Chory konformizm

Chory konformizm„Nie jest tak źle” – pomyślała Renata zbiegając po schodach wiaduktu. Na jego dole mieściła się osiedlowa przychodnia lekarska NFZ – miejsce jej pracy. Od prawie miesiąca piastowała  posadę recepcjonistki. Była najmłodsza z całego zespołu, na który składały się głównie kobiety. Pierwiastek męski stanowił szatniarz – pan Kazimierz. Mimo że upłynął już miesiąc od pierwszego dnia pracy, Renata ciągle nie mogła znaleźć sobie miejsca i wejść w dobre układy z resztą pracowników. Chodziło wyłącznie o jej nadgorliwość. Często było tak, że chciała w jakiś sposób ułatwić dostanie się do gabinetu lekarskiego pacjentom, jednak nie było to zgodne z procedurami. Starsze recepcjonistki wiedziały jak to wszystko działa. Akceptowały całkowicie paradoksy, jakie rządziły tymi procedurami. Trzymały się sztywno we wszystkich ramach i dawno już przestały je łamać. Mimo że Renata nie robiła tak naprawdę nic złego, starając się pomóc pacjentom przez uchylenie niektórych zasad, była za to ostro karcona.

Dlaczego one chodzą od tylu lat w białych klapkach albo korkach? – to również nie dawało spokoju Renacie. Często zastanawiała się czy to po prostu taki dress code recepcjonistek i lekarzy. Myślała też o tym, kto pierwszy raz założył takie obuwie i kiedy – rozmyślała o tych okolicznościach, ale i tak bardziej intrygowało ją to, że to się chyba nigdy nie zmieni. Ona do pracy zabierała ze sobą wygodne adidasy, które doskonale przepuszczały powietrze.

Skąd się wzięło te „pani doktór”? I dlaczego one ciągle używają tego określenia? – Renata była przekonana, że to zapewne relikt czasów komuny. Ale wciąż nie mogła się pogodzić z tym, że to nadal utrzymuje się w każdej przychodni. Czy nie prościej mówić poprawnie? To przecież nie wymaga jakiegoś specjalnego zaangażowania. Renata była jedyną osobą, która mówiła właściwie. Myślała że w ten sposób okazuje należny szacunek lekarzom.

Każdy dzień pracy zaczynała wcześnie rano. Tak było i tym razem. O wczesnych godzinach jest najwięcej pracy, wiąże się z tą długą kolejką ludzi, którzy czekają na bieżące rejestracje do lekarzy specjalistów. Wtedy jest największy kocioł i najłatwiej wkradają się błędy. Renata minęła kolejkę pacjentów, tłoczących się na zewnątrz. Szybko udała się do szatni, zmieniła buty i zostawiła kurtkę. Dokładnie o 6:00 stanęła za ladą recepcji, witając się ze współpracownicami. I zaczęło się.

Kolejka pacjentów wlała się do środku z impetem godnym tsunami. Mimo podeszłego wieku większości ludzi, w sekundę wszyscy znaleźli się przed ladą. Jak zwykle trwały jeszcze spory o pozycje w kolejce – na szczęście Renata nauczyła się już tego nie słuchać i nie interweniować, tak jak na początku pracy. Obsługiwała kolejnych ludzi, zapisując ich na określone godziny do odpowiednich lekarzy. Wtedy do lady podszedł młody mężczyzna ze skierowaniem do lekarza chirurga. Miał zwichniętą kostkę. Renata przejrzała skierowanie, wszystko się zgadzało, pozostało umówić pacjenta na wizytę. Co prawda terminy były dość odległe, najbliższy wskazywał datę na dwa tygodnie do przodu, jednak Renata wiedziała, że dr Opaliński może przyjąć kogoś dzisiaj, bo jedna wizyta została odwołana. Nie mogła jednak znaleźć informacji odnośnie anulowania wizyty w systemie. Zwróciła się o pomoc do starszej koleżanki:

- Irenko możesz podejść do mnie na chwilę? – nie chciała rozstrzygać tego problemu na ogólnym forum, wiedziała już, że w takich sytuacjach należy zachować dyskrecję do ustalenia wszystkich szczegółów.

- Słuchaj Irenko – zaczęła mówić przyciszonym głosem – mam tu pacjenta ze zwichniętą kostką, chce się dostać do dr Opalińskiego jak najszybciej, wolne wizyty są za dwa tygodnie, ale ja wiem, że dzisiaj doktor ma wolne miejsce.

- A jest w systemie, że doktór jest wolny?

- No nie ma jeszcze, bo Basia która przyjdzie na 9:00 zapomniała najwyraźniej wczoraj wprowadzić.

- No to nie można zapisać na dziś. Niech czeka.

- Ale…

- Renata… jak zwykle. Daj sobie spokój. Potem mogą wyniknąć z tego same nieprzyjemne rzeczy.

- Dobrze rozumiem. Dziękuję za pomoc – powiedziała Renata, następnie zwróciła się do pacjenta:

- Najbliższa możliwa wizyta do dr Opalińskiego za dwa tygodnie w piątek, dwudziestego czwartego o 14:00. Mam zapisać?

- Pani sobie ze mnie kpi? – rzucił agresywnie pacjent.

- Niestety taki jest najbliższy wolny termin, proszę pana – odpowiedziała spokojnie.

- To są żarty. Człowiek płaci ten jebany ZUS, przychodzi się wyleczyć i co? I co ja mam przez te dwa tygodnie zrobić z tą kostką? Prawie że chodzić nie mogę, ledwo co tu przylazłem.

- Rozumie pana doskonale, jednak nic nie mogę zrobić…

- Dobrze, zapisze pani tę wizytę. Ech szkoda gadać. Nie wiem za co wam tu kurwa płacą.

Renata zapisała szybko w systemie termin wizyty i przepisała ją na kartkę, którą przekazała pacjentowi. Następny pacjent podszedł do lady, jednak Renata wybiegła do pomieszczenia socjalnego. Siadła w kącie i zaczęła płakać. Próbowała jak najszybciej doprowadzić się do porządku. Przyszła po nią Irena:

- Renata co tu robisz?! Wracaj i to szybko!

- Dobrze…

Wstała i wzięła głęboki wdech. Spojrzała w lustro. „Muszę kupić sobie białe korki” – pomyślała. Wróciła za ladę, zalogowała się do sytemu i zwróciła się w stronę czekających ludzi:

- Kto z państwa do doktór Kipniewskiej?

1 287 czyt.
100%12
glupiomadry

opublikował opowiadanie w kategorii inne, użył 1005 słów i 5649 znaków.

2 komentarze

 
  • MrHyde

    MrHyde · 12 mar 2016

    A nie mogł pacjent ruszyć kostką - Oj, przepraszam, głową! - i zamiast do zwichnięcia zamówić wizytę do zgonu? Do stwierdzenia zgonu lekarz pojedzie poza kolejnością, a jak śmierć nastąpiła nagle, nie w wyniku przewlekłej choroby, to pojedzie na złamanie zawieszenia w samochodzie. Na miejscu, może się okazać, że denat ożył, ale boili go kostka i w stopie czuje postępującą martwicę. Potem, przychodnia będzie zapewne dochodzić odszkodowania za nieuzasadnione wezwanie, jak się uprze to wplącze w sprawę prokuratora, ale spoko! Rodzina potwierdzi, że się modliła do Jana Pawła albo do innego świętego od zmartwychwstań i cudownych uzdrowień (biblijny Łazarz jest świętym?) i niech no tylko sąd odważy się udowodnić, że cudów nie ma! Już się nim odpowiedni minister i służby podległe cudownie ułaskawionemu (nazwisk nie warto wspominać, i tak każdy wie, o kogo chodzi.)   A poza tym, to wina Tuska!

  • MrHyde

    MrHyde · 12 mar 2016

    doktórka