Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Myślami gdzie indziej...

Myślami gdzie indziej...Takie rozkoszne chwile umilały nam czas, to jednak nie Anastazja, lecz Joanna zaprzątała coraz bardziej moje myśli i ciało... Nie oszukujmy się panowie, każdy z was, będąc na moim miejscu, wykorzystałby tę okazję do spełnienia swoich fantazji. Nie inaczej było ze mną. Nieraz sięgałem ręką do rozporka, mając przed sobą zdjęcia wirtualnej, filuternie pozującej kurewki. Często budziłem się w środku nocy z płonącą lancą…

- Pieszczoty dłonią to jednak nie jej usta. Słodkie, wilgotne, sprawne... Karesy sam na sam to nie zmysłowy taniec jej języka na nabrzmiałej główce... - snułem wyobrażenia, upajając się słodką samotnością…

To niesamowite, jak bardzo można pragnąć rozkoszy, której się nie zaznało, jak silnie łaknąć pieszczoty, której się nie doświadczyło. Moje ciało i zachowanie potwierdzały starą jak świat prawdę, iż zakazany owoc smakuje najlepiej… Nie da się opisać emocji, które w tym momencie mną targały. Gdybym tylko mógł zerwać plon wyjątkowej jabłoni i posmakować jego soczystej słodyczy, zrobiłbym to bez wahania i oglądania się na konsekwencje. Dla takich chwil żyje każdy normalny mężczyzna, nieskorzystanie z takiej okazji to grzech niewybaczalny. Na razie jednak pozostawała mi słodka alienacja, przynajmniej w tym momencie. Na szczęście pomocną dłoń wyciągnął do mnie wirtualny świat fantazji erotycznych… W moich myślach kochaliśmy się wszędzie. Na łonie przyrody, w samochodzie, w domu. Nie było miejsca, gdzie jej nie brałem. W kuchni, łazience, w przedpokoju, sypialni. Na łóżku, przy stole, na podłodze... Była cała moja, miałem ją do dyspozycji co noc. Czerpaliśmy z romansu pełnymi garściami - ona uczyła mnie pożądania, ja gasiłem jej pragnienie tak jak lubiła…

Uwielbiała mieć go w ustach i czuć, jak budzi się w nich do życia. Aby pragnieniom nadać realny kształt, kokieteryjnie rozpoczynała rozmowę, która zawsze kończyła się po jej myśli…

- Wiesz, strasznie jestem głodna, nakarmisz mnie?

- Oczywiście kochanie, na co masz ochotę? - pytanie było czystą formalnością, obie strony wiedziały bowiem, że chodzi o kawał soczystego, mięsistego i ciepłego fiuta, który po brzegi wypełni jej usta…

Joannę podniecało również jak ma rozkosz rosła w dłoni. Siedziała wówczas za mną i ściskając kutasa szeptała do ucha, jak bardzo go pragnie…

- Jesteś moim samczykiem a ja twoją suczką… Zgadza się?

- Przecież wiesz, czemu pytasz?

- Bo chcę widzieć, jak ci staje i wulgarnie sterczy. Taaaki gorrrący. Wypełniony lepką spermą. Dawno jej nie smakowałam. Spuścisz się dziś w moje usta, dobrze?

- Oj, nie prowokuj mnie, bo…

- Bo co? Zerżniesz swoją sunię? - Czekam aż wejdziesz na mnie jak pies na sukę… Więc jak…?

Wobec takich słów nie mogłem pozostać obojętny. Zresztą nawet gdybym chciał, nic by z tego nie wyszło, samcza natura była bowiem silniejsza. Po chwili byłem więc w jej ustach. Pięknie je wypełniałem i pieprzyłem. Można powiedzieć, że to ja ją tego nauczyłem, wszak co wieczór ambitnie odrabialiśmy lekcje z języka francuskiego… Soczystość pocałunków, które składała na męskości i miękkość warg, które z pietyzmem sunęły po lancy w połączeniu z rozkosznie zwinnym języczkiem były ukoronowaniem cielesnego spełnienia. Do tego te powłóczyste spojrzenia rzucane w moją stronę z gracją paryskiej kurtyzany… Jeśli w tym momencie mi zazdrościcie, drodzy panowie, to bez wątpienia macie rację. Tak, lekcje francuskiego z tą kobietą rozgrzewały moje fantazje do czerwoności, aż strach pomyśleć, jaką przybrałyby postać w rzeczywistości… Z pewnością realność ubrałbym w szaty perwersyjnej lubieżności. Poczułaby moja ukochana, co to znaczy zakrztusić się rozkoszą. Nie tylko w przenośni, lecz przede wszystkim dosłownie. Wyzbyty z resztek przyzwoitości, skradłbym jej oddech słodkim kneblem. Do tego stopnia, że łzy napływające do oczu zmyłyby perfekcyjny makijaż zmysłowo zaznaczając mą obecność. Na tym jednak by się nie skończyło. W chwili, gdy na jej ustach zatrzymałyby się soczyste winogrona, poznałaby co to “głębokie gardło”. Oj, z lubością eksplorowałbym jej usta, ma batuta nadawałaby ton rozkosznemu utworowi, któremu spełnienie na imię. Te zaś byłoby jak wybuch Wezuwiusza, który obudził się po długim śnie. Wystrzałów nie byłoby końca, tymczasem lawa, lepka i gorąca, majestatycznie spływająca, przeszłaby do historii jako obraz upojeniem malowany…

Takie bezeceństwa kłębiły się w mojej głowie, takie plugastwa nadawały treść samczym fantazjom. Wszystkiemu zaś winna była ona - kobieta, która tak bezwstydnie kusiła ciałem, że na jego widok męskość stała na baczność i salutowała na cześć rozkoszy, dumnie prężąc wdzięki. Nieważne czy był środek nocy, ranek czy popołudnie. Ilekroć patrzyłem na zdjęcia Joanny, jej wizerunek budził mnie do życia, a fantazje na jej temat sprawiały, że waciana miękkość zamieniała się w kamienistą sztywność. Nie było dnia, abym nie zaznał słodkiego spełnienia, nie było nocy, aby ma męskość nie oddała salw na cześć rozkoszy… “Wiwatowałem” przed wizerunkiem Bogini, raz po raz strzelając najsłodszą amunicją świata i marząc, że kiedyś to Joanna odpali lont i będzie jej dane zobaczyć pokaz najwspanialszych fajerwerków, które rozbłysną na firmamencie naszego spełnienia. Na razie jednak Ladacznica, ta istna nałożnica Diabła, wodziła na pokuszenie, tworząc z niego istny spektakl...

Joanna potrafiła kusić spojrzeniem i uwodzić gestem, rozbudzać zmysły do czerwoności strojami, doprowadzać do orgazmu plastyką rozkosznego ciała... Jak każda kobieta chciała czuć się wyjątkowa w oczach mężczyzn. Dlatego jej specyficznie pomalowane powieki, podkręcone rzęsy i wypukłe usta przybierały kuszące barwy, wśród których prym wiodły piekielna czerń i diabelska czerwień… Wiedząc o tym, że mężczyźni to wzrokowcy, ubierała się w taki sposób, aby subiektywnie podkreślić kuszące kształty pośladków, skierować samcze spojrzenia na ponętne nogi i apetyczne piersi. Jednym słowem - tendencyjnie kusiła cielesnością…

Jej figi, dzięki zmysłowej i pełnej elegancji stylistyce, podkreślały piękno sylwetki w każdym calu. Przeważnie prezentowały się w głębokim odcieniu czerni, który stanowił doskonałą bazę dla wysokiej jakości bawełnianych elementów. Precyzyjne wykończenie bawełnianej przedniej części fig, było połączone z misternie zaprojektowanym tyłem. Właśnie tam koronka w kwiatowym wzorze na delikatnej siateczce nawiązywała do zmysłowych kabaretek, nadając bieliźnie zdecydowanie wyrafinowanego i nieco drapieżnego charakteru...

Cienki szew w czarnych samonośnych pończochach wabił spojrzenia lśniącym, srebrzystym przeplotem ozdobnej nitki. Subtelna dekoracja stanowiła ponętny element garderoby, który tworzył luksusowy charakter pończoch w stylu glamour. Oploty ud w postaci gęstej siatki przekonywały, że to czarne samonośne pończochy ze szwem retro, ale w nowoczesnym i prestiżowym wydaniu. Każdy ruch ich właścicielki zyskiwał dodatkowy blask. Zmysłowy szew, utkany z lśniących srebrnych nitek, był mieniącym się akcentem, który połyskiwał niczym drogocenna biżuteria na tle klasycznej czerni, dodając subtelnego, ale niezapomnianego uroku. Z kolei siatkowy oplot na udach stał się nie tylko dekoracją, ale i dowodem na wyrafinowane poczucie mody. Ten unikalny detal zdobił nogi, tworząc wizualny magnes, który przyciągał spojrzenia…

Tymczasem zmysłowy peniuar był manifestem niewymuszonej elegancji i niebywałej zmysłowości. Patrząc na to cudo, trudno było nie odnieść wrażenia, że został stworzony dla współczesnej damy, która ceni sobie wyrafinowaną estetykę i niekwestionowaną jakość. Bez wątpienia zapewniał wyjątkową celebrację kobiecej formy. Kluczowym elementem tego bieliźniarskiego dzieła był finezyjny wzór w cętki, umieszczony na subtelnej, przyjaznej dla skóry tkaninie. Ta wytworna grafika tworzyła poczucie luksusu i tajemniczości, jednocześnie podkreślając uwodzicielską naturę kreacji. Równie urzekający był element satynowego wiązania w talii. Nie tylko zapewniał idealne dopasowanie do sylwetki, ale także dodawał aurę klasy i elegancji. Satyna jako materiał wiązania służyła tu jako niewerbalne przypieczętowanie luksusu, podnosząc już i tak imponujący poziom wyrafinowania.

Myślę, że Joanna była w pełni świadoma tego, jaki skutek niesie ze sobą wysyłanie zdjęć, na których rozkosznie rozkłada nogi i ponętnie wypina tyłek czy ssie palca wprost wyjętego z mokrej muszelki... Wiedziała, że co wieczór ma dłoń sunie po spragnionym przyrodzeniu a w głowie kłębią się skrajnie nieprzyzwoite wizje i obsceniczne, ocierające się o wulgarność wyobrażenia. Jestem przekonany, że oglądając mą męskość robiła dokładnie to, co ja, widząc jej spragnioną myszkę niedbale skrytą za dłonią spoczywającą na rozgrzanym łonie. Oczywiście, o ile w danym momencie nie była z kimś realnym...

Tak rozpoczyna się historia mojego romansu, później zaś związku z luxury escort girl, którą los mi zesłał, burząc dotychczasowe życie jak domek z kart. Dziś, gdy piszę te słowa, mija dokładnie dziesięć lat od naszego pierwszego spotkania. Spotkania nietypowego, jak cała ta historia. Poznaj ją i dowiedz się, jak zrządzenie losu może z młodego chłopaka zrobić dojrzałego mężczyznę, świadomego swojego ciała i jego potrzeb. Mężczyznę, który mając u boku piękną prostytutkę, odważnie otwiera drzwi do świata BDSM.

Książkę tę dedykuję Joannie, pierwszej i jedynie prawdziwej miłości, którą dane mi było zaznać i poczuć wszystkimi zmysłami. Dziękuję Ladacznicy za duszę i ciało, które złożyła przede mną na ołtarzu naszego uczucia. Oba te byty, pełne skrajnych sprzeczności, jak ogień i woda, siła i niemoc, stały się źródłem nieustającej inspiracji, której efektem finalnym okazała się owa powieść, czyli prawdziwa historia naszego związku. Nietypowego jak na polskie warunki, burzliwego - charakterem przypominającego włoskie relacje damsko-męskie, zakończonego niespodziewanym finałem niczym w amerykańskim kinie. Poznajcie zatem Joannę i Krzysztofa oraz ich podwójne życie, które skrywają przed światem pod maskami fałszywych tożsamości...

GrzesznaBogini

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 1835 słów i 10651 znaków, zaktualizował 11 mar o 13:13.

Dodaj komentarz