Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

EN57 Bez biletu do vaginy

Jest dopiero środa, a ja już drugi raz w tym tygodniu wbiegam po schodach na peron tuż przed gwizdkiem kierownika pociągu. Nie zdążyłam mu się dokładniej przyjrzeć, ale był to kawał chłopa o urzekającym uśmiechu pomimo szorstkich męskich rysów twarzy.
Opadłam zziajana na wygodny fotel. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że jest on jakiś dziwny jak na standardy pociągów zwanych pieszczotliwie kibelkami.
Bordowa tonacja zasłon korespondowała z ciepłą stylistyką ścian. Delikatna łuna światła potęgowała westernowoburdelowy klimat wnętrza.
Nagle pojawił się on, właściciel gwizdka.  

— Bilety do kontroli poproszę — wypowiedział spokojnym, śpiewnym, miękkim, a jednocześnie silnym i męskim barytonem. Urzekając mnie dogłębnie. Zdążył skontrolować pozostałych współpasażerów, nim wygrzebałam w torebce bilet.  

— Proszę bardzo — podałam, licząc choćby na przypadkowy dotyk jego dłoni. Zazdrościłam w głębi duszy
odważnym kobietom, umiejącym zdobyć faceta, który im się podoba i owinąć go sobie wokół palca lepiej niż obrączkę.
Ja niestety do nich nie należałam. Spoglądając ukradkiem na pokaźne wybrzuszenie jego spodni, czułam się bardziej niezręcznie niż napalona, pomimo tego miałam ochotę, by zwiedził moje podspódniczkowe obszary już teraz. Przywoływałam się szybko do porządku. Zanim moja muszelka zacznie pulsować pożądaniem. Wiedziałam, że jestem na to za spokojna, choć podobno niebrzydka. Jednak na zewnątrz nieokazująca swego temperamentu pełnego żądz i chęci eksperymentowania. Co zapewne odstraszało tych wszystkich
odważnych mężczyzn, wybierających kobiety emanujące erotyką. Nie podejrzewających, jak takie delikatne, urocze dziewczyny jak ja, pragną oprócz czułych słówek także ostrego rżnięcia w sypialni, windzie, lesie,
aucie...
— Jest nieważny — Jego głos przerwał moje rozważania.
— Co proszę? — Zapytałam spłoszona, podnosząc wzrok z jego spodni na twarz. Poczułam spojrzenie przeszywające me ciało na wylot.
— Pani bilet jest nieważny
— Jak to przecież mam miesięczny i... — Zwiesiłam głos. Poczułam się jak nastolatka przyłapana na paleniu papierosów w szkolnej toalecie. Faktycznie bilet ważny był do wczoraj.
— Zapraszam ze mną — chwycił moją dłoń, podnosząc mnie nienachalnie z fotela. Posłusznie poszłam z nim. Pełna różnych emocji. A przede wszystkim niepewności. Cóż to za przestępstwo popełniłam, że nie mógł mi po prostu wypisać mandatu a jeszcze lepiej nowego biletu. I zapomnieć o całej sprawie. A może to przez grzeczność. Nie chciał mi robić więcej wstydu publicznie, widząc, jak rumieniec oblewa moją twarz. Cały czas czułam, idąc przed nim jego wzrok łapczywie badający me ciało. A może mi się tylko wydawało. Może bardziej życzeniowo tego pragnęłam, by się mną zainteresował.
A może...
Moje myśli rozprysły się wraz z otwarciem rozsuwanych drzwi przedziału
służbowego.
— Niegrzeczna dziewczynka wejdzie śmiało — ponaglił mnie klapsem. Dziki dreszcz przeszył moje ciało. Bez słowa stanęłam pod smętnym kinkietem.
Usłyszałam pstryknięcie, po którym ściany pomieszczenia rozświetliły się bardziej, nie burząc jednak tajemniczego półmroku. Moim oczom ukazały się przedmioty, których przeznaczenia nie znałam. Stanąwszy do mnie bokiem, mruczał coś pod nosem, czegoś wyraźnie szukając wśród wspomnianych rzeczy.
Spojrzałam i ja na ścianę. Okazało się, że każdy z przedmiotów miał opis.
„Śmiecenie”, „Stawianie oporu”, „Nietrzeźwość”...
— O brak biletu jest! — niemal wykrzyknął, powodując szybsze bicie mojego serca.
Machnął szpicrutą, ze świstem rozcinając powietrze. Początkowe przerażenie coraz bardziej zastępowała ciekawość i podniecenie.
Podszedł bliżej.  

— Śliczne oczka i usta... Niewinność wręcz bije z tej
twarzyczki. Kto by pomyślał, że to taka niegrzeczna dziewczynka...— rzekł,
wymierzając mi świszczącego klapsa znienacka, aż podskoczyłam. A me piersi razem ze mną. Wsunął między nie szpicrutę.
— Ściągaj bluzkę! — nakazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Posłusznie wykonałam rozkaz. Jego oczom ukazały się me nagie piersi, gdyż nie miałam czasu myśleć o staniku.
Miękką końcówką pejcza zaczął drażnić moje suteczki. Powoli stawały się coraz twardsze. A ja coraz bardziej wilgotna.
Widząc moje podniecenie, szybkim ruchem szpicruty wymierzył kolejnego klapsa w mój spragniony tyłeczek.
— Podciągnij spódniczkę, ale tylko z pośladków!
Wymierzał kolejne świszczące ciosy. Mój tyłek płonął. Cała płonęłam. Zagryzałam wargi z przyjemności.
Nagle przestał. Poczuwam jak wsuwa narzędzie kary pod moją zwiewną
spódniczkę. Bawił się nią, drażniąc uda. Moje zmysły były tak wyczulone, że odbierały delikatny dotyk spódnicy niemalże, jak penetracje. Ruchy szpicruty wewnątrz ud gotował zmysły. Serce rozsadzało piersi. Zabronił mi się pieścić. Gdy dotknął narzędziem mojego trójkącika, poczułam, jakby miliony mrówek biegało tam w szalonym pędzie. Traciłam równowagę i oddech...
Mięciutka końcóweczka szpicruty tańczyła pod moimi majtkami, zsuwając je umiejętnie na bok.
— Unieś spódnicę i trzymaj ją tak. — Rozkazał tym razem łagodnym tonem.
Wpiłam w nią paznokcie, zaciskając dłonie w pięści z rozkoszy, jaką mi dawał. Jednak to był dopiero, jak się okazało wstęp.
Wpił wzrok w moją rozpaloną cipkę. Wodził po niej szpicrutą we wszystkie strony, wnikając w zakamarki. Poklepywał delikatnie. A czasami mocniej.
Wsuwał ją delikatnie we mnie. A ja płonęłam. Czułam, że eksploduję. Świat zawirował, ocknęłam się w jego ramionach.
— Dobrze się czujesz? Prawie upadłaś — Zapytał naprawdę troskliwie.
— Wszystko dobrze. Chyba moja cipka odessała mą świadomość... Zerżnij mnie teraz! — Westchnęłam roztrzęsionym głosem.
Obrócił mnie do ściany. Przykuł do niej kajdankami. Wszedł pode mnie i zaczął robić językiem to samo co przed chwilą szpicrutą. Wyciskał soki z mej szparki z nieznaną mi do tej pory łapczywością. Eksplodowałam niczym wulkan, pragnąc więcej i więcej. Odpływałam totalnie.
Nagle poczułam klapsa i dłoń trzymającą mój pośladek. Zaraz po niej drugą. Ugniatał mój tyłeczek swymi silnymi dłońmi jak jędrne ciasto. Bez pardonu wsunął się we mnie kawałeczek. Za chwile głębiej. I jeszcze dalej. Czułam, jakby do mojej cipki wchodził wąż. Potężny niekończący się boa dupiciel...
Przylgnął do mnie nagim torsem. Gryzł uszy, buszując w mych długich splątanych włosach. Odnajdywał w tym gąszczu bezbłędnie czułe miejsca,doprowadzając językiem do szału. Wchodził we mnie coraz mocniej. Posuwał szybciej i szybciej nacierając na moją szparkę, z dołu z góry z boku a ja mu w tym pomagałam, kręcąc tyłkiem na wszystkie strony. Rżnął mnie jak nikt jeszcze. Piszczałam, wyłam doznając orgazmu. Wbijał mnie w ścianę, dłońmi ściskając piersi, w palcach rolując sutki. Poczułam, jak eksplodował we mnie!
Oszalałam!
Opuścił mnie nadal rozpaloną, pragnącą więcej...
Uwolnił moje ręce. Stałam zdezorientowana. Prawie naga,powoli dochodząc do siebie. Jednak nie było mi to dane...
Otworzyły się drzwi kabiny maszynisty. Stanął w nich barczysty, długowłosy mężczyzna. Na widok jego posągowego ciała, ukrytego pod dopasowaną koszulką z emblematami przewoźnika analnego, moje ciało wyprężyło się samo.
— Jest twoja — Zostałam przekazana Adonisowi stojącemu w drzwiach.
Nagle poczułam klapsa i dłoń trzymającą mój pośladek. Zaraz po niej drugą. Ugniatał mój tyłeczek swymi silnymi dłońmi jak jędrne ciasto. Spojrzał mi w oczy....ręką delikatnie, acz z uściskiem chwytał za włosy.....szepnął do ucha....rozkaz..... Schodzisz w dół......a ja jak zaczarowana....zaczęłam całować go po szyjce, karku, schodząc w dół, pisałam koniuszkiem języka alfabet na jego torsie....z przerwami na ugryzienie sutka......wymuskałam każdy jego cm...schodząc w dół.....aż dotarłam do męskości.....zaczęłam
delikatnie dotykać dłonią......językiem bawiąc się jajeczkami....wkładając je w buzie.....pod nimi jest cudny punkt, który uciskałam....czułam, że pulsuje.....że chce wejść i rozgościć się w moich ustach....powoli
Koniuszkiem języka lizałam w te i we wte....wsadziłam go do buzi....taki gruby, napięty, smaczny......sssałam, pieściłam....coraz dogłębniej.....aż po migdałki Aż bolało......ale jego jęki...rozkosz podniecała jeszcze
bardziej.....podniósł mnie, obrócił i bez pardonu wsunął się we mnie kawałeczek..... Położył na blacie, wciskając niemalże twarz w przednią szybę. Wchodząc we mnie, obsługiwał pulpit sterowniczy. Poczułam, jak pociąg ruszył. A on rozpędzał się we mnie, wymierzając klapsy w rytm stukotu kół...
Z przeciwka toczył się powoli podobny skład. Usiłowałam schować się przed spojrzeniami, ale on nie pozwolił mi na to, chwytając za włosy, odciągnął moją głowę do góry. Jedyną osłoną przed ciekawskimi spojrzeniami rozdziawionych twarzy, wlepionych w okna, była cienka mgiełka pary osadzająca się na szybie przed moimi zdyszanymi ustami...
Posuwał mnie coraz ostrzej, mocniej i prędzej. Nasz pociąg gnał. Wszystko drżało pode mną i we mnie. Gdy wielki tłok podnosił ciśnienie poza skalę.
Przylgnął do mnie całym ciałem. Czułam każdy jego napięty mięsień. Byłam jego...!
Rzędy drzew przemykały, tworząc zieloną ścianę. A on rozpierał swą męskością moje soczyste ścianki. Gdy posuwaliśmy się naprzód, miałam wrażenie, że te szyny przede mną i podkłady zlewające się w jedność, to taki sam widok, jaki ma jego kutas posuwający mnie, wewnątrz płonącej cipki, gdy nasze ciała tworzyły jedność...
Odpływałam, widząc z przeciwka światła innego pociągu nacierającego na nas.
Wbijał się we mnie ostro. Szalony! Dyszał, dociskając mnie tyłkiem z dziką
męską siłą. Ściskając w dłoniach me piersi, wyczyniał z sutkami nieopisane rzeczy. Eksplodowałam razem z nim w momencie, gdy wymieniliśmy się falą uderzeniową z mijanym właśnie expresem! Wpiłam palce w jego ciało, drapiąc, gryzł mój kark. Jak szalona przekrzykiwałam wyjącą syrenę lokomotywy. O taaaak tak tak taaaaaaaaaaaaaaaaak! Wyładował się we mnie obficie!
Po wszystkim tkwił we mnie jeszcze długo, aż pociąg zaczął wytracać prędkość przed kolejną stacją. Całował delikatnie moje uszy. Tulił w swych silnych ramionach. Koił moje rozszalałe zmysły. Nie chciałam za nic w świecie opuszczać wygodnego fotela jego ciała. Ocknęłam się, widząc, że przecież ja na tej stacji wysiadam. Tylko jak... Ogłoszono przerwę techniczną, specjalnie dla mnie. Wyjątkowej pasażerki bez biletu!

Jarr

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1888 słów i 11033 znaków.

1 komentarz

 
  • kitu

    Ale smętna bajeczka..Czyta się ją jakby byłą snem napalonego kolejarza,zero realizmu,jakieś perwersje-totalne bzdury.Jesli to był sen autora,to niech go zachowa dla siebie..Do publikacji toto się nie nadaje.