
Ernest zawsze czuł się przy Mariuszu jak cień. Brat był uosobieniem siły, przystojny i przepełniony pewnością siebie, podczas gdy Ernest – chudy, nieśmiały nerd z kompleksami – wydawał się jego przeciwieństwem. Teraz jednak wiedział coś, czego Mariusz nie mógł nawet podejrzewać. Wiedział, że to on dostarczył Marzenie doznań, o których brat mógł tylko marzyć. Ta świadomość zadziałała na jego samoocenę jak najsilniejszy afrodyzjak. Przestał być „tym gorszym”. Zrozumiał, że natura obdarzyła go czymś wyjątkowym i zamiast się tego wstydzić, postanowił to po prostu celebrować.
Następnego dnia w szkole Ernest poczuł, że nadszedł czas. Kiedy dostrzegł Julię na korytarzu, nie spuścił wzroku jak zwykle. Julia, z jej rudymi lokami i urokliwą piegami, zawsze budziła w nim lęk, ale tym razem dominowała ciekawość. Co więcej, plotki krążące po korytarzach tylko podsycały jego pewność siebie – dziewczyny szeptem mówiły o „gigancie z informatyki”.
– Hej, Julia! – zagadnął ją, podchodząc z krokiem tak zdecydowanym, że sam siebie zaskoczył.
Julia odwróciła się i uśmiechnęła promiennie. Jej wzrok na moment zawiesił się na jego spodniach, by błyskawicznie powrócić do twarzy chłopaka.
– Cześć, Ernest. Coś się stało? Wyglądasz... inaczej. Bardziej zdecydowanie – zauważyła z błyskiem w oku.
– W sumie to tak. Słuchaj, fizyka ostatnio kompletnie mi nie siada. Może chciałabyś się ze mną razem pouczyć? Potrzebuję kogoś ogarniętego do pomocy – skłamał bez mrugnięcia okiem. Wiedział doskonale, że Julia jest świetna z nauk, ale jego prawdziwym celem było „pouczenie” jej w zupełnie inny sposób.
Julia zaśmiała się, a piegi na jej nosie stały się jeszcze wyraźniejsze.
– Fizyka? Skoro tak bardzo potrzebujesz pomocy... – zawiesiła głos, patrząc mu głęboko w oczy. – Ale u mnie. Muszę być w domu, nie mogę siedzieć długo w bibliotece. Co ty na to?
– Idealnie – odpowiedział Ernest, czując narastającą satysfakcję. „Może to zasługa Marzeny...” – pomyślał z wewnętrznym rozbawieniem.
Po szkole Ernest udał się do brata. Wpadł na siłownię w momencie, gdy Mariusz kończył właśnie serię treningową z klientem. Ciężkie, nasycone wysiłkiem powietrze wypełniało salę.
– Mariusz, masz chwilę? – rzucił Ernest, gdy brat odsunął klienta na bok.
– Jasne, młody! Co tam? – Mariusz uśmiechnął się szeroko, ocierając czoło ręcznikiem. Wyglądał imponująco, ale dla Ernesta był już tylko „tym drugim”.
– Dzięki za te lekcje z Marzeną – zaczął Ernest. – Naprawdę mi pomogły... otworzyć oczy.
Mariusz klepnął go mocno w ramię.
– Nie ma sprawy! Przecież jesteśmy braćmi, zawsze ci pomogę, jeśli będziesz potrzebował wsparcia albo rady.
Ernest poczuł znajome drżenie w żołądku. Przed oczami stanął mu obraz Marzeny, gdy jej ciało oplatało jego biodra, a on czuł, jak wypełnia ją całkowicie.
– No właśnie... – zaśmiał się Mariusz, zupełnie nieświadomy znaczenia tych słów. – Dobrze, że tak ci idzie! Czekam teraz, aż wpadniesz do nas z jakąś dziewczyną na wspólny wieczór. Musisz w końcu pokazać światu, co potrafisz!
Ernest lekko spłonął rumieńcem, ale nie odwrócił wzroku.
– Cóż... pierwsze kroki już zrobiłem – odpowiedział z lekkim uśmiechem. – I powiem ci, że już nie potrzebuję więcej lekcji od Marzeny.
Wieczorem Mariusz wrócił do wspólnego mieszkania i pełen dumy opowiedział Marzenie o wizycie brata.
– Słuchaj, mały w końcu dorasta! – zaśmiał się, przytulając ją od tyłu. – Już zaczął działać. Jestem z niego dumny, że tak szybko złapał kontakt z ludźmi.
Marzena uśmiechnęła się, ale jej uśmiech nie dotarł do oczu. W środku poczuła nagłe, ostre ukłucie zazdrości.
„Ernest spotyka się z inną?” – pomyślała, a w jej głowie natychmiast pojawił się obraz jego potężnego penisa, który tak bardzo ją fascynował. Wiedziała, że powinna cieszyć się szczęściem Mariusza, kochać go i wspierać. Marzyła o wspólnej przyszłości, o stabilizacji i rodzinie z człowiekiem, którego kochała całym sercem. Jednak jej natura była bardziej skomplikowana – gdy tylko zamykała oczy, pragnęła dzikiej, pierwotnej rozkoszy, którą potrafił dostarczyć jej tylko Ernest.
Kiedy w końcu znaleźli się w sypialni, Mariusz natychmiast poczuł, że Marzena jest inna – jakby pod jej skórą pulsowało coś niepokojącego, co sprawiało, że była bardziej plastyczna, a jej oddech był cięższy, niemal drapieżny.
– Jesteś dzisiaj taka gorąca... – szepnął Mariusz do jej ucha, czując narastającą dumę z faktu, że potrafi wywołać w niej tak gwałtowne reakcje. – Co to za nowa Marzena? Uwielbiam, gdy tak na mnie reagujesz.
Marzena uśmiechnęła się półgębkiem, przyciągając go do siebie, ale jej wzrok był już gdzie indziej. Gdy Mariusz zaczął ją całować, ona zamknęła oczy i pozwoliła, by przed powiekami rozlał się obraz Ernesta – jego skupiona twarz, krople potu na skroniach i to obezwładniające uczucie absolutnej, niemal bolesnej pełni.
– Tak, kochanie... tak... – jęknęła cicho, gdy dłoń Mariusza mocno zacisnęła się na jej biodrze. – Jesteś taki wspaniały...
Mariusz poczuł przypływ czystej, męskiej satysfakcji. Uwielbiał, gdy ona karmiła jego ego tymi słowami. Zaczął rytmicznie napierać na nią, a Marzena odpowiedziała mu głośnym, zachrypniętym westchnieniem, które brzmiało jak czysta ekstaza.
– Och, Mariusz... twój kutas... jest taki cudowny... – wykrztusiła, wplatając palce w jego krótkie, ciemne włosy. – Tak bardzo mi dobrze... tak głęboko...
Mariusz był wniebowzięty. Każde jej słowo było dla niego potwierdzeniem dominacji.
– Lubisz to, prawda? Kochasz to, co ci robię? – zapytał z triumfem, przyspieszając tempo.
– Tak! Tak, uwielbiam! – zawołała, a jej ciało wygięło się w łuk pod jego ciężarem. – Jesteś taki silny... tak niesamowicie mnie wypełniasz...
W tym momencie, gdy Mariusz z dumą obserwował jej euforyczne reakcje, Marzena przeżywała swój własny, ukryty triumf. Każdy zachwyt, który wypowiadała, był precyzyjnie wymierzonym narzędziem – sposobem na utrzymanie go w błogim przekonaniu o jego wyższości, podczas gdy jej ciało desperacko szukało czegoś więcej.
W myślach nieustannie budowała kontrast. „Tak, jesteś taki wielki...” – mówiła do Mariusza, patrząc mu prosto w oczy z wyrazem niemal religijnej rozkoszy, ale pod powiekami widziała tylko jeden kształt: potężną, grubą pałe Ernesta, która zdawała się nie mieć końca. To właśnie ta myśl o „gigancie” – o tym, jak jego rozmiar rozciągał ją do granic możliwości – sprawiała, że czuła to specyficzne, palące napięcie w podbrzuszu.
Mariusz widział kobietę, która rozpływa się z zachwytu nad nim. Nie miał pojęcia, że ta intensywność nie wynikała z jego wielkości, lecz z kontrastu między stabilną miłością a dzikim, pierwotnym instynktem. Każdy ruch Mariusza był dla niej jedynie rytmicznym tłem, mechanizmem napędzającym fantazję o bracie swojego chłopaka.
– Jeszcze... jeszcze szybciej! – błagała, przyciągając go mocniej do siebie. – Jesteś taki niesamowity, Mariusz... tak bardzo mnie podniecasz...
Gdy zbliżał się do szczytu, Marzena wydała z siebie długi, przeszywający jęk. W tej samej sekundzie jej umysł całkowicie odpłynął – przestała być w sypialni Mariusza; przeniosła się z powrotem do kuchni gdy była oparta o blat, czując na sobie ciężar i rozmiar, który sprawiał, że była naprawdę „wypełniona”. Jej orgazm był gwałtowny, niemal bolesny od nadmiaru bodźców – dla Mariusza był to dowód jego doskonałości, dla niej – kulminacja fantazji o bracie.
– To było... nieziemskie... – wykrztusił Mariusz, padając na nią ciężko, spocony i triumfujący.
Marzena uśmiechnęła się do niego czule, gładząc go po ramieniu, podczas gdy w jej głowie wciąż pulsowało jedno, jedyne wspomnienie: potężnego, grubego członka Ernesta, który był jedynym kluczem do tej prawdziwej, dzikiej rozkoszy.
AKT II - Nauka fizykiPo rozmowie na korytarzu – która, ku jego zdumieniu, przebiegła niezwykle gładko – Ernest czuł, jak nowo odzyskana pewność siebie walczy z drżeniem rąk. Julia zgodziła się na „pouczenie z fizyki”, choć oboje doskonale wiedzieli, że ich spotkanie ma służyć celom znacznie bardziej pierwotnym niż nauka praw Newtona. Umówili się, że po jednej lekcji wspólnie udadzą się do jej domu.
Gdy w końcu zabrzmiał ostatni dzwonek, Ernest czekał pod szkołą, próbując uspokoić przyspieszone tętno. Gdy Julia wyszła z budynku, uśmiechnęła się promiennie i podeszła blisko niego.
– Gotowy na te wszystkie wzory? – zażartowała, niemal muskając jego ramię podczas wspólnego spaceru w stronę jej osiedla.
Każdy krok obok niej potęgował jego ekscytację. Julia szła tuż przy nim, a on nie mógł przestać myśleć o tym, jak bardzo różni się od Marzeny. Pod pozorną niewinnością, którą zdradzały jej piegi i radosny uśmiech, kryło się coś niezwykle świadomego i kuszącego. To było to hipnotyzujące przyciąganie – dziewczyna o łagodnym wyglądzie, która jednak doskonale znała swoją seksualność, co sprawiało, że Ernest czuł wobec niej niemal pierwotny głód.
Gdy dotarli pod dom Julii, poczuł nagły skok adrenaliny. Nie znał jej rodziców; wiedział jedynie z plotek, że ojciec, Tadeusz, jest marynarzem i często przebywa na morzu. Teraz jednak, stojąc przed drzwiami, czuł, że wkracza w zupełnie inny świat.
Julia zatrzymała się na chwilę przed progiem i odwróciła do niego z błyskiem w oku.
– Spokojnie, Ernest. Nie gryziemy... no, chyba że o to poprosisz – zażartowała, widząc jego spięte ramiona.
– Ja? Nie? Po prostu...– wydukał, próbując brzmieć pewniej, niż czuł się w rzeczywistości.
Julia zaśmiała się cicho i pchnęła drzwi. W salonie przywitała ich Weronika. Ernest zamarł w pół kroku. Nie spodziewał się, że mama jego przyjaciółki może wyglądać tak... olśniewająco. Była ucieleśnieniem dojrzałej kobiecości – elegancka, o profesjonalnym spojrzeniu księgowej, lecz z sylwetką, która nie pozostawiała złudzeń co do jej atrakcyjności.
– Mamo! Jesteśmy! – zawołała radosna Julia, wchodząc do środka bez zbędnego czekania. – To jest Ernest, mój kolega ze szkoły. Obiecałam, że pomogę mu ogarnąć te wszystkie wzory z fizyki, bo ostatnio kompletnie sobie nie radzi na mechanice klasycznej.
Weronika wyprostowała się i uśmiechnęła, a jej wzrok natychmiast spoczął na gościu.
– Ach, więc to ty jesteś tym Ernestem, o którym Julia wspominała przy kolacji? – zapytała ciepłym, melodyjnym głosem. – Miło cię w końcu poznać.
Ernest poczuł, jak twarz oblewa mu gorący rumieniec. Próbował zebrać myśli, ale jego mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach, generując błędy w systemie.
– Dzień dobry... pani Weroniko – wykrztusił, czując się jak uczeń przed egzaminem z matematyki, którego zupełnie nie rozumie.
W momencie, gdy próbował odpowiedzieć na jej uśmiech, poczuł gwałtowne napięcie w kroczu. Jego „gigant”, o którym krążyły legendy w szkole, natychmiast zareagował na obecność tak pięknej kobiety. Ernest poczuł falę gorąca i desperacko próbował wyprostować sylwetkę, by ukryć wyraźne wybrzuszenie pod materiałem spodni.
Weronika na moment zawiesiła głos, a jej wzrok – nieświadomie lub z lekkim, porozumiewawczym błyskiem w oku – zjechał nisko, ku jego pasowi. W jej oczach błysnęło zaskoczenie, po którym nastąpił cień rozbawienia i wyraźna, niemal badawcza ciekawość. Zauważyła to; dostrzegła, jak bardzo ten nieśmiały chłopak jest podniecony samym faktem przebywania w jej domu.
– Chodźmy! – zawołała Julia, chwytając go za rękę i prowadząc prosto do swojego pokoju, zostawiając Ernesta z narastającym poczuciem, że ta lekcja fizyki będzie znacznie bardziej intensywna, niż zakładał jakikolwiek algorytm.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nimi, Ernest poczuł, że grunt usuwa mu się spod nóg. Pokój Julii był przytulny, pachniał lawendą i słodyczą, co sprawiało, że jego zmysły oszalały. Nie zdążyli nawet usiąść do notatek.
Ernest stał na środku pokoju, czując, jak pot spływa mu po skroniach. Jego członek był już tak napięty, że każdy ruch wydawał się wyzwaniem dla jego wstydu. „Jestem totalnym oblechem” – pomyślał z narastającą frustracją, patrząc na Julię, która właśnie odłożyła plecak i zaczęła rozpuszczać włosy. „Przecież jeszcze nic nie powiedzieliśmy! Jeszcze nawet jej nie dotknąłem!”
Czuł się jak intruz we własnym ciele. Aby powstrzymać falę euforii, która groziła całkowitą utratą kontroli, wykonał desperacki ruch – mocno uszczypnął się w udo, tuż przy kroczu, próbując wywołać ból, który odwróciłby uwagę mózgu od narastającego podniecenia.
„Skup się, Ernest! Skup się na logice!” – nakazał sobie w myślach. „Zmienna 'x' równa się... nie, to nie to... Pętla nieskończona... if (podniecenie > 10) then { skup się }...” – zaczął gorączkowo recytować w głowie fragmenty kodu programistycznego, próbując zbudować skomplikowaną strukturę algorytmu sortującego. Próbował myśleć o instrukcjach warunkowych i pamięci RAM, ale nawet najbardziej zaawansowany kod zaczął się plątać pod wpływem intensywnego zapachu skóry Julii i faktu, że dzielił z nią tak intymną przestrzeń.
Dopiero gdy, w akcie ostatecznej desperacji, przywołał przed oczy obraz zupełnie niepasujący do tej romantycznej atmosfery – wspomnienie cipki swojej babci, którą widział dawno temu w dzieciństwie – poczuł, że magia pęka. Wyobraził sobie ją jako coś ogromnego, z wielkimi, nierównymi wargami, które wyglądały niemal wstrętnie, niczym rozjechany jeż. Ten nagły, mało estetyczny obraz zadziałał jak zimny prysznic; napięcie powoli zaczęło opadać.
W pokoju przez dłuższą chwilę panowała cisza, przerywana jedynie szelestem kartek i ciężkim oddechem Ernesta. Siedzieli przy biurku otoczeni podręcznikami do fizyki, które w tej chwili wydawały się jedynie zbędnym rekwizytem. Wspomnienie „zimnego prysznica” zadziałało kojąco; tętno chłopaka nieco zwolniło, a choć napięcie w kroczu wciąż było wyraźne, przestało być tak przytłaczające.
– Spróbujmy jeszcze raz z tymi siłami tarcia – zaproponowała Julia, uśmiechając się porozumiewawczo. W świetle lampki biurkowej jej oczy błyszczały niezwykle intensywnie.
Ernest skinął głową, próbując skupić wzrok na schematach, ale jego umysł wciąż błądził wokół zapachu lawendy i bliskości dziewczyny. Po kilku minutach walki z materią, czując, że fizyka przegrywa z instynktem, postanowił zmienić temat na coś znacznie bardziej przyziemnego.
– Wiesz... – zaczął nieśmiało, odkładając długopis. – Masz tu naprawdę miło. Ale zastanawiałem się... czy masz już kogoś? Chodzi mi o chłopaka.
Julia odchyliła się na krześle, a jej uśmiech nabrał tajemniczego wyrazu.
– Nie, nie mam chłopaka – odpowiedziała prosto, wpatrując go głęboko w oczy. – Ale nie myśl sobie, że jestem zupełną nowicjuszką.
Ernest poczuł dreszcz. Świadomość, że Julia zna już smak bliskości, dodawała jej postaci niesamowitego magnetyzmu. Rozmowa zaczęła płynąć swobodniej; pytania o preferencje i wspólne spędzanie czasu przeplatały się z cichym śmiechem. Atmosfera gęstniała z każdą sekundą, aż w końcu Julia, nie czekając na jego reakcję, pochyliła się szybko i przycisnęła swoje usta do jego ust.
To był krótki, niemal zaskakujący pocałunek, który zadziałał jak zapalnik. Ernest zamarł, czując nagłe uderzenie gorąca. Zanim zdążył w pełni przetworzyć to, co się stało, Julia odsunęła się o centymetr, patrząc na niego z rozbawieniem i wyczekiwaniem. Jej wzrok był pełen pewności siebie – wiedziała dokładnie, co zrobiła.
W tym momencie coś w Erneście pękło. Nieśmiały nerd ustąpił miejsca instynktowi. Chwycił ją za ramiona i zdecydowanym ruchem przyciągnął do siebie, prowadząc prosto na łóżko. Upadli na miękki materac, wciąż splatając się w uścisku i gubiąc w namiętnym pocałunku. Ich dłonie błądziły po ciele przez warstwy materiału, badając kształty i budząc kolejne fale pożądania.
Nagle Ernest wydał z siebie stłumiony jęk, który nie był jednak dźwiękiem czystej rozkoszy. Jego twarz wykrzywił grymas bólu zmieszanego z frustracją.
– Co jest? – szepnęła Julia, przerywając pocałunek i patrząc mu w oczy z troską. Zauważyła wyraźne wybrzuszenie pod jego spodniami, które niemal walczyło o miejsce między nimi na materacu.
– To... to przez ciebie – wyznał Ernest z trudem, czerwieniejąc jeszcze mocniej. – On jest... uwięziony w tych majtkach i robi się coraz większy. Nie mogę już normalnie oddychać.
Julia zaśmiała się cicho, a w jej oczach pojawił się ten sam badawczy błysk, który widziała matka Julii w salonie. Zamiast jednak czekać, przejęła inicjatywę. Wciąż całując go krótko i słodko, wsunęła dłoń do jego spodni, uwalniając go z ciasnych więzów materiału. W pokoju zapadła gęsta od napięcia cisza, przerywana jedynie ich przyspieszonymi oddechami. Widok potężnego, twardego członka sprawił, że dziewczyna na moment straciła dech. Jej małe dłonie ledwo obejmowały jego szerokość.
– O mój Boże... – szepnęła z niedowierzaniem zmieszanym z czystą ekscytacją.
Z determinacją w oczach pochyliła się nad nim. Próbowała objąć go ustami, chcąc poczuć jego pełną głębię, ale szybko zrozumiała, że rozmiar stawia przed nią wyzwanie. Nie była w stanie przyjąć go nawet do połowy; czuła jedynie opór i ogromne wypełnienie, które zmuszało ją do mocnego rozciągania ust. Zamiast jednak się poddać, postanowiła wykorzystać swoją zwinność i język.
Zaczęła powoli lizać czubek, obracając językiem wokół żołędzi, a potem przechodziła niżej, muskając każdy centymetr jego długości. Jej ruchy były rytmiczne, pełne pasji i badawczej ciekawości. Ernest zamknął oczy, czując, jak każda komórka jego ciała wibruje od intensywności doznań. Miękkość jej ust kontrastowała z twardością członka, a ciepło jamy ustnej sprawiało, że niemal tracił kontakt z rzeczywistością.
Julia nie przestawała. Zmieniała tempo, raz ssąc go mocniej, innym razem delikatnie obmywając językiem, patrząc na niego znad swoich rzęs. Widok Ernesta – tego nieśmiałego chłopaka, który teraz wyginał się pod jej dotykiem z twarzą pełną niemal bolesnej rozkoszy – napędzał ją jeszcze bardziej. Jej dłonie wędrowały w górę, gniotąc jego uda, podczas gdy usta pracowały nieustannie, tworząc dźwięki będące dla Ernesta najpiękniejszą muzyką świata.
– Julia... – wychrypiał, czując, że zbliża się do krawędzi. Jego dłonie mocno wbiły się w jej rude włosy, kontrolując tempo. – Julia, słuchaj... zaraz nie wytrzymam!
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się porozumiewawczo przez jego członek. Przyspieszyła, wykonując jeszcze bardziej zdecydowane ruchy ssania, jakby chciała wycisnąć z niego każdą kroplę przyjemności.
W tym momencie bariera pękła. Ernest poczuł gwałtowne skurcze w podbrzuszu i falę gorąca, która rozlała się po całym jego ciele. Nie mógł już kontrolować siły swojego orgazmu. Wystrzelił z niesamowitą mocą, a potężne strumienie białej cieczy uderzały w nią rytmicznie.
Julia nie zdążyła zareagować, gdy pierwsza fala trafiła prosto w jej twarz, osiadając na policzkach i ustach. Kolejne uderzenia sprawiły, że płyn spływał niżej, lśniąc na jej skórze. Ernest, drżąc jeszcze niekontrolowanie, oddawał ostatnie strzały, które trafiały w jej dekolt i piersi, a następnie spływały po materiale sukienki, tworząc ciemne plamy.
Gdy wszystko ucichło, Julia powoli odsunęła się od niego, patrząc na niego ze szeroko otwartymi oczami. Była zaskoczona nie tylko ilością, ale i intensywnością tego finału. Siedziała na łóżku, pokryta śladami jego namiętności – na twarzy, piersiach i sukience – a w jej oczach płonął triumf zmieszany z zachwytem.
Julia spojrzała w stronę lustra. W pokoju wciąż unosiło się gęste, gorące powietrze. Dziewczyna dotknęła palcami policzka, na którym wciąż lśniły białe ślady, po czym spojrzała na swoją sukienkę. Wyglądała, jakby brała udział w bukkake, ale zamiast zażenowania, na jej twarzy malował się czysty, niemal drapieżny triumf.
Z uśmiechem pochyliła się i jeszcze raz, tym razem delikatniej, przycisnęła swoje usta do jego.
– Nie wyprowadzę cię do drzwi w takim stanie – zaśmiała się cicho. – Muszę najpierw wskoczyć pod prysznic, żeby zmyć z siebie ten... efekt końcowy. Ty idź sam, zanim jeszcze raz stracisz panowanie nad sobą.
Ernest poczuł, jak fala rumieńców zalewa mu twarz. Gdy emocje opadły, powróciła jego naturalna nieśmiałość.
– Przepraszam... – wykrztusił z lekkim zawodem. – Nie chciałem, żeby było aż tak... intensywnie. Głupio mi przez to pobrudzenie ciebie.
Julia wybuchnęła perlistym śmiechem.
– Głupio ci? Ernest, nie przepraszaj! – zaśmiała się, poprawiając rozczochrane rude włosy. – Przecież widziałam, co masz w spodniach. Teraz już wiem, że rozmiar idzie w parze z ładunkiem!
Ernest również wybuchnął śmiechem. Całe napięcie ustąpiło miejsca niesamowitej lekkości bytu. Po krótkim, czułym pożegnaniu zebrał swoje rzeczy i powolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia.
Gdy mijał kuchnię, natknął się na Weronikę. Stała tyłem do niego, pochylona nad otwartą zmywarką. Jej dopasowana sukienka mocno opinała biodra i podkreślała kuszące kształty, które Ernest widział już wcześniej, ale teraz wydawały mu się jeszcze bardziej przyciągające. Przy każdym ruchu jej ciało poruszało się z dojrzałą gracją. Kiedy usłyszała jego kroki, wyprostowała się i odwróciła.
– O, Ernest! Już czas wracać? – zagadnęła, ocierając dłoń o sukienkę. Jej wzrok był badawczy, a w oczach czaił się figlarny błysk, znacznie bardziej wyrafinowany niż u Julii. – Jak tam nauka? Julia nie męczyła cię za bardzo?
Weronika podeszła o krok bliżej, a zapach jej perfum wypełnił przestrzeń między nimi. Przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy z wyraźnym flirtem, który sprawił, że Ernest poczuł dziwne mrowienie w podbrzuszu.
– Wszystko w porządku, pani Weroniko – wydukał, próbując zachować resztki niewinności.
– Dobrze, dobrze... – mruknęła pod nosem, puszczając mu oko, zanim pozwoliła mu odejść.
Ernest wyszedł z domu i ruszył w stronę przystanku, ale jego myśli nie należały już do fizyki ani nawet do Julii. Idąc ulicą, czuł na twarzy ciepło wieczornego powietrza, ale wspomnienie spojrzenia Weroniki paliło go bardziej niż letni wiatr.
„Ta kobieta naprawdę mnie podrywa...” – pomyślał z niedowierzaniem. W jego głowie pojawiła się odważna myśl, która sprawiła, że uśmiechnął się do siebie jak zwycięzca. „Tadeusz jest na kontrakcie, nie ma go w domu... pewnie ją cipka swędzi” – pomyślał z przekąsem. Czuł, jak nowa, dorosła pewność siebie kiełkuje w jego sercu. Już nie był tylko tym samym nieśmiałym nerdem; właśnie odkrył, że świat ma znacznie więcej barw i zapachów, niż uczyli go w szkole.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Pizdeusz-Przemiana
Treść stworzona przy pomocy AI
2 komentarze
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Jammer106
Popraw błąd w tytule.
Pozdrawiam.
zwyrol
@Jammer106 Poprawione
Jak coś jeszcze widziałeś to daj znać
Jammer106
@zwyrol coś by tam sy pewnie znalazło, ale nie wiem czy chcesz bym w publicznym komentarzu Ci wskazywał. Niektórzy tego nie lubią.
Pozdrawiam
zwyrol
@Jammer106 ja jestem amatorem, nie jestem pisarzem dla tego tam pewnie jest masa błędów. Zanim wrzucę to czytam to i poprawiam ale nie wszystko wyłapie. Wydaje mi się że mój prompt jest coraz lepszy i wiem jak na nim budować opowiadanie. Przynajmniej tak mi się wydaje 🤣
Jammer106
@zwyrol ja też jestem amatorem
zwyrol
@Jammer106 jak widziałeś jakieś błędy albo niedociągnięcia to możesz napisać. Wskazanie błędu by ktoś mógł to naprawić i stawać się lepszy jest jak najbardziej ok. W 2 moim opowiadania zwrócił mi ktoś na jakość redakcji i chaos. Myślę że jakiś tam postęp w ciągu tygodnia zrobiłem. Wcześniej tylko czytałem nic po za tym.
Jammer106
@zwyrol
Po pierwsze postaraj się wykasować zbędne zaimki osobowe typu jej, jego, ja,. Nie mówię że wszystkie, ale te zbędne.
Po drugie - zwróć uwagę na powtórzenia wyrazów, jeżeli w obrębie 4 linijek masz te same wyrazy (bez łączników typu i, w , ze) to postaraj się je zamienić. Skorzystaj z synonim net. , bardzo pomaga w tej kwestii.
Tyle na początek.
Pumciak
Zrobiło się bardzo gorąco