Niebiański seks cz. 2

Ksiądz Marek cały czas myślał o ostatnich wydarzeniach. Cały czas myślał o Ani. Seks z nią był dla niego cudowny. Zaczął się zastanawiać, czy Bóg naprawdę istnieje. Jako że zawsze był racjonalistą, coraz bardziej dochodził do wniosku, że nie. Teraz wydało mu się to oczywiste. Nie ma nieba, nie ma piekła, nie ma kary za grzechy, nie ma grzechów. To co robimy jest przez każdego człowieka inaczej odbierane. To co dla jednych jest dobre, dla innych może być złe. Ania czuła to samo.  
Przez cały tydzień Marek i Ania wykonywali swoją pracę tak, jak dawniej, by nie robić zamieszania wśród ludzi i uporządkować wszystkie sprawy. Gdy nadeszła niedziela, Marek odprawił mszę. Była na niej jego ukochana, która udawała, że modli się jak gdyby nigdy nic. Od ostatniego upojnego spotkania nie mieli okazji się spotkać. Czuła pożądanie. Była bardzo zniecierpliwiona. Czas wyjątkowo jej się dłużył. Po mszy poszła do zakrystii i czekała, aż wszyscy wyjdą. Gdy kościół opustoszał, rzuciła się na Marka, nogami oplotła się wokół niego i zaczęli się namiętnie całować. On trzymał ją za pupę i docisnął ją do szafki.  
-Stęskniłam się za tobą.  
-Ja za tobą też.  
Puścił ją, podszedł do szafki, gdzie były różne rzeczy potrzebne do mszy i wyciągnął z niej dwa kielichy i kuliste naczynie. Było w nim wino do mszy. Zaczął je nalewać do kielichów.  
-Zwariowałeś - powiedziała ze śmiechem Ania.  
-Chciałaś, żebym był taki jak kiedyś, więc proszę, oto jestem, który jestem - to mówiąc podał jej kielich. Ze śmiechem stuknęli kielichy jeden o drugi i wypili z nich wino.  
-Nawet niezłe - powiedziała Ania. Marek dolał jej jeszcze trochę, a sam wypił resztę z naczynia. Wina nie było dużo. Odłożył wszystko do szafki, po czym pocałował swoją ukochaną.  
-Zróbmy to. Zróbmy to tutaj - powiedział.  
-Wydymaj mnie na ołtarzu - szepnęła mu do ucha.  
-O nie, to zbyt szalone.  
-No...  
-Nie wiedziałem, że jesteś tak szalona.  
-Będziesz musiał się przyzwyczaić.  
Wyszli z zakrystii i stanęli obok ołtarza. Ania ściągnęła z niego wszystko oprócz obrusa, a Marek przyniósł podkładki pod kolana i poduszki, które na nim ułożył. Rozebrali się do naga. Marek wziął swoją piękność na ręce i położył na ołtarzu. Powiedział, żeby położyła się na plecach. Wzniósł do góry ręce i powiedział:
-Składam ciebie w ofierze bogom na tym świętym ołtarzu... Twoja krew odkupi cały ten świat, ale najpierw będziesz musiała wziąć moje mięso do buzi, a później ja zanurzę się w czeluściach twego łona... i tak dalej, i tak dalej, nie przedłużajmy tego.  
Wskoczył na ołtarz, wsadził głowę pomiędzy jej uda i zaczął lizać jej różową brzoskwinkę. Ania była tak mocno napalona, że gdy jego język dotkną jej wrażliwego miejsca, krzyknęła tak mocno, że powstałe echo było tak głośne, że Marek tak się przestraszył, że zerwał się i rozglądał, czy ktoś czasami tego nie usłyszał.  
-Proszę, nie przerywaj, to takie cudowne.  
Mężczyzna kontynuował. Lizał ją po cipce, po jej wargach, wbijał się w jej dziurkę, co wywoływało u jego kochanki drżenie ciała i pulsowanie pipki. Jej jęki wypełniały całą świątynię, jednak nie zważali na to. Podniósł głowę i się wyprostował. Nagle zobaczył, że zza ławek w nawie obserwuje ich dwóch młodych chłopaków. Wzdrygnął się ze strachu. Ich głowy schowały się pod ławkami.  
-Co wy tam robicie? Wyłaźcie!
Chłopcy wyszli powoli zza ławek.  
-Co się tak gapicie?! Wypi*rdalać mi stąd, bo wam wsadzę mojego mokrego ku*asa do ryja!
Chłopcy zaczęli się cofać z uśmiechem na twarzy.  
-A ksiądz ma grzech - krzyknął jeden z nich. Gdy nadal nie odchodzili, Marek wstał i zaczął biec w ich stronę na golasa, a jego dyngus odbijał się od jego nóg. Młodociani szybko uciekli. Bez zwłoki wrócił do swojej kipiącej seksem nimfy. Ukląkł przed nią, potarł ręką jej wilgotny wulkan miłości i zanurzył w nim swój mięsny karabin. W końcu doczekali się tej upragnionej chwili. Rypał ją bardzo mocno. Trzymał ją i raz za razem ładował w nią kolejne sztosy. Jej cipa była gorąca jak szczur w oleju. Nie chciał szybko kończyć zabawy, więc zmienili pozycję. Ania wypięła swój tyłeczek na klęczkach, a on wsadził swojego parówczaka w jej sracz. Zrobił to szybko mimo jęków i stęków Ani, która z bólu aż się wiła. Kiedy już rozepchał jej ciasny odbyt, zaczął poruszać biodrami w przód i w tył. Jego jaja klaskały o jej dupę. Po chwili Ania dostała spazmów, a jej odbyt zrobił się ciaśniejszy. Oboje jednocześnie dostali orgazmu. Jego sperma wypełniła jej wnętrze. Wyszedł z niej, a wielki strumień jego soków popłyną z wielkiej dziury po jej udach. Na koniec umyli się z grubsza w pozycji 69. Gdy już odsapnęli, ubrali się i posprzątali ten bajzel. Rzucili cały ten kościół i zamieszkali razem. Od tej pory, gdy tylko chcieli, grzmocili się jak króliki.

Mefisto

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 960 słów i 5071 znaków.

12 komentarze

 
  • jamjołek

    a ja myślę że to bzdet..... prawdziwy ksiądz nie pozwolił by odejść małym chłopczykom tylko przyłączył by ich do niebiańskiej zabawy....

  • loVe

    Yeah!  :sex2:  :devil:

  • Psycho

    3 ostatnie zdania- mega :D

  • hehs

    "****ać mi stąd, bo wam wsadzę mojego mokrego ****a do ryja " Jebłem

  • claudus

    Z chęcią poczytałabym więcej przygód tegoksiedza.  :-)  swietne

  • as

    grzmocili sie jak króliki hahahah roz****o mnie to

  • misiek

    Zaraz BY wyzywali co to ma być itp.     Opowiadanie super :sex2:

  • czytelniczka

    żałosne...

  • M

    Szkoda że się nie odezwały katole myślałem że się pośmieje z głupich komentarzy.

  • krysia

    Gdzie pomieszkuje ten ksiadz :p bardzo fajne

  • Gosienka

    och super;)

  • ktoś

    Fajne i ambitne zakończenie