Prowokując budowlańców.

- Chłopaki, kawa gotowa – krzyknęłam przez otwarte okno.
Moi dwaj pracownicy, chłopaki ledwie po dwudziestce podnieśli głowy i uśmiechnęli się w tej samej sekundzie.
- Jasne szefowo, już idziemy – odezwał się ten gadatliwy, Krystian. Bez wątpienia był mózgiem duetu. To on ustalał ze mną cenę usługi, materiały i sposób wykonania, podpowiadał co zrobić lepiej. Podobało mi się to, że ewidentnie zna się na swojej robocie i gdy dochodziło do kwestii związanych z pracą zatracał swój cwaniacki humor i zmieniał się w konkretnego fachowca.

Postawiłam na stole dwa kubki czarnej kawy, mleko i talerzyki z pączkami. To nie należało do warunków, na jakie się zgodziłam, była to wyłącznie moja własna inicjatywa. Już pierwszego dnia serce ścisnęło mi się, gdy zobaczyłam jak jedzą śniadanie siedząc na tarasie i pijąc kawę z jednego termosu. Następnego dnia zaprosiłam ich po raz pierwszy i od tej pory stało się to moją regułą. Niewiele mnie to kosztowało, a sprawiało sporo przyjemności, bo mogłam porozmawiać i niemal zawsze porządnie uśmiać. Chłopaki mieli niezwykły talent do przekomarzania się między sobą. Wiać było, że znają się nie od dziś i bardzo lubią.

Usiadłam z nimi biorąc filiżankę w obie dłonie, przyglądając się jak pałaszują pączki. Ich żarłoczność podobała mi się bardzo. Fajnie było ich karmić, choć kawa w tak straszny upał nie była najlepszym pomysłem to obaj upierali się, że bez niej nie mogą pracować. Przyglądałam się ich postaciom przesuwając wzrokiem po opalonych na czekoladowy brąz torsach. Oczywiście przy plus trzydziestu stopniach i żarze lejącym z nieba mieli na sobie tylko szorty. Dawno nie widziałam tak dobrze zbudowanych chłopców. Ich bicepsy prężyły się pod skórą, na klatkach piersiowych i brzuchu zaznaczony był każdy mięsień. Oczywiście widziałam już lepiej zbudowanych mężczyzn na siłowniach. Jednak u tych tutaj pociągająca była myśl, że wszystko co widzę wyrzeźbił wysiłek i ciężka harówka nie sterylne sale siłowni. Wydawali mi się przez to twardsi, bardziej prawdziwi.  

- Uff, dzięki szefowo, było pyszne.
- Najlepsza kawa jaką piłem – potwierdził ten zwykle milczący wysoki i zbudowany jak ciężarowiec Marcin. Tak się przedstawił, ale jego kolega nie mówił na niego inaczej niż Kolec. Obserwując ich pracę doszłam do wniosku, że choć Krystian był mózgiem to Marcin złotą rączką. Jego wielgachne dłonie miały prawdziwy dar i wydawało się, że czego by się dotknął to od razu mu się udaje. Chwalenie jej kawy było kolejnym rytuałem.
- Jak zwykle przesadzacie – zbyłam ich pochwały – kurczę, ale gorąc. Nie wiem jak wytrzymujecie na tym słońcu.
- Kwestia przyzwyczajenia, a pracować trzeba. Gospodyni musi być zadowolona.  
- Ja już nie wiem jak się ubrać. Wszystko od razu klei się do ciała – poskarżyłam się i zanim pomyślałam dodałam jeszcze – najchętniej chodziłabym nago.
- Oooo!  - uśmiechnął się Krystian – to by było coś. My na pewno nie mieliśmy nic przeciwko. Co nie Kolec?
- Tak – wybąkał nieśmiało zapytany. Nieśmiałość i postura były nieodzownymi cechami jego osoby. Nie wiem czemu, ale ta nieśmiałość bardzo mnie pociągała.
- I tak już gorsze was chodząc bez stanika. Mam przez to wyrzuty sumienia, ale nienawidzę go w taką pogodę. Wszystko mnie od niego swędzi – powiedziałam to, bo przecież nie dało się tego nie zauważyć. Bóg czy natura obdarzyli mnie lub przeklęli, naprawdę imponującymi piersiami. Wielkie, a mimo to zadziwiająco jędrne. Były zaletą jak i przekleństwem. Natychmiast gwarantowały mi uwagę wszystkich mężczyzn wokoło, zwłaszcza, gdy podkreśliłam je obcisłą bluzeczką. Ale od ich wagi często bolały mnie plecy, a bieganie, czy ćwiczenie nawet w specjalnym staniku było przekleństwem. W takie gorąco nawet nie miałam zamiaru zakładać tej machiny tortur. Nawet gdyby sam ksiądz proboszcz odwiedził mnie z wizytą.  
-Ależ, co Pani! Nas gorszyć? Co prawda takich żeśmy jeszcze nie widzieli, ale kilka mniejszych już tak. Dla nas mogłaby Pani chodzić i bez bluzki, nie powiemy słowa skargi – zażartował i wpatrzył się w mój dekolt. Zakładając dziś bluzeczkę widziałam oczywiście, że sutki omal nie przebijają materiału, ale co miałam zrobić? Takie mam i nic nie poradzę. Musiałam to zaakceptować tak samo jak wzmożoną uwagę chłopaków, gdy wołali mnie bym uzgadniała z nimi każdy najmniejszy detal tylko po to by patrzeć jak niepodtrzymywane niczym piersi podskakują i bujają się na boki. Cieszyło mnie to, że patrzą na nie jak zahipnotyzowani, i tyle.  
- Nawet zastanawialiśmy się z kolegą czy tylko tego Pani nie zakłada.
Roześmiałam się rozbawiona jego odwagą, choć policzki pokrył mi lekki rumieniec. Gdyby ich nie było pewnie chodziłabym na golasa. Nie miałam z tym problemów.
- A jak myślicie? – Podniosła się z krzesła i okręciłam dookoła. Spódniczka, lekka i zwiewna sięgała zaledwie do połowy ud.  
- Myślę, że nie ma pani majtek – odpowiedział z namysłem Krystian.
- Pudło – odchyliłam w dół brzeg spódniczki ukazując cienki pasek stringów w kolorze jasnego różu, po czym usiadłam ponownie. Wychodziło na to, że choć przerwa na kawę miała się kończyć, to jak często bywało przemieniała się w dyskusję, pełną podtekstów seksualnych i flirtu.  
- A to Pani nie przeszkadza? To chyba niezdrowo tak przegrzewać muszelkę?
- Czemu tak się o nią martwisz? Nie jest twoja?
- Martwię się o każdą cipkę, bo może, tylko może, kiedyś będę w niej gościem.
- Raczej ci to nie grozi – roześmiałam się, ale jeśli tak się martwisz to uspokoję cię odrobinę. Wstałam ponownie od stołu i poszłam do łazienki. Przez chwilę zastanawiałam się czy na pewno dobrze robię, po czym sięgnęłam pod spódniczkę i ściągnęłam majteczki. Ta gra słów zaczynała mnie podniecać. Nie bałam się, że do czegoś dojdzie.  Zasady moralne postawiłam sobie sama i zamierzałam się ich trzymać. Niewielka prowokacja to co innego.  
Wyszłam z łazienki trzymając na wskazującym palcu paseczek stringów. Były bardzo malutkie i oczy chłopaków rozszerzyły się na ich widok.
- Cholera nie myślałem, że Pani to zrobi. Odjechana z szefowej babka, z taką laskę to mógłbym się ożenić.
- Dobra, dobra starczy tych komplementów. Chyba czas wracać do pracy.
Podnieśli się niechętnie. Widać było, że chcieliby pociągnąć dyskusję jeszcze przez chwilę ja w sumie też, komplementy jakie co dzień od nich słyszałam sprawiały mi wiele przyjemności. Ja również wróciłam do obowiązków. Wyjęłam pranie i wyniosłam je na balkon by schło na słońcu i lekkim wietrze. Takie pranie pachniało o niebo lepiej niż z suszarki. Nie zdążyłam nawet zacząć, gdy usłyszałam rozmowę chłopaków. Zwykle nie zwracałam na to uwagi, bo były to albo głupoty i świńskie dowcipy, albo fachowy żargon. Tym razem rozmawiali o mnie.  
- Ja pierdole, ale suka, oddałbym całą wypłatę żeby ją wyruchać – marzył Krystian – pieprzyłbym ją i pieprzył aż by mi spuchł..
- No. Jak zdjęła majtki to myślałem, że odlecę. Stoisz obok niej i wiesz, że nic tam nie ma. Jeszcze mi kutas stoi.
- A te jej cycki! Kurwa, widziałeś kiedyś takie cyce? Jak balony. Jak bym je złapał to ściskał bym je cały dzień.
- A ja jak bym włożył kutasa w je słodką cipeczkę to siedziałbym w niej aż by mi zgnił – roześmieli się obaj, a mnie zrobiło się dziwnie ciężko w dole brzucha. Co tu mówić ich wulgarne komentarze sprawiały, że robiłam się podniecona. – Słuchaj, co by tu zrobić, żeby zobaczyć jej cipkę? Masz jakiś pomysł?
- Jak by ją wziąć na drabinę…
- No kurwa, ty to masz łeb Kolec. Zaraz coś wykombinujemy.
Wytężyłam słuch starając się usłyszeć co wymyślą, ale naradzali się szeptem i nic nie rozumiałam. Na palcach wróciłam do domu zastanawiając się co zrobić. Wreszcie wzruszyłam ramionami i poszłam do łazienki umyć to o czym tak zawzięcie dyskutowali moi fachowcy. Tak na wszelki wypadek.
- Szefowo, może Pani tu przyjść na sekundę – wołał mnie Krystian z dołu.
- Już idę – odkrzyknęłam.
Chłopaki stali na tarasie, o ścianę domu oparta była drabina. Ewidentnie chcieli żebym tam weszła zaraz po tym jak zdjęłam majtki? Czy oni mieli mnie za głupią? W sumie to, czemu nie. Nawet jeśli tak to co to za różnica czy zobaczą moją cipkę czy nie. Raczej wątpię by mi z tego tytułu coś ubyło.
- Co tam chłopaki, jakiś problem?
- Nie szefowo, chcieliśmy tylko wiedzieć w którym miejscu przeciągnąć przewody do lamp. Jak już ułożymy panele na tarasie zabierzemy się za to.
- No to do czego jestem wam potrzebna?
- Jak Pani wejdzie to oceni czy wszystko jest prosto i w którym miejscu najlepiej umocować lampy.
- No dobrze – wszystko to nie trzymało się kupy, ale wiadomo, że kobiety na budowlance się nie znają, im co najwyżej kolory na ściany wybierać.
Czując jak wnętrze mojej muszelki powoli wilgotnieje, postawiłam stopę na pierwszym stopniu. Wolno wspinałam się coraz wyżej.
- Wystarczy? Boję się, że spadnę – grałam głupiutką kobietkę.
- Potrzymamy Panią.
Obaj chłopcy doskoczyli do drabiny, ich głowy były akurat na wysokości moich bioder. Jeszcze nic nie widzieli. Wspięłam się kolejne dwa szczeble, kątem oka obserwując jak patrzą na moje uda oblizując wargi.
- Nie mogę, zaczyna kręcić mi się w głowie – zeszłam o jeden szczebel w dół znów zmniejszając ich szanse na zobaczenie mojej dupci.
- Niech Pani nie przesadza – Krystian z niecierpliwości tracił nerwy - nie jest tak wysoko, a my trzymamy drabinę mocno.
„Na pewno pomyślałam”, ale na ich użytek zgodziłam się z nimi niby uspokojona i szybko pokonałam kolejne trzy szczeble. Wiedziałam, że teraz już mogą widzieć moje pośladki. Jeszcze jeden krok i stanęłam szerzej rozstawiwszy nogi. Z dołu doleciał mnie dźwięk zasysanego głośno powietrza i bardzo ciche „O kurwa.”
- Nawet ładny stąd widok – rozejrzałam się po mojej posesji niby podziwiając krajobraz, a tak naprawdę zerkając na chłopaków. Obaj buszowali wzrokiem pod moją spódniczką. Miny mieli przezabawne. Prawie czułam jak ich spojrzenia dotykają miękkiej cipki i wpychają się do środka. Podniecało mnie to jak nic dotychczas. Piersi nabrzmiały pożądaniem, sutki sterczały twarde jak wisienki, a z mojej muszelki wilgoć prawie spływała po udach.
- Wydaje mi się, że wszystko w porządku. Wcześniej chciałam lampy tu i tu, prawda – wychyliłam się odrobinę prężąc pupę w stronę Marcina za to piersiami prawie muskając czubek głowy Krystiana – ale myślę, że przesuniemy z dziesięć centymetrów w lewo.
- Nie ma sprawy – wychrypiał chłopak.
- Schodzę. Tylko trzymajcie mnie mocno.
- Nie ma sprawy szefowo – powtórzył Krystian. Schodziłam równie wolno jak wchodziłam. Wypinałam pupę do tyłu starając się być tak niezgrabna jak tylko to możliwe. W pewnej chwili skraj spódniczki zahaczyła o ramie któregoś chłopaka i w miarę jak schodziłam unosił się wyżej odsłaniając mu moje pośladki tuż przed nosem. Opadł dopiero, gdy odsłonił prawie wszystko.
- No dobrze, wiecie już wszystko – zaakcentowałam to słowo – to idę do swojej pracy. Nie chcę wam przeszkadzać.
Spokojnym krokiem by nie domyślili się co właśnie się ze mną dzieje wspięłam się na schody i zamknęłam w łazience. Z ulgą oparłam się o drzwi zamykając oczy i drżąc z emocji. Sięgnęłam do nabrzmiałej cipki zanurzając palce w miękkiej, mokrej szparce. Gdy ją wyjęłam lepiły się do siebie gęstymi nitkami. Jęknęłam z ulgą, gdy moje dwa paluszki dotknęły łechtaczki i zaczęły zataczać na niej wyuczone kółeczka. Czułam, że wystarczą sekundy i dojdę. Onanizowałam się jak szalona, a kolana coraz bardziej uginały się i rozjeżdżały na boki. Upadłam na bok wstrząsana drgawkami, zaciskając napięte uda na dłoni nadal gładzącej cipkę. Kwiliłam cicho przez zaciśnięte usta, choć miałam ochotę dać upust rozkoszy trochę bardziej.  
Długo leżałam na podłodze trzymając dłoń na wzgórku łonowym, gładząc kępkę włosków, które zawsze zostawiałam. Rozpamiętywałam ostatnie pół godziny, i fantastyczny orgazm. Takiego mocnego dawno już nie miałam, a mimo to nadal byłam napalona. Z miłą chęcią dałabym się komuś przelecieć. Paluszki są fajne, ale nie ma to jak poczuć w sobie twardą pałę i czyjeś ręce gniotące piersi, albo trzymające za kark. Jednak to absolutnie nie mogło mieć miejsca. Co innego prowokować dalej chłopaków dopóki są i czerpać z tego przyjemność. W takich chwilach żałowałam bardzo, że jestem Panią Wójt, nawet jeśli moja gmina była bardzo malutka.  Nie żałowałam za to, że na planowany remont wzięłam sobie urlop.

Na następny dzień wymyśliłam moim chłopaczkom coś innego, ale ciekawego. Miałam mały ogródek za domem. Kilka grządek z sałatą, rzodkiewką, pomidorami, szpinakiem, ogórkami i cukinią. Zaraz po porannej kawie założyłam dwuczęściowy kostium kąpielowy, natarłam się olejkiem do opalania i uzbrojona w gracę i koszyczek do którego miałam wrzucać chwasty, ruszyłam pielić. Wyskubywałam badylka nachylona nad grządkami, słoneczko przyjemnie grzało nagą skórę, cykały koniki polne, śpiewały ptaki. Idylla. Wyprostowałam się, przetarłam czoło wierzchem dłoni zabezpieczonej niebieską rękawiczką. Piersi w staniku zakrywającym sutki i niewiele ponad to zafalowały. Majtki opinały moją pupę wcinając się między pośladki. Pracowałam tak całą godzinę prezentując się moim pracownikom w każdej możliwej pozycji nim uznałam, że dosyć. Ogród faktycznie przejrzał odrobinę. Zerwałam jeszcze trochę warzyw na sałatkę i udałam w kierunku domu. Chłopaki chyba nie bardzo mogli się skoncentrować, bo niewiele zrobili.
  
- Uff – ściągnęłam rękawiczki stając przed nimi niby nie zważając, że jestem właściwie goła  – cała lepię się od potu, ale sporo zrobiłam. Teraz marzę tylko o wannie pełnej wody. Będę w niej leżała z godzinę.
- Pani to dobrze szefowo. Chętnie byśmy z Panią poleżeli, możemy umyć plecy, wymasować.
- Dzięki za propozycję, ale nie zmieścimy się w jednej wannie. Jeśli kiedyś potkamy się w jacuzzi to chętnie skorzystam.
Postawiłam koszyk z warzywami na blacie w kuchni i jeszcze idąc przez salon sięgnęłam do tyłu, rozwiązałam sznureczki stanika i odrzuciłam go na kanapę. Oczywiście wiedziałam, że patrzą przez okno i widzą nagie plecy i fragmenty piersi. Taki był mój plan na dziś.
Firanka w oknie łazienki nie była zbyt starannie zaciągnięta. Mała szparka mogła wystarczyć ciekawskiej osobie by mnie podglądać. Ale skoro byłam na tyle nieuważna to sama jestem sobie winna.

Stanęłam przed lustrem i związałam czarne włosy w kok przyglądając się sobie. Tytułowali mnie Panią, ale byłam od nich starsza tylko o osiem lat, a wyglądałam najwyżej na trzy. Świetne geny sprawiały, że nie miałam zmarszczek, nie tyłam, a twarzyczka w kształcie serca, piwne oczy i wydatne usta nadawały mojej twarzy intrygujący wyraz. Pochyliłam się i ściągnęłam z siebie skąpe majteczki. Szybkie zerknięcie w bok upewniło mnie, że mam widownie. Specjalnie podeszłam do okna tak by moja cipka była na wprost przerwy między firankami i podniosłam z półki płyn do kąpieli. Odkręciłam wodę i wlałam do niej kilka kropel i pachnącą sól. Dopiero, gdy wszystko było gotowe zanurzyłam się w pianie, tak że tylko piersi wystawały ponad wodę. Długo leżałam w wodzie dyskretnie bawiąc się cipką, pobudzając ją i doprowadzając na skraj orgazmu. Z pod rzęs obserwowałam poruszające się za oknem cienie i łowiąc uchem ich szepty.  

                                        *

-  No szefowo możesz szykować okrężne , jutro kończymy – usłyszałam dwa dni później od Krystiana.
- Co? – Nie zrozumiałam o czym mówi.
- Robotę. Jutro do południa powinniśmy się ze wszystkim uwinąć.
- Aha – odpowiedziałam i zrobiło mi się trochę smutno. Przyzwyczaiłam się do ich obecności, naszych przekomarzanek i flirtów. A już na pewno będzie brakowało mi prowokowania ich, doprowadzania do tego, że czerwienieli i jąkali się, a ich pały pęczniały wydymając spodenki. Lubiłam otrzeć się piersią o ich nagie torsy, niby niewinnie położyć rękę na ramieniu. Przez te gierki moje paluszki miały co robić wieczorami.  
- Rozumiem, ale co to jest to okrężne, nigdy o tym nie słyszałam.
- Niech go pani nie słucha, nie trzeba ronić żadnego okrężnego – wybąkał nieśmiało Marcin.
- No dobrze, ale co to jest.
- Była kiedyś taka tradycja, że na koniec pracy, gdy już wszystko było skończone, gospodarze robili uroczysty obiad. Tak naprawdę chodziło głównie o to żeby się napić. Wtedy do pomocy przy budowie zapraszało się głównie sąsiadów i rodzinę, więc taki obiad był formą podziękowania i szacunku.
- No to chęcią zrobię wam okrężne.
- Ale to naprawdę był żart. Nie musi Pani robić sobie kłopotu.
- Żaden kłopot. Polubiłam was chłopaki i miło mi będzie odpłacić wam choć tak.
Na tym stanęło, a ja żeby nie tracić czasu wybrałam się na zakupy. Po drodze myślałam co by tu ugotować i doszłam do wniosku, że schabowe. Schabowe każdy facet lubi, są uniwersalne. Do tego mizeria, ziemniaki, może jeszcze jakaś sałatka. Musiałam kupić też coś do zagryzania przy piciu alkoholu. Kilka rodzajów wędlin, jakiś ser, pomidory. A wódki? Na wszelki wypadek kupię dwa litry. Według mnie żaden normalny człowiek nie wypije litra na głowę, ale lepiej niech zostanie niż ma zabraknąć. Bardzo chciałam wyjść na dobrą gospodynię.

Następnego dnia już od rana krzątałam się zastawiając stół, obierając ziemniaki słuchając stuku młotka, wiercenia czyli odgłosów do których tak się przyzwyczaiłam. Teraz znów zostanę sama. Westchnęłam i odchyliłam na bok firankę. Chłopcy krzątali się po ogrodzie zbierając narzędzia i sprzątając po sobie w sposób budzący autentyczne zdumienie. Byli bardzo przystojni i gdybym nie była od nich aż o tyle starsza miałbym kłopoty by nie zakręcić się wokół któregoś. I naprawdę nie wiem który bardziej mnie interesował. Milczący i nieśmiały, czy wygadany i dowcipny.
Stół był gotowy, wódka w zamrażalniku, więc kolej żebym i ja zajęła się swoim wyglądem. Żeby ładnie zaprezentować się w ten ostatni dzień założyłam prostą czarną sukienkę z odkrytymi ramionami i niezbyt głębokim dekoltem. I tym razem pozwoliłam sobie na odrobinę igrania z ich wyobraźnią, bo sukieneczka zakrywała tyłek i odrobinę ud, a delikatne figi bez żadnej gumki wcale się pod nią nie odznaczały. Gdy zeszłam na dół chłopcy czekali na tarasie szepcząc coś do siebie i ostro gestykulując. Właściwie, co dziwne mówił głównie Marcin, a Krystian tylko mu odpowiadał machając niedbale ręką.
- No chodźcie chłopcy, siadajcie.  
Postawiłam prze nimi talerze, nałożyłam solidne porcje i zanim zabrali się do jedzenia wyjęłam obrośniętą szronem butelkę i nachylając się przy każdym tak by miał przed nosem tunel między piersiami, nalałam do kieliszków.
- No Panowie jedzcie, pijcie. Tylko macie się nie krępować.
Chłopaki chwycili swoje kieliszki i już podnieśli je do ust, gdy zorientowali się, że nie przyłączyłam się do nich.
- No co Pani szefowo? Nie napije się Pani z nami?
- Alkohol mi nie służy. Wybaczcie, będę pić sok dobrze?
- Jak Pani nie pije to my też nie – stwierdził z rezygnacją Krystian i odstawił kieliszek. To samo zrobił Marcin.  
- Przestańcie, to że ja nie mogę nie oznacza, że wy też nie.
- Tak nie można, proszę to zrozumieć – cicho i nieśmiało powiedział Marcin.
- No dobrze, ale nie dużo. Tylko dla towarzystwa – skapitulowałam czując, że nie jest to dobry pomysł.
- Się rozumie szefowo – rozpromienił się Krystian i nalał mi do kieliszka tyle wódki, że trzymała się tylko dzięki napięciu powierzchniowemu.  
- Wasze zdrowie – delikatnie uniosłam szkło, ale i tak odrobina kapnęła na obrus.  
Alkohol palił i był obrzydliwy w smaku. Nie mam pojęcia jak komukolwiek może to smakować. Osobiście wolałam wino, a w ostateczności jakieś ciemne piwo. Po czwartym kieliszku skrępowanie opuściło moich gości. Już nie certolili się tak z krojeniem kotleta i jedli bardziej naturalnie. Nawet nie spostrzegłam, a musiałam iść po drugą butelkę. Wstając poczułam lekki zawrót głowy. Po chłopakach nic nie było widać, ale co miałam się z nimi równać. Ja ważyłam pięćdziesiąt kilogramów, oni osiemdziesiąt, choć Marcin pewnie bliżej setki.  
- To będzie mój ostatni powiedziałam Krystianowi, który wziął na siebie role kelnera i w sobie tylko znanym tempie polewał nam do kieliszków.
- Jak to szefowo? Dopiero zaczęliśmy – zbulwersował się.
- Zrozumcie chłopcy, że na mnie alkohol działa o wiele bardziej niż na was. Już czuję się pijana. - Była to najprawdziwsza prawda, choć trzeba powiedzieć, że czułam się wyśmienicie.  
- Nie może tak być. My też nie pijemy. Co nie Kolec?
- Oczywiście – potwierdził jego kompan.
- Zrozumcie chłopaki, już nie mogę. Nic więcej nie przełknę.
- Dobrze, zgoda, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Musi Pani dostawać karniaki.
- Co takiego?
- No, za każdym razem, kiedy my będziemy pili, Pani coś robi jako karny zamiast picia.
- Co takiego – zapytałam ironicznie. Wyobraźnia podpowiadała mi, czego chcieliby sobie życzyć. Zdejmowanie ubrań, pocałunki, oral, seks. Wszystko mogło wpaść do ich głów, ale nie na wszystko musiałam się godzić.
- Ma pani na sobie bieliznę – zapytał Krystian bardzo bezpośrednio.
-Tak, a co to ma do rzeczy.
- Pierwszy karniak – powiedział chłopak podnosząc kieliszek do ust i pijąc – proszę zdjąć.
Popatrzyłam na ich zawzięte miny. Wyglądali tak bardzo serio, że omal się nie roześmiałam. Jeśli myśleli, że coś tym zyskają to bardzo się mylą. Moja wola była jak stal. Jednak to mogłam zrobić. W sumie i tak widzieli mnie już nagą, co prawda przez okno, ale zawsze. Sięgnęłam pod sukienkę, uniosłam się odrobinę i szybko wyciągnęłam spod niej moje czarne majteczki. Zakręciłam nimi na palcu, a potem posłałam w stronę kanapy. Wylądowały na oparciu w taki sposób, że ich kształt był doskonale widoczny. Miejsce, które zaledwie przed kilkoma sekundami dotykało cipki, jeszcze ciepłe, przyciągało wzrok jak obietnica tego, że też mogę wisieć tak przewieszona, a moja szparka będzie w wystawiona dla ich rąk. Krystian otrząsnął się i polał ponownie.
- Nie rozbieram się dalej – powiedziałam zanim zdążył wysunąć kolejne żądanie i nie wiedząc czemu parsknęłam śmiechem.  Chyba alkohol działał.
- Może zrobimy inaczej – odezwał się spokojnie Marcin – za każdy kieliszek podciąga Pani sukienkę o pięć centymetrów.
- Zajebisty pomysł Kolec, leć po miarkę.
- No co wy jeszcze się nie zgodziłam – zaprotestowałam, ale pomysł i fakt, że zaproponował to Marcin, bardzo mnie poruszyły. Poza tym, choć sukienka była króciutka to wątpiłam by wytrzymali takie tępo.
- No to dobrze, zgadzam się – chłopcy podnieśli kieliszki i wypili, a potem podeszli do mnie. Krystian przyłożył miarkę odliczając pięć centymetrów od krawędzi nie zapominając przy tym położyć dłoni na moim udzie. Podciągnęłam sukienkę tyle ile wskazywała miarka przekonując siebie, że gdy zajdę za daleko po prostu powiem nie. Nowa kolejka została rozlana nim się obejrzałam i obaj znów pochylili się nad moimi udami obserwując jak podciągam sukienkę.
- Ej, jeszcze dwa milimetry –oburzył się Krystian. Z mojej perspektywy było dobrze, ale nie chcieli ustąpić i dyskusja robiła się coraz gorętsza. Ja protestowałam, oni argumentowali na swoją korzyść.
- Tu powinna być krawędź. Marcin pokazywał palcem na wewnętrznej stronie mojego uda, niebezpiecznie blisko najwrażliwszych rejonów.  
- Tak widzisz szefowo – potwierdzał drugi chłopak trzymając bezczelnie rękę na moim udzie i masując je delikatnie. Ciało mrowiło od ich dotyków. Byli przecież przystojnymi i właściwie obcymi ludźmi. Zapomniałam już jak to jest być tak podnieconą. Zrezygnowałam wreszcie dla świętego spokoju i podciągnęłam sukienkę do żądanego miejsca. Nim się obejrzałam wypili kolejną kolejkę. Korzystając z ich nieuwagi obciągnęłam sukienkę w dół. Znów pochylili się nad moimi kolanami. Znów zmierzyli, a ja podciągnęłam. Jeszcze dwa razy się nabrali nim zrozumieli, że ich oszukuję.  
- No nie, ale z Pani cwaniara, ale już nie damy się nabrać.  
Od tej chwili pilnowali już żebym nic nie kombinowała. Muszę przyznać, że już dawno tak dobrze się nie bawiłam. Ryzyko podniecało mnie tym bardziej, im bliżej sukcesu byli. Kiedy po raz kolejny podciągnęłam sukienkę niespodziewanie moim i ich oczom ukazały się dwa mięsiste przytulone do siebie półkola, przedziałek między nimi i wystające z pomiędzy nich dwa malutkie płatki.  Było tego może z centymetr, ale na chłopakach zrobiło piorunujące wrażenie. Klęczeli po obu stronach patrząc między moje uda jak urzeczeni, pochyleni, z miarką nadal przyłożoną do mojej nogi.  
Zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Mrowienie i ociężałość ogarnęły brzuch, piersi i nogi. Cipka wilgotniała przygotowując się by przyjąć w siebie kutasa.  
- Pijemy dalej – pospiesznie zarządził Krystian  
Niechętnie wstali i szybko wypili kolejny kieliszek po czym znów uklękli przy mnie. Metalowa końcówka miarki oparła się o muszelkę powodując lekki dreszcz. Chwyciłam sukienkę i powolutku, podciągałam w górę obserwując jak mija kolejne centymetry, a cipka wyłania się spod niej. Teraz widać było już paseczek czarnych włosków i gładką skórę po obu stronach. Byłam tak mokra, że soki spływały chyba już na krzesło.
- Myślę, że wystarczy – wychrypiałam. Byłam strasznie napalona. Wódka i erotyczna gra zmiksowały się w wybuchową mieszankę. Miałam potworną ochotę possać jakiegoś kutasa – fajnie się bawiłam, ale chyba zaszliśmy za daleko.
- Jeszcze raz – poprosił Marcin.  
Zgodziłam się i po chwili zostałam z sukienką na biodrach i goła do pasa. Krystian podszedł do mnie i wsunął dłoń między nogi. Jego palce wsunęły się między płatki cipki, potarły łechtaczkę. Marcin z drugiej strony odważył się wcisnąć dłoń pod bluzkę. Jego wielka dłoń ścisnęła pierś. Jęknęłam głucho, rozpływając się na krześle, już, już mając poddać się ich zachciankom. Wtedy dotarło do mnie co robię i delikatnie, ale stanowczo odsunęłam od siebie ręce. Nie było to wcale łatwe.
- Proszę, wiem, że narobiłam wam ochoty, sama jestem podniecona jak nigdy, ale nie mogę posuwać się dalej. Muszę się zachowywać – tłumaczyłam cierpliwie.
- Wierzy Pani w zasadę „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”? – zapytał niespodziewanie Krystian.
- Chyba tak, ale co to ma do rzeczy?
- Nikt się nigdy się nie dowie co się tu stało. Nie będziemy się tym chwalić.
- Teraz tak mówicie, ale co będzie za rok?
- A gdyby i pani nie widziała – drążył dalej – gdyby, dajmy na to, była Pani tylko ciałem, które ktoś posiadł, a Pani nie ma z tym nic wspólnego?
- O czym tym mówisz – zapytała, bo miałam wrażenie, że bredzi.
- Położy się Pani w swojej ulubionej pozycji z zawiązanymi oczami i wyobrazi sobie, że jest gdzieś indziej.  
- Albo, że jest Pani kimś innym – wtrącił się Marcin – z innym imieniem, historią.  
- Zrobicie wszystko żeby mnie przelecieć, prawda?
- Tak. Absolutnie wszystko.
- Polejcie mi jeszcze jeden kieliszek.
Wypiłam, wstrząsnęłam się, bo smak był obrzydliwy i wstałam. Sukienka opadła niwecząc tyle poświęcenia i wysiłków moich pracowników.
- Niech pierwszy z was przyjdzie do mojej sypialni za dziesięć minut.
Rozebrałam się i umyłam, a potem wyciągnęłam opaskę, którą kiedyś kupiłam do spania, ale było mi w niej niewygodnie. Pomysł chłopaków strasznie mi się spodobał. Był inny, i dawał mi wytłumaczenie, alibi dla sumienia. Chciałam im się oddać również z innych powodów. Starali się o mnie bardzo mocno, pragnęli jak nic innego. Nie mogłam ich tak odesłać.

Uklękłam na brzegu łóżka, opaskę zawiązałam na oczach odcinając się od światła nocnej lampki.  Opadłam na łokcie wystawiając nagi tyłeczek w stronę drzwi, głowę oparłam na materacu i czekałam. Serce biło mi mocno, w głowie czułam pustkę jakby była pustym balonem gotowa odlecieć w przestworza. Dawno na myśl o seksie na moim ciele nie pojawiła się gęsia skórka. Minuty ciągnęły się nieznośnie. Wreszcie usłyszałam nieśmiałe kroki. Wyczułam, że ktoś stanął w drzwiach i wiedziałam, że patrzy między moje nogi. Pewnie nie mógł uwierzyć, że to zrobiłam. Oddychałam szybko owładnięta pożądaniem i jednocześnie próbując wyobrazić sobie, że jestem kimś innym. Mam na imię Wiktoria i jestem luksusową prostytutką. Sprzedaję swoje ciało za pieniądze. Mężczyzn i seks traktuje przedmiotowo, choć uwielbiam jedno i drugie. Oni myślą, że mnie wykorzystują, ale tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie.

Dłonie ujęły pośladki przesunęły się po nich pieszczotliwie gładząc ich gładką skórę, a potem mój gość ukląkł i jego język przesunął się pomiędzy płatkami, a gdy znalazł wejście w głąb mnie, wsunął się tam. Czułam jak porusza się wszędzie odnajduje łechtaczkę, pieści ją trącając i pocierając twardym czubkiem języka aż zaczęłam jęczeć i odruchowo poruszać biodrami by podsunąć mu ją tak by trafiał dokładnie tam gdzie chcę. Nastąpiła chwila przerwy, gdy czekałam aż zdejmie spodnie równie niecierpliwa jak on.

Klęczałam czekając aż podejdzie zaciskając powieki pomimo opaski. „To nie ja, to nie ja, to nie ja” powtarzałam sobie w myślach wymyśloną osobowość, a penis już wdzierał się w moją ciasną cipkę. Uczucie było fantastyczne. Od dawna nie miałam w sobie faceta i teraz poczułam jak bardzo mi tego brakowało. Gdy chłopak zrozumiał, że jest mi przyjemnie i nie sprawia bólu zaczął poruszać się szybciej. Teraz trudniej było mi wyobrażać sobie, że to nie jestem sobą. Młody, niewyżyty, pełen energii chłopak wbijał się we mnie aż podskakiwałam. Odgłos moich pośladków uderzających o jego biodra i jader klaskających o cipkę słychać było pewnie w całym domu. Jęczałam nieprzerwanie. Piersi zwisając jak zbyt dojrzałe melony bujały się w tą i z powrotem w rytm naszych ciał. Trzymał mnie za biodra i rżnął ciągle z taką sama niezmordowaną dziką energią. Alkohol sprawił, że hamulce puściły szybciej niż zwykle i wyprężyłam się drapiąc czerwonymi paznokciami białą pościel. Nim jako tako doszłam do siebie dotarło do mnie, że i on będzie szczytował. Poruszał się bardziej konwulsyjnie i po chwil jęknął rozdzierająco, a ja przymknęłam powieki pod opaską wyobrażając sobie jak strugi spermy wędrują z jąder do penisa, a z niego wlewają się we mnie. To był mój prezent, moja premia. Przyjąć w siebie jego spermę.  

Wyszedł, a ja czekałam na następnego klienta. Słysząc jak wchodzi po schodach naprawdę poczułam się jak dziwka. Moja cipka jeszcze czuła w sobie kształt pierwszego penisa, a już za chwilę wejdzie w nią drugi. Tak nie zachowuje się przykładna pani domu. O nie! Jeszcze jedna sperma nie wsiąkła w jej wnętrze, a już za chwile wleje się w nią druga.  
Takie myśli sprawiały, że pomimo orgazmu znów poczułam się podniecona. Boże jak bardzo chciałam znowu się pieprzyć! Wyprostowałam plecy, wypięłam tyłeczek w stronę drzwi żeby wyglądał jak najlepiej. Cichutko skrzypnął panel obok łóżka pewnie pod ciężarem stukilowej góry mięśni. Oblizałam wargi, gdy wielkie dłonie przesunęły się po moich plecach, pupie, zbadały piersi. Marcin napawał się moją nagością chcąc zapamiętać wszystko co się da. Prężyłam się pod jego dotykiem chcąc dać mu jak najwięcej radości. I jednocześnie pragnąc by we mnie wszedł.
Kilka chwil później jego penis wdarł się we mnie, a ja jęknęłam zaciskając dłonie na pościeli. Był bardzo gruby, tak duży, że nawet porządne rżnięcie przez Krystiana nie przygotowało mojej dziurki na niego. Chłopak musiał zdawać sobie sprawę ze swojego rozmiaru, bo wyszedł nim jeszcze zagłębił się do połowy.
- Nie mogę – szepnął zmieszany - sprawiam pani ból. Zawsze tak jest, dziewczyny się boją.
- Ja się nie boję – szepnęłam i odwróciłam się do niego. Nadal w opasce na oczach przesunęłam dłońmi po jego udach aż natrafiłam na tego olbrzyma. Nie był długi za to niespodziewanie gruby. Ssałam go słuchając jak chłopak jęczy i mruczy starając się zostawić na nim jak najwięcej śliny.
- Wejdź teraz we mnie, nie bój się – położyłam się na plecach szeroko rozkładając nogi. W tej pozycji moja cipka łatwiej go przyjmie. – Och mój Boże – tego jęku nie mogłam powstrzymać. Nigdy jeszcze nie byłam tak dokładnie wypełniona – pieprz mnie teraz jak ci się podoba, teraz już będzie dobrze.  
Podtrzymałam nogi pod kolanami żeby nie opadały, a on złapał moje piersi w obie dłonie i chyba po raz pierwszy ktoś objął je całe, a im się to cholernie podobało. Następne chwile zniknęły zupełnie we mgle. Nie potrafiłabym zmierzyć upływającego czasu, ani tego co wokół się działo. Jedyne o czym potrafiłam myśleć to wielki kutas szorujący we mnie, za każdym razem zabierając mnie do nieba. Nim chłopak skończył miałam dwa orgazmy i całe ciało miałam mokre od potu.  
Leżałam dysząc ciężko usiłując jakoś się ogarnąć, gdy poczułam, że znów ktoś mości się między moimi nogami. Krystian musiał przyjść zwabiony moimi krzykami i przez cały czas przyglądał mi się z boku. Pewnie dzięki temu nabrał ochoty by znów mnie posiąść. Nim zdążyłam zaprotestować ponownie miałam w sobie kutasa. Uznałam, że zbyt późno na protesty i pozwoliłam się pieprzyć, choć tym razem zachowywałam się jak przysłowiowa kłoda, pozwalając na wszystko byle tylko odpocząć. Wkrótce zresztą siły wróciły, głównie dlatego, że aż czworo dłoni zajmowało się moimi piersiami i cipką. Marcin całował mnie po szyi i uchu, a w końcu przeniósł się na usta i nasze języki bawiły się ze sobą w berka. Właśnie to sprawiło, że na nowo poczułam jak gdzieś w dole brzucha rodzi się orgazm, a każdy ruch penisa przybliża go o milimetr do przodu. Gdy pożądane znów mnie rozpaliło, sięgnęłam po penis Marcina i trzepałam go coraz szybciej w miarę jak i ja byłam bliżej orgazmu.  
Skończyli prawie w tej samej chwili. Krystian we mnie, sperma Marcina trysnęła na moje ramię i pierś. Dopiero wtedy wszyscy troje opadliśmy gdzie, kto mógł i długo leżeliśmy dysząc.  
- Boże chłopaki, takiej obsługi klienta w życiu bym się nie spodziewała – stwierdziłam zwlekając się z łóżka i szukając czegoś do ubrania. Znalazłam leginsy i koszulkę. Ciasne spodnie sprawiały niemal ból, gdy wciągałam je na zmaltretowane ciało, ale naprawdę bałam się, że jeśli dalej pozostanę naga to zafunduję sobie kolejną podwójną jazdę, a nie wiem czy bym to przeżyła.
Chłopcy szczerząc się od ucha do ucha podnieśli się również wyraźnie bardzo zadowoleni z siebie. Pierwszy raz zobaczyłam ich nago i wyglądali świetnie, nawet ze zwisającymi penisami. Chciałabym zobaczyć ich kiedyś z pałami stojącymi na baczność.  
- Zawsze do usług szefowo. Jeśli będzie miała Pani jeszcze coś do zrobienia proszę dzwonić, nasze numery Pani ma. Następnym razem dostanie Pani specjalne warunki.
- To przypomniało mi, że wam nie zapłaciłam – wyjęłam odłożoną dla nich sumę i wręczyłam Krystianowi, dla siebie zatrzymując jedną setkę – zapłata za ekstra usługi – wyjaśniłam, a chłopcy roześmieli się głośno.
- Jest Pani warta o wiele więcej niż setka. O wiele, wiele więcej.
- Dziękuję – dygnęłam - ale przyjemność ze współpracy była po obu stronach.
Pożegnałam się z nimi i zamknęłam w łazience zażyć odprężającej kąpieli. Ciekawa byłam czy za jakiś czas nie zadzwonią z propozycją spotkania. Wiedziałam, że będę musiała odmówić. To, co się stało raz nie może się przerodzić w rutynę, a szkoda, bo miałam naprawdę parę dobrych pomysłów do czego ich jeszcze wykorzystać.

22 973 czyt.
100%512
horus33

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 6872 słów i 37222 znaków.

2 komentarze

 
  • Historyczka

    Historyczka · 15 października

    Horusie, jesteś genialny, z wielką przyjemnością czytało mi się to opowiadanie!

  • elninio1972

    elninio1972 · 11 października

    bomba