Gość w dom, Bóg w dom.

Wkraczając w smugę cienia coraz częściej wracam pamięcią do wspomnień z lat młodości. Chociaż mówi się, żeby nie chwalić dzisiaj przeszłych triumfów, bo nie będzie czego wspominać w przyszłości, ale natura jest silniejsza od wszelkich życiowych prawd, a i siły nie pozwalają już na gromadzenie nowych.
Powspominajmy więc...
                      Miałem z jeszcze dwoma kumplami jakąś robotę na mieście. Szybko się uwinęliśmy, a że do firmy nikomu z nas nie chciało się wracać, to postanowiliśmy gdzieś się zamelinować. Adam stwierdził, że w pobliżu mieszka jego znajomy. Przekręcił do niego i okazało się, że ten ma wolne i jest w domu. Nawet się ucieszył, że wpadniemy bo trochę mu się nudzi. Zrobiliśmy zaopatrzenie 2x0,75l i wbijamy się na chatę. Koleś nam otwiera, ale jeszcze w drzwiach szepcze, że jego żonka wróciła wcześniej od koleżanki. Trochę się zmartwiliśmy, bo wiadomo – żona i kumple to dwa różne światy. Wchodzimy, witamy się, zdejmujemy katany i na pokoje. To było dwupokojowe mieszkanie w bloku. Typowe wyposażenia, a'la późny Gierek – meblościanka, wersalka dwa fotele, ława i dywan na środku. Paweł – nasz gospodarz, włączył jakąś muzyczkę ze szpulowego magnetofonu i wyjął z kredensu kieliszki. My z torby wyciągamy gorzałkę, ale on mówi:  
- Nie będziemy pić ciepłej wódy. "Co racja to racja, ale kto by czekał godzinę aż się schłodzi." Paweł zgarnia flaszki i wychodzi z pokoju. My tęsknym wzrokiem odprowadzamy je, dopóki nie zniknęły wraz z gospodarzem w korytarzu. Po chwili wraca dumny z siebie i niesie zmrożoną połówkę "Wyborowej”. To na dobry początek ode mnie. Gęby nam się śmieją. Polewamy i wychylamy kieliszki. Zimna wódka spływa do gardła i czujemy się, że zacytuję: "jakby nam Jezusik bosą stópką przeszedł po szyi”. Polewamy i wypijamy następną kolejkę. Alkohol rozlewa się błogim ciepełkiem po ciele. Jest dobrze. Rozsiadamy się wygodnie, rozglądamy po chacie i ktoś pyta przytomnie:
- A gdzie jest nasza gospodyni? Chyba się na nas nie obraziła? Paweł nachyla się do nas i konfidencjonalnym szeptem mówi:
- Wiecie, jak to kobita...najpierw się trochę naburmuszyła, że przyjdziecie, a teraz się pindruje w łazience.  
- No to dobra nasza – ktoś woła i polewamy kolejkę. Siedzimy, gadamy, a tu do pokoju wchodzi nasza gospodyni odpicowana jak stróż w Boże Ciało. Laska pierwsza klasa. Wysoka, tak na oko z metr siedemdziesiąt sześć. Blond długie włosy, niebieskie oczy. Wyglądała jak jakaś Szwedka z reklamy. Do tego bluzka ciasno opinająca jej piersi i obcisła miniówka. Obcinamy ją z góry na dół i nagle...zgrzyt! Na stopach zwykłe, schodzone laczki domowe. "No, jednak ideałów nie ma – myślę.” Całujemy rączki, przedstawiamy się i sypiemy komplementami. Ona zawstydzona, jakby nie miała świadomości jakie wrażenie robi na facetach.
- To ja może zrobię jakąś zagryzkę, bo panowie tak piją bez zakąszania. A to nie zdrowo!
My zdążyliśmy tylko – Jacy tam Panowie! A ona już pobiegła do kuchni.
- Ty farciarzu – mówi Adam do Pawła – Nie chwaliłeś się, że masz taką piękną żonkę. Już teraz wiem dlaczego się z nią nie pokazujesz. Pewnie boisz się, że ktoś ci ją poderwie.
Paweł na to:
- Fakt. Ładna jest, ale głupia jak typowa blondyna. Trochę już mnie irytuje. W małżeństwie seks to jednak nie wszystko. Nieraz człowiek by pogadał, ale z nią nie ma o czym.
Wchodzi Ela i wnosi na tacy zakąski i herbatę. Patrzymy na nią i po tym co usłyszeliśmy podoba nam się jakby mniej. Ona chce wyjść z pokoju. Wymawia się, że nie będzie przeszkadzać. Paweł ma to w dupie, ale ja podbiegam do niej, łapię za rękę i sadzam na fotelu.
- Pani Elu, karniaczek się należy – mówi kumpel i polewa jej pół szklany. Ona się trochę kryguje, ale zachęcana bierze szklanę i wychyla duszkiem. Nam kopary opadły. Ale Paweł tylko przewrócił oczami i wykonał charakterystyczny gest dotykając szyi kantem dłoni.
-...i do tego – jak widzicie – jazzmenka – dodał.
"Laska nie tylko wygląda jak szwedka, ale też pije po skandynawsku – pomyślałem”. Dalej już piliśmy równo i gospodyni nie opuszczała żadnej kolejki. Atmosfera się rozluźniła i wszyscy dobrze się bawili. Tylko Paweł coraz bardziej cichł i z dezaprobatą obserwował pijackie wyczyny żony.
Z magnetofonu poleciał jakiś szybki kawałek i drugi kumpel - Rafał poprosił gospodynię do tańca. Kręcił nią we wszystkie strony, aż pogubiła laczki. Kiedy wrócili do stołu Elka była tak zdyszana, że jej piersi głęboko falowały przy każdym oddechu. Na stole wylądowała nasza zmrożona 0, 75l. Przeszło kilka kolejek i pierwsi zawodnicy zaczęli odstawać od czołówki. Najgorzej wyglądał Paweł. Drzemał w rogu wersalki i poszturchiwany budził się tylko na kolejne toasty. Na Elce jej stachanowskie podejście do picia też odcisnęło swoje piętno. Rozparta w fotelu z papierosem w kącikach ust, zanosiła się pijackim śmiechem z każdego dowcipu. A, że bawiło ją wszystko, to też przy stole, głównie było słychać tylko ją. Założyła nogę na nogę tak, że spódnica odsłoniła brzeg białych, bawełnianych majtek. Znów posypały się komplementy na temat jej urody i uwagi na temat szczęścia Pawła. Elka zaśmiała się i stwierdziła:
- Co z tego, że ma mnie w łóżku kiedy jego mały fiutek rzadko budzi się do życia. Wszyscy zarechotaliśmy i spojrzeliśmy z politowaniem na śpiącego gospodarza. Adam poprosił ją do tańca połamańca. Skakali w rytm muzyki i wymachiwali nogami jakby tańczyli kankana. Z naszej niskiej pozycji na wersalce widać było jej majtki i kształtną bułeczkę między nogami. Biust unosił się i opadał w rytmie tańca. I nagle ta myśl: "Muszę ją mieć”. Zaczynam kombinować. Przysiadam się bliżej niej. Polewam i zagajam. Szepczę na ucho, że porusza się w tańcu zwinnie jak kocica. A może to wpływ pory roku – mamy marzec i kotki szukają kocurów. Miauczę jej do ucha, a ona w śmiech. Adam z Rafałem dyskutują zażarcie na temat słabości naszej reprezentacji. Paweł zapadł się w pijacką drzemkę. Nalewam po kieliszku i proponuje brudzia. Krzyżujemy ramiona i wypijamy jednym haustem. Zanurzam dłonie w jej włosach. Przysuwam twarz w jej kierunku. Jej rozbawione oczy poważnieją i patrzą z uwagą. Kiedy czuję na twarzy płytki, szybki oddech dziewczyny, zatrzymuję się i obserwuję jak skrzydełka jej nosa poruszają się w podnieceniu. Zbliżam się i całuję ją wsuwając język w usta. W pierwszym odruchu cofa głowę, ale przytrzymuję ją. Opór Eli ustaje i całujemy się namiętnie. Kiedy odrywamy się od siebie - ona dyszy podniecona. Oglądam się na pozostałych. Adam z Rafałem toczą nadal pijacką dyskusję i nie zwracają uwagi na nikogo, a Paweł spoczywa w objęciach Morfeusza. Biorę ją za rękę i wyciągam na parkiet. Idzie powłóczystym krokiem, kołysząc biodrami. Wokalista "Omegi” wyznaje miłość "Dziewczynie o perłowych włosach”, a ja wtulam się w "moją” blond wenus. Obejmuję ją ciasno w pasie. Czuję jak drży, a jej dłonie wilgotnieją. Zarzuca mi ramiona na szyję i opiera głowę na barku. Jej włosy muskają mi kark i policzki. Powoli zamykamy się w kokonie intymności. Z otchłani dochodzą do nas dźwięki rozmowy i muzyki. Brzmią nierealnie jak z innego świata. Nasze zmysły są wyostrzone i skoncentrowane na wzajemnych bodźcach. Mruczę jej do ucha jak marcowy kocur. Uśmiecha się do swoich myśli. Podnosi głowę i z uwagą lustruje moją twarz. Za kurtyną blond zasłony porozumiewamy się bez słów. Jej źrenice rozszerzają się. Nasze tętnice szyjne – miłosnym Morsem – wysyłają intymne wyznania. Całujemy się namiętnie. Języki kręcą erotyczne piruety. Przywieramy do siebie biodrami. Mój rozbójnik uciska jej brzuch. Stoję tyłem do biesiadników i ośmielony tą sytuacją pieszczę jej pośladki. Kiedy naciągam je na boki Ela cicho jęczy i przywiera jeszcze mocniej do mnie. "Jest dobrze myślę, ale co dalej” Kombinuję i podejmuję decyzję. Powoli, tanecznym krokiem kierujemy się w stronę korytarza. Rzucam spojrzenie w stronę kumpli. Nie zwracają na nas uwagi. W holu dopadamy do siebie na całego. Pocałunki, jak serie z karabinu maszynowego, pokrywają nasze twarze, szyje, uszy i ramiona. Podciągam jej bluzkę wraz z biustonoszem i całuję piersi. Są twarde jak dziewicze. Sutki oskarżycielsko mierzą we mnie. Rzucam się na nie, żeby zagłuszyć poczucie winy. Ale im bardziej się staram, tym bardziej one krzyczą: Cudzołożnik! Świnia! Odrzucam te myśli i brnę dalej. Ela dyszy i jęczy kiedy kąsam niesforne piersi. Jej dłonie szarpią mi włosy i przyciskają głowę do ciała. Wkładam rękę między uda i wędruję w górę. Natrafiam na bawełnianą, wilgotną miękkość majtek. Dziewczyna jak wiosenna roślina puściła już pierwsze soki. Trzymam jej rękę opartą o ścianę nad jej głową i namiętnie całuję usta, a drugą pocieram krocze. Ela wypycha biodra w kierunku skąd nadchodzi rozkosz. "Alarm! Okoliczności ci sprzyjają, ale tak nie będzie wiecznie” - myślę. Łapię ją za rękę i ciągnę do drugiego pokoju. Ona idzie powoli otumaniona wydzielanymi przez organizm hormonami, które działają na kobietę jak narkotyk. Zaciągam ją do biurka i opieram jedną jej rękę na blacie. Ona ociężale kładzie drugą i zawisa tak na ramionach z opuszczoną głową. Łapię ją za biodra i odciągam delikatnie do tyłu. Podciągam spódnicę i powoli ściągam majtki. Bawełna jest wilgotna od miłosnych wydzielin. Ela oddycha głęboko w oczekiwaniu. Klękam za nią i odciągam pośladki żeby przygotować teren dla mojego speleologa. Nie ma jednak takiej potrzeby. Dziewczyna jest wilgotna, a jej blond włosy na łonie wręcz posklejane od lubrykantu. Sonduję pochwę palcem. Jest ciasna, a mięśnie wyściółki momentalnie zaciskają się wokół obcego ciała. " Będzie ciężko”- myślę. Rozpinam spodnie. Na ten dźwięk kobieta sztywnieje, odwraca głowę i czeka na mojego Godota. Ten jest gotowy od dawna i kiedy go uwalniam dumnie pręży się jak ogier na pokazie arabów.  
- Boże jaki duży! - mówi ze strachem Ela i dodaje – Bądź delikatny. Proszę.
"Kurwa! Nie mam gumy! - myślę – ale skoro ona nie protestuje to jedziemy na żywca. Chyba od niej nic nie złapię. W końcu Paweł się nie skarżył, że mu sprzedała jakieś mendy – i uśmiecham się do swoich myśli.” Biorę wojownika do ręki i przesuwam łeb wzdłuż szparki. Dziurka jest tak naoliwiona, że wacek ślizga się po niej, jak łyżwiarz po zamarzniętym jeziorku. Lekko napieram i moja sonda z ciekawością zagłębia się w nieznany świat. Dziewczyna syknęła z bólu i wyprostowała gwałtownie dłonie, odchylając do góry palce. Zatrzymałem się i delikatnie kręcę tyłkiem jakbym pogłębiał otwór. Ona jęczy i odwraca głowę w moja stronę. Oblizuje lubieżnie wargi, a w jej oczach maluje się pożądanie. Ruszam bardziej zdecydowanie. Ona gardłowo krzyczy i łapie się za krawędź blatu. Mięśnie pochwy zaciskają się na członku jakby chciały powstrzymać jego pochód. Jednak mój konkwistador niejedną taką "terra nova” zdobywał. Dzielnie prze i zdobywa teren centymetr po centymetrze. W swojej zapalczywości staje się brutalny i okrutny. Jego zdobycze znaczone są bólem, potem, łzami i krzykami.
- Wolniej!  Proszę... - zdławionym głosem prosi kobieta.
Przytomnieję i zwalniam tempo. Ona trochę się odpręża i mój wojownik ma więcej luzu. Łapię ją za włosy i odciągam do tyłu głowę. Wygina ciało w łuk. To mój łuk triumfalny. "Który to z kolei? - myślę”. Na pośladkach pojawiają się krople potu. Trzymam jej włosy jak lejce i ujeżdżam klacz, która z każdym pchnięciem nabiera coraz większej ochoty, żeby jej ściągnąć uzdę i wbić ostrogi w boki. Członek dotarł do ostatniej rubieży i teraz z ciekawością penetruje zdobyty teren. Tubylcy już się pogodzili z jego obecnością, a nawet okazują mu gościnność. Pochwa ściska go jak dawno niewidzianego przyjaciela - mocno, ale z miłością. Ela wpada w ekstatyczny trans i zaczyna krzyczeć coraz głośniej. W końcu zakneblowałem ją, jej własnymi majtkami. Teraz mruczy jak dwunastocylindrowy silnik. Zaczyna charczeć jak suka u kresu sił, w pogoni za zającem. Ja też czuję, że wiosenne wody wzbierają we mnie i gotowy jestem na posiew nowego życia. Kobieta zaczyna spazmatycznie krzyczeć, a jej ciało raz za razem przebiega skurcz rozkoszy. Potrząsa głową, a jej płowa grzywa zamiata blat biurka. W końcu unosi biodra w dół i górę. Ja wykonuję jeszcze kilka sztychów i zadaję ostateczny cios wbijając się z jękiem w kobietę. Czuję jak słoneczny wiatr mojej spermy, jak wielki wybuch penetruje wszechświat jej pochwy. Trwamy tak przez kilka minut sycąc się rozkoszą rozpływającą się po naszych ciałach. Przytomniejemy. Wracamy do rzeczywistości. Wysuwam ciągle jeszcze nienasyconego wojownika. Ona cicho jęczy i ściska uda, które ciągle drżą echem wcześniejszych eksplozji. Ubieram się i przyglądam z miłością kobiecie, którą dobry los postawił na mojej drodze. Ona podnosi się i rzuca w moje ramiona. Całuje mnie mocno w usta. Myślę, że i ona dziękuje swojemu przeznaczeniu. Odrywa się ode mnie i biegnie do łazienki śmiesznie ściskając kolana. Wracam do kumpli z miną zdobywcy w momencie kiedy próbują rozstrzygnąć czy Deyna jest lepszym piłkarzem od Bońka. Pawłowi śni się coś miłego bo uśmiecha się przez sen. Może ma sen erotyczny z udziałem żony i jakiegoś dopiero co poznanego faceta? Siadam i nalewam sobie kielicha, którego wypijam jednym haustem. Patrzę z wdzięcznością na Pawła i myślę, że wykazał się zaiste – staropolską gościnnością.

gonzo

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2514 słów i 14136 znaków, zaktualizował 4 cze 2018.

3 komentarze

 
  • violet

    Na luzie napisane opowiadanie, łapa ode mnie ;)

  • MrHyde

    Bóg w dom? Skromy jesteś, autorze. ;)

  • gonzo

    @MrHyde Tak mam od momentu kiedy dowiedziałem się, że mamusię odwiedził kiedyś Zeus pod postacią łabędzia. :smiech2:

  • Anonimm

    Nawet niezłe, ale momentami zbyt „przekolorowane”

  • gonzo

    @Anonimm Często mi zarzucano, że za ostro piszę. Szczególnie Panie, a na tych czytelniczkach też mi zależy. Dlatego teraz takie soft bardziej pod nie.