Służba.

-Coś się stało, kochanie? – szepcząc przy samej szyi, wciągnął w płuca zapach dobrych perfum, które osobiście kupił pod choinkę.
-Nie, nie. Tak się tylko zamyśliłam. – odwrócona otworzyła szerzej powieki, by idiotycznie niesforne, pojedyncze łzy szybciej wyschły, nie rozmazując profesjonalnego makijażu typu smoky eye. Nieprzerwanie patrzyła na plecy stojącej w oddali blond celniczki.
"To mogłam być ja.”
Mundur.  
Nie, nie służb celnych. Po prostu jakikolwiek mundur. Mundur i zebrane w koński ogon włosy. I zebrane do kupy emocje. Od zawsze tarmoszące, nie pozwalające na spokojne życie. Mogły być wyciszone bezpiecznym działaniem według regulaminu. Odpowiedzialność zrzucona na przełożonych. Brak dylematów. Ograniczone możliwości. Działanie skoncentrowane na obowiązku. Bez dyskusji, bez wahania. Siła spokoju.  
To byłoby rozwiązaniem. Potrzebowała tego. Równocześnie nie mogła tego znieść.
Kipiący charakter wziął górę. Buntownicza natura nie zdzierżyłaby hierarchii. Inteligencja i bezczelność słowa nie odpuściły by komentarza ani jednemu bezsensownemu rozkazowi. Spryt, podjudzany przez kreatywność, nakazywałby kluczenie w poszukiwaniu trzeciej drogi. Wrodzona siła, podgrzana agresją, wymierzyłaby powalający cios kształtującej się dopiero subordynacji.
Karność, podległość, służba. Miały być ratunkiem, uspokojeniem szalejących emocji. Może by wyszło, gdyby osobowość mieściła się w granicach normy. Na tyle inteligentna, że wiedziała, iż nie ma szans. Na tyle zaznajomiona z tematem, by zdawać sobie sprawę, że się nie nadaje. W mundurze byłaby bombą z opóźnionym zapłonem. Jednym z tych, co po latach służby pewnego dnia, zupełnie bez powodu otwierają do swoich friendly fire.  
"Może i szkoda, że nie spróbowałam, ale…” – pogładziła kaszmirowy płaszcz. " Cały czas ten sam mundur. Jako kobieta, chyba bym oszalała!”
-Przesrane tak pracować w święta. – stwierdził mężczyzna, rzucając okiem na celniczkę. – Zwłaszcza dla dziewczyny, szczególnie jeśli ma dzieci. A nawet jeśli nie, to przecież kiedyś trzeba odetchnąć, wyluzować. Nie samą pracą człowiek żyje! – zaśmiał się, jakby kiedykolwiek legalnie pracował. Jakby podczas urlopu kilkanaście burdeli w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu miało nagle magicznie przestać przynosić zyski.  
-Pasażerowie lotu 739 liniami Emirates Airline na Malediwy proszeni są o podejście do odprawy. – głos z megafonu przerwał rozważania.
-Dokładnie. Nie zniosłabym tego. – kobieta poprawiła elegancko upięte włosy i podniosła wysoko głowę. – A to wszystko za tą śmieszną płacę. – parsknęła, lustrując blondynkę z góry do dołu.  
Rzuciła okiem na złotą Omegę na nadgarstku.  
-Chodźmy. Za kilkanaście godzin zanurzymy stopy w oceanie. – poprawiła torebkę Saint Laurenta.
"Niech każdy robi to, co umie najlepiej.” – zmrużyła oczy i wydęła lekko wargi.

129 czyt.
100%41
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i obyczajowe, użyła 498 słów i 3029 znaków, zaktualizowała 5 sty o 18:49

Komentarze (1)

 
  • agnes1709

    agnes1709 6 sty 10:29

    Zajebiste. No i ludzie zawsze narzekają na biedę,a tu co? Emiratami się rozwożą, co za rozpusta