Zdzira

ZdziraDostałam pozwolenie, więc postanowiłam wrzucić. Autor, niestety, pragnie pozostać anonimowy.

************

Ludzie są mistrzami w oszukiwaniu, głównie samych siebie. Kłamstwo pozwala żyć tym, co teraz, nie gonić tego, co już zatracone, zapomnieć, że nie unosisz się już nad ziemią. To nie prawda, że boli zawsze tak samo, chwilami nie możesz złapać oddechu, ciężar złudzeń przygniata, miażdży, by po chwili dać wytchnienie, karmiony przejawami sympatii, ciepła, dotyku...
Obłudne, ale łakniesz ich jak powietrza. Samotność bezlitośnie dozuje swoją moc i bez przerwy daje o sobie znać. Czasem po kilku latach, wielu próbach, długich dialogach wystarcza jeden dzień i kilka słów, które pozwalają chłodno spojrzeć na rzeczywistość. Kubeł zimnej wody! Nie chcesz już tych ochłapów uczuć, nie wystarcza: "przepraszam”. Uświadamiasz sobie, że wszystko zależy od Ciebie.
Przypominasz sobie, że nie musisz, nie chcesz...
  
OLIWIA.
  
Kolejny dzień i ta sama prawidłowość. Kłótnia – krzyk, wzajemne pretensje i oskarżenia, a potem głuchy trzask drzwi i cisza. Wyszedł ochłonąć... tradycyjnie. Zawsze zabiera ze sobą naiwną pewność, że wierzę i nie czuję zapachu mdłych perfum po powrocie.  
  
“Który raz obiecuję sobie, że to koniec?  
Który raz próbuję ochłonąć i czekam do rana?
Po raz który zostaję? Po raz drugi, piąty, dziesiąty i setny... zawsze po raz ostatni”.
  
Dziś nie było tak, jak zwykle, słowa nie uwierały, nie raniły, nie wbijały się w podświadomość. Impuls – pojawił się niespodziewanie i pchnął... wyłączył myślenie i kazał działać, nie oglądając się wstecz, nie myśląc o tym, co właściwe.

SMS
  
"Pracuję z Jankiem do późna, nie czekaj z kolacją”.

“Nie mam zamiaru, idioto.
Jakiż on przewidywalny, nudny, mdły...”.

Chłodna woda orzeźwiała zmęczone ciało i umysł. Lekko mokra, z ostatnimi kroplami na ciele podeszłam do lustra, zostawiając wilgotne ślady stóp na posadce. Długie, kręcone włosy opadały na ramiona, układając się w swój własny, naturalny sposób. Lubiłam je. Zapomniałam już, że mogę się podobać, że szczupłe i jędrne ciało może wydać się atrakcyjne.  
Dłoń niedbale wcierała balsam, badając wszystkie zakamarki. Szyja, ramiona, niewielkie, zakończone małymi brodawkami, rozstawione symetrycznie piersi, które twardniały pod dotykiem chłodnych palców i płaski, ozdobiony maleńkim kolczykiem w pępku brzuch.  
Zatrzymałam się przez chwilę na tatuażu, maleńkim łapaczu snów w miejscu, gdzie tułów łączy się z biodrami – palił teraz skórę, przywołując niechciane wspomnienia. Dosyć, nie czas na to!
  
Dłoń nabierając kolejną porcję kosmetyku nadal podążała wzdłuż szczupłych, długich nóg, celowo omijając ich gładkie złączenie.  
Wystarczy.
Mocno podkreślone niewybrednym makijażem oczy i usta, lekko potargane włosy, kusa, opinająca sukienka, brak bielizny i niebotycznie wysokie szpilki.  
– Wyglądam, kurwa, kwitnąco, zupełnie, jak zdzira.  
Tylko puste spojrzenie nie pasowało do całokształtu, delikatnie mówiąc – "kobiety wyzwolonej”. Brakowało w nich odwagi i tych figlarnych iskierek.
– Ahoj, przygodo!!! Oto nadchodzę ja, biedna i zahukana Maryś, w kurewskim wydaniu.  
O ironio!!!

Zabrałam torebkę i wyszłam, po raz pierwszy nie oglądając się za siebie. Z jakiegoś powodu miałam wrażenie, że docieram w swoim życiu do punktu zwrotnego, bez Wiktora.

"Bar, czy parkiet?". Oto pytanie godne co najmniej Sokratesa. Trzeba wybrać mniejsze zło (czyt. kompromitację), wybrałam więc i skierowałam się w stronę baru. Nogi drżały niepewnie, a ręce odruchowo poprawiały króciutką sukienkę. Cienki materiał opinał piersi, uwydatniając ich zarys, skromna długość przy każdym kroku niebezpiecznie odkrywała fragment ud, w stopniu znacznie przekraczając poziom względnej, ustalonej przez pruderyjne społeczeństwo (głównie mej matki), przyzwoitości. Krótko mówiąc – brak majtek nie był najlepszym pomysłem, ale co tam – pomyłki się przecież zdarzają, a u mnie to już stan permanentny, pomyłka to moje drugie imię, moja alfa i omega, moja...  
Bredzę!
  
Wykonując odpowiednią kombinację ruchów, godną niejednego akrobaty w cyrku, posadziłam pupę na barowym stołku, nie święcąc gołą cipką (a taką mam przynajmniej nadzieję). Tylko co teraz? Trzeba by przypomnieć sobie sceny z tych wszystkich erotycznych bajek, których przecież nie oglądam. Bynajmniej.  
Więc noga na nogę, pamiętając, by nie rozkładać ich zbyt szeroko i nie łapać przeciągu, oraz niedbały ruch ręką, przywołujący barmana
– Piwo poproszę!  
Cholera, i co teraz...?! Aaaa, no tak!!! Teraz trzeba przecież w sposób dziewczęcy odrzucić do tyłu włosy. Hipokrytko, “dziewczęco”…?!” Wyglądając, jak dziwka...?!
Jeszcze tylko wyzywające spojrzenie mówiące “bierz mnie” i oczywiście muszę pamiętać, żeby bawić się słomką.  
Kurde blaszka, mogłam poćwiczyć przed lustrem, za dużo tego wszystkiego.  

Ok, procenty na rozluźnienie są, stopa kręci się seksownie, słomka błądzi w okolicy ust, muszę się siłą powstrzymywać, żeby jej nie pogryźć (niewyzbyty nawyk z dzieciństwa), oczy błyszczą, barman się uśmiecha (to dobry znak), rumieńce palą twarz…
Nagle wyprostowana niczym struna rozejrzałam się dookoła własnej osi.
“CO JA TU ROBIĘ? CO JA TUTAJ DO CHOLERY ROBIĘ?!”.
Miejsce to było tak przesiąknięte testosteronem, że można by go butelkować i sprzedawać ze sporym zyskiem.  
Nie myśl idiotko, nie myśl...
– Oliwia?!!! A co ty tu robisz??? – dobiegło mnie zza pleców pytanie – echo, wypowiedziane, lub raczej wykrzyczane znajomym, męskim głosem, przypieczętowane opartymi na moich ramionach dłońmi (gdyby ktoś jeszcze w tym lokalu miał wątpliwości co do mojego imienia, właśnie zostały one rozwiane).  
Janek, przyjaciel mego ukochanego – żegnaj, przygodo!!!
Niezbyt głęboki oddech, by wątła sukienka nie pękła w strategicznym miejscu i chcąc nie chcąc, odwróciłam się do niego, przywołując na twarz najbardziej beztroski uśmiech, jaki trzymałam w zakamarkach kolekcji “trakcji mimicznych na życzenie” (to również powinnam wcześniej poćwiczyć).  
– Witaj, również się cieszę, że cię widzę, a jeszcze bardziej, że słyszę.
"Co robię? Zgadnij! Sprawdzę, czy osiągnęłam zamierzony cel".
– Kurde, mała, wyglądasz… pffff! – rozłożył ręce w geście… sama nie wiem, jakim, świdrując mnie wzrokiem i zatrzymując wciągnięte ze świstem powietrze.  
Wyglądał, jakby za chwilę miał pęknąć, lub co najmniej stracić wszystkie guziki idealnie wyprasowanej koszuli. Gosposia się postarała.
– Wypuść to powietrze, bo nie zabrałam defibrylatora i milcz, nim powiesz coś, czego zapewniam cię, nie chcesz powiedzieć!
– Przestań, chciałem tylko podkreślić, że wyglądasz cudownie, zupełnie, jak nie ty. Gdzie Wiktor?
Zastanawiałam się, czy zrozumiał sens swojego wątpliwego komplementu, ale postanowiłam skupić się na odpowiedzi na pytanie o mego lubego, bowiem były to niezbyt trafne słowa.
– Pracuje… z tobą, do późnych godzin nocnych, a nawet wczesno-porannych.
Ileż kosztowało mnie wyzbycie się sarkastycznego tonu? Tyle, co słowa, które wypłynęły lekko i obojętnie – mina mojego rozmówcy była bezcenna. Zmieniała się jak w kalejdoskopie – od początkowego zachłyśnięcia się powietrzem i spojrzeniem typu: "o kurwa, ale wpadka”, poprzez głośny tym razem wydech (na bank chodzi na jogę), któremu towarzyszyła już mina numer dwa: "co jej wkręcić?”’, aby zakończyć na debilnym jąkaniu się.  
– Yyyy... Nooo tak, ale wiesz, bo ja akurat...
– Zamknij się! – przerwałam mu tę nieudolną próbę kompromitacji, lapidarnie i stanowczo.
Wystarczyło. Popatrzył na mnie z litością czy też zażenowaniem, pogłaskał mój policzek, po czym się przysiadł i zamówił drinki.
Bez pytań, bez prób tłumaczenia się i bez zbędnego pocieszania – ineteligentny facet.
Wiedział… wszyscy wiedzieli, ja również wiedziałam.


Tym właśnie sposobem przyjaciel mojego wroga i mój dotychczasowy wróg stał się od dziś moim przyjacielem (po tym zdaniu Fredro mógłby czyścić mi buty).
Czas mijał niezwykle przyjemnie, a drinki płynęły... jeden po drugim. Rozmowa się kleiła, śmiech czy też niekontrolowany chichot “rwał się z piersi”, nie rozrywając na szczęście moje i pobliskiego otoczenia, mojej sukienki. Janek, o dziwo, był bardzo miłym towarzystwem na ten wieczór. Być może natura nie obdarzyła go zbyt wieloma atutami, skąpiąc mu wzrostu i muskulatury Adonisa czy innego Spartakusa, żłobiąc przy okazji niewielkie zakola na czole, ale potrafił to rekompensować ujmującym uśmiechem, oraz urokiem osobistym. Roztaczał go niczym chmurę najlepszych perfum, nie żałując nikomu. Kobiety za nim przepadały.  
– Muszę do toalety... chyba – dwie godziny i sporo przyjętego płynu dawały o sobie znać.  
Próbowałam zejść zgrabnie ze stołka, nie łamiąc sobie przy tym nic i nie pokazując zbyt wiele, ale moja niezdarność musiała wreszcie się "obudzić". Obcas zachwiał się niebezpiecznie i runęłam wprost w ramiona towarzysza mej dzisiejszej niedoli.  
Czas się na chwilę zatrzymał.
Otuliło mnie dziwne ciepło, przyjemny zapach, jego oddech gdzieś na policzku. Uniosłam wzrok, chciałam wyjąkać coś na wzór przeprosin, ale figlarny błysk w ciemnych tęczówkach oczu mnie zahipnotyzował.  
Uchwycił moją głowę w obie dłonie i uśmiechnął się. To było takie odruchowe, refleksyjne i beztroskie, chciałam, żeby trwało.  
Przysunął się i nieśmiało dotknął moich ust – lekkie muśnięcie w samym ich kąciku, jakby chciał sprawdzić moją reakcję. Wstrzymałam oddech i przylgnęłam do niego, opierając się całym ciałem – przejrzyste zaproszenie.  
Usta wpiły się w moje, gubiąc początkową delikatność, całował mocno, zachłannie. Jego dłonie błądziły w moich włosach, a język dawał niezwykłą błogość. Twarde wargi rozgniatały moje, zabierały oddech, lecz wlewały przyjemność, czystą i mocną.  
Oderwał się równie gwałtownie. Rozejrzałam się wkoło – mnóstwo ludzi obserwowało nas dyskretnie. Nawet nie chciałam wiedzieć, co myślą.
Na chwilę zabrakło mi tchu, a policzki pokrył krwisty rumieniec. W głębi opanowała mnie narastająca gwałtownie siła, domagająca się, by wszystko jej podporządkować i poddać się temu upajającemu uczuciu. Odrzucić precz wszystkie podszepty rozumu i logiki, odrzucić resztki zdrowego rozsądku i oddać się emocjom.

Jego wyciągnięta ręka, nieme: “chodź”, wyjście z baru, droga do mieszkania, parking, winda, drzwi... w ciszy, z drżeniem rąk i nóg, szybko i bez zastanowienia.
Nie wiem jak, nie wiem, dlaczego i nie wiem, kiedy, stałam już w jego sypialni, oparta o zimną ścianę. Był o krok, bawiąc się kosmykiem moich włosów.  
– Jesteś pewna?
– Nie, nie jestem. Nie każ mi decydować, nie pytaj, nie mów, po pros...
Przerwał mi, uwięził w silnym uścisku warg, rąk i reszty ciała. Tylko na chwilę, na moment i tylko po to, aby zamknąć mi usta. Skutecznie.
Odsunął się o krok i zaczął rozbierać. Mój wzrok podążał za ruchem jego dłoni. Guzik po guziku, milimetr po milimetrze i koszula opadła na podłogę, tworząc białą plamę na szarym dywanie, podobny los spotkał resztę garderoby. Był już zupełnie nagi, a wpadające przez okno promienie księżyca tworzyły artystyczne refleksy na jego ciele. Usiadł na brzegu łóżka, a ja stałam jak zahipnotyzowana, nie mogąc zdobyć się na najmniejszy ruch.
– Rozbierz się – niski, głęboki, lecz cichy głos wyrwał mnie z tego letargu.
Ręce mi drżały, ale zdjęłam sukienkę, jedyną część ubioru jaki dziś posiadałam. Odruchowo spuściłam wzrok i zasłoniłam piersi rękoma, jakby to miało mi w czymś pomóc.
– Spójrz na mnie i zabierz te ręce, do cholery! – krzyknął.  
To było trudniejsze, niż myślałam, sekundy na zastanowienie i odrzucenie wątpliwości, nie było już odwrotu, nie chciałam go.
Uniosłam głowę. To co zobaczyłam w jego spojrzeniu przełamało mój opór, wstyd i wszystko, co uruchamiało wewnętrzny hamulec. Pragnienie, pożądanie i zachwyt.
Zrzuciłam buty i chciałam podejść, chciałam go dotknąć, chciałam zatracić się w nim bez reszty, lecz nie zrobiłam nawet kroku, bo padł kolejny rozkaz:
– Nie tak, klęknij.
Zrozumiałam. Bardziej pewna siebie opuściłam się i na czworaka, powoli kręcąc powoli wysuniętą wysoko pupą, zmierzałam do celu. Wzrok koncentrował się na jego widocznej erekcji.
Rozsunął nogi. Umieściłam się między nimi i paznokciami naznaczyłam cienkie, czerwone linie, biegnące po obu stronach, na całej długości ud. Syknął cicho, ale nie protestował. Odchylił tułów lekko do tyłu, wspierając się na łokciach. Pochyliłam się, a język podążył śladem drapnięć. Inny zapach, inna skóra, inny człowiek.
Twarde, męskie, nieznane mi uda pokrywałam mokrymi pocałunkami, wodziłam po nich językiem, gładziłam i uciskałam rękoma, zbliżając się do prężnej męskości.  
Dłonie zaczęły pieścić penisa delikatnie, tylko dłońmi. Muskałam palcami mosznę, kroczę i jądra, poznając jego intymne miejsca. Wypchnął biodra, lekko zniecierpliwiony. Podniosłam bezczelnie wzrok, patrząc mu w oczy i oblizując jednocześnie usta, zanurzyłam w nich twardy członek. Początkowo skupiając się na jego czubku, przesuwałam usta w górę i w dół, coraz szybciej i głębiej, a dłoń naśladowała ruchy warg, poruszając się miarowo. Westchnął, poddał się i opadł na łóżko.
Zwolniłam nieco tempo i czubkiem penisa zataczając kręgi na wargach, wysunęłam język, który ślizgał się teraz już po całej jego powierzchni. Ponownie zanurzyłam go w ustach, głęboko, do samego końca. Główka odbijała się o podniebienie, język pieścił zataczając koła, wirował.
Poderwał się, odpychając mnie stanowczo i zmienił naszą pozycję. W tej chwili leżałam na łóżku, z głową tuż za jego krawędzią, gdy Janek stanął na podłodze okrakiem nade mną i w takiej oto pozycji wsunął mi penisa z powrotem do ust. Teraz to on sam kontrolował tempo i głębokość pieszczot, a przed sobą miał moje nagie, rozciągnięte ciało. Pochylił się do przodu, chwytając moją dłoń i poprowadził ją na wilgotną już cipkę, samemu zająwszy się moimi piersiami. Wbijał się głęboko w moje gardło, patrząc jednocześnie na przedstawienie, jakie odgrywały nasze ręce. Piersi stawały się coraz bardziej nabrzmiałe pod szorstkim dotykiem silnych dłoni, moje palce wbijały się szybko i miarowo do źródła nieskończonych pokładów wilgoci, a te drugiej dłoni pocierały łechtaczkę, uciskając ją mocno.  
Ciszę przerywały jego głośne sapnięcia i mój stłumiony jęk. Po raz kolejny gwałtownie się odsunął. Obszedł łóżko dookoła i chwytając moje za biodra, pociągnął je w dół. Rozsunął szeroko moje kolana i wbił się moco, przygniatając mnie ciężarem swojego mokrego ciała. Oplótł się moimi nogami i poruszając się mocno, szybko pewnie i miarowo, rozpychał się w wrażliwym, ciasnym wnętrzu, twardy i gorący.  
Całował coraz agresywniej i dziarsko tańcząc językiem w moich ustach, wplótł dłonie w moje włosy, ciągnąc je przy każdym pchnięciu do granicy bólu.
Ciasno, ciepło i rozkosznie.
Kolejne minuty obezwładniającej ekstazy wydobywały coraz głośniejsze jęki, aby przerodzić je po w chwili w krzyk spełnienia. Ciało narężyło się i wygięło lekko, ogarnięte erotyczną błogością.
Dołączył do mnie, wbijając się po raz ostatni, lecz zaraz wyszedł, zalewając moje ciało nasieniem, po czym roztarł je na piersiach i brzuchu. Nabrałam trochę na palec i wsunęłam do ust. Słodko-cierpki smak spermy rozszedł się w gardle.
Przylgnął do mojego lepkiego ciała, pocałował delikatnie i ściśle otulając ramionami, kołysał je lekko.  
Bez słów, bez obietnic, bez jutra...
  
  
Pierwsze promienie słońca przedzierały się przez zasłonięte okna. Silne ramiona i nogi oplatały mnie ciasno. Było mi gorąco, ale bardzo miło.  
Sygnał wibracji zagłuszył ciszę, którą znaczył tylko jego miarowy oddech. Krótką chwilę zajęła mi zorientowanie się, gdzie i z kim jestem. Podniosłam telefon, wyciągając leniwie dłoń w kierunku nocnej szafki. Kilka nieodebranych połączeń i wiadomości. Otworzyłam ostatnią – Wiktor.
“Gdzie ty jesteś, do cholery?!”  
Ironiczny uśmiech ozdobił moją zaspaną twarz, wystukałam więc krótką odpowiedź: “Pracuję z Jankiem do późnych godzin popołudniowych, nie czekaj z obiadem”. Wyłączyłam telefon i ponownie zanurzyłam się w źródle tego przyjemnego ciepła. Pogładziłam lekko szorstki policzek – uśmiechnął się lekko, mrucząc coś niezrozumiale.
Sen ponownie spowinął moje ciało.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2965 słów i 17254 znaków, zaktualizowała 17 sie 2017.

6 komentarzy

 
  • iamnaughty1990

    Brawo! Masz wielki talent, opowiadanie ubrane w piękne słowa i taki erotyzm mi się podoba :dancing:

  • agnes1709

    @iamnaughty1990 Przespał Pan adnotację na początku? ;) Ale trzy pozostałe są moje, więc zapraszam.:kiss:

  • iamnaughty1990

    @agnes1709 Ale Ty ubrałaś to w słowa   :kiss:

  • agnes1709

    @iamnaughty1990 Nie, nie ja to napisałam, od początku do końca napisała to Pani J.

  • Ewelina31

    Podobało mi się, choć nie wiem, czy nie za ostro. Choć w sumie, to każdy z nas ma swoje przyprawy, które lubi. Dlatego łapka w górę ;)

  • agnes1709

    @Ewelina31 Dzięki  w imieniu autora.

  • AnonimS

    Skoro jak piszecie "przewidywalne" to może warto przyjrzeć się innym walorom tego opowiadania. Fajnie opisana scenka typowej szybkiej randki na odreagowanie stresu i na dodatek też sztampowo z kumplem partnera. Niech skrytykuje to ten/ta co nigdy tak sam nie postąpił. Ha ha ha :jem:

  • agnes1709

    @AnonimS Autorka ogólnie ma świetny sarkazm, dlatego uwielbiam to opowiadanie, tak jak i samą autorkę:D;)

  • AlexAthame

    Pewnie nie jestm dobrym krytykiem, szczególnie tego gatunku. Szukałem kwiecistego, pełnego aromatu słownictwa i wcale się nie zawiodłem. A przewidywalne? Strzała trafia do celu i ma w zasadzie trzy miejsca. Pomysł super. Pracuje z Jankiem...Duuuża łapka. :)

  • agnes1709

    @AlexAthame Dziękuję - przekażę autorowi.

  • aKubek

    Podoba mi się styl ale muszę się zgodzić z przedmówcą  zbyt przewidywalne...

  • agnes1709

    @aKubek Buyc może, aczkolwiek ten ironiczny język wynagradza wszystko. Uwielbiam!

  • aKubek

    @agnes1709  dawaj cos więcej  :D

  • agnes1709

    @aKubek Nie mam, poza tym rzadko rozmawiamy. ALe poproszę o coś, jak bedę miała kontakt. Jak znajdzie czas, to może coś skrobnie (mam nadzieję, bo fajnie to robi).

  • Mlody1

    Kobieta wyzwolona hehe. Od razu przypomina mi się rozmowa Cejrowskiego z Frytką. Czepiam się ale było do przewidzenia co się stanie. Takie 2/10.  


    Ps. I tak wiem, że mnie loffciasz ;)

  • agnes1709

    @Mlody1 Gdzieś Ty się podziewał? Luuudzie!

  • Mlody1

    @agnes1709. Cały czas tu jestem. Tylko tak na drugim torze jadę

  • agnes1709

    @Mlody1 Daleko ten tor.

  • Mlody1

    @agnes1709. Niestety. I pełno przeszkód. Ale pamiętam o Was

  • agnes1709

    @Mlody1 Tralala. Nie ze mną te numerki, słodziutki:D

  • Mlody1

    @agnes1709. To kij Ci w oko  :whip:

  • agnes1709

    @Mlody1 Tak? Miło słyszeć!