Najsłabsze ogniwo - cz. 1

-Witamy w Tunezji! – rezydentka szerokim uśmiechem rozpoczęła przekazywanie niezbędnych informacji. Autobus z impetem ruszył z lotniskowego parkingu, aż nienaturalnie opalona blondyna nie przestając się uśmiechać chwyciła się oparcia fotela.  
-Hotele „Diamond” i „Black Rose” w poniedziałek o 10…- kontynuowała nie zważając na przechylania przy każdym ścinanym zakręcie. Arabski styl jazdy już od dawna nie robił na niej wrażenia.
-Taaa…  Najważniejsze kiedy przyjdzie na spotkanie powciskać te przeszacowane wycieczki… - burknął jakiś jegomość z tyłu. – I wspomnieć o napiwku dla kierowcy-darmozjada, jakby mu nie płacili za robotę…
Maruda chyba nie mógł doczekać się powitalnego szampana w foyer, bo aż przebierał nogami, szuraniem zagłuszając kalekie „dziankuje bałdzo” kierowcy, zadowolonego z pochlebstwa rezydentki.
Natali oparła zmęczoną głowę o szybę i przymknęła powieki. Już od dłuższej chwili ignorowała lamenty młodej odnośnie brak, a raczej zaporowej ceny transferu danych. Bez Internetu i dostępu do mediów społecznościowych była jak chory bez respiratora.  
„Ahmed nie mógł przyjechać?” „Jeszcze wczoraj wyglądał dobrze…”  „Miło cie poznać, Zahir…”
Jedynie strzępki rozmowy rezydentki z kierowcą docierały do uszu próbującej się odseparować od zewnętrznego świata Natalii. Co innego trajkotanie Lili.
-Napisałam mamie, że jesteśmy w drodze do hotelu, ale mi nie odpisała jeszcze. Piasałaś do chłopaka? Natalii czemu śpisz? Patrz jakie palmy! Kurde, za szybko przejechał, wyjdzie rozmazane! Natalia nie śpij! Ile jeszcze pojedziemy? Co ci odpisał?
-Nie pisałam do chłopaka. – mruknęła dziewczyna nie podnosząc powiek. Miała wrażenie, że więcej spokoju miałaby biorąc za kompana podróży ciekawskiego czterolatka. Z ADHD.  – Nie mam chłopaka, mówiłam Ci.  
-Nie masz? – Lili zmartwiła się przyglądając się pęknięciu na lakierze paznokci. – Nic się nie martw! Ogarniemy ci tu jakiegoś przystojniaka! Albo kilku! – zaśmiała się dźwięcznie. – Znajoma mówiła, że …
Nagle ostre hamowanie przerwało wywody młodej. A właściwie zmieniło je, w krótki przerwany pisk.  
-Co za wariat! Jak on…
-Cicho! – skarciła ją Natali. Oczy już miała szeroko otwarte. Wyglądała znad oparć foteli na przyczynę hamowania.  
Mocny rozmach ramion barczystego kierowcy zmienił trajektorię jazdy pojazdu ostro w prawo. Zgodnie ze wskazówką blokującego dalszą jazdę ekspresówką policjanta.  
-Co do ku… - maruda z tyłu będzie musiał dłużej poczekać na barek przy basenie. – Objazd?
Autokar skręcił w lokalną drogę, bardziej przypominającą wybieg na pastwisko. Horyzont z połyskującą linią brzegu przesunął się na tylnią szybę.  
-Szanowni państwo, no mamy objazd, mamy objazd, niestety, to tutaj się zdarza czasami, ale mam nadzieję… - rezydentka częstując uśmiechami na lewo i prawo starała się poprawić sytuację. Raz po raz rzucała okiem na wkurzonego kierowcę. Mocno przyśpieszył i nie odpowiadał na pytania o objazd. Pełne, usta zmieniły się w zaciśniętą kreskę.  
-… mamy okazję pozwiedzać trochę prowincji! – blondyna nie przestawała trajkotać.  Nagle krzyknęła i w ostatniej chwili chwyciła się rurki przy schodkach.
Autobus prawie bez hamowania znów skręcił ostro w prawo, wjeżdżając w pustynne bezdroże. Kierowca jeszcze bardziej przyśpieszył.  
-Objazd. Lepszy objazd. – warknął i dodał gazu. Warkot trzydziestoletniego silnika zagłuszył odgłosy niezadowolenia turystów.
-Złożę reklamację! – maruda prawie wstał z fotela, ale pęd pojazdu usadził go z powrotem. Bezludny, księżycowy krajobraz przemykał za szybami, a pojazd przeskakiwał nad muldami, mijając kolejne, coraz większe wydmy. Nagle autokar zatrzymał się prawie w miejscu wzbijając za sobą tumany kurzu.  
- Wysiadać! – krzyknął kierowca po angielsku, odwracając się do pasażerów. – Natychmiast!  
-To silnik? Pali się silnik? O Boże… - starsza pani z przodu rzuciła się do drzwi. Pozostali patrzyli po sobie przerażeni. Ktoś zaczął wyciągać torbę z półki nad siedzeniami.
-Wysiadać, kurwa!
Szmer zamienił się w chaos pośpiesznie wydostających się z pojazdu turystów. Chwytane naprędce torebki i kurtki mieszały się z pokrzykiwaniami ludzkiej masy. Jakaś kobieta zaczęła płakać, kilku mężczyzn siarczyście klęło. Lili nieznacznie przybliżyła się do przyjaciółki. Powstrzymała się przed chwyceniem jej za rękę. Dziewczyny jako jedne z ostatnich wyszły z autokaru. Grupa trzydziestu kilu osób zaczęła rozchodzić się pomiędzy pojazdem a dwiema niewielkimi wydmami.  
-Stać, kurwa! Ręce do góry! – krzyk przerażonych ludzi prawie zagłuszył odgłos wystrzału. Arabski kierowca ze wściekłością w oczach przesuwał wzrokiem po pasażerach. Uniesiona w górze uzbrojona dłoń nie pozostawiała wątpliwości kto tu rządzi. Nawet wśród nie znających angielskiego. Turyści odruchowo zbili się w małą grupkę. Kobiety przytulały się do swoich mężczyzn.
-Ręce do góry, powiedziałem! Po kolei – wyciągać telefony! Na ziemię! – mężczyzna machnięciem ręki wskazał na piasek.
-Co do… - kilku z mężczyzn poczuło przypływ adrenaliny, ale to drobna rezydentka ruszyła w kierunku kierowcy.  
-Zahir! – wyciągnęła ręce w jego kierunku. – Co ty wypr…
Celny strzał w czoło zatrzymał ją w pół kroku. Tłum krzyknął.  Ciało dziewczyny osunało się bezgłośnie na ziemię. Piasek powoli pochłaniał krew.  
-Myślicie, że żartuję? – kierowca przeklnął po arabsku i odwrócił głowę w kierunku podjeżdżających zza wydm kilku czarnych jeepów.

angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 946 słów i 5780 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    „Miała wrażenie, że więcej spokoju miałaby biorąc za kompana podróży ciekawskiego czterolatka. Z ADHD“. :lol2: Super, tylko mało, szybciutko dawaj jeszcze :D W takim momencie urwać, nie masz litości  :spanki:  :przytul: