Serenissima

     Pod podanym mu przez przyjaciela i protektora adresem znalazł niewielki, elegancki, ale też nie rzucający się w oczy, ulokowany bezpośrednio nad jednym z kanałów domek. Znajdująca się zapewne na tyłach i ukryta przed wzrokiem gapiów przystań umożliwiała jego tajemniczym mieszkańcom zachowanie dyskrecji. Tego rodzaju zalety potrafił docenić. Zebrał, oczywiście, dostępne informacje, ale dowiedział się niewiele. Tylko tyle, że posesję wynajęto kilka tygodni temu jakiejś tajemniczej, najprawdopodobniej wysoko postawionej osobistości, która wolała pozostać w cieniu. To również potrafił zrozumieć, podobnie jak i to, że spotkanie wyznaczono po zmroku. Wenecja szczyciła się wprawdzie tytułem „Najjaśniejszej Republiki”, nie oznaczało to jednak, iż jej uliczki oświetlano w sposób przystający do tego miana. Uderzył w drzwi ciężką, mosiężną kołatką.
     Odrzwia otwarły się niemal natychmiast, najwidoczniej oczekiwano jego wizyty. Pozbawiony jakichkolwiek wyróżniających się cech służący, którego twarzy przypadkowy gość zapewne nie potrafiłby po kilku dniach rozpoznać, przyjął płaszcz i bez słowa zaprowadził przybysza do gabinetu.
     - Zechce pan spocząć, messer Giacomo. Może wina?
     Pomimo wygłoszenia uprzejmych słów, równie nijako wyglądający mężczyzna w średnim nie raczył wstać zza masywnego biurka. Nie czekał też na zgodę gościa, lecz skinieniem ręki polecił słudze podać trunek. Przynajmniej wino okazało się bardziej niż przyzwoite. W świetle świec mógł ocenić rubinową barwę, pozostałe zmysły poinformowały o bogatym bukiecie oraz wytrawnym, lekko owocowy posmaku. Skinął z uznaniem głową, wstępna ocena gospodarzy wydawała się prawidłowa, chociaż nie liczył oczywiście na to, że rozmawia z ową wysoko postawioną osobistością, która miała jakoby potrzebować jego wielorakich i specyficznych talentów.
     - Otrzymaliśmy na pana temat bardzo dobre rekomendacje, messer Giacomo. Pański przyjaciel, messer Matteo, zapewnił nas, że jest pan w stanie zaspokoić nasze potrzeby. To znaczy, zaspokoić życzenia mojego pana, za co jest on gotów hojnie się odwdzięczyć.
     - Słyszę to z prawdziwą przyjemnością i chętnie oddam się na usługi tego dostojnego oraz wspaniałomyślnego wielmoży.
     - Messer Giacomo, podający się za szlachcica. W rzeczywistości urodzony przed trzydziestu laty syn Giovanny Farussi, córki szewca, znanej bardziej pod pseudonimem Zanetta, aktorki. Ojcem miał być rzekomo hrabia Giovanni G..., pomińmy zresztą nazwisko, bo to przecież nieprawda. Przyjmijmy raczej, że zacna Zanetta pozostała w tym wypadku wierna swojemu mężowi, Gaetano, również aktorowi.
     Drgnął. Dużo o nim wiedzieli, ale to także nie mogło dziwić, skoro zamierzali skorzystać z jego szczególnych talentów, a signor Matteo zapewnił, że chodzi o bardzo poważnego zleceniodawcę, któremu z pewnością nie zależałoby na żadnym głośnym skandalu. Oczywiście, nie popełnił tego błędu, by pytać o to, w jaki sposób rozmówca taką wiedzę zebrał. Dawano mu po prostu do zrozumienia, że wstępuje na służbę u naprawdę wpływowej i mającej długie ręce persony.
     - Messer, doceniam, że zadał pan sobie tyle trudu, ale z pewnością nie zostałem zaproszony po to, aby roztrząsać koleje losu mojej skromnej osoby.
     - I tu się pan myli, messer Giacomo. Na początek chciałbym bowiem porozmawiać właśnie o panu. Nie przypadkiem zwróciliśmy bowiem uwagę na pańskie talenty. Otóż wiemy, że spotyka się pan z pewną uroczą mniszką z klasztoru San Angelo, która to prawdziwie anielska dziewczyna zdaje się darzyć pana szczerym uczuciem. Rodzina zamknęła ją za kratami, ale nie zniszczyło to jej miłości, a pan znalazł sposób, by nawet w takich okolicznościach okazać damie gorliwą atencję. Tak gorliwą, że nieszczęsna zmuszona została spędzić płód.
     Drgnął po raz kolejny. Czyżby został wciągnięty w przemyślną pułapkę zastawioną przez urzędników Inkwizycji? Ale w takim wypadku nie zadawano by sobie przecież tyle trudu, niepotrzebna byłaby dyskrecja i przede wszystkim nie częstowano by wybornym winem, bo instytucja ta słynęła ze skąpstwa. I przecież w Serenissimie Inkwizycja podlegała państwu, oficjalnie zwalczać miała herezję oraz nieobyczajność, ale tak naprawdę ścigała konspiratorów zagrażających władzy i ustalonemu porządkowi. Jego drobny romans z mniszką nie stanowił żadnego zagrożenia, a weneckie klasztory od dawna traktowano bardziej jak świątynie Amora, niż miejsca surowej pokuty.
     Rozmówca zauważył zaniepokojenie gościa, jednak dopiero po chwili postanowił rozwiać jego obawy.
     - Ta mniszka, signorina Caterina, nazwisko pominę, to prawdziwa piękność. Obiecał jej pan małżeństwo, na co jednak nie zgadza się rodzina. A dziewczyna ukoiła już swój żal nie tylko w pańskich ramionach, co sama panu wyznała, messer Giacomo.
     Raz jeszcze nie potrafił powstrzymać nerwowego drgnięcia. O wszystkich innych sprawach mogli się dowiedzieć, jeżeli posiadali odpowiednie kontakty i nie poskąpili złota, ale o tym?
     - I tu dochodzimy do właściwego celu naszej rozmowy. Urocza Caterina urozmaica sobie nudę życia klasztornego, o ile można nazwać je nudnym w tym wspaniałym mieście, towarzystwem innej mniszki, niejakiej Marii, równie pięknej, ale odrobinę starszej i bardziej doświadczonej. Zrozumie pan, oczywiście, że i jej nazwisko pominę.
     - Jak najbardziej. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego akurat z tego powodu zostałem tutaj zaproszony – zdecydował się wreszcie zadać jakieś pytanie.
     - Otóż mój pan również korzysta z wdzięków tejże Marii, od czasu do czasu. Posiada wystarczające wpływy, by mury klasztoru nie stanowiły żadnej przeszkody, a nawet dodawały całej sprawie odrobiny pikanterii. A pikanteria właśnie jest tym, czego mój pan pożąda najbardziej.
     - Jaka w tym wszystkim moja rola?
     - Nie domyślił się pan jeszcze, messer Giacomo? Otóż Maria wspomniała mojemu panu o swojej uroczej, młodszej kochance oraz o łączących was dwoje uczuciach. Może już nie tak wzniosłych, jak niegdyś, ale przecież wciąż żywych. A także o niezrównanych talentach, które wykazuje pan jakoby w służbie Amora oraz pięknych dam. Takie umiejętności nie mogą się zmarnować. Mój pan chciałby przekonać się o prawdziwości tych opinii.
     - Czyli myślicie o wspólnej schadzce?
     - O wielu schadzkach, jeżeli mój pan będzie zadowolony. On... nie planuje przyłączać się za każdym razem. Prawdę mówiąc, zamierza częściej przyglądać się z ukrycia waszym igraszkom we troje. Pojawi się osobiście, o ile zdołacie go odpowiednio pobudzić, a to nie jest zadaniem łatwym, jeżeli wie pan, messer Giacomo, co mam na myśli. Tym bardziej, że urocza Caterina powinna pozostać tymczasem nieświadoma jego dyskretnej obecności.
     - Chyba zaczynam rozumieć.
     - Mój pan potrafi okazać hojność, jak już mówiłem. Na początek oferuje dwieście cekinów, potem umówimy się na nowo, w zależności od tego, czy i w jakim stopniu okaże się zadowolony. Dodatkowo pokryje koszty wina i kolacji. Tutaj również nie zamierza skąpić.
     - Zdążyłem się już o tym przekonać, messer. - Uniósł kielich z resztką trunku. - Gdzie mielibyśmy się spotykać?
     - Najczęściej tutaj, a od czasu do czasu w klasztorze San Angelo. To kwestia dodatkowej pikanterii, jak już wspominałem.
     - Rozumiem.
     - Ufam, że potrafi pan wszystko zorganizować. W razie potrzeby możemy służyć dyskretną pomocą, ale mój pan wolałby uniknąć zbyt otwartego zaangażowania. W grę wchodzą poważne względy państwowe.
     - Rozumiem – powtórzył.
     Kaprysy wielkich panów potrafiły okazać się bardzo dziwne, lecz dla obrotnego człowieka bez grosza przy duszy stanowiły zarazem istną żyłę złota. Tutaj wyczuwał prawdziwą kopalnię, godną zamorskich posiadłości króla Hiszpanii.
     - Liczymy na dłuższą i udaną współpracę, messer Giacomo. - Rozmówca wstał zza biurka i osobiście tym razem napełnił kielichy. - Proszę przygotować wszystko na najbliższą środę. Wiemy, gdzie można pana znaleźć.
     Opróżnił naczynie, nie bez nadziei, że podczas planowanej schadzki podany zostanie trunek równie wyborny. Wszak urodę kobiet tak niedościgłych jak Caterina oraz jej przyjaciółka, na którą także zdążył już zwrócić uwagę podczas niedzielnych wizyt w rozmównicy, należało smakować z klasą. Do tego dwieście cekinów. To rozwiązałoby jego obecne problemy z gotówką. Na początek... Byle tylko ten wielki pan nie okazał się kompletnym nieudacznikiem. Nie wątpił jednak, że w towarzystwie Cateriny i Marii zdoła  pobudzić najbardziej nawet wysuszoną łodygę.

                              ***

     Wino istotnie podano znakomite. Kosztowali je we troje, spożywając kolację. Potrawy dobrano ze smakiem, głównie owoce morza, nie zapominając przy tym o roli poszczególnych specjałów dla pobudzania nie tylko przyziemnych apetytów. Spróbował małży i krewetek, wierzył jednak bardziej tradycyjnym, ludowym sposobom i jeszcze w domu, na wszelki wypadek, zjadł na surowo sześć jajek. Uznał obecnie, że była to zbędna ostrożność. Niczym nie skrywane wdzięki obydwu mniszek, bo zrzuciły już zakonne habity i do kolacji zasiedli wszyscy pozbawieni odzienia, pobudzały zmysły lepiej niż jakiekolwiek wymyślne lub wiejskie afrodyzjaki. Poważnie potraktował jednak otrzymane zadanie i pamiętał, że przebywa tutaj nie tylko dla własnej rozkoszy. Tajemniczy wielmoża nie ujawnił swojej obecności, ale tego przecież należało się spodziewać. Z pewnością przyglądał się ich biesiadzie w jakiś ukryty sposób i oczekiwał zaspokojenia nie tylko potrzeb żołądka.
     Na początek postanowił jednak połączyć jedno z drugim. Oblał piersi Marii czerwonym winem.
     - Moje drogie panie, czas byśmy skosztowali tych wybornych trunków z równie niezrównanej urody kielichów.
     Skinął na Caterinę, która przywarła ustami do lewej piersi kochanki, zlizując zachłannie rubinowej barwy krople spływające po biuście. Po chwili skoncentrowała uwagę na sutku, wpijając się weń, ssąc i może leciutko podgryzając. Czyniła to z wprawą i bez żadnych oporów, zapewne zabawa ta nie stanowiła dla obydwu dziewcząt żadnej nowości. Przyłączył się z ochotą, zajmując się prawą brodawką. Wino, doprawione zapachem pobudzonej, pięknej kobiety, zyskało jeszcze na doskonałości. Wsunąwszy twardniejący sutek pomiędzy wargi, to omiatał go językiem, to uciskał delikatnie zębami. Nie odnajdował już bukietu trunku, ale wcale tego nie żałował. Wrażenia dostarczane przez ciało pięknej Marii okazały się o wiele bardziej absorbujące. Ona również nie powinna się uskarżać, wsunęła dłoń pomiędzy uda, a jęki dziewczyny zyskały na intensywności. Oderwał usta i głowę Cateriny od biustu przyjaciółki, wskazując jej nowe zadanie. Wykonała je z nie mniejszym entuzjazmem i korzystająca z gorliwej służby ich obojga Maria osiągnęła wkrótce szczyt rozkoszy. Nie omieszkała oznajmić tego głośnym okrzykiem, a oni pobudzali ją z tym większą ochotą, dopóki nie mogąc już tego dłużej znieść, odsunęła usta przyjaciółki od swojego sromu, a głowę kochanka od piersi.
     - Teraz twoja kolej, Caterino. Nie myśl, że ci podaruję – wyjęczała.
     - Piękna pani ma całkowitą rację, moja droga.
     Przejął inicjatywę, oblewając sutki dziewczyny białym tym razem winem. Powtórzyli rytuał, gdy jednak Caterina zaczęła zdradzać objawy narastającego podniecenia i Maria zamierzała pochylić się ku rozchylonym udom przyjaciółki, przeszkodził w tym zdecydowanym ruchem i sam zajął się najwrażliwszym fragmentem ciała kochanki. Przekonał się, że może tu odnaleźć trunek bardziej jeszcze smakowity i aromatyczny, niż przy piersiach Marii. Spijał go wytrwale, czując również własne, narastające podniecenie. Tak, surowe jajka sprawdzały się wyśmienicie, jak zawsze. Dziewczyna nie zamierzała bronić się przed narastającą falą rozkoszy i uległa jej z równą ochotą jak Maria. Dochodzili do siebie, sącząc wino z kryształowych tym razem naczyń.
     - Szlachetny panie, jesteśmy teraz twoimi dłużniczkami, ale nie zamierzamy pozostawać nimi zbyt długo. - Maria przejęła pałeczkę. - Na początek musimy cię nakarmić.
     Ujęła w smukłe palce duszoną w białym winie z dodatkiem masła małżę mule, uwolniła delikatne mięso od skorupki i zmysłowo wsunęła pomiędzy wargi. Spodziewał się, co może nastąpić i przygotował usta zarówno na wyborny kąsek, jak i równie niezrównany pocałunek.
     - Ja też tak chcę - upomniała się o swoje Caterina, zręcznie odrywając odwłok langusty.
     Przyjął i tę przekąskę. Dziewczynom to jednak nie wystarczyło. Podochocona Maria, świadoma zapewne obecności swego protektora i pragnąca może pobudzić zmysły wielkiego pana, zaproponowała nową zabawę.
     - Piliśmy już wino, czas więc, byśmy skosztowały słodyczy, z których słynie przecież nasze piękne miasto. Zechciej się położyć, panie.
     Zaciekawiony usłuchał polecenia, podczas gdy dziewczyna sięgnęła po naczynie z pokruszonym lodem, sprowadzanym z nie tak bardzo odległych gór pokrytych wiecznym śniegiem i dlatego dostępnym w Wenecji przez cały rok. Nie zamierzała jednak, tak po prostu, studzić zapały kochanka, wręcz przeciwnie. W wiaderku spoczywał zakryty pojemnik, zawierający śmietanę oraz surowe jajka, starannie zmieszane i dosłodzone. Tkwiąc odpowiednio długo w lodzie, mieszanina przybrała niemal stałą konsystencję, ekscytując podniebienia smakoszy. Oto przysmak godny Serenissimy i tutaj przecież wynaleziony!
     Maria nabrała obficie w dłonie tego specjału i zdradliwie potraktowała nim pobudzone przyrodzenie kochanka. Mógł się tego spodziewać, a jednak odruchowo wzdrygnął się pod naporem chłodu. Dziewczyna nie tego jednak pragnęła i natychmiast pospieszyła z pomocą zagrożonemu wzwodowi. Jej język pracował szybko i dokładnie, zlizując zimną, smakowitą masę. Wciskał się w każdy zakamarek ciała mężczyzny, w którym ukrywały się jeszcze zapomniane krople mieszaniny, roztapiającej się pod wpływem tych działań oraz jego własnego podniecenia. Wzwód został skutecznie uratowany, wobec czego Maria przystąpiła do realizacji drugiej części planu, zaprzęgając do pracy wargi i zęby. Język również zresztą nie próżnował. Surowe jajka, nawet potraktowane lodem z alpejskich zboczy, ponownie okazywały swoją skuteczność. Zdążył jeszcze zauważyć, że Caterina przygląda się temu wszystkiemu z nieukrywaną fascynacją, wsuwając dłoń pomiędzy zaciśnięte uda. Reszta utonęła w narastającej fali rozkoszy.
     Nie miał zamiaru opierać się temu przypływowi. Czyż rozkosz nie była jego wierną przyjaciółką, boginią, której składał hołdy i służył z nieustającym oddaniem, a ona odwdzięczała się swymi łaskami? Jeszcze chwila i wytryśnie w ustach Marii, dodając własny wkład do lodowego specjału. Dziewczyna żywiła jednak inne zamiary i oderwała wargi w chwili, gdy spełnienie wydawało się już bardzo bliskie. Na przyjęcie tej ofiary na cześć bogini rozkoszy postanowiła podstawić inne, godniejsze jeszcze naczynie.
     A raczej tylko próbowała, ubiegła ją bowiem przyjaciółka. Nie na próżno Caterina polerowała wytrwale własny kielich. Skorzystała teraz z okazji, dostrzegła chwilę nieuwagi kochanki, przysunęła się zdecydowanym ruchem i pomagając sobie dłonią, nabiła się na sterczący narzyrząd mężczyzny. Było mu wszystko jedno, który puchar wypełni się jego darem. Wytrysnął radośnie, wspomagany spazmatycznymi poruszeniami bioder dziewczyny. Maria przyjęła porażkę z godnością i wspaniałomyślnie wsunęła w usta kochanka palce zanurzone uprzednio w lodowej masie. Po chwili zanurzyła je również w innym naczyniu, a on mógł posmakować z kolei jej własnego nektaru.
     - Podle mnie oszukaliście – podjęła grę, gdy oboje z Cateriną wracali powoli na twardą ziemię, czy raczej wyłożoną szczęśliwie grubym, orientalnym dywanem podłogę komnaty. - Oczekuję zadośćuczynienia!
     - Oczywiście, piękna pani. Słusznie ci się ono należy. Nie sądzisz chyba, że ten jeden czyn wyczerpał moje możliwości?
     - Znając twoją reputację, szlachetny panie, mam nadzieję na kolejne dowody męskiej siły. Ale to ona, niegodna zdrajczyni, dopuściła się największej przewiny. I to ona powinna odpokutować, jak na upadłą mniszkę przystało.
     - Wyznacz więc stosowną karę, matko. - Caterina dostosowała się do życzenia przyjaciółki.
     - Otóż doprowadzisz nas oboje, mnie samą oraz tego szlachetnego pana, do pełnej gotowości w służbie bogini miłości i rozkoszy. Doprowadzisz swymi ustami oraz dłońmi, abyś sama nie doznała przy tym żadnej grzesznej przyjemności. I uczynisz to równocześnie. Jeżeli się pomylisz i zbytnio pospieszysz albo opóźnisz, odbierzesz pięć plag z ręki osoby bardziej poszkodowanej. Ktokolwiek z nas dwojga za takową się uzna. Jeśli natomiast wykonasz zadanie bez zarzutu, twoja wina zostanie wybaczona i ponownie przystąpisz do dworu pani rozkoszy.
     - Wedle rozkazu, wielebna matko.
     Dziewczyna nie wydawała się przerażona ani otrzymaną pokutą, ani groźbą kary. Pomimo to, chociaż nie wątpił we własne możliwości, postanowił jej pomóc i ukradkiem sięgnął po małże.

                              ***

     - Dobrze wybrałeś, Pietro. Obiecujący, młody człowiek. - Otyły, ubrany z dyskretnym przepychem mężczyzna w zaawansowanym wieku średnim wszedł do gabinetu przez ukryte drzwi.
     - Jestem pewien, że zdoła zaspokoić wszelkie życzenia Waszej Eminencji. Posiada bardzo dobre referencje.
     - Tylko bez żadnych tytułów, zależy mi na dyskrecji.
     - Oczywiście, doskonale to rozumiem. Pamiętajmy jednak, panie, że to Wenecja. Tutaj na wiele spraw spogląda się inaczej.
     - Mimo wszystko, minister panującego nam najmiłościwiej króla Ludwika mógłby nie przyjąć zbyt dobrze tego, że wybrany przezeń pełnomocny ambasador tegoż króla przy władzach Serenissimy wdał się w podobną aferę. Wenecja nie znaczy już wprawdzie tyle, co niegdyś, ale skandale nie są nam potrzebne.
     - Oczywiście, panie. Dołożę wszelkich starań. Wynajęta gondola, bez żadnych herbów, sami pewni ludzie.
     - Jak najmniej ludzi, Pietro. Jak najmniej. A tak swoją drogą, przypomnij mi, jak nazywa się ten zaiste bardzo zdolny młody człowiek? Skoro ostatecznie nie uważasz go za syna hrabiego?
     - A, to niejaki Giacomo Casanova, Wasza Dostojność.

5 803 czyt.
100%295
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii historyczne i erotyczne, użył 3156 słów i 18804 znaków, zaktualizował 14 maj o 15:49

Komentarze (5)

 
  • MrHyde

    MrHyde 14 maj 22:04

    Wasza Eminencjo, przepyszne dania, przedni serwis, wspaniałe talerze

  • emeryt

    emeryt 14 maj 18:42 ip:8979110

    No Neferze, wspaniale wybrałeś bohatera do tego opowiadania. Ten odcinek zaciekawił mnie, a to chyba dopiero prolog. Pozdrawiam i dziękuję.

  • KolejnyCzytacz

    KolejnyCzytacz 14 maj 13:53 ip:81161204

    Jak napisałeś, że planujesz ten skok w bok od głównej obecnie prowadzonej serii, do scenerii bardziej historycznej, ten jednak miałem nadzieję na dłuższy tekst - właśnie w stylu tych z cyklu bizantyjskiego.

    A tu taka króciutka historyjka właściwie o niczym.
    Ani spisków, ani intryg, ani bitew, czy w ogóle jakiejkolwiek akcji, żadnego budowania napięcia.
    Ot, zwerbowali chłopaczka, żeby dupczył za nich.

    I tak - domyślam się, że tak naprawdę to oni chcą go zwerbować na szpiega i po to tak naprawdę testują jego umiejętności.
    Ale jednocześnie nie widzę tutaj niczego w stylu: CDN, itp.
    Nie masz tego ewidentnie w planach, szczególnie, że sam napisałeś, że to powstało tylko tak przy okazji, na jakiś konkurs na NE.

    Czyli krótko mówiąc: spodziewałem się czegoś innego jednak.

  • ouroboros

    ouroboros 14 maj 13:24

    Jesteś Autorze niezwykle utalentowany. Wspaniale oddajesz klimat czasów oraz miejsca w których toczy się akcja i choć nie przepadam za tymi czasami, tym językiem to Twoje utwory czytam z zapartym tchem.

  • AnonimS

    AnonimS 14 maj 11:20

    Bardzo ciekawe wyobrazenie i spojrzenie na znaną postać historyczną. Pozdrawiam