jej w ręce bordową sukienkę. Jeszcze nie zdążyłem do końca jej rozebrać.
- Kpisz sobie?! - jej krzyk nie wzbudza we mnie niepokoju ani wyrzutów sumienia.
- Ubierz się i wyjdź. Wiesz, gdzie są drzwi - mój głos jest tak chłodny, że gdybym miał serce, już dawno zamarzłoby na amen. Nie reaguję, gdy dostrzegam kilka łez toczących się po jej policzkach. Nakłada w pośpiechu cienki materiał na bladą skórę i wybiega, trzaskając drzwiami.




Kiedy kładę się do łóżka, czuję cholerną pustkę. Zastanawiam się, co takiego sprawiło, że zachowałem się tak paskudnie względem niewinnej Alice. Jej usta robiły wszystko to, co należy, by podniecić mężczyznę i wznieść go kilka metrów nad ziemią.
Dlaczego po wszystkim tak po prostu przestałem mieć na nią ochotę?
Dlaczego przypomniałem sobie o pustym spojrzeniu Rose?
Zachodzę w głowę, próbując zrozumieć swój tok myślenia. Idzie topornie. Nie potrafię niczego sensownego wymyślić.
Nim zdążę pomyśleć o czymś jeszcze, zasypiam.



Rano, gdy wchodzę do kuchni, dostrzegam pozostawioną resztkę whiskey. Wzdrygam się.
Jestem głodny, ale nie mam ochoty bawić się w kucharza, więc zakładam na siebie cokolwiek, co znajduję w szafie i wychodzę na miasto.
Pogoda dopisuje, choć liście z drzew zdążyły już opaść.
Lubię jesień. Wprawia mnie w melancholijny nastrój i tak, dupki też potrafią czasem taki mieć.
Zatrzymuję się obok kafejki o ciekawej nazwie i wchodzę do środka. Zapach w środku jest całkiem interesujący i powoduje kolejny odzew moich głodnych kiszek.
Obsługuje mnie miła pani, która pyta, na co mam ochotę. Powraca dobry nastrój. Zastanawiam się czy mogę jej odpowiedzieć, że życzę sobie na śniadanie jej ładne usta, ale duszę w sobie tę chęć i odpowiadam coś kompletnie innego. Uśmiecha się a chwilę później moje oczy dostrzegają jajecznicę na białym talerzu i kilka bogatych w składniki kanapek.
Nie pozostawiam na nim ani okruszka. Jedzenie jest pyszne i już wiem, gdzie będę przychodził, gdy złapie mnie totalna niemoc. Można zjeść i jest na czym zawiesić oko.
Podchodzę do baru, by móc zamienić kilka słów z tą całkiem przyjemną panią, która uraczyła mnie tak pięknym uśmiechem.
- Jesteś wolna dziś wieczorem? - moja bezpośredniość sprawia, że jej brwi podjeżdżają wysoko do góry a reszta jej ciała zastyga, jak wosk.
- Jasne - trochę mija zanim słyszę zgodę, ale w odpowiedzi uśmiecham się i zostawiam jej swój numer telefonu, a ona podaje mi swój.
- Zadzwonię - głaszcze delikatnie jej dłoń pozostawioną na blacie i wychodzę z knajpki, pozostawiając ją w szoku.



Jeremy dobija się do mnie od kilku minut, ale po tamtejszym wieczorze, kiedy upił się, jak świnia, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Dobrze wiem, że znów pytałby o Emmę, która do tej pory nadal do mnie nie zadzwoniła. Wiedziała, jak dobrze podnieść komuś ciśnienie i zwiększyć przy tym jego zainteresowanie.

Telefon wibruje mi w dłoni, a na ekranie widnieje imię przyjaciela.

"Robię dzisiaj imprezę. Chcesz dołączyć?"


Wywracam oczami. Jeremy i imprezy. Prędzej urżnie się, jak świnia i tak zakończy swój udział w jakiejkolwiek zabawie. Klikam kilka razy, by odpisać na tego absurdalnego smsa.

"Mam randkę. Poza tym, nie mam ochoty na twoje morały, tatuśku."


Chowam telefon z powrotem do kieszeni, ale po chwili znów irytująco wibruje.

"Kolejna zdzira z seksownym tyłkiem i dużymi balonami?"


Wywracam oczami.

"O tym właśnie mówię, staruszku. Baw się dobrze i martw się o siebie."


Wzdycham, wyłączam wibracje w telefonie i wsiadam do auta.




Wieczorem dzwonię po dziewczynę z knajpki. Odbiera po pierwszym sygnale i już wiem, że czekała na telefon od kilku godzin.
Podjeżdżam po nią autem, bo przez telefon dowiedziałem się, że mieszka trochę daleko od mojego apartamentu. Chcę ją zabrać do siebie i standardowo dobrze się zabawić. Tym razem obmyśliłem plan, że bardzo chciałbym z nią wziąć wspólną kąpiel.
Wychodzi z budynku odstawiona, jak na jakąś ważną ceremonię, ale wcale nie narzekam. Jest na czym zawiesić oko a jej piersi sprawiają wrażenie, jakby co chwilę się ze mną witały. Nie założyła stanika, co potęguje wrażenia. Żyją własnym życiem pod frywolną, niebieską koszulką.
Na miejscu proponuję jej standardowo białe wino, ponieważ aktualnie nie posiadam innego w lodówce, a ona kiwa entuzjastycznie głową, a wraz z nią podskakują jej spore piersi.
Nalewam do kieliszków słodką zawartość butelki i podaję w jej stronę.
- Dlaczego mnie tu zaprosiłeś? - pyta, czekając naiwnie na jakąś romantyczną odpowiedź, ale muszę ją niestety rozczarować.
- Pasujesz idealnie do mojej wanny. Nago, ubrana wyłącznie w ten cholernie piękny uśmiech - oblizuję wargi, przybliżając się do jej ust. - To nie dlatego nie ubrałaś stanika? - dodaję, na co od razu się rumieni.
Pieprzona cnotka.
Czy naprawdę myślała, że jestem na tyle ślepy, aby tego nie zauważyć?
Chwytam ją za rękę i odstawiam na blat jej kieliszek.
Prowadzę w miejsce, gdzie oboje będziemy rozkoszować się tym pięknym wieczorem. Zedrę z niej wszystkie ubrania a potem wymasuję i namydlę każdy fragment jej kuszącego ciała.
Nim zdążę pomyśleć o kolejnej rzeczy, którą ją uraczę, do moich uszu dolatuje dźwięk dzwoniącego telefonu.
Cholera, jakim cudem?
Jestem pewien, że wyłączałem dźwięk i wibracje.
To pewnie Jeremy, który chce mnie jeszcze raz namówić na imprezę, kiedy właściwie ja już zdążyłem rozkręcić własną. Zastanawiam się przez chwilę, po czym puszczam ciepłą dłoń nieznajomej Katy, która już zdążyła kilkakrotnie się przedstawić i sięgam po telefon.  
- Witam, Gerard. Jesteś w stanie przyjechać i potowarzyszyć samotnej, pięknej kobiecie w ten smutny wieczór przy dobrej whiskey? - dolatuje do mnie ten znajomy, cholernie seksowny głos a przed oczami pojawiają się zielone tęczówki. Czuję, że zamieram na dźwięk tych słów. W głowie pojawia się pustka a z drugiej strony wszystko wyrywa się, by zostawić Katy samą i pobiec do samochodu w samych bokserkach.  
- Z największą przyjemnością - szepczę, choć wiem, że to jeden, wielki błąd a oczy nieznajomej Katy, prawie całkiem nagiej robią się w jedną chwilę cholernie smutne.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i erotyczne, użyła 2538 słów i 14406 znaków, zaktualizowała 23 sie 2017.

2 komentarze

 
  • DanaScully

    Gdzie Ty nauczyłaś się TAK pisać???;)

  • Malolata1

    @DanaScully aj proszę Cię, bo się zawstydzę

  • DanaScully

    @Malolata1  :bravo:

  • agnes1709

    No i zajebiście, ale to nie zmienia faktu, że koleś działa mi na nerwy. Musisz mu pojechać, inaczej nie przejdzie, za bardzo kozaczy. Ja sie chyba do niego wybiorę, zobaczymy, jaki wtedy będzie mocny, zasraniec:lol2:

  • Malolata1

    @agnes1709 jak zwykle wyszczekana, gdy trzeba :D spokojnie, możliwe, że dostanie za swoje

  • agnes1709

    @Malolata1 Tak, tak, lej chada!